Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Wielki Diament. Tom I
Wielki Diament. Tom I - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielki Diament. Tom I

Электронная книга - «Wielki Diament. Tom I». Краткое содержание книги:

Intryga rozpoczyna się w kolonialnych Indiach XIX wieku, gdzie prawowitym właścicielom zostaje skradziony tytułowy wielki diament. Cenny kamień wędruje przez rozmaite ręce i epoki, aby odnaleźć się współcześnie w pewnej polskiej rodzinie.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 51
Перейти на страницу:

I do tego była naprawdę piękna.

Wicehrabia na jej punkcie oszalał do tego stopnia, że prawie zapomniał o diamencie. Klementyna, w nieco wolniejszym tempie, odpowiedziała mu wzajemnością. Na oko podobał jej się od razu, rozejrzawszy się zaś wokół siebie, doceniła zdumiewająco moralny tryb życia młodego człowieka, o którym krążyły obecnie kąśliwe opinie, jakoby pokutował za wcześniejsze grzechy. Skoro pokutował, to już nieźle, szczególnie że poddał się tej pokucie sam z siebie, dobrowolnie, bez niczyjego nacisku. Jedną miał tylko wadę nieuleczalną, mianowicie nie był bogaty. Pochodził ze zrujnowanej rodziny, nie posiadał prawie żadnego dochodu i nie czekał na niego żaden spadek. Pod tym względem prezentował się beznadziejnie.

Ubóstwem wielbiciela Klementyna nie przejęła się zbytnio. Co oznacza, wiedziała dokładnie, dość się naoglądała w kraju rodzin zrujnowanych. Znała takich, którzy poddali się rezygnacji i podupadli doszczętnie, i takich, którzy umieli się podźwignąć, sama nie zagrożona żadną nędzą wyłącznie dzięki gdańskiej babce. Wpadły jej nawet w ucho jakieś rozmowy o funduszach lokowanych w Anglii, zabezpieczonych przed wszelkimi kataklizmami.

Na wszelki wypadek jednakże odbyła rozmowę z ojcem.

– Mój tatku – rzekła przy śniadaniu, spożywanym sam na sam, we dwoje. – Czy my jesteśmy bogaci?

Hrabia Dębski, po wydarzeniach powstańczych pełen uznania, a nawet szacunku, dla własnej córki, zastanowił się.

– To zależy – odparł. – Ogólnie, jako rodzina, raczej tak. Ale pozostał nam tylko majątek babci, bo moje przepadło. No i ty masz Zarzecze po matce. Dałoby się z tego wyżyć.

– A gdyby nagle potrzebne nam były pieniądze, dużo pieniędzy, to co?

– A cóż ty, moje dziecko, nagle zrobiłaś się taką finansistką?

– Zaraz tatce powiem, ale najpierw niech tatko odpowie. Gdyby nam były potrzebne…

– Dużo pieniędzy to ile, według ciebie?

– Nie wiem. Milion franków. Albo dwa miliony.

– Dwa miliony franków, chciałabyś, żeby ci tu położyć na stole? To nie dzisiaj. Najprędzej jutro, a może nawet pojutrze. Musiałyby nadejść przez Gdańsk i Londyn. Nadwerężyłoby nas nieco, ale rzecz jest możliwa. Dlaczego pytasz?

– Powiem tatce prawdę…

Hrabia łypnął okiem na córkę, nieco zaskoczony.

– No, ja myślę! Jakżeby inaczej? Dotychczas kłamstw żadnych od ciebie nie słyszałem!

– I nie usłyszy tatko – zapewniła Klementyna, przyzwyczajona do bezwzględnej szczerości własnej i wielkiej tolerancji ojca. – Ciągle tu wszyscy trąbią o pieniądzach, spadkach, kredytach, posagach… Posagach szczególnie. Chciałabym wiedzieć, co by było, gdyby mi się oświadczył ktoś ubogi. Czy ja muszę sobie szukać bogatego męża?

– Żadnego nie musisz, sami cię znajdą. Możesz, dziecko, poślubić i ubogiego, jeśli ci do serca przypadnie, byle dobrej krwi. I nie jakiegoś szaławiłę, co wszystko przetrwoni. Ale ja wierzę, że rozumu ci nie zabraknie, tylko nic nie czyń w tajemnicy przede mną.

– Nie uczynię, tatku…

Obietnica miała swoją wagę. Nie oznaczała, rzecz jasna, zwierzeń, jakie czyni się o zmierzchu najlepszej przyjaciółce, czegoś podobnego hrabia Dębski nie oczekiwał, a Klementyna dobrze wiedziała, o co ojcu chodzi. Nie musiała wyjawiać niepewnych drgnień serca, ale takie rzeczy, jak potajemne schadzki, ukrywane znajomości czy zgoła ucieczka z amantem, nie wchodziły w rachubę. Wpojone miała przekonanie, że co uczciwe, to nie wymaga ukrycia, tajemnica z reguły kryje wykroczenie, a nawet zbrodnię. Oczywiście bywają wyjątki, na przykład w odniesieniu do wroga. Chociażby różne spiski w kraju…

Uspokojona w kwestiach finansowych, pozwoliła uczuciu na rozwój.

Wicehrabia de Noirmont zwlekał z oświadczynami tylko dlatego, że ogarniała go rozpacz na tle finansowym. O zamożności hrabiego Dębskiego nie miał pojęcia, przywykł raczej do ubóstwa emigrantów z kraju, który nie istniał na mapach Europy, i hrabiego również uważał za ofiarę, goniącą resztkami. Bogaty mariaż, przy swojej urodzie i wychowaniu, Klementyna miała jak w banku, on zaś chciał jej w tym przeszkodzić. Chciał ją zagarnąć dla siebie, nie mogąc jej nic dać. Jedyne, co mógł zaproponować, to żałosną egzystencję na ruinach zameczku, wśród paru krów, koni, owiec, dość licznego drobiu, znacznie liczniejszych szczurów i nietoperzy oraz trzech osób służby: starego lokaja, kucharki i dziewki do wszystkiego. Nie takim bogactwem pragnął ją obdarzyć! Czemuż, jak kretyn, tak bez opamiętania trwonił spadek po ciotecznej babce, co mu do głupiego łba strzeliło, żeby obsypywać złotem jakieś idiotyczne kurtyzany, fetować cyrkowców i chórzystki z opery, rozdawać przyjaciołom i wrogom najlepsze konie, przegrywać po salonach dzikie sumy, a wygrane zostawiać służbie…?! Ta służba jest teraz dziesięć razy bogatsza od niego. Cymbał grzmiący…!!!

Samokrytykę odpracował sam ze sobą rzetelnie, ale niewiele to pomogło. Jedyny ratunek, Wielki Diament, znów zaczął natrętnie pchać mu się na myśl. Gdyby zdołał się nim posłużyć… O nie, teraz już by nie robił z siebie idioty, żadnej głupiej rozrzutności, zainwestować rozumnie i dać sobie spokój z życiem ponad stan. Ta przecudowna dziewczyna nie prezentuje żadnych rozszalałych kaprysów, to anioł z nieba, a nie grymaśna kokota… Żył jako tako i nie chodził w łachmanach tylko dzięki racjonalnym poglądom wierzycieli. Zdając sobie sprawę, że ze zrujnowanego dokładnie dłużnika niczego nie wydoją, woleli cierpliwie poczekać na poprawę jego losu. Bogaty ożenek wciąż wydawał się wielce prawdopodobny i sami gotowi byli mu raić różne właściwe partie, dziwiąc się tylko z lekką irytacją, że nie bierze wdowy po bankierze, może i niezupełnie młodej, ale tarzającej się w dostatkach i jeszcze całkiem na chodzie. A córka kupca winnego, milionera, aż się trzęsła do niego. Lada chwila powinien się załamać i coś z tego wybrać. W oczekiwaniu tej radosnej chwili wciąż karmili go i odziewali na kredyt. Nawet własnego konia, oddanego w zastaw, mógł wicehrabia w razie potrzeby wypożyczać.

Wicehrabia zaś teraz już oglądał diament codziennie i bał się wybuchu afery. Był święcie przekonany, że w razie najmniejszego swądu, straciłby Klementynę bezpowrotnie. Gryzł się tak, że sposępniał i nawet nieco zmienił się na twarzy. Może by i zmarniał doszczętnie albo popełnił jakieś głupstwo, gdyby nie wtrącił się los.

Los przybrał postać deszczu, który lunął znienacka. Wicehrabia sterczał właśnie ponuro przed wystawą jubilera, którego wcale nie zamierzał odwiedzać, bo na nic się jeszcze nie zdecydował, a widok wszelkich klejnotów denerwował go niewymownie, wystawie przyglądał się zatem masochistycznie. Na stan nieba nie zwracał żadnej uwagi, nagła ulewa zaskoczyła go, odwrócił się gwałtownie w poszukiwaniu jakiegoś schronienia i ujrzał hrabiego Dębskiego w krytym powozie, zwalniającym tuż przed nim. Hrabia dostrzegł go w tym samym momencie, kazał zatrzymać i zaprosił młodzieńca najpierw do pojazdu, a potem do siebie.

Klementyny nie było, bawiła gdzieś w gościnie. Obaj usiedli przy winie, czekając na jej powrót, wyjątkowo bowiem nie mieli w planach żadnej wieczornej rozrywki.

Hrabia Dębski na zaburzenia wzroku nie cierpiał. O rękę córki bywał proszony niezliczoną ilość razy od chwili, kiedy ukończyła piętnaście lat, objawy rozmaitych gwałtownych uczuć były mu doskonale znane, pamiętał nawet doświadczenia własne. Domyślał się, na co ciężko choruje zgnębiony wicehrabia, lubił go, znał rodzinę, cenił niegdyś jego ojca, pozwolił sobie teraz na współczucie, aczkolwiek zachęcać go do oświadczyn nie miał najmniejszego zamiaru. Chciał mu tylko nieco ulżyć.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 51
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)