Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Wij». Краткое содержание книги:

Student kijowskiego seminarium Choma Brutus, który zabłądził podczas wakacyjnego spaceru, spędza noc w stodole przypadkowo napotkanej staruszki. Wkrótce okazuje się, że kobieta jest czarownicą, jednak Chomie udaje się od niej uwolnić. Zostaje wezwany do odległego miasteczka, gdzie wybrano go do prowadzenia modłów nad zmarłą niedawno dziewczyną. Musi samotnie spędzić trzy noce w kościele z dziwnie znajomo wyglądającymi zwłokami.
1 2 3
Перейти на страницу:

Teolog był postawnym, barczystym mężczyzną i miał niezwykle dziwny zwyczaj: kradł wszystko, cokolwiek leżało w zasięgu jego wzroku. W przeciwnym razie charakter jego był wyjątkowo posępny i kiedy upijał się i chował w burzanie, całe seminarium musiało nieźle się natrudzić, żeby go tam odnaleźć.

Filozof Choma Brutus był człowiekiem wesołego usposobienia. Bardzo lubił wylegiwać się i palić fajkę. Jeśli już pił, to niezawodnie najmował muzykantów i odtańcowywał trepaka. Często kosztował grubego grochu, ale zawsze z filozoficznym nastawieniem, - mówiąc, że, co ma być, to będzie.

Retor Tiberij Gorobiec nie miał jeszcze prawa do noszenia wąsów, picia gorzałki i palenia fajki. Posiadał tylko osełedec i dlatego charakter jego w tym czasie mało jeszcze był rozwinięty; sądząc jednak po ogromnych guzach na czole, z którymi często pojawiał się w klasie, można było wnosić, iż będzie z niego tęgi wojak. Teolog Chalawa i filozof Choma często targali go za czub na znak swojej protekcji i używali w charakterze posła.

Był już wieczór, kiedy skręcili z głównej drogi. Słońce dopiero co zaszło i ciepło dnia czuć było jeszcze w powietrzu. Teolog i filozof szli w milczeniu, paląc fajki; retor Tiberij Gorobiec strącał kijem główki chwastów, rosnących na skraju drogi. Droga wiodła między rozrzuconymi kępami dębów i leszczyny, pokrywającymi łąkę. Łagodne zbocza i niewielkie pagórki, zielone i okrągłe jak kopuły, niekiedy przecinały równinę. Prześwitujące w dwóch miejscach pole z dojrzewającym żytem dawało znać, że wkrótce powinna pojawić się jakaś wieś. Minęła jednak godzina od czasu, gdy zauważyli zbożowe łany, a jeszcze nie widać było żadnych ludzkich siedzib. Zmierzch już całkiem poczernił niebo i tylko na zachodzie gasły ostatki purpurowej zorzy.

- Co u licha? - odezwał się filozof Choma Brutus - wydawało się, że zaraz będzie chutor.

Teolog pomilczał, rozejrzał się po okolicy, wsadził w usta swoją fajeczkę i ruszył w dalszą drogę.

- Dalibóg! - powiedział, ponownie zatrzymawszy się, filozof. - Ani żywej duszy!

- A może trafi się dalej jakaś osada - powiedział teolog, nie wyjmując fajki.

Jednakowoż zapadła już noc i to noc dosyć ciemna. Niewielkie chmury zagęściły mrok i sądząc po wszystkich znakach, nie należało oczekiwać ani gwiazd, ani księżyca. Seminarzyści spostrzegli, że zabłądzili i już od dłuższego czasu nie szli gościńcem. Filozof, poszperawszy po omacku nogami we wszystkie strony, na koniec powiedział ostro:

- A gdzie jest droga?

Teolog pomilczał i podumawszy chwilę dorzucił:

- Taaa... ciemna noc.

Retor odszedł na bok i starał się, czołgając po ziemi, wymacać trakt, lecz jego ręce trafiały tylko w lisie nory. Wszędzie wokół był jedynie step, po którym zdawało się, nikt nie jeździł. Wędrowcy zdobyli się jeszcze na wysiłek i poszli nieco do przodu, ale wszędzie wokół była taka sama dzicz. Filozof spróbował nawoływać, jednak jego głos ucichł w oddali nie napotykając żadnej odpowiedzi. Po pewnym czasie tylko dały się słyszeć słabe jęki, przypominające wycie wilka.

- To ci dopiero, i co teraz? - powiedział filozof.

- Jak to co? Pozostaje nam nocować w polu! - odparł teolog i zaczął szukać po kieszeni krzesiwa, żeby ponownie zapalić swoją fajkę.

Jednak filozof nie mógł się pogodzić z takim stanem rzeczy. Miał bowiem zwyczaj ładować na noc półpudowy kawał chleba wraz z ćwiartką słoniny i odczuwał obecnie nieznośną pustkę w żołądku. Przy tym, pomimo swojego wesołego usposobienia, bał się jednak troszkę wilków.

- Nie, Chalawa, nie można, - powiedział. - Jakże tak, nie pokrzepiwszy się niczym, rozciągnąć się na ziemi, jak jakiś pies? Popróbujmy jeszcze; może natrafimy na ludzką siedzibę i choć czarkę gorzałki uda się na noc wypić.

Przy słowie "gorzałka" teolog splunął na bok i dorzucił:

- Jasne, nie ma co zostawać w polu.

Seminarzyści poszli naprzód i wkrótce, ku ogromnej ich radości, zdało im się, że w oddali słyszą szczekanie. Posłuchawszy, z której strony dobiega, żwawo ruszyli w drogę i przeszedłszy jeszcze kawałek, zobaczyli malutkie światełko.

- Chutor! Dalibóg, chutor! - ucieszył się filozof.

Przeczucie go nie omyliło: po krótkim czasie ujrzeli rzeczywiście niewielką osadę, złożoną z dwóch tylko chat, znajdujących się w jednej i tej samej zagrodzie. W oknach paliło się światło. Dziesięć śliw sterczało zza płotu. Zaglądnąwszy przez szpary w drewnianej bramie, seminarzyści ujrzeli podwórze, zastawione czumackimi wozami. Gdzieniegdzie na niebie lśniły gwiazdy.

- Dalej braciszkowie, nie ociągajcie się! Co też by to nie było, trzeba nam zdobyć nocleg!

Trzej uczeni mężowie wspólnie zakołatali do wrót i krzyknęli:

- Otwórzcie!

Drzwi w jednej z chat zaskrzypiały i po minucie seminarzyści dostrzegli przed sobą staruchę przyodzianą w kożuch.

- Kto tam? - odkrzyknęła, kaszląc głucho.

- Pozwólcie babciu przenocować. Zgubiliśmy drogę. A w polu tak paskudnie jak w pustym brzuchu.

- A co wy za jedni?

- My spokojni ludzie: teolog Chalawa, filozof Brutus i retor Gorobiec.

- Nie można. - zawarczała starucha - u mnie pełna zagroda ludzi i wszystkie kąty w chacie już zajęte. Gdzie ja was podzieję? A do tego jeszcze takie rosłe i zdrowe chłopy! Chałupa mi się rozwali jak takich wpuszczę. Znam ja tych filozofów i teologów. Jak zaczniesz takich pijaków przyjmować, to gospodarstwa niedługo nie będzie. Wynocha! Wynocha stąd. Nie ma tu dla was miejsca.

- Zmiłujcie się babciu! Jakże tak chrześcijańskie dusze przeganiać bez żadnej przyczyny? Pomieść nas gdzie chcesz. I jeśli cokolwiek nie tak zrobimy, to niech nam ręce pousychają i niech nas Bóg skarze!

Wydawało się, że starucha nieco zmiękła.

- Dobrze, - powiedziała, jakby zastanawiając się, - wpuszczę was; tylko położę w różnych miejscach, bo nie zasnę spokojnie, jak będziecie leżeć razem.

- Jak sobie życzysz; nie będziemy się sprzeciwiać, - odrzekli seminarzyści.

Brama zaskrzypiała i weszli na podwórze.

- Ech babciu, - odezwał się filozof idąc za staruchą, - jeśli by tak, jak to mówią... dalibóg, w brzuchu jakby ktoś puste beczki toczył. Od samego rana nawet kęsa w ustach.

- Widzisz, czego to się zachciało! - burknęła starucha. - Nie ma u mnie, nie ma nic takiego i nawet w piecu dzisiaj nie paliłam.

- My byśmy już za to wszystko, - ciągnął filozof, - odpłacili jutro jak trzeba - gotówką. Akurat, - dopowiedział po cichu, - figę z makiem dostaniesz!

- Chodźcie, chodźcie! I cieszcie się z tego, co wam dają. Ot jakich delikatnych paniczów diabli przynieśli!

Filozof Choma usłyszawszy takie słowa popadł w zupełne przygnębienie. Nagle jednak jego nos poczuł zapach suszonej ryby. Spojrzał na szarawary idącego przy nim teologa i zauważył, że z kieszeni wystaje mu ogromny rybi ogon: teolog zdążył już zwędzić z wozu całego karasia. Nie żeby uczynił to dla jakiejś korzyści, lecz jedynie z przyzwyczajenia, i zapomniawszy zupełnie o swoim karasiu, już rozglądał się, co by tu jeszcze ściągnąć, nie mając zamiaru przepuścić nawet połamanej obręczy - w tym czasie Choma wsunął mu rękę do kieszeni, całkiem jak do swojej własnej, i wytaszczył karasia.

Starucha rozlokowała seminarzystów: retora położyła w chałupie, teologa zamknęła w pustej komorze a filozofowi przeznaczyła, także pusty, owczy chlew.

Filozof, zostawszy sam, w minutę pochłonął karasia, obejrzał plecione ściany chlewa, szturchnął nogą po ryju ciekawską świnię, wpychającą się z sąsiedniego pomieszczenia, i przewrócił się na drugi bok aby zasnąć jak kamień. Naraz niziutkie drzwi otworzyły się i starucha, schylając się, weszła do środka.

1 2 3
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)