Prawdziwy skarb
- Автор: Гордон Люси
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Prawdziwy skarb». Краткое содержание книги:
Taka miłość zdarza się tylko raz! Zaręczona z włoskim arystokratą Joanna z niecierpliwością oczekuje na ślub, tymczasem Gustavo pewnego dnia wyznaje… że kocha inną. W takiej sytuacji nie pozostaje im nic innego jak zerwać zaręczyny. Każde z nich rusza swoją drogą, spotykają się dopiero po dwunastu latach.
Joanna ma prowadzić wykopaliska na terenie posiadłości niedoszłego męża. Gustavo wierzy, że cenne znaleziska pomogą mu uratować rodzinny majątek, jednak jeszcze bardziej pragnie odzyskać zupełnie inny skarb…
– Wszyscy tak mówią. Chlapnąłbym jeszcze jednego, niech pan doleje, co?
Gustavo dolał mu machinalnie, po czym nalał porcję sobie i wychylił.
– W takim razie wszyscy się mylą.
Freddy zaklął bardzo dosadnie.
– Czemu odstawiacie takie cyrki, skoro szalejecie za sobą? W życiu nie widziałem podobnej pary! I co z tego, że wam kiedyś nie wyszło? To wcale nie znaczy, że musi tak być i teraz.
– Panie Manton…
– Mów mi Freddy. Nic ci się nie stanie, jak zaczniemy sobie mówić po imieniu. Nie lubisz mnie, ale co z tego? Ja też cię nie lubię.
– A czy zechciałbyś mi uprzejmie wytłumaczyć, cóż takiego uczyniłem, żeby sobie zasłużyć na twoją antypatię? – wycedził Gustavo.
– Rozwaliłeś moje małżeństwo.
– Nie wiem, o czym mówisz.
– Jasne! Tacy jak ty nigdy nie wiedzą, o czym mówi taki jak ja – prychnął Freddy. – Chłopie, rzecz w tym, że moja żona bujała się w tobie.
– Mylisz się. Joanna nigdy mnie nie kochała.
– Słuchaj no, to ja żyłem z nią przez osiem lat, więc znam ją kapkę lepiej niż ty. Kurde, kochałem tę dziewczynę. Wiesz, że byłem jej wierny przez całe cztery lata? I to nawet wtedy, gdy była w ciąży?
– Doprawdy ze wszech miar godne podziwu. Freddy był doskonale nieczuły na ironię.
– Też tak myślę. Cztery lata! Aż mi słabo, gdy sobie o tym przypomnę. Gdzie ta karafka? – Dolał sobie solidną porcję. – Po co ja się tak starałem, skoro i tak nie mieliśmy szans, bo dla Jo liczyłeś się tylko ty?
– To naprawdę jakaś pomyłka. Joanna z wielką ochotą zerwała zaręczyny.
– Puknij się! – zirytował się Freddy. – Udawała zadowoloną, bo co miała zrobić? Usychać z rozpaczy, żeby wszyscy wiedzieli, jak jej zależy na tobie? Myślisz, że ona nie ma dla siebie ani trochę szacunku?
– Powiedziała ci to? – spytał Gustavo nieswoim głosem.
– Nie aż tak dosłownie, ale wielu rzeczy się domyśliłem. Na twoim weselu wszyscy gadali o tym, że pan młody nie ożenił się z narzeczoną, tylko z zupełnie inną. To się zaciekawiłem, która to ta wystawiona do wiatru, zatańczyłem z nią i pomyślałem, że tylko głupi mógł jej nie chcieć. Szaleliśmy przez pół nocy, bo chciała pokazać całemu światu, jak to zerwanie jej nie obeszło. Tymczasem guzik prawda.
– Mnie mówiła co innego…
– Mówiła ci dokładnie to, co chciałeś usłyszeć. Kochała się w tobie do szaleństwa, ale zobaczyła, jak się całujesz z inną, no to dała ci wolną rękę i jeszcze wcisnęła kit, żeby ci ułatwić sprawę.
Freddy urwał, czekając na jakiś komentarz, lecz Gustavo milczał i tylko wpatrywał się w swego rozmówcę płonącym wzrokiem, jakby chciał go spojrzeniem przewiercić na wylot.
– Jak ją spotkałem rok później, myślałem, że już o tobie zapomniała. Myliłem się, lecz odkryłem to dopiero po ślubie. Może nie jestem wyjątkowo lotny, ale umiem odgadnąć, kiedy kobieta, z którą się kocham, fantazjuje, że to zupełnie inny gość.
– Są różne rodzaje niewierności… – zacytował z pamięci Gustavo. – To twoje słowa.
– Dokładnie. Fizycznie Jo była mi wierna, ale tak naprawdę zawsze było nas troje w łóżku.
– To tylko twoje podejrzenia – zaprotestował Gustavo, starając się nie poddać radości, jaka coraz szerzej rozlewała się w jego sercu.
– Nie. Raz zdrowo wygarnęliśmy sobie wszystko, praktycznie się przyznała. Owszem, miała do mnie słabość i całkiem dobrze się dogadywaliśmy, ale cały czas to ty byłeś na pierwszym miejscu. Dlatego przyjechałem na wesele Etty, jak się dowiedziałem, że się rozwiodłeś i znowu kręcicie ze sobą. Postanowiłem przyjrzeć się sytuacji, chciałem wiedzieć, co i jak. To dlatego wprosiłem się do ciebie na chama. Dobra, wiem, jestem prostak, ale musiałem wiedzieć, co się święci.
– I czego, jak sądzisz, się dowiedziałeś?
– Masz kota na jej punkcie, a ona na twoim, tylko zachowujecie się jak para skończonych bałwanów. Zróbcie coś z tym wreszcie, nim stracę cierpliwość!
Gustavo siedział jak skamieniały.
– Czy nigdy nie przyszło ci do głowy, że Joanna zrobiła dokładnie to, czego wtedy chciałeś? – spytał Freddy.
Gustavo zaprzeczył.
– Jak mogłeś tego nie zauważyć?
– Może ja też nie jestem wyjątkowo lotny.
– Nie „może", tylko na pewno. I co? Zrobisz coś czy zamierzasz czekać następnych dwanaście lat?
Gustavo zdecydowanie odstawił szklaneczkę na stół.
– Nie zamierzam.
W holu spotkał Billy'ego.
– Gustavo, nie widziałeś mojego taty?
– Siedzi w bibliotece. Nie wiesz, gdzie jest twoja mama?
– U siebie.
– Dzięki.
– Dzięki.
Wszedł do sypialni Joanny bez pukania. Właśnie wyszła spod prysznica, więc odwróciła się do intruza z oburzeniem, jednocześnie chwytając ręcznik, by się nim owinąć.
– Masz tupet!
– Mam. Dopiero teraz. Powinienem był mieć wcześniej. Joanno… – Nagle zabrakło mu słów. Dziwne, przed dwunastu laty umiał obsypywać czułymi słówkami kobietę, w której był zadurzony, zaś gdy kochał naprawdę, nie umiał z siebie nic wydusić. Jedyne, co mu przyszło do głowy, brzmiało: – Czy twój były mąż jest człowiekiem honoru?
– Słucham?
– Czy mogę mu wierzyć, gdy mówi, że mnie kochasz i zawsze kochałaś?
Joanna zamarła, nie wierząc własnym uszom. Gustavo wpatrywał się w nią z takim natężeniem, jakby losy całego świata zależały od jej odpowiedzi, więc zrozumiała, jak to dla niego ważne.
– Tak – odparła w końcu. – Możesz. Pokochałam cię od pierwszego wejrzenia. Wiedziałam, że bez wzajemności, ale wyszłabym za ciebie i starała się zdobyć twoje uczucie. Kiedy zjawiła się Crystal, musiałam się wycofać, bo nie da się nikogo zmusić do miłości.
– Nie. Można tylko czekać, aż ta druga osoba przejrzy na oczy, nim będzie za późno. – Mocno chwycił ją za ramiona, a wtedy ręcznik zsunął się na podłogę, lecz Joanna nie zwracała na to uwagi. – Powiedz, że nie jest dla nas za późno, proszę!
– Jeśli o mnie chodzi, to nigdy nie będzie.
– Odkąd spotkaliśmy się znowu, wiedziałem, że dla mnie istniejesz tylko ty, lecz nie mogłem ci tego powiedzieć, tyle rzeczy stało między nami… Myliłem się, teraz to widzę – tłumaczył żarliwie. – Pamiętasz, powiedziałem, że gdybyś nie zwolniła mnie z danego słowa, wzięlibyśmy ślub i żyli długo i szczęśliwie. Zaoponowałaś i miałaś rację. Wtedy nie bylibyśmy takim małżeństwem, jakim będziemy teraz.
– A będziemy?
– Tak.
Pocałował ją, a ten pocałunek oznaczał koniec długich lat samotności i przypieczętowywał złożoną obietnicę.
– Powiedz, że mnie kochasz – szepnął Gustavo.
– Zawsze cię kochałam i zawsze będę cię kochać. Ale… czy jesteś pewien, że właśnie tego chcesz?
– Nigdy w życiu nie byłem niczego bardziej pewien.
– Ludzie będą mówić, że dzięki mnie upolowałeś majątek.
– Niech mówią, co im się żywnie podoba. Chcę być twoim mężem, nic innego mnie nie obchodzi. Za długo byłem ślepy, lecz wreszcie przejrzałem na oczy.
Lucy Gordon