Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Lustro Pana Grymsa». Краткое содержание книги:

Czarodziejskie lustro kupione w tajemniczym sklepie pana Grymsa odbija dziwny świat, który kusi i niepokoi trzynastoletnią Agatę. Zwodnicze lustro wciąga najpierw jej ukochanego psa Kusego i tym samym zmusza Agatę, by przekroczyła granicę innego świata. Agata trafia do fantastycznej krainy Koral… Do czego czarownicy potrzebują płomiennowłosej Agaty? Jakie niebezpieczeństwa na nią czyhają? Czy będzie mogła wrócić do domu?
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 34
Перейти на страницу:

Agata zadumała się nad dziwnymi dziejami strażnika i z bezwiednym szacunkiem dla jego niezwykłej wierności wobec dawno wygasłego królewskiego rodu delikatnie położyła mu rękę na ramieniu.

– Nie martw się, strażniku – szepnęła. – Mimo przeciwieństw losu wykonywałeś wszystko, co do ciebie należało, i teraz…

Nagle strażnik brutalnie schwycił Agatę za ramię i obalił na ziemię. Jedną ręką trzymając ją przy sobie, drugą szybko narysował dokoła nich niewidoczny krąg na twardym kamiennym podłożu.

– Co robisz?! – wykrztusiła dziewczynka, usiłując się wyrwać, ale strażnik trzymał ją z całych sił.

– Nie widzisz, że lecą dzikie huringi?!

Agata uniosła głowę i ujrzała nadlatujące stado ogromnych niby-ptaków, niby-nietoperzy z wielkimi, czarnymi skrzydłami. Ich oczy, jak błyszczące guziki, dziko połyskiwały w dużych, spiczastych głowach, zakończonych potężnymi dziobami. Dziewczynka skuliła się, przytulając do strażnika.

– Czy one są groźne? – spytała cichutko, wstrzymując oddech. Łomot ogromnych skrzydeł był coraz donośniejszy i dzikie huringi jęły zataczać kręgi nad głowami leżących.

– Bardzo groźne – wystękał strażnik, leżąc w niewygodnej pozycji ze skulonymi nogami. – Atakują wszystko, co się rusza, i rozszarpują na strzępy! Ale nikomu nic nie grozi, jeśli zdąży narysować dokoła siebie krąg. Więc leż spokojnie i nie ruszaj się. One zaraz odlecą…

– Dlaczego akurat krąg?

– Tego nie wiem, ale zawsze wszyscy tak robili i zawsze to pomagało.

Groźny łopot potężnych skrzydeł zaczął powoli przycichać. Za chwilę stado huringów, szybując nisko, zniknęło nad ruinami.

– Czy one już nie wrócą? – spytała zaniepokojona Agata, gdy strażnik wstał i podając jej rękę, zachęcił także do powstania.

– Nie miałyby już siły. Po każdym dłuższym locie muszą odpocząć.

– A pies? Czy one są groźne dla psa? – wystraszyła się dziewczynka, myśląc o swym zabłąkanym ulubieńcu. – Pies to jest takie na czterech łapach, futrzaste, duże… – objaśniła.

– Ach, mówisz o dzikich uru… Huringi są groźne dla uru, ale uru niekiedy dają im radę, zwłaszcza jeśli jest ich więcej. Jeden uru musi zginąć, rozszarpany na strzępy. Skąd wiesz o uru? Czyżbyś je spotkała? One bardzo rzadko zbliżają się do miasta lub tutaj, do ruin. Choć niekiedy to robią. Może pamiętają jeszcze dawne czasy…

– Dawne czasy?

– Kiedyś uru żyły bardzo blisko z władcami tego pałacu.

– Szukam takiego czarnego uru, nie widziałeś go?

– Nie widziałem uru od paru tygodni. Ale mylisz się, czarnych uru nie ma. Są we wszystkich kolorach, z wyjątkiem czarnego i tego, który masz na głowie. Uru biegają sobie gdzieś w głębi doliny lub poszły w góry. One chodzą, gdzie chcą, są jak wiatr, w przeciwieństwie do nędznych mieszkańców miasta…

– Nędznych?

– Spójrz tylko na mnie! – strażnik z dumą wypiął pierś. – Jestem od nich większy i silniejszy. Sypiam tylko raz na dwie godziny, a oni nie wytrzymują nawet jednej. Jestem zdolny odwiedzić ich przynajmniej dwa razy w roku, żeby sprawdzić, czy coś się nie zmieniło, a oni boją się choćby nos wystawić za mury. Wybrali kiedyś to marne, nieruchawe życie w mieście i robią się słabsi z roku na rok. Czeka ich nieuchronna zguba.

– Zguba?

– No tak. Ci, co są, wkrótce umrą, ci, co się po nich narodzą, umrą jeszcze szybciej, po prostu usną i nie obudzą się, a miasto rozsypie się w proch. Chyba że ty coś zrobisz… Oni mówili, że przyjdzie Ta i przyniesie zmianę.

– Jaką zmianę?

– Nie wiem. Zmianę i tyle. Myślę, że każda zmiana może być na lepsze lub na gorsze. Wolałbym, żebyś przyniosła zmianę na lepsze.

– Gdzie mam ich szukać?

– Doprawdy, chyba tylko we śnie. Oni są jak uru, nigdy nie wiesz, gdzie przebywają, i nie dogonisz ich.

– Może są w górach?

– Och, góry wydają mi się z daleka okropne. Nie idź tam.

– Więc mam iść w dół, tam, gdzie widać wieczną mgłę?

– W dole jest jeszcze paskudniej, zapewniam cię! Wprawdzie nigdy tam nie byłem, ale przecież wystarczy popatrzeć… Najlepiej zostań tu ze mną. Razem będzie nam weselej. I wyjawię ci Bardzo Ważne Tajemnice: Pierwszą i Drugą. Druga jest jeszcze większa od Pierwszej…

– Wyjaw je więc!

– No to chodź! Jesteś Ta, więc chyba masz prawo zobaczyć wszystko, co tu jest…

I kolebiąc się na boki, strażnik ruszył w ruiny. Szerokimi, rozlatującymi się schodami, pod łukiem spękanej bramy, weszli do pałacu. Pałac już dawno był pozbawiony dachu i tylko gdzieniegdzie, jakiś cudem, na zwietrzałych podporach utrzymywały się jego szczątki. Długi, szeroki korytarz zaprowadził ich do ogromnej, okrągłej tronowej sali, z resztkami kolumn wspinających się hen, wysoko, pod nie istniejący dach. Z sali tej kilkadziesiąt niegdyś ozdobnych drzwi prowadziło do dalszych królewskich komnat.

– Lepiej schyl głowę, bo ci coś na nią spadnie – powiedział troskliwie strażnik, wchodząc w jedne z nich. Wąskie, wijące się schody prowadziły w dół. Po trzydziestu paru kamiennych stopniach dostali się do dużego i niezwykle wysokiego pomieszczenia, znajdującego się pod tronową salą. Ściany, wilgotne i pokryte pleśnią, od góry do dołu zabudowane były rozpadającymi się ze starości półkami. A na nich… na nich stały tysiące książek! Grube i cienkie, o różnych formatach, oprawne w skórę, ucieszyły dziewczynkę i dały nową nadzieję.

– Z tego księgozbioru dowiem się wreszcie czegoś o tym świecie! Kto wie, może trafię na rozwiązanie wszystkich zagadek…?

– To jest ploteka – oznajmił z dumą strażnik.

– Biblioteka – poprawiła odruchowo Agata.

– Możliwe. Gdy jakieś słowo wędruje zbyt długo, traci czasem swe brzmienie. Znam to słowo od mojego ojca, a on od mojego dziadka, a dziadek… I tak dalej. Ty się tu rozejrzyj, a ja tymczasem trochę pośpię. Już na mnie pora…

Strażnik zwinął się w kłębek na kamiennej posadzce i zaczął donośnie chrapać.

Agata z bijącym sercem pośpiesznie sięgnęła po pierwszy z brzegu opasły tom. Ledwo jej palce dotknęły go – rozsypał się w proch… Dziewczynka osłupiała. Dotykając, najdelikatniej jak mogła, kolejnego tomu, z rozpaczą, ujrzała, że dzieje się z nim dokładnie to samo. Próbowała sięgnąć po następne foliały, ale wszystkie rozsypywały się na drobiny unoszącego się nad głową dziewczynki pyłu. Zrozpaczona Agata pojęła, że czas nie oszczędził ani jednej z tych książek; że ten znakomity ongiś księgozbiór nie istnieje. Nie mogła już liczyć na pomoc w rozwiązaniu jakiejkolwiek zagadki…

Strażnik właśnie budził się, szeroko ziewając, gdy na jednej z najniższych półek dziewczynka namacała ręką mniej zniszczony egzemplarz. Wyjęła go najdelikatniej, jak mogła, i rozłożyła. Przed nią leżała wielka, gruba księga, w spleśniałej oprawie, z resztkami nadgryzionych zębem czasu stronic. Ani jedna nie zachowała się w całości. Pożółkłe szczątki wypełniały drobniutkie, nie znane jej literki…

– Przeczytaj mi to! – zawołała Agata gwałtownie.

– Co mam zrobić? – zdziwił się strażnik.

– Mój Boże, czyżbyś nie umiał czytać? -jęknęła żałośnie Agata.

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 34
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)