Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 84
Перейти на страницу:

Niezwykłość odmienionego świata pokrytego oceanem powietrza kontrastowała z przytulną, swojską atmosferą Sojuza i było tak, jak gdyby to, co widzieli za oknami, było jakąś lekką sztuką, nie mającą z rzeczywistością nic wspólnego.

Owego dziesiątego dnia, około południa, Sabie wystawiła głowę z włazu do przedziału mieszkalnego.

— Jeżeli nie macie akurat jakiegoś ważnego spotkania — powiedziała — myślę, że powinniśmy porozmawiać.

Tamci dwaj leżeli skuleni na swych kojach pod cienkimi, posrebrzanymi kocami, unikając swojego wzroku. Sabie wsunęła się na swoje miejsce.

— Zaczyna nam wszystkiego brakować — powiedziała Sabie bez ogródek. — Zaczyna nam brakować jedzenia i wody, powietrza i wilgotnych chusteczek, a mnie już się skończyły tampony.

Musa powiedział:

— Ale sytuacja na dole się nie unormowała…

— Och, daj spokój, Musa — warknęła Sabie. — Czy to nie oczywiste, że sytuacja nigdy się nie unormuje? Cokolwiek się wydarzyło na Ziemi, wygląda na to, że tak już zostanie. A my jesteśmy na to skazani.

— Nie możemy wylądować — spokojnie powiedział Kola. — Nie mamy wsparcia z dołu.

— Z technicznego punktu widzenia — powiedział Musa — moglibyśmy sami poradzić sobie z powrotem na Ziemię. Zautomatyzowane systemy Sojuza…

— Taak — powiedziała Sabie — bo to jest Mały-Statek-Kosmiczny-Który-To-Potrafi, tak?

— Nie będą nas poszukiwać — upierał się Kola. — Żadnych helikopterów, żadnych lekarzy. Spędziliśmy w przestrzeni kosmicznej trzy miesiące plus dziesięć nieplanowanych dni. Będziemy słabi jak małe kocięta. Może nawet nie będziemy w stanie wydostać się z tego modułu.

— Więc — warknął Musa — musimy się postarać, aby wylądować gdzieś blisko ludzi — jakichkolwiek ludzi — i zdać się na ich łaskę.

— To nie jest miła perspektywa — powiedziała Sabie — ale jaki mamy wybór? Pozostać na orbicie? Czy tego właśnie pragniesz, Kola? Siedzieć tutaj, robiąc zdjęcia, dopóki język ci nie przyschnie do podniebienia?

Kola powiedział:

— Może to byłby lepszy koniec niż to, co nas czeka na dole. — Przynajmniej znajdował się w znanym sobie otoczeniu, tutaj, w jeszcze jako tako funkcjonującym Sojuzie. Nie miał pojęcia, co może ich czekać na dole i nie był pewien, czy jest na tyle odważny, by stawić temu czoło.

Musa wyciągnął swą niedźwiedziowatą rękę i ścisnął Kolę za kolano.

— Nic w naszej przeszłości — nasze wyszkolenie, nasze tradycje — nie przygotowało nas na takie doświadczenie. Ale jesteśmy Rosjanami. A jeżeli jesteśmy ostatnimi Rosjanami, co jest zupełnie możliwe, musimy żyć albo umrzeć z honorem.

Sabie miała na tyle zdrowego rozsądku, żeby trzymać język za zębami.

Kola z ociąganiem skinął głową.

— Więc lądujmy.

— Dzięki Bogu — powiedziała Sabie. — Teraz pytanie: gdzie?

Sojuz był tak skonstruowany, że mógł lądować na lądzie, na szczęście, pomyślał Kola, bo lądowanie na oceanie, tak jak to kiedyś robili Amerykanie, oznaczałoby dla nich pewną śmierć.

— Możemy zdecydować, gdzie zacząć schodzenie w dół — powiedział Musa. — Ale potem będziemy w kleszczach automatycznej sekwencji. Kiedy będziemy opadać na spadochronach, nie będziemy mieli wielkiego wpływu na nasz los. Nie znamy nawet prognozy pogody, wiatr może nas znieść setki kilometrów. Potrzebujemy miejsca na nieplanowane lądowanie. Oznacza to, że musimy wylądować na terenie środkowej Azji, tak jak planowali nasi konstruktorzy.

Wyglądało na to, że spodziewał się sprzeciwu ze strony Sabie, ale tylko wzruszyła ramionami.

— To niekoniecznie taki zły pomysł. W środkowej Azji widać ślady ludzi — nic nowoczesnego, ale ludzkie domostwa i to duża koncentracja — te wszystkie ogniska, które widzieliśmy. Musimy znaleźć ludzi i to jest równie dobre miejsce jak każde inne. — To się wydawało logiczne, ale Kola zobaczył niezrozumiałą surowość w wyrazie jej ust, jak gdyby coś kalkulowała, już rozważając sytuację po wylądowaniu.

Musa klasnął w dłonie.

— Doskonale. A więc załatwione. Nie ma co się wahać. Teraz musimy przygotować statek…

Z przedziału mieszkalnego dobiegł dźwięk brzęczyka.

— Jasna cholera — powiedziała Sabie. — To moje radio. — Jednym ruchem uniosła się i popłynęła do włazu.

Prosty detektor, który skleciła Sabie, w rzeczywistości odebrał dwa sygnały. Jednym z nich był stały ciąg impulsów, silnych, lecz najwyraźniej automatycznych, nadchodzących gdzieś ze Środkowego Wschodu. Drugi jednak stanowił ludzki głos, przerywany trzaskami i słaby.

— …wiedzieć. Tu starszy chorąży Casey Othic, Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych i ONZ w forcie Jamrud w Pakistanie, nadający do wszystkich stacji. Proszę odpowiedzieć. Tu starszy chorąży Casey Othic…

Sabie wyszczerzyła zęby w uśmiechu.

— Amerykanin — krzyknęła. — Wiedziałam! — Zaczęła stroić sprzęt, chcąc odpowiedzieć, zanim Sojuz znajdzie się poza zasięgiem nadajnika.

12. Lód

W dniu w którym miała wyruszyć grupa poszukiwawcza Bisesy, trębacz zagrał pobudkę o piątej rano. Bisesa obudziła się z zapuchniętymi oczami, jej ciało jeszcze nie przywykło do nowej strefy czasowej. Poszła poszukać swych towarzyszy.

Po szybkim śniadaniu uformowała się grupa, zabierając ze sobą lekki sprzęt. Oddział złożony z dwudziestu kawalerzystów, głównie sipajów, pod dowództwem nowo mianowanego kaprala Batsona, miał eskortować Bisesę. Byli tam także Josh i Ruddy, którzy twierdzili, że nie mogą przegapić tej wyprawy. Wszyscy byli pieszo; kapitan Grove słusznie nie chciał ryzykować mułów, których liczba stale malała. Grove był także zaniepokojony tym, że znaleźli się tam dziennikarze. Ale na północy i na zachodzie nie widziano żadnych Pasztunów, nie wystrzelili ani jednej kuli. Wydawało się, że nawet ich wioski gdzieś przepadły, jak gdyby poza Jamrud zniknęła cała ludność planety. Grove ustąpił Ruddy’emu i Joshowi, ale nalegał, aby grupa przez cały czas zachowywała ścisłą wojskową dyscyplinę.

I pomaszerowali. Wkrótce Jamrud zniknął za horyzontem, a świat wokół, jeśli nie liczyć ich samych, wydawał się pusty. Był to dziesiąty dzień od chwili, gdy Bisesa tutaj utknęła.

Droga była ciężka. Przedzierali się przez teren, który przypominał górzystą pustynię. W południe gorąco stało się nie do wytrzymania, choć był dopiero marzec — oczywiście jeżeli to rzeczywiście był marzec 1885 roku — a w nocy, jak powiedziano Bisesie, temperatura spadnie poniżej zera. Mimo to Bisesa spodziewała się, że będzie jej wygodnie w kombinezonie, który był wykonany z tkaniny przystosowanej do różnych warunków atmosferycznych, wyprodukowanej w 2037 roku. Brytyjscy żołnierze byli znacznie gorzej wyposażeni, mieli kurtki z serży i hełmy korkowe i byli obładowani różnorakim sprzętem, bronią, amunicją, pościelą oraz zapasami żywności i wody. Ale nie narzekali. Najwyraźniej przywykli do swego rynsztunku i znali sposoby naprawiania jego braków, na przykład wykorzystując mocz do zmiękczania skóry butów.

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)