Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
- Автор: Пратчетт Теренс Дэвид Джон
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 978-83-7648-377-1
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:
— Aha, religijne bajki…
— Ale oto jestem. Pytał pan, czemu jestem silny. Kiedy żyłem w mroku kuźni, podnosiłem ciężary. Z początku obcęgi, potem mały młotek, później największy młot, aż wreszcie pewnego dnia zdołałem podnieść kowadło. To był dobry dzień. Zyskałem odrobinę wolności.
— Dlaczego to takie ważne, że podniosłeś kowadło?
— Byłem do niego przykuty.
Szli w milczeniu, dopóki nie odezwał się Trev, bardzo starannie dobierając każde słowo:
— Wydaje się, że życie w górach było ciężkie…
— Teraz nie jest już tak źle, jak sądzę.
— Człowiek zaczyna doceniać, co mu się dobrego zdarza, jakby…
— Chodzi o obecność pewnej damy, panie Trev?
— Tak, jeśli już pytasz. Cały czas o niej myślę! Naprawdę ją lubię! Ale jest z Dolasów! — Niewielka grupka kibiców obejrzała się na nich, więc Trev zniżył głos do szeptu. — Ma braci z piachami jak bycze zady!
— Czytałem, panie Trev, że miłość śmieje się ze ślusarzy.
— Naprawdę? A co robi, kiedy oberwie po gębie byczym zadem?
— Poeci niczego nie podpowiadają w tej kwestii, panie Trev.
— Poza tym — dodał Trev — ślusarze to zwykle spokojni goście, wiesz? Ostrożni, cierpliwi… jak ty. Tak sobie myślę, że nawet jakiś drobny żarcik by ci uszedł. Na pewno spotykałeś już dziewczyny. Niby żaden z ciebie olejny obraz, szczera prawda, ale one lubią takie aliganckie słówka. Założę się, że jadły ci z ręki… no, jak ją już umyłeś, oczywiście.
Nutt się zawahał. Była naturalnie Lady i panna Healstether, jednak żadna z nich nie pasowała zbytnio do kategorii „dziewczyna”. Były też Małe Siostrzyczki, z całą pewnością młode i prawdopodobnie płci żeńskiej, ale trzeba przyznać, że przypominały raczej inteligentne kurczaki i nie wyglądały najlepiej podczas karmienia — ale znowu, „dziewczyny” nie wydawało się dobrym określeniem.
— Nie spotykałem zbyt wielu dziewcząt — wyznał.
— Glenda naprawdę na ciebie leci. Tylko uważaj, bo jak jej pozwolisz, od razu zacznie tobą kierować. Zawsze tak robi. Ze wszystkimi.
— Wydaje mi się, że wy dwoje macie wspólną historię — oświadczył Nutt.
— To ty jesteś sprytny, nie? Milczący, ale ostry jak nóż. Tak, to chyba rzeczywiście historia. Chciałem się zająć geografią, ale ona ciągle tłukła mnie po łapach. — Trev przerwał, by sprawdzić, czy na twarzy Nutta nie dostrzeże jakiegoś blasku. — To był żart — dodał bez większej nadziei.
— Dziękuję za tę informację, panie Trev. Później spróbuję go rozszyfrować.
Trev westchnął.
— Ale ja już nie jestem taki, a Juliet… No wiesz, mógłbym się czołgać całą milę po tłuczonym szkle, żeby tylko trzymać ją za rękę i żadnych numerów.
— Napisanie wiersza często otwiera drogę do serca wybranki — oświadczył Nutt.
Trev się rozpromienił.
— Ach, ze słowami dobrze mi idzie! Ja napiszę list, a ty mógłbyś go jej przekazać. Napisałbym na aliganckim papierze, coś w rodzaju, czekaj… „Myślę, że jesteś naprawdę niezła. Może się spotkamy? Żadnego migdalenia, obiecuję. Szczerze, Trev”. Jak to brzmi?
— Duch tego listu jest czysty i szlachetny, panie Trev. Ale… Ach, gdybym mógł jakoś panu pomóc…
— Potrzebne są dłuższe słowa, co? I bardziej taki jakby zakręcony język…
Ale Nutt nie zwracał na niego uwagi.
— Jak dla mnie to brzmi ślicznie — rozległ się jakiś głos nad głową Treva. — A kogo ty znasz, kto umie czytać, mądralo?
Braciom Stollop trzeba było przyznać jedno: nie byli Andym. W ogólnym schemacie świata nie dawało to wielkiej różnicy, zwłaszcza kiedy człowiek nic nie widział przez krew, jednak w największym skrócie Stollopowie wiedzieli, że siła zawsze jest skuteczna, dlatego też nie próbowali niczego innego. Podczas gdy Andy był zimnym psychopatą, za którym inni szli tylko dlatego, że to bezpieczniejsze, niż stanąć przed nim. Potrafił zachowywać się czarująco, kiedy opanowała go jedna z tych szaleńczo oscylujących zmian nastroju; był to najlepszy moment, żeby uciekać. Co do Stollopów, badacz nie potrzebował wiele czasu na odkrycie, że mózgiem rodziny jest Juliet. Z punktu widzenia Treva jego przewaga polegała na tym, że uważali się za sprytnych, ponieważ nikt nigdy nie wyprowadził ich z tego błędu.
— Ha! Pan tak zwany Trev — rzekł Billy Stollop, dźgając Treva paluchem wielkości parówki dla hipopotama. — Taki z ciebie mądrala, to może powiesz, kto złamał gola, co?
— Byłem w Ścisku, Billy. Nic nie widziałem.
— Zagra dla Ćmoków? — nie ustępował Billy.
— Billy, nawet twój ojciec w najlepszych czasach nie mógłby rzucić piłki nawet w połowie tak daleko, jak wszyscy mówią. Wiesz o tym, nie? Ty byś tak nie rzucił. Słyszałem, że słup Aniołów po prostu się rozleciał i ktoś wymyślił taką historyjkę. Czy ja bym cię okłamywał, Billy?
Trev potrafił z łatwością wymyślać kłamstwa, które były niemalże prawdą.
— Tak, bo jesteś Ćmok!
— No dobra, rozgryzłeś mnie, przejrzałeś na wylot. — Trev rozłożył ręce. — Szacun i w ogóle, Billy… To Nutt, ten tutaj, rzucił piłką. I to jest moja ostateczna oferta.
— Powinienem ci za to tak przywalić, żeby łeb ci zleciał — burknął Billy, zerkając pogardliwie na Nutta. — Ten dzieciak nie wygląda, żeby w ogóle potrafił unieść piłkę.
A wtedy za plecami Treva odezwał się inny głos.
— Ojej, Billy, wypuścili cię bez obroży?
— Bogowie… — usłyszał Nutt szept Treva. — A tak dobrze szło…
Po czym jego przyjaciel odwrócił się i powiedział:
— To publiczna ulica, Andy. Każdemu wolno przechodzić.
— Dolasy zabiły twojego starego. Trev. Nie masz wstydu?
Reszta Grupy Bojowej stała za Andym. Ich miny wyrażały połączenie wyzwania i świadomości, że po raz kolejny zostaną do czegoś wciągnięci. Byli już na jednej z głównych ulic. Straż zwykle nie wtrącała się do bójek w zaułkach, ale tutaj, na oczach wszystkich, musiała jakoś reagować na wypadek, gdyby podatnicy się skarżyli. A że zmęczone gliny nie lubiły czegokolwiek robić, robiły to szybko i mocno, żeby przy odrobinie szczęścia nie robić tego znowu, a w każdym razie nieprędko.
— Co wiesz o tym wszystkim, co opowiadają o kibicu Ćmoków i dziuni z Dolasów, którzy w Ścisku trzymali się za ręce? — zapytał Andy, kładąc ciężką dłoń na ramieniu Treva. — No, dalej, sprytny jesteś, zawsze wiesz wszystko pierwszy.
— Dziuni? — To był Billy; miał uszy bardzo daleko od mózgu. — Na Siostrach Dolly nie ma dziewczyny, która by spojrzała na waszą pryszczatą bandę!
— Ach, więc to od was je łapiemy… — wtrącił Pierdoła Carter.
W tych okolicznościach Nutt uznał to za uwagę zapalną. Być może, pomyślał, jest taki rytuał, że trzeba wymieniać dziecięce przezwiska, dopóki obie strony nie uznają ataku za całkowicie usprawiedliwiony, jak to zauważył doktor Vonmausberger w „Rytualnej agresji dojrzewających szczurów”.
Ale Andy wydobył już spod koszuli swój krótki kord. Była to paskudna broń, obca prawdziwemu duchowi kopanej piłki, który na ogół uśmiechał się pobłażliwie przy przedmiotach, co to uderzają, drapią, łamią i… no dobrze, w najgorszym wypadku, pod wpływem chwili i tak dalej… oślepiają[11]. Ale nagle przychodził Andy, który walczył o Sprawę. A kiedy już w pobliżu zjawiał się ktoś taki jak Andy, zjawiali się też inni tacy jak on; w efekcie każdy dzieciak, który w innej sytuacji zabrałby na mecz jakiś kastet na pokaz, wyraźnie dzwonił przy każdym kroku i wymagał pomocy, kiedy upadł.
11
Człowiekowi zostawało przecież jeszcze drugie oko, prawda? No i miał teraz żelazny dowód na to, że jest twardzielem, zwłaszcza jeśli zarobił jeszcze jedną z tych blizn, które biegną przez oko na policzek. Wystarczyła wtedy czarna opaska i już nigdy nie musiał w barze czekać, aż go obsłużą.