Prawdziwy skarb
- Автор: Гордон Люси
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Prawdziwy skarb». Краткое содержание книги:
Taka miłość zdarza się tylko raz! Zaręczona z włoskim arystokratą Joanna z niecierpliwością oczekuje na ślub, tymczasem Gustavo pewnego dnia wyznaje… że kocha inną. W takiej sytuacji nie pozostaje im nic innego jak zerwać zaręczyny. Każde z nich rusza swoją drogą, spotykają się dopiero po dwunastu latach.
Joanna ma prowadzić wykopaliska na terenie posiadłości niedoszłego męża. Gustavo wierzy, że cenne znaleziska pomogą mu uratować rodzinny majątek, jednak jeszcze bardziej pragnie odzyskać zupełnie inny skarb…
– Nadajesz się – przyświadczył, świadom, jak dalece nie oddaje to rzeczywistości.
Ocknął się z zapatrzenia, schował do szuflady biurka jakieś papiery i odwrócił się do Joanny z uśmiechem, lecz jej się wydało, jakby na jego twarz nagle padł cień.
– Coś się stało?
– Nie, wszystko w porządku. – Podał jej ramię.
Joanna nie naciskała i pozwoliła się zaprowadzić do czekającej na nich limuzyny z szoferem. Przez całą drogę Gustavo siedział zwrócony ku swej towarzyszce, nie odrywając od niej oczu. Nic nie mówił, lecz wystarczało samo jego spojrzenie.
– Zupełnie bym cię nie poznała! – zakrzyknęła Maria Faloni. – Nie masz pojęcia, jak się cieszę! Każdy chciałby cię zaprosić i chwalić się znajomością z tobą, lecz przysięgłam sobie, że najpierw pojawisz się u mnie.
– Ale dlaczego? – spytała z rozbawieniem Joanna.
– Nie bądź taka skromna, moja droga, przecież stałaś się sensacją sezonu! Całe miasto mówi o tobie i o tym wielkim odkryciu, ale ty się ukrywasz jak jakaś mniszka. Moi przyjaciele pękną z zazdrości, że to ja pokazałam cię pierwsza. Och, jestem taka podekscytowana!
Nieskrywany snobizm pani domu okazał się tak rozbrajający, że Joanna w sumie całkiem dobrze bawiła się w jej towarzystwie. Została wprowadzona do salonu i przedstawiona gościom, a ponieważ Faloni obracali się w najlepszych kręgach, na przyjęciu znalazło się dwóch ministrów, słynna aktorka, a także jeden z najbardziej wziętych dziennikarzy. Gdy spytał, czy znalezisko w majątku Montegiano to rzeczywiście odkrycie stulecia, cała sala wstrzymała oddech. To przecież były Włochy, kraj szczycący się swą wspaniałą przeszłością i niezrównanymi zabytkami.
– Zważywszy, że obecne stulecie liczy sobie zaledwie kilka lat, z całym przekonaniem mogę odpowiedzieć twierdząco, gdyby jednak spytał mnie pan o poprzednie, musiałabym już wykazać się większą ostrożnością w ocenie – odparła gładko Joanna.
Ta zręczna odpowiedź została nagrodzona brawami, nawet dziennikarz, który zastawił pułapkę, wzniósł swój kieliszek w geście uznania. Chwilę później rozmawiał z nią znacznie poważniej, nie szukając na siłę sensacji, tylko naprawdę próbując się czegoś dowiedzieć. Inni otoczyli ich i wkrótce Joanna praktycznie wygłaszała cały wykład.
Gustavo trzymał się nieco z boku, obserwując ją w oszołomieniu. Na terenie wykopalisk biegała ubrana jak ostatnia sierota, żartując ze swoimi pracownikami, a przecież ani na chwilę nie przestając być traktowaną z najwyższym szacunkiem „szefową". W Londynie objawiła mu się jako najlepszy przyjaciel, pełen ciepła i mądrości. Potem ujrzał ją w stroju panny młodej, dzięki czemu zrozumiał, za czym naprawdę tęsknił przez te wszystkie lata. Na przyjęciu widział zaś światową kobietę, nieprzeciętnie inteligentną i czarującą.
Gdyby ją poślubił, czułby się tak, jakby poślubił cztery kobiety naraz…
Nie powinien o tym myśleć, a jednak nie mógł przestać.
Zaimprowizowany wykład dobiegł końca, piękną panią archeolog otaczał wianuszek wielbicieli, flirtowała z trzema jednocześnie, co skłoniło Gustava do wkroczenia do akcji. Podszedł i położył dłoń na ramieniu Joanny.
– Jeśli jesteś zmęczona, możemy wracać do domu. Rozległy się okrzyki dezaprobaty, zaś gwiazda wieczoru zerknęła na niego z przekorą.
– A jestem zmęczona? Popatrzył jej prosto w oczy.
– Mogłabyś być – podsunął cicho. -W takim razie…
Naraz zapadła cisza i niemal wszystkie spojrzenia jednocześnie skierowały się ku otwartym drzwiom salonu.
Że też ona musiała ubrać się na czarno, przeleciało w pierwszej chwili przez głowę Joanny. Jednak na kolorze podobieństwo się kończyło, sukienka Crystal była zdecydowanie bardziej obcisła, głębiej wycięta i krótsza, by ukazać olśniewające ciało.
Nowo przybyła wyczekała chwilę, by jej wejście wywarło jak największy efekt, po czym pospieszyła ku pani domu z szeroko otwartymi ramionami.
– Kochana Mario, przybywam we włosiennicy i z głową posypaną popiołem! Jestem doprawdy okropna, zjawiając się na twoim przyjęciu bez zaproszenia. Okropna!
Oczywiście gospodyni nie pozostało nic innego, jak zaprzeczyć i uściskać nieoczekiwanego gościa, choć nerwowo przy tym zerknęła w stronę Joanny i Gustava, ci jednak zdążyli się opanować na tyle, że udawali zupełnie niewzruszonych.
W następnej kolejności Crystal przypuściła atak na Joannę.
– Jo, moja droga, jak miło cię widzieć po tak długim czasie! Jakaś ty teraz sławna! Czuję się zaszczycona, mogąc przebywać w twoim towarzystwie.
– Nie wygłupiaj się. Całkiem dobrze udajesz, ale masz tendencję do przesadzania – mruknęła jej do ucha Joanna, kiedy Crystal objęła ją w afektowany sposób. – Zawsze miałaś.
– Wiem, ale kiedy trzeba działać błyskawicznie, przesada bywa całkiem skuteczna – odmruknęła Crystal, odsunęła się na odległość ramion, by obejrzeć sobie Joannę i stwierdziła głośno: – Ależ się zmieniłaś! Wszystko, co o tobie mówią, jest prawdą.
Joanna prędzej by umarła, niż spytała, co o niej mówią, więc tylko lekko uniosła brwi i stwierdziła:
– Doprawdy? Ciekawe, czy to samo dotyczy ciebie.
Ku jej cichej satysfakcji Crystal nie wiedziała, jak to zrozumieć, więc odwróciła się, by z kolei zarzucić sieci na obu ministrów. Po chwili konsternacji i napięcia, znów zaczęto swobodnie rozmawiać i przyjęcie potoczyło się swoim torem. Jedyną osobą, której Crystal zdawała się nie zauważać, był Gustavo. Kiedy Joanna na niego spojrzała, zobaczyła, jak bardzo pobladł.
– Co ona tu robi? – W jego głosie brzmiało napięcie. -Miała być w Paryżu!
– Nie spodziewałeś się jej tutaj zobaczyć?
– Wielkie nieba, nie! Sądzisz, że przyprowadziłbym cię, gdybym wiedział, co się święci?
– Może wyjdziemy?
– Dobry pomysł. Poszukajmy Marii i pożegnajmy się. W tym momencie na jego ramieniu spoczęła drobna rączka.
– Mój drogi, czyżbyś mnie unikał?
– Crystal, po prostu staram się być taktowny. Ludzie na nas patrzą.
– Wiem! Czyż to nie zabawne?
– Nie, zwracanie na siebie uwagi nie jest zabawne.
– Prawda, ty nigdy nie umiałeś się bawić.
– Mamy odmienne zapatrywania w tej kwestii.
– Mamy odmienne zapatrywania w każdej kwestii… Ale nie wracajmy do starych sprzeczek. Muszę z tobą porozmawiać. W cztery oczy. Joanna na pewno nie będzie miała nic przeciwko temu, jak ją znam. Wyjdźmy na balkon.
Gustavo sztywno obrócił się ku Joannie, głęboko zażenowany tupetem Crystal i niezręczną sytuacją, w jakiej stawiała go była żona.
– Zechcesz mi na chwilę wybaczyć?
– Naturalnie – odparła z udawaną niefrasobliwością, starając się mu to jak najbardziej ułatwić.
Ledwie została sama, zmaterializował się przy niej jeden z nowych adoratorów, oferując szampana.
– Dziękuję, chwilowo znacznie chętniej napiłabym się gorącej herbaty…
Na balkonie Gustavo mierzył Crystal ponurym wzrokiem.
– Myślałem, że bawisz w Paryżu. To przecież twój najnowszy pretekst, by nie spotkać się z Renatą.
– Wróciłam w zeszłym tygodniu. Jak się miewa moje kochane biedactwo?
– Jest ogromnie nieszczęśliwa. I nie byłaby aż takim biedactwem, gdybyś zechciała jej poświęcić choć trochę czasu. Kiedy wreszcie ją odwiedzisz?
– Teraz nie mogę, zupełnie nie mam kiedy, kupuję właśnie mieszkanie w Rzymie, nie masz pojęcia, ile z tym zachodu.
– Skoro zamieszkasz tu na stałe, będziecie mogły częściej widywać się z Renatą.