Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 171 172 173 174 175 176 177 178 179 ... 217
Перейти на страницу:

Prosta jak strzała biała linia wiodła przez ciemność do wielkiej kamiennej tablicy pokrytej srebrnymi inkrustacjami w kształcie pisma ogirów. Takie same dzioby, które pokrywały nawierzchnię, zniszczyły także w niektórych miejscach litery.

— Drogowskaz — mruknęła Elayne, wykręcając się w siodle, by niespokojnie rozejrzeć dookoła. — Elaida udzieliła mi kilku wykładów na temat dróg. Nie opowiedziała zbyt dużo. Za mało — dodała posępnie. — A może za dużo.

Liandrin spokojnie porównała treść drogowskazu z pergaminem, który wyciągnęła z kieszeni płaszcza, po czym wepchnęła go z powrotem, nim Egwene zdążyła rzucić nań okiem.

Światło latarni zniknęło nagle, zamiast wolno blaknąć na krawędzi, Egwene zdołała jednak dostrzec grubą, kamienną, miejscami porytą balustradę, nim Aes Sedai poprowadziła je dalej od drogowskazu. Elayne nazwała to wyspą — z powodu ciemności trudno było ocenić jej rozmiar, Egwene jednak uznała, że mogła mieć około stu kroków średnicy.

Balustradę przecinały kamienne mosty i rampy, obok każdego stał kamienny słup oznakowany pojedynczą linią pisma ogirów. Łuki mostów zdawały się ginąć w pustce. Rampy wiodły w górę i w dół. Nie widać było nic prócz ich początku, na który się akurat wjeżdżało.

Zatrzymując się tylko po to, by omieść wzrokiem kamienne słupy, Liandrin wybrała rampę schodzącą w dół i niebawem nie było już nic prócz tej rampy i mroku. Wszystko ociekało ogłuszającą ciszą, Egwene miała wrażenie, że nawet stukot końskich kopyt na chropawym kamieniu nie niesie się dalej niż do granicy kręgu wytyczonego przez światło latarń.

Rampa wiodła bez końca w dół, skręcając się w pętlę, aż wreszcie doprowadziła do kolejnej wyspy, z połamaną balustradą łączącą mosty i rampy, a także drogowskazem, którego treść Liandrin porównała ze wskazówkami na pergaminie. Wyspa przypominała litą skałę, dokładnie tak jak tamta pierwsza. Egwene trochę się bała, że tamta pierwsza wyspa znajduje się być może tuż nad ich głowami.

Niespodzianie obawy Egwene głośno wyraziła Nynaeve. Mówiła śmiałym głosem, w samym środku przerwała jednak, by przełknąć ślinę.

— To... to możliwe — odpowiedziała jej słabym głosem Elayne. Podniosła wzrok w górę, ale zaraz szybko go spuściła. — Elaida twierdzi, że prawa natury na drogach nie obowiązują. W każdym razie nie w taki sposób, jak poza nimi.

— Światłości — mruknęła Min, po czym podniosła głos. — Jak długo chcesz nas tu trzymać?

Miodowe warkocze zakołysały się, gdy Aes Sedai odwróciła głowę, by na nie spojrzeć.

— Dopóki was stąd nie wyprowadzę — odparła obojętnym tonem. — Im bardziej będziecie mi się naprzykrzać, tym dłużej to potrwa. — Pochyliła się znowu, by studiować pergamin i drogowskaz.

Egwene i pozostałe dziewczęta umilkły.

Liandrin gnała bez wytchnienia od drogowskazu do drogowskazu, przez rampy i mosty, które zdawały się wisieć w bezkresnej ciemności bez żadnych podpór. Aes Sedai nie zwracała prawie żadnej uwagi na towarzyszące jej kobiety, Egwene wręcz zaczęła się zastanawiać, czy gdyby któraś z nich została w tyle, to czy Liandrin zawróciłaby, by jej szukać. Pozostałe dziewczęta wpadły chyba na tę samą myśl, bo jechały zbitą gromadą, tuż za kopytami jej ciemnej klaczy.

Egwene ze zdziwieniem uświadomiła sobie, że nadal czuje przyciąganie saidara, zarówno obecność żeńskiej połowy Prawdziwego Źródła, jak i pragnienie, by go dotykać, by kontrolować przepływ Mocy. Z jakiegoś powodu dotychczas uważała, że skaza, którą Cień pozostawił na drogach, ukryje przed nią saidara. W pewien sposób czuła tę skazę. Uczucie to było niewyraźne i nie miało nic wspólnego z saidarem, ale była pewna, że dotykanie w tym miejscu Prawdziwego Źródła to coś takiego, jakby rozganianie ręką cuchnącego, gęstego dymu, by móc sięgnąć po czystą filiżankę. Wszystko, co zrobi, będzie skażone. Po raz pierwszy od wielu tygodni, nie miała żadnych trudności z oparciem się przyciąganiu saidara.

W świecie poza drogami zapewne byłby już sam środek nocy, gdy na którejś z wysp Liandrin niespodzianie zsiadła z konia i obwieściła, że tu zatrzymają się na wieczerzę i spoczynek. Jedzenie znajdowało się w jukach konia.

— Rozpakujcie — powiedziała, nie racząc nawet wyznaczyć którejś z nich do tego zadania. — Upłyną dobre dwa dni, zanim dotrzemy na Głowę Tomana. Nie dopuściłabym, abyście dotarły tam głodne, gdybyście z powodu swej głupoty omieszkały zabrać coś do jedzenia.

Energicznymi ruchami rozkulbaczyła i spętała klacz, potem zaś usadowiła się na siodle i czekała, aż któraś z nich poda jej posiłek.

Elayne zaniosła Liandrin suchary i ser. Aes Sedai dała wyraźnie do zrozumienia, że nie życzy sobie ich towarzystwa, tak więc wszystkie cztery zjadły swój chleb i ser w pewnej odległości, siadając blisko siebie na siodłach. Ciemność zalegająca poza światłem latarń nie dodawała smaku posiłkowi.

Po jakimś czasie odezwała się Egwene:

— Liandrin Sedai, co by się stało, gdybyśmy napotkały Czarny Wiatr?

Min powtórzyła ostatnie słowa pytającym tonem, Elayne natomiast pisnęła.

— Moiraine Sedai twierdziła, że nie można go ani zabić, ani nawet choć odrobinę uszkodzić, a ja czuję, że skaza okrywająca to miejsce czeka tylko, by zniweczyć wszystko, czego dokonamy z pomocą Mocy.

— Nawet nie myślcie o Prawdziwym Źródle, dopóki wam nie rozkażę — odparła ostrym tonem Liandrin. — Przecież gdyby któraś z was próbowała przenosić Moc tutaj, na drogach, wówczas mogłaby popaść w obłęd, tak jakby była mężczyzną. Nie zostałyście przeszkolone w obchodzeniu się ze skazą, dotykającą mężczyzn, którzy ją stworzyli. Jeśli pojawi się Czarny Wiatr, to ja się nim zajmę. — Wydęła wargi, przypatrując się uważnie grudce białego sera.

— Moiraine wcale nie wie tyle, ile jej się wydaje. — Z uśmiechem wepchnęła ser do ust.

— Nie lubię jej — mruknęła Egwene, tak cicho, by mieć pewność, że Aes Sedai nie usłyszy.

— Skoro Moiraine może z nią współpracować — szepnęła Nynaeve — to my też możemy. Nie to, żebym lubiła Moiraine bardziej niż Liandrin, ale skoro one mieszają się do spraw Randa i innych chłopców...

Umilkła, otulając się płaszczem. W ciemności nie czuło się chłodu, nieodparte pozostawało jednak wrażenie jego obecności.

— Co to jest Czarny Wiatr? — spytała Min.

Gdy Elayne udzieliła jej wyjaśnień, często powołując się na słowa Elaidy i swojej matki, Min westchnęła.

— Wzór jest odpowiedzialny za sporo rzeczy. Nie wiem, czy jakikolwiek mężczyzna jest tego wart.

— Nie musiałaś jechać — przypomniała jej Egwene. — Mogłaś odejść w każdej chwili. Nikt cię nie powstrzymywał przed opuszczeniem Tar Valon.

— Och, mogłam sobie pójść — odparła kwaśnym tonem Min. — Z równą łatwością jak ty albo Elayne. Wzór wcale się nie przejmuje tym, czego chcemy. Egwene, a co się stanie, jeśli pomimo tego wszystkiego, przez co przechodzisz z jego powodu, Rand wcale się z tobą nie ożeni? Co będzie, jeśli ożeni się z jakąś kobietą, której nigdy nie widziałaś na oczy, albo z Elayne, albo ze mną? Co wtedy?

Elayne zakrztusiła się.

— Matka nigdy by tego nie pochwaliła.

Egwene milczała przez chwilę. Rand mógł i tak nie dożyć własnego ślubu. A jeśli nawet... Nie potrafiła sobie wyobrazić Randa wyrządzającego komuś krzywdę.

1 ... 171 172 173 174 175 176 177 178 179 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)