Ludzie [Humans - pl]
- Автор: Сойер Роберт Джеймс
- Серия: Neandertalska Paralaksa #2
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 978-83-89951-81-6
- Переводчик: Agnieszka Jacewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Ludzie [Humans - pl]». Краткое содержание книги:
W drugim tomie Ponter Boddit doprowadza do ponownego otwarcia portalu między światami. Wraca na Ziemię zamieszkałą przez Homo sapiens i znowu spotyka profesor Mary Vaughan. Podczas pierwszej oficjalnej wizyty delegacji ze świata Neandertalczyków dochodzi do incydentu, który stawia pod znakiem zapytania dalsze kontakty między gatunkami. Na szczęście, udaje się pokonać pierwsze trudności i rozpoczyna się wymiana kulturowa między obiema Ziemiami.
Ponter obejrzał się na tunel prowadzący do jego świata i poczuł ukłucie w sercu na widok Adikora, który stał u wylotu i patrzył prosto na niego. Chciał do niego pomachać, ale to by za bardzo przypominało pożegnanie, więc tylko się uśmiechnął, choć wiedział, że z takiej odległości przyjaciel nie dostrzeże jego miny. Może to i lepiej, bo Ponter czuł, że jego uśmiech jest wymuszony. Miał nadzieję że nie po raz ostatni widzi ukochanego partnera.
Przecisnął ramiona przez otwór włazu i podciągnął się na platformę. Nagle otoczyło go pięciu Gliksinów w identycznych, zielonych strojach. Każdy trzymał dużą broń na pociski.
Ponter czytał sporo literatury spekulatywnej. Znał historie o równoległych światach, w których istniały złe odbicia ludzi ze znajomej Ziemi. Najpierw przyszło mu do głowy, że trafił do takiego odmiennego świata.
— Panie Boddit — zwrócił się do niego jeden z… żołnierzy, tak chyba brzmiała właściwa nazwa — kapitan Donaldson z Kanadyjskich Sił Zbrojnych. Proszę odsunąć się od włazu.
Ponter spełnił polecenie i w otworze pojawiła się ambasadorka. Tukana również wciągnęła się na metalowy podest. Ściany wokół platformy zasłonięte były płachtami ciemnozielonego plastiku, a po suficie biegły przewody i plastikowe rury. Po jednej stronie stało coś, co mogło być sprzętem komputerowym.
— Proszę pani? — powiedział Donaldson, patrząc na Tu — kanę.
— To jest Tukana Prat, nasza ambasadorka — wyjaśnił Ponter, a Hak przetłumaczył jego słowa.
— Pani ambasador, panie Boddit, muszę was prosić, abyście poszli ze mną.
Ponter się nie ruszył.
— Czy jesteśmy tu niemile widziani?
— Przeciwnie — odparł Donaldson. — Jestem pewien, że nasz rząd chętnie powita ambasadorkę i przyzna państwu status dyplomatów. Na razie jednak musicie udać się za mną.
— Dokąd nas zabieracie? — Ponter zmarszczył brew.
Donaldson wskazał drzwi prowadzące z platformy do sterowni. Były zamknięte. Ponter wzruszył ramionami i razem z Tukana ruszył do wyjścia. Jeden z żołnierzy wysunął się do przodu i otworzył przed nimi drzwi. Weszli do ciasnego i wąskiego pomieszczenia.
— Proszę iść dalej — powiedział Donaldson.
Ponter i Tukana usłuchali.
— Jak pan zapewne pamięta, panie Boddit — ciągnął Donaldson, idąc za nimi — Sudbury Neutrino Observatory mieści się dwa kilometry pod powierzchnią ziemi i konieczne jest utrzymanie w nim odpowiedniej czystości powietrza, aby zapobiec wprowadzeniu do komory kurzu lub innych zanieczyszczeń, które mogłyby zakłócić działanie urządzeń.
Ponter obejrzał się na Donaldsona, ale się nie zatrzymał.
— Przygotowaliśmy specjalne pomieszczenia na wypadek, gdyby pan lub inni przedstawiciele z pańskiego świata mieli się tu zjawić — kontynuował Donaldson. — Obawiam się, że będą państwo musieli przejść kwarantannę, która potrwa do chwili uzyskania przez nas pewności, że mogą państwo bezpiecznie wyjść na powierzchnię.
— Nie! Znowu! — powiedział Ponter. — Możemy udowodnić, że jesteśmy wolni od wszelkich drobnoustrojów.
— Nie do mnie należy ocena tego, sir — odparł Donaldson. — Osoby za to odpowiedzialne już są w drodze.
Rozdział Jedenasty
Mary Vaughan stała pochylona nad mikroskopem, gdy drzwi do jej laboratorium otworzyły się gwałtownie.
— Mary!
Podniosła głowę i zobaczyła stojącą na progu Louise Benoit.
— Tak?
— Ponter wrócił!
Serce Mary mocniej zabiło.
— Naprawdę?
— Tak! Właśnie mówili o tym w radio. W SNO ponownie otworzył się portal między światami i Ponter z jeszcze jednym neandertalczykiem przeszli na naszą stronę.
Mary wstała i spojrzała na Louise.
— Masz ochotę na wycieczkę do Sudbury?
Louise się uśmiechnęła, jakby oczekiwała takiej propozycji.
— Nie ma sensu tam jechać. Neandertalczycy przechodzą kwarantannę w pomieszczeniach SNO; nie miałybyśmy szans zobaczyć się z nimi.
— Aha. — Mary starała się, by w jej głosie nie było słychać rozczarowania.
— Ale kiedy zostaną wypuszczeni, przyjadą do Nowego Jorku, żeby wystąpić z przemówieniem w ONZ.
— Naprawdę? Jak to daleko stąd?
— Nie mam pojęcia. Jakieś pięćset lub sześćset kilometrów. Na pewno bliżej niż do Sudbury.
— I tak zamierzałam tam pojechać, żeby obejrzeć Producentów… — stwierdziła Mary z uśmiechem, ale po chwili spoważniała. — Tylko że pewnie tam też nie uda mi się z nim zobaczyć. Jako dyplomata będzie miał mnóstwo spotkań.
— Zapominasz, dla kogo pracujesz. — Louise nie traciła optymizmu. — Nasz Jock ma chyba klucze do każdych drzwi. Powiedz mu, że musisz tam jechać, aby pobrać próbki DNA neandertalczyka, który przybył z Ponterem.
Mary znowu się uśmiechnęła. W tej chwili bardzo lubiła Louise.
— Ponter, chłopie!
Reuben Montego wszedł do dwupokojowej izolatki, w której neandertalczycy odbywali kwarantannę, i wyciągnął przed siebie zamkniętą dłoń. Ponter dotknął jej swoją pięścią.
— Reuben! — powiedział własnym głosem. Następne słowa przetłumaczył już Hak. — Dobrze cię znowu widzieć, przyjacielu.
Ponter zwrócił się do Tukany.
— Reuben jest lekarzem w kopalni Creighton. To on pierwszy udzielił mi pomocy medycznej po tym, jak o mało nie utonąłem zaraz po przeniesieniu się na ten świat, i to w jego domu Mare Vaughan, Lou Benoit i ja przechodziliśmy pierwszą kwarantannę — wyjaśnił szybko po neandertalsku, po czym znowu odezwał się do Reubena: — Przyjacielu, przedstawiam ci am — basadorkę Tukanę Prat.
Reuben uśmiechnął się szeroko — jak na Gliksina — i z galanterią ukłonił.
— Pani ambasador. Witam panią!
— Dziękuję — odparła Tukana za pośrednictwem własnego implantu, któremu dodano umiejętności Haka. — Cieszę się, że mogłam odwiedzić ten świat. — Rozejrzała się po niewielkim, skromnym pomieszczeniu. — Choć przyznam, że miałam nadzieję zobaczyć większy jego kawałek. Reuben skinął głową.
— luż nad tym pracujemy. W drodze są eksperci z laboratorium epidemiologicznego w Ottawie oraz z centrów epidemiologii w Atlancie. Słyszałem, że korzystaliście z laserowego urządzenia sterylizującego. To dla nas coś nowego i nasi specjaliści muszą zyskać pewność, że takie metody rzeczywiście są skuteczne.
— Oczywiście — zgodziła się ambasador Prat. — Z czasem mamy nadzieję doprowadzić do sprawiedliwej wymiany handlowej z waszym światem, ale rozumiemy, że akurat tę technologię musimy wam udostępnić od razu. Wasi eksperci mogą bez przeszkód przejść na naszą stronę portalu i obejrzeć aparaturę. Projektantka tych urządzeń, Dapbur Kajak, chętnie wyjaśni zasady ich działania i podda sprzęt wszelkim wymaganym przez was testom.
— Doskonale. Skoro tak, to tę sprawę uda się szybko wyjaśnić.
Ponter zaczekał, aż Reuben skończy rozmowę na ten temat, po czym zapytał go bez pomocy Haka:
— Gdzie jest Mare?
Reuben uśmiechnął się, jakby spodziewał się tego pytania.
— Zatrudniła ją jakaś grupa doradcza z USA. Jest w Rochester, w stanie Nowy Jork.
Ponter zmarszczył czoło. Liczył na to, że zastanie Mare tu, w Sudbury, ale przecież nie miała powodu zwlekać z wyjazdem po tym, jak on wrócił do siebie. Na stałe mieszkała w innym mieście.