Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 176 177 178 179 180 181 182 183 184 185
Перейти на страницу:

Mężczyzna w trzcinowej pelerynie na ramionach i spiczastym kapeluszu na głowie zaprowadził matkę na niewielkie wzniesienie pośród trzcin. Zarośla były tutaj znacznie rzadsze, pośrodku stał duży namiot, a obok płonęło ognisko, nad którym wisiał stalowy garnek. Przyjemny zapach kleiku z prosa rozchodził się wokoło.

– Proszę cię, bracie – błagała matka na klęczkach – wyprowadź mnie stąd. Jestem synową Shangguanów, tej kowalskiej rodziny…

– Dokąd się tak śpieszysz? Rzadko ktoś mnie odwiedza, pozwól mi cię ugościć.

W namiocie stało łóżko sklecone z desek, przykryte impregnowaną psią skórą. Mężczyzna rozdmuchał dymiące kadzidło z bylicy, odstraszające komary.

– Nieźle cię pogryzły – rzekł. – Tutejsze komary potrafią przebić skórę bawołu, co dopiero taką delikatną i apetyczną jak twoja…

Biały dym kadzidła wypełnił namiot przyjemnym ziołowym zapachem. Mężczyzna wyjął z koszyka wiszącego na maszcie namiotu czerwone metalowe pudełko. Zdjął wieczko i pomarańczową maścią posmarował ślady ugryzień na matczynej twarzy i rękach. Matka poczuła się orzeźwiona. Mężczyzna wyjął z koszyka landrynkę i wetknął jej do ust. Matka już wiedziała, co będzie dalej – tu, w samym środku pustkowia, między samotnym mężczyzną a kobietą musiało zdarzyć się coś takiego.

– Starszy bracie – zwróciła się do niego ze łzami w oczach – możesz ze mną zrobić, co tylko zechcesz, ale proszę cię, wyprowadź mnie stąd jak najszybciej, w domu czeka na mnie głodne niemowlę…

Matka bez najmniejszych protestów oddała się rosłemu nieznajomemu. Nie czuła ani bólu, ani radości – miała tylko nadzieję, że ten mężczyzna da jej syna.

60

Moja Czwarta Siostra, Xiangdi, była córką wędrownego znachora.

Był młodym, chudym mężczyzną o krogulczym nosie i oczach sępa. Potrząsając blaszanym dzwonkiem, kręcił się po uliczkach i zaułkach, powtarzając: „Mój dziadek był nadwornym lekarzem, mój ojciec aptekarzem, a ja, człowiek biedny i zdesperowany, wędrować muszę od domu do domu z dzwonkiem w dłoni…"

Matka natknęła się na niego, wracając z łąki z koszem pełnym trawy. Znachor, trzymając w jednej dłoni metalowe puzderko, a w drugiej szczypczyki, usuwał właśnie „zębowe robaki" z jamy ustnej pewnego staruszka. W domu matka opowiedziała o wszystkim teściowej, która akurat cierpiała na ból zęba.

Znachor poprosił Shangguan Lu, by poświeciła mu latarnią, a sam za pomocą szczypczyków opukał bolący ząb Shangguan Lü.

– Droga pani, ten ząb nie jest robaczywy. Ma pani zapalenie zęba.

Medyk wyjął kilka srebrnych igieł i wkłuł je teściowej w dłoń i policzek. Następnie wyciągnął z tobołka paczuszkę sproszkowanego lekarstwa i wdmuchnął jej nieco do ust. Po chwili ból zęba ustał.

Znachor poprosił o nocleg we wschodnim skrzydle domu. Następnego dnia dał teściowej dolara, prosząc, by zgodziła się wynająć mu izbę i przyjmować w niej pacjentów. Ponieważ przybysz wyleczył teściową z bólu zęba, a ponadto ofiarował jej srebrną monetę, zgodziła się bardzo chętnie.

Znachor mieszkał w domu Shangguanów przez trzy miesiące. Co miesiąc płacił im za jedzenie i mieszkanie; ich wzajemne stosunki układały się znakomicie.

Shangguan Lü opowiedziała mu o kłopotach synowej z poczęciem syna, prosząc o poradę. Znachor przepisał następujące lekarstwo: dziesięć jaj usmażyć z miodem na oleju sezamowym.

– Sam bym chciał zażyć takie lekarstwo – rzekł Shangguan Shouxi.

Matka zapłonęła wielką sympatią do tajemniczego medyka. Pewnego razu wśliznęła się do jego izby i zwierzyła mu się, że jej mąż jest bezpłodny.

– Te zębowe robaki – wyznał jej znachor – cały czas były w moim puzderku…

Upewniwszy się, że matka już zaszła w ciążę, odszedł w swoją drogę. Żegnając się, oddał Shangguan Lü wszystkie zarobione w jej domu pieniądze, prosząc, by uznała go za przybranego syna.

61

W czasie kolacji matka stłukła miskę. W głowie jej huczało; była pewna, że za chwilę spadną na nią kolejne nieszczęścia.

Po narodzinach czwartej córki nad domem Shangguanów zbierały się czarne chmury. Wyraz twarzy teściowej przywodził na myśl świeżo zahartowany sierp, grożący w każdej chwili ścięciem czyjejś głowy.

Reguła miesięcznego odpoczynku po urodzeniu dziecka została tym razem złamana. Ledwie wydała dziecko na świat, jeszcze z krwią sączącą się spomiędzy nóg, Shangguan Lu usłyszała brzęk stalowych szczypiec, uderzających o ramę okienną.

– Jeszcze jeden wielki wyczyn, co? – warknęła teściowa ze złością. – Produkujesz te pierdolone żeńskie bachory i myślisz, że coś ci się za to należy? Że będę skakać koło ciebie na czterech łapkach i znosić ci jedną miskę żarcia za drugą? Rozpieszczona córeczka Yu Wielkiej Łapy! Tak sobie wyobrażasz rolę synowej?! Chyba ci się zdaje, że jesteś moją teściową! Musiałam w poprzednim życiu złamać prawo Niebios, może zabiłam jakąś starą krowę? I teraz za to płacę… Chyba upadłam na głowę i oślepłam, a jakiś demon doszczętnie zmącił mi rozum, że wydałam jedynego syna za taką kobietę! – Jeszcze raz walnęła szczypcami w okno. – Mówię do ciebie, słyszysz? Nie udawaj głuchej! – wrzasnęła.

– Słyszę… – wykrztusiła matka.

– Więc przestań się guzdrać! Twój ojciec i mąż młócą zboże, a ja ledwie odłożę miotłę, łapię za motykę! Tyle roboty, że człowiek chce się rozdwoić! A ty co? Dama się znalazła, leży w złocie, siedzi na srebrze i nie rusza się z kangu! Jak mi wreszcie urodzisz coś z ptakiem między nogami, osobiście umyję ci giry w złotej miednicy!

1 ... 176 177 178 179 180 181 182 183 184 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)