Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Lustro Pana Grymsa». Краткое содержание книги:

Czarodziejskie lustro kupione w tajemniczym sklepie pana Grymsa odbija dziwny świat, który kusi i niepokoi trzynastoletnią Agatę. Zwodnicze lustro wciąga najpierw jej ukochanego psa Kusego i tym samym zmusza Agatę, by przekroczyła granicę innego świata. Agata trafia do fantastycznej krainy Koral… Do czego czarownicy potrzebują płomiennowłosej Agaty? Jakie niebezpieczeństwa na nią czyhają? Czy będzie mogła wrócić do domu?
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 34
Перейти на страницу:

– Pytasz, czy wiem, co znaczą te maleńkie jak ziarnka piasku obrazki? Tego nie wiem i mój ojciec też nie wiedział, a ojciec mojego ojca również nie miał o tym pojęcia. Pradziadek podobno umiał niektóre z nich objaśnić. Lecz w tej księdze znajdują się też większe rysunki…

Agata z nadzieją zaczęła przewracać szczątki księgi, myśląc równocześnie ze zgrozą:

Jak straszliwie upadła ta bogata kiedyś i rozumna kraina, skoro dziś już nikt nie umie nawet czytać…

Na kolejnej stronicy ukazała się nagle czarno-biała rycina. Delikatny, wypłowiały rysunek przedstawiał postać w królewskich szatach, otoczoną nisko kłaniającymi się istotami. Istoty miały na głowach ozdoby w kształcie gwiazd, księżyców, słońc…

– Król Tutain odbiera hołd wasali z innych planet – powiedział z dumą strażnik. – Tutain, niech mu będzie wieczna chwała, najpierw rządził tylko jednym państwem, Argoną, ale wkrótce zjednoczył pod swym berłem wszystkie państwa naszego świata. Nie sądź, że na tym się skończyło! Z pomocą czarów król Tutain został wkrótce władcą wszystkich sąsiednich planet! Czy przypadkiem nie był również królem twojej planety przed paroma setkami lat? Nigdy o nim nie słyszałaś?

– Nie, w moim świecie nikt nie słyszał o królu Tutainie. Hej! Czyżby to były uru? – i Agata wskazała na rysunku czworo podobnych do psów zwierząt, czołgających się u nóg Tutaina.

– Tak, to są uru. Mówiłem ci, że kiedyś były oswojone i przebywały w tym pałacu.

– Właśnie takiego szukam! Ale mój jest czarny.

– Nie ma czarnych uru, mówiłem ci już – powiedział strażnik. – Uru są fioletowe, zielone, żółte, różowe, ale czarnych nie ma.

Po przewróceniu dalszych kilkudziesięciu stron księgi Agata znalazła, drugą wyblakłą rycinę. Przedstawiała Tutaina w otoczeniu wysmukłych postaci w długich, powłóczystych szatach. Głowę króla wieńczyła korona, tajemnicze postacie zaś miały głowy oplecione wężami, których pyszczki z rozwidlonymi językami schodziły ku szyi. Dwie spośród nich trzymały przed królem… lustro! To lustro, a nie jakieś zwykłe zwierciadło. Agata od razu rozpoznała charakterystyczną ramę z roślinno-zwierzęcym ornamentem…

– Co to jest?! – z wrażenia aż potrząsnęła strażnika za ramię.

– To są królewscy magowie i królewskie czarownice. Byli podobno równie potężni jak Tutain, a może nawet obdarzeni większą mocą. I nieśmiertelni. Prapradziadek mówił memu pradziadkowi, że ich ród żyje do tej pory ukryty gdzieś w naszym świecie, ale mój ojciec twierdził, że nie jest to możliwe. Gdyby żyli, to chybaby się pokazali…

– Ale co to jest?! – Agata wskazała palcem lustro.

– Nie wiem. Jakiś magiczny przedmiot, skoro trzymają go magowie…

– To jest lustro – oznajmiła z powagą Agata.

– Czemu pytasz, jeśli wiesz? Ja nie wiem, co to znaczy lus-tro. W mieście tego nie widziałem. Ani w pałacu. To wygląda jak obraz bez obrazu. Same ramy…

Więcej rycin dziewczynka nie znalazła. To, co z nich pozostało, nie nadawało się do oglądania, tak było pokryte plamami pleśni.

– Chodź już. W plotece nie wolno długo przebywać, bo potem boli głowa – powiedział strażnik i ruszył w kierunku schodów.

Gdy znaleźli się z powrotem na górze, strażnik rozsiadł się wygodnie na kolistej cembrowinie dawnej fontanny i zaczął głęboko wzdychać, falując tłustym brzuchem.

– Mówiłeś o dwóch tajemnicach – przypomniała mu Agata. – Wyjawiłeś dopiero pierwszą…

– Właśnie myślę – zaczął strażnik, nadal wzdychając.

– O czym myślisz?

– Zastanawiam się, czy mogę wyjawić ci Drugą Tajemnicę, która jest o wiele bardziej tajemnicza niż Pierwsza i niczyje oczy nie mają prawa jej oglądać. Ojciec zaprowadził mnie tam tylko raz i powiedział: „Nie oglądaj tego więcej, synu, bo może cię spotkać kara lub nagła śmierć”. Bardzo się bałem i od tego czasu nie odważyłem się tam pójść. A było to piętnaście lat temu!

– Mówiłeś, że oni kazali ci mnie ugościć i we wszystkim pomóc. Przypuszczam, że zgodziliby się, żebyś mi to pokazał – przekonywała dziewczynka.

– Oni nic do tego nie mają. Jest ktoś silniejszy od nich, kto może ukarać i mnie, i ciebie, i ich również, jeśli tylko zechce. Nie, nie pokażę ci tego, bo się boję…

– Błagam cię, pokaż! Przysięgam, że nigdy nikomu o tym nie powiem! – zaczęła prosić Agata. Strażnik zawahał się.

– No to chodź, ale proszę cię, zrób, co możesz, żeby to, co ujrzysz, nawet ci się nie przyśniło w najśmielszych snach. Ktoś, kogo to dotyczy, mógłby się okrutnie zemścić…

I strażnik skierował swoje kroki ku ocalałym szczątkom wysokiej, posępnej wieży.

– To jest wieża Aprotonów – wyjaśnił ponuro.

– Aprotonów? – powtórzyła Agata. – Aprotonów…

– Być może coś przekręciłem, nie upieram się. Mój ojciec mógł też przekręcić. To słowo wędruje tyle lat i już nic nie znaczy… Podobno z tego miejsca król Tutain, za pomocą skomplikowanych przyrządów, rozmawiał z gwiazdami, księżycem, słońcami…

– Ach, wieża Astronomów!

– Możliwe. Chodź, tylko uważaj na schodach, bo już się rozsypują. Dawno tu nie byłem i teraz pewnie te schody są jeszcze bardziej zniszczone niż przed laty.

Schody były rzeczywiście w okropnym stanie. Co jakiś czas w wyrwie wąskich, krętych stopni przezierała pod ich nogami ciemna czeluść. Tam, gdzie brakowało paru stopni, strażnik podsadzał Agatę, a potem ona podawała mu rękę i wciągała wyżej. Zmęczeni dotarli na szczyt. Dalszą drogę zagradzały szerokie żelazne podwoje. Strażnik wyjął z zanadrza olbrzymi klucz, zardzewiały i pogięty. Drzwi z jękliwym zgrzytem otworzyły się i ujrzeli okrągłą komnatę. Bezużyteczne i pokryte grubą warstwą pajęczyn stały tu astronomiczne przyrządy: lunety, cyrkle, globusy i jakieś inne, nie znane Agacie mechanizmy. Strażnik dotknął jej ramienia i ściszając głos, powiedział:

– Teraz patrz uważnie i szybko, bo nie pozwolę ci tu zostać dłużej niż chwilkę! To grozi straszną karą…

Jego ręka dotknęła małego guziczka w kamiennej ścianie. Część ściany drgnęła i powoli rozsunęła się na dwie strony. W głębi ukazał się duży obraz. W kamiennej skrytce wspaniale zachowały się jego barwy i teraz grały wszystkimi przepysznymi kolorami tęczy.

– Piękne i groźne… – szepnęła zafascynowana dziewczynka. – Czuję dziwny lęk przed tym obrazem. Drzemie w nim jakaś straszna siła…

Z lewej strony obrazu, jakby na kuli, stał potężny król Tutain. Długie czarne włosy rozwiewały mu się na wietrze, lśniła złocista korona, a z ramion spływał purpurowy, malowany w złote gwiazdy płaszcz. Tutain kierował rozkazujący gest gdzieś przed siebie, w granatowy, jarzący się rozsianymi gwiazdami nieboskłon. Wydawało się, że niczego więcej nie ma na tym obrazie. Ale jednak… Z prawej strony rysunek gwiazd nie był czysty, lecz jakby zamglony… Mgła układała się w jakiś niepojęty kształt. Wyglądało to tak, jakby malarz w ostatniej chwili zawahał się i tylko kilkoma maźnięciami pędzla, lękliwie, oddał ruch jakiegoś wielkiego, skrytego w gwiazdach ciała. Jakże zdolnym artystą musiał być ten malarz, skoro martwą mgłę umiał przeobrazić w żywą, choć bezkształtną postać…

– …Wielka Istota Kosmiczna oddaje hołd Tutainowi – objaśnił szeptem przerażony strażnik. – I dlatego to jest takie straszne, bo nie ma nikogo w całym wszechświecie, kto byłby tak potężny jak Ona, Wielka Kosmiczna Istota. Nie patrz na to, bo to nie mogło być prawdą. Było co najwyżej jakimś niebezpiecznym wyzwaniem… A tu, popatrz, tu jest to, co uciekło…

W pierwszej chwili dziewczynka nie zrozumiała strażnika. Wskazywał na płaszcz króla Tutaina, spływający purpurowymi fałdami z jego ramion. Dopiero po chwili uprzytomniła sobie, że obraz od razu wydał się jej piękny i pełny w swej urodzie, bo wśród kolorów, jakimi posłużył się nieznany artysta, był także kolor czerwony! Poza płaszczem króla Tutaina jeszcze obrys kuli, na której stał Tutain – a ona wyobrażała planetę – miał barwę rubinu, a na krańcach nieboskłonu granatowe nocne niebo poprzez fiolet, wrzos i róż przechodziło stopniowo, płynnie w kolor krwistej czerwieni.

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 34
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)