Ludzie [Humans - pl]
- Автор: Сойер Роберт Джеймс
- Серия: Neandertalska Paralaksa #2
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 978-83-89951-81-6
- Переводчик: Agnieszka Jacewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Ludzie [Humans - pl]». Краткое содержание книги:
W drugim tomie Ponter Boddit doprowadza do ponownego otwarcia portalu między światami. Wraca na Ziemię zamieszkałą przez Homo sapiens i znowu spotyka profesor Mary Vaughan. Podczas pierwszej oficjalnej wizyty delegacji ze świata Neandertalczyków dochodzi do incydentu, który stawia pod znakiem zapytania dalsze kontakty między gatunkami. Na szczęście, udaje się pokonać pierwsze trudności i rozpoczyna się wymiana kulturowa między obiema Ziemiami.
— Hej, Ponter. To jest Arnold Moore, geolog — przedstawił nieznajomego Reuben.
— Witam — powiedział Ponter.
Arnold wyciągnął rękę, a Ponter ją uścisnął.
— Doktorze Boddit, spotkanie z panem to dla mnie wielka przyjemność. Ogromna!
Nuda dała się Ponterowi we znaki i nie mógł się powstrzymać od odrobiny ironii.
— Czy aby na pewno można mnie bezpiecznie dotykać?
Arnold zupełnie nie pojął żartu.
— Koniecznie chciałem tu zjechać już w chwili, gdy usłyszałem, że jest pan tutaj! To dla mnie wielkie przeżycie. Absolutnie wielkie!
Ponter uśmiechnął się blado.
— Dziękuję — odparł.
— Proszę, niech pan usiądzie. — Arnold wskazał miejsce, z którego Ponter przed chwilą wstał.
Sam wziął drugie krzesło, obrócił je i usiadł na nim okrakiem, ręce kładąc na oparciu. Brew Pontera powędrowała w górę; taki sposób siedzenia wydawał się o wiele wygodniejszy. Wstał ponownie, obrócił swoje krzesło i usiadł na nim w podobny sposób. Nie było to wprawdzie porządnie siodłowe siedzisko, ale taka pozycja zdecydowanie bardziej mu odpowiadała.
Reuben przeprosił ich i poszedł się naradzić z immunologami krążącymi po pomieszczeniach SNO.
— Chciałbym pana o coś zapytać — oznajmił Arnold.
Ponter skinął głową, dając znak, aby mężczyzna mówił dalej.
— Zauważyliśmy, że coś dziwnego dzieje się na naszej wersji Ziemi, i zastanawiałem się, czy to samo ma miejsce u was.
— Czyli co?
— Zaobserwowaliśmy dziwne zachowanie zórz polarnych — północnej i południowej.
Ponter spojrzał na niego ze zdziwieniem.
— Nie, nic takiego obecnie u nas się nie dzieje. Prawdę mówiąc, wczoraj wieczorem sam widziałem nocne światła; wyglądały zupełnie normalnie.
Arnold sprawiał wrażenie rozczarowanego.
— Mieliśmy nadzieję, że u was coś o tym wiecie. W tej chwili domyślamy się, że pole magnetyczne Ziemi zanika i być może dojdzie do odwrócenia biegunów.
Ponter ponownie uniósł brew aż nad wał nadoczodołowy.
— A kiedy wydarzyło się to po raz ostatni?
— Tak z pamięci nie powiem. Wiele tysięcy lat temu.
— I od tamtej pory nie zaobserwowano żadnych zmian kierunku pola?
— Nie.
— Niezwykłe. U nas mieliśmy to… Hak?
— Sześć lat temu — odezwał się Hak przez zewnętrzny głośnik.
— Mam rozumieć, że proces przebiegunowania zakończył się sześć lat temu?
— Tak.
— Ale zaczął się na pewno wieki wcześniej.
Ponter pokręcił głową.
— Zaczął się dwadzieścia pięć lat temu.
— Przepraszam, ale nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem. — Arnold zrobił okrągłe oczy. — Całkowite odwrócenie pola magnetycznego Ziemi nastąpiło w zaledwie…ile? … dziewiętnaście lat?
— Tak, zgadza się. Przed dwudziestu pięciu laty pole magnetyczne miało normalne natężenie. Potem doszło do jego zaniku. Przez następne dziewiętnaście lat planeta nie miała żadnego pola magnetycznego, a potem, sześć lat temu, pole ponownie się pojawiło.
— „Pojawiło”? — powtórzył zdziwiony Arnold. — Pan chyba żartuje.
— Kiedy żartuję, staram się być o wiele zabawniejszy — odparł Ponter.
— Ale… ale… zawsze sądziliśmy, że ten proces trwa setki, a może nawet tysiące lat.
— Dlaczego?
— No, ze względu na rozmiar Ziemi.
— Pole magnetyczne Słońca ulega odwróceniu co sto czterdzieści miesięcy, czyli co jedenaście lat, a Słońce jest jakiś milion razy większe od Ziemi.
— No tak, ale…
— Nie chciałbym zabrzmieć siwiej — zauważył Ponter.
— My też wiedzieliśmy bardzo niewiele o przebiegunowywa — niu Ziemi, dopóki sami nie mieliśmy okazji zaobserwować tego zjawiska. Niektórzy nasi geologowie także byli zdumieni jego tempem.
— Całkowity zanik geomagnetyzmu, a potem jego powrót zabrał niecałe dwie dekady. Niesamowite.
— Był to bardzo interesujący okres dla fizyki — przyznał Ponter. — Nasi ludzie wiele się nauczyli o… chodzi mi o proces, w którym pole… na pewno macie na to jakieś określenie?
Arnold skinął głową.
— Geodynamo.
Ponter zmarszczył czoło. Niełatwa nazwa — dużo samogłosek. Na szczęście Hak mógł uzupełniać dźwięki trudne do wymówienia. Tylko w kwestii imion Ponter upierał się, aby Kompan mówił je dokładnie tak jak on sam.
— Właśnie. Wiele się nauczyliśmy o geodynamie.
— Bardzo chcielibyśmy poznać wasze spostrzeżenia — przyznał Arnold.
Ponter cieszył się, że Tukana śpi; pewnie i tak wyjawił już za wiele informacji. Cały koncept wymiany danych nie odpowiadał zasadom, w które wierzył jako naukowiec. Uważał, że wiedzą trzeba się dzielić bez ograniczeń. Jednak na wszelki wypadek wolał zmienić temat.
— Czy INCO obawia się zmniejszenia popytu na nikiel w okresie zaniku pola magnetycznego? — Na obu wersjach Ziemi w kompasach powszechnie używano właśnie niklu, a złoża w okolicach Sudbury należały do największych na całej planecie.
— Co? Hm, nie zastanawiałem się nad tym — odparł Arnold.
Ponter spojrzał na niego zdziwiony.
— Reuben mówił, że jesteś geologiem…
— To prawda, ale nie pracuję dla INCO. Jestem z Envi — ronment Canada. Przyleciałem z Ottawy, jak tylko otrzymaliśmy wieść, że na nowo został nawiązany kontakt z waszym światem.
— Aha — powiedział Ponter, choć wciąż nic nie rozumiał.
— Zajmuję się ochroną środowiska — wyjaśnił Arnold.
— Czy nie powinno to być celem wszystkich? — spytał Ponter, choć wiedział, że zabrzmiało to trochę nieszczerze.
Tym razem znowu Arnold nie pojął aluzji.
— Oczywiście — przyznał. — Oczywiście. Ale mnie najbardziej interesuje to, co wasi ludzie wiedzą o wpływie zaniku pola magnetycznego Ziemi na środowisko. Liczyłem na dane z analiz geologicznych … a tymczasem wy macie kompletne informacje na temat przebiegu całego procesu! Znakomicie!
— Nie zaobserwowaliśmy żadnego znaczącego wpływu tego zjawiska na środowisko. Niektóre ptaki wędrowne były zdezorientowane, i to tyle.
— No tak, nic dziwnego — stwierdził Arnold. — Jak się przystosowały?
— Ptaki, na które wpłynęły zmiany pola magnetycznego, mają w mózgach substancję posiadającą silne właściwości magnetyczne…
— Magnetyt — podpowiedział geolog. — Trzy atomy żelaza i cztery tlenu.
— Zgadza się. Wiele ptaków migrujących odnajduje drogę według gwiazd i tę umiejętność posiadała także część osobników z gatunków, które w określaniu kierunków polegały na magnetycie. Tak to już jest w przyrodzie: zróżnicowanie w obrębie danej populacji pozwała jej przetrwać, gdy zmienia się środowisko. A w przypadku najistotniejszych umiejętności zwykle istnieje jakiś plan B.
— Fascynujące — przyznał Arnold. — Fascynujące. Ale proszę mi powiedzieć, jak pierwotnie doszliście do tego, że pole magnetyczne Ziemi ulega okresowym zmianom? Dla nas to stosunkowo nowe odkrycie.
— Zmiany w biegunowości pola magnetycznego widoczne są w miejscach zderzenia meteorytów z powierzchnią planety.
— Naprawdę? — Jedyna, długa brew Arnolda — jak miło było zobaczyć kogoś, kto wyglądał normalnie, przynajmniej pod tym względem! — powędrowała w górę czoła.
— Tak. Kiedy meteor żelazowoniklowy zderza się z powierzchnią Ziemi, pod wpływem tego uderzenia ustala się jego pole magnetyczne.
Arnold zmarszczył czoło.