Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Lustro Pana Grymsa». Краткое содержание книги:

Czarodziejskie lustro kupione w tajemniczym sklepie pana Grymsa odbija dziwny świat, który kusi i niepokoi trzynastoletnią Agatę. Zwodnicze lustro wciąga najpierw jej ukochanego psa Kusego i tym samym zmusza Agatę, by przekroczyła granicę innego świata. Agata trafia do fantastycznej krainy Koral… Do czego czarownicy potrzebują płomiennowłosej Agaty? Jakie niebezpieczeństwa na nią czyhają? Czy będzie mogła wrócić do domu?
1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 34
Перейти на страницу:

– Gdzie mam iść?

– Do innego miasta.

– Są tu inne miasta?

– Nie wiemy. Może są. Skoro oni tak mówią…

– Pójdę sobie, jeżeli mi powiecie, gdzie jest mój pies – oznajmiła kategorycznie Agata.

– Co to jest pies?

– Duże, futrzaste, ma cztery łapy, ogon, biega, szczeka, warczy… Jest czarne.

– Och! Och! Nie może być czarne! Mówisz o dzikich uru, ale uru nigdy nie są czarne. Są kolorowe i złe. Gryzą, warczą i są od dawna przeklęte. Nie powiesz chyba, że szukasz uru! Nie rób tego, bo to niebezpieczne! – zaświergotały trwożnie głosy.

Nagle jeden z Najstarszych ziewnął szeroko. Za chwilę ziewał drugi i trzeci. Ich ziewanie stawało się coraz bardziej rozdzierające.

– Wybacz, Ta, nadchodzi święta pora snu… – wymamrotał jeden z nich i już po chwili wszyscy układali się gdzie popadnie. Trzech zajęło szerokie łoże, dwóch zasypiało na krzesłach, z opuszczoną bezradnie na piersi głową, a dwóch po prostu ułożyło się na podłodze.

Zrezygnowana Agata usiadła koło nich. Najstarsi wydawali z siebie delikatne, przechodzące w jęk chrapanie. Śpiąc, poruszali się niespokojnie i przewracali z boku na bok.

– Jest… jest… tak, już przyszła – wymamrotał jeden z nich i znowu zachrapał.

– Och, góry, wiem, ale nie męcz mnie, nie męcz… – zaszeptał rozpaczliwie drugi i zasłonił łokciem twarzyczkę. Ich chrapanie to wzmagało się, to ściszało, przypominając brzęczenie roju pszczół.

Pewnie oni teraz z nimi rozmawiają – pomyślała Agata. – Co z tego, skoro ci biedni staruszkowie nie umieją powtórzyć tej rozmowy? Są tacy sami jak mieszkańcy miasta, zaspani, apatyczni, obojętni. A tymczasem ja, bez czyjejś pomocy, nie trafię nawet na drugą stronę lustra!

Dzień powoli chylił się na stronę nocy. Niebo, widoczne przez szerokie otwory okienne, przybrało barwę wrzosową, a potem zaczęło fioletowieć.

U nas, na Ziemi, z barwy różowej przeszłoby w ciemną czerwień – zadumała się dziewczynka. – Tęsknię do czerwieni. Nasze wschody i zachody słońca są znacznie piękniejsze, choć mamy tylko jedno słońce. Jakże wiele znaczyć może brak jednego koloru! Właściwie jest to niemal kalectwo. Tylko jeden kolor, a wszystko od razu jest o tyle uboższe… Jaki byłby na przykład świat bez zieleni? Chyba straszny; świat bez zielonych łąk i krzewów, bez zielonych drzew i zielonych oczu… A świat bez błękitu? Co rano, budząc się, widziałabym niebo, ale na przykład w kolorze wrzosu, a nie lazuru… A żółć? Biel? Czerń? Świat bez ciemnej nocy… Jakże byłby męczący… Teraz dopiero widzę, że każdy kolor jest potrzebny, do czegoś służy, jest niezbędny człowiekowi. Kto tak potwornie okaleczył ten świat? A może zawsze był taki…? Nie, to niemożliwe…

„Kaleki” – był to przymiotnik, który zdaniem dziewczynki bardzo tu pasował. Kalectwo, spowodowane niepojętym brakiem jednego z siedmiu podstawowych kolorów, zubożało tę krainę, jej przyrodę, jej miasta, nawet urodę jej mieszkańców. Także niebo – które teraz z ciemnego fioletu zaczęło powoli przechodzić w barwę granatu i ukazywały się już na nim pierwsze, tak dziwnie obce gwiazdy – było zubożone o tę jedną barwę wschodzącego i zachodzącego słońca.

Chrapanie Najstarszych zaczęło przycichać. Agata odwróciła się od okna i ujrzała, że powoli, jeden za drugim, Srebrzystowłosi budzą się z głębokiego, choć krótkiego snu. Zaczęli przecierać zaspane oczy, przeciągać się z jękliwym postękiwaniem, ich stare, kruche kości z trudem się prostowały.

– Dlaczego wszyscy ciągle śpicie? – spytała dziewczynka oskarżycielsko. – Miasto się wam wali, umiera, a wy śpicie!

– Święta pora snu ogarnia każdego przynajmniej raz na godzinę. Tylko najsilniejsi mogą nie spać aż dwie godziny – wyjaśnił z godnością jeden z Najstarszych.

– A czy zawsze tak było?

– Podobno nie zawsze. Ale co roku każdy z nas potrzebuje coraz więcej snu – westchnął drugi.

– Ponoć kiedyś, ale to było dawno, dawno temu, ludzie spali tylko w nocy. Jednak nie chce mi się wierzyć, aby to była prawda – pokiwał głową trzeci. – Jakżeby to było możliwe? Przecież nikt by nie miał sił, śpiąc tak krótko! A ile ty śpisz?

– Tylko w nocy – powiedziała Agata.

– Kłamiesz. Gdy przyszliśmy do ciebie, właśnie spałaś…

– Och, bo wy zarażacie mnie swoją sennością! – obruszyła się dziewczynka. – Powiedzcie mi, czemu w tym domu nie ma ani jednego lustra? I gdzie mogę je znaleźć?

– Co to jest lustro? – zaniepokoili się Najstarsi. – Czy także coś futrzastego i okropnego jak uru?

– Skądże znowu! Lustro jest gładkie, bardzo gładkie i bardzo błyszczące, i odbija to, co przed nim się znajduje – wyjaśniła dziewczynka.

Najstarsi poruszyli się niespokojnie.

– Cały czas mówisz o jakichś okropnych rzeczach – zajęczał jeden.

– Cóż okropnego jest w lustrze?!

– Wszystko! – zaświergotało naraz kilka głosów. – Lustro może przejrzeć cię na wylot i zrobisz się przezroczysta, a potem znikniesz! U nas nikt nie zna i nie chce znać podobnie niebezpiecznych przedmiotów!… Skoro jesteś Ta, to rób, co masz robić, byle szybko! I idź sobie! Niepokoisz nas i sprawiasz, że lękamy się… A może nie rób w ogóle niczego? Tak, tak… najlepiej nie rób niczego, niech już będzie, jak jest, bo mogłoby być gorzej! I wracaj, skąd przyszłaś!

– Nie wrócę bez psa i bez lustra! – tupnęła nogą Agata, ale nikt jej nie słuchał. Ptasie głosy wzbijały się pod niewysoki sufit i lamentowały jękliwie. Równocześnie Najstarsi poprawiali swoje szaty, układali starannie faliste, połyskliwe włosy, otrzepywali się z niewidocznego kurzu.

– Musimy już iść – rzekł uroczyście jeden. – Powiedzieliśmy ci już wszystko. Nie mamy tu nic do roboty.

– Czy oni nie mówili wam we śnie, dokąd mam iść? – spytała zrozpaczona dziewczynka.

– I tak byśmy to zaraz zapomnieli – wyznał szczerze drugi. – Ledwie zapamiętaliśmy, że mamy wszystkim mówić, że nadejdzie Ta z takimi włosami. Gdyby oni nie powtarzali nam tego co noc, zapewne każdy by to szybko zapomniał…

– Oni nie mówią nam wszystkiego. I wcale tego nie chcemy – zamachał rączkami trzeci. – Nie chcemy, żeby ich sprawy były naszymi sprawami. Chcemy spokojnie żyć i spokojnie spać. Gdy oni do nas mówią, mamy bardzo męczące sny.

– Święta pora snu staje się udręką – zakończył czwarty. – Dlatego najlepiej byłoby, żebyś sobie stąd jak najszybciej poszła.

– Nie wyrzucamy cię, nie sądź nas źle, ale na pewno nie masz tu nic specjalnego do zrobienia – pokiwał głową piąty. – Myślę, że to, co masz robić, powinno być zrobione za murami miasta. Więc idź już sobie!

– Mogłabym wam powiedzieć, co macie czynić, żeby ratować to miasto – powiedziała Agata. – Mogłabym wam nawet w rym pomóc. Co prawda wcale nie mam na to ochoty i sama pragnę je opuścić!

– To głupia propozycja – obruszył się pierwszy. – To, co ma ulec zniszczeniu, i tak się zniszczy, widać takie jest przeznaczenie. Nikt z nas nie miałby zresztą siły, żeby ratować miasto. Wszystkie miasta są skazane na śmierć, a my razem z nimi. I tak my pomrzemy szybciej, niż umrze miasto. A teraz żegnaj, Ta, i nie męcz nas już…

I Najstarsi w popłochu wyszli. Agata znowu została sama.

– Nie ma tu psa, nie ma lustra, więc chyba rzeczywiście nie mam po co przebywać tu dłużej – powiedziała głośno do siebie. – Jedyne, co mi pozostaje, to wyspać się i skoro świt iść dalej, choć, doprawdy, nie mam pojęcia, w jakim kierunku! A może oni we śnie podpowiedzą mi, co mam dalej robić…?

Agata zjadła dwa wielkie fioletowe owoce, które w tajemniczy sposób znakomicie zaspokajały głód i pragnienie co najmniej na parę godzin, i ułożyła się wygodnie w łożu. Sen długo nie nadchodził. Dziewczynka obracała się z boku na bok, niespokojnie rozmyślając. Wydawało się jej niemożliwe, aby lustro zmusiło ją do przyjścia tutaj tylko dla zabawy. Mieszkańcy miasta muszą mieć rację, gdy powtarzają, że ona, Ta, ma w tym dziwacznym, pozbawionym czerwieni świecie coś do zrobienia, musi spełnić jakąś z góry przewidzianą misję – nim będzie mogła powrócić do siebie, do domu.

1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 34
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)