Wielkie Polowanie
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #2
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karlowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:
— Pojedziemy, Liandrin Sedai — obiecała Egwene.
— Dokąd? — spytała Nynaeve.
Egwene przeszyła ją rozdrażnionym spojrzeniem.
— Na Głowę Tomana.
Egwene otworzyła szeroko usta, a Nynaeve mruknęła:
— Na Głowie Tomana toczy się jakaś wojna. Czy to niebezpieczeństwo ma coś wspólnego z armiami Artura Hawkwinga?
— Czyżbyś wierzyła w plotki, dziecko? Ale nawet gdyby one okazały się prawdziwe, to czy mogą cię powstrzymać? Wydawało mi się, że nazwałaś tych mężczyzn przyjaciółmi.
Liandrin wypowiedziała te ostatnie słowa z grymasem na twarzy, który mówił, że ona nigdy by czegoś takiego nie uczyniła.
— Pojedziemy — powtórzyła Egwene. Nynaeve otwarła usta, ale Egwene nie przerywając ciągnęła dalej. — Pojedziemy, Nynaeve. Jeśli Rand, a także Mat i Perrin, potrzebują naszej pomocy, wówczas my musimy jej udzielić.
— Wiem o tym — odparła Nynaeve. — Chcę jednak się dowiedzieć, dlaczego to właśnie my? Co my możemy zrobić takiego, czego Moiraine, albo ty, Liandrin, nie możecie?
Biel policzków Liandrin pogłębiła się — Egwene spostrzegła, że podczas przemowy Nynaeve zapomniała o dodaniu tytułu — ale powiedziała tylko:
— Obydwie pochodzicie z ich wsi. W jakiś sposób, którego nie całkiem rozumiem, jesteście z nimi związane. Nic więcej powiedzieć nie mogę. I nie będę też więcej odpowiadała na wasze głupie pytania. Czy pojedziecie ze mną przez wzgląd na nich? — Urwała, czekając na ich zgodę, widoczne napięcie opuściło ją, gdy przytaknęły — Znakomicie. Spotkamy się na najbardziej wysuniętym na północ skraju gaju ogirów na godzinę przed zachodem słońca, przyjdźcie ze swoimi końmi i wszystkim, co potrzebne do podróży. Nikomu o niczym nie mówcie.
— Nie wolno nam opuszczać terenów Wieży bez pozwolenia — wolno odpowiedziała Nynaeve.
— Macie moje pozwolenie. Nic nikomu nie mówcie. Absolutnie nikomu. Komnaty Białej Wieży nawiedzają Czarne Ajah.
Z ust Egwene wyrwał się okrzyk przestrachu i echo podobnego dźwięku usłyszała od strony Nynaeve, tyle że tamta szybciej się opanowała.
— Wydawało mi się, że wszystkie Aes Sedai zaprzeczają istnieniu... czegoś takiego.
Usta Liandrin wykrzywił szyderczy grymas.
— Wiele tak czyni, lecz zbliża się Tarmon Gai’don i już nie pora na zaprzeczenia. Czarne Ajah to przeciwieństwo wszystkiego, czego opoką jest Wieża, ale istnieją, dziecko. Są wszędzie, należeć do nich może każda kobieta, a służą Czarnemu. Jeśli wasi przyjaciele są ścigani przez Cień, to czy sądzicie, że Czarne Ajah pozwolą wam żyć i chodzić wolno, byście mogły im pomóc? Nie mówcie nikomu, nikomu! Inaczej możecie nie dotrzeć żywe na Głowę Tomana. Godzina przed zachodem słońca. Nie zawiedźcie mnie.
Z tymi słowami wyszła, energicznie zatrzaskując za sobą drzwi.
Egwene usiadła ociężale na łóżku, układając dłonie na kolanach.
— Nynaeve, ona jest Czerwoną Ajah. Nie może nic wiedzieć o Randzie. Gdyby wiedziała...
— Ona nie wie — zgodziła się Nynaeve. — Bardzo bym chciała się dowiedzieć, dlaczego jakaś Czerwona pragnie przyjść z pomocą. Albo z jakiego powodu jest skłonna współpracować z Moiraine. Przysięgłabym, że żadna z nich nie podałaby szklanki wody, gdyby ta druga umierała z pragnienia.
— Myślisz, że ona kłamie?
— Ona jest Aes Sedai — odparła sucho Nynaeve. — Postawię moją najlepszą srebrną zapinkę przeciwko jednej jagodzie, że każde słowo, które powiedziała, było prawdziwe. Zastanawiam się jednak, czy usłyszałyśmy rzeczywiście to, co nam się wydawało.
— Czarne Ajah. — Egwene zadrżała. — Nie można się mylić, że to właśnie powiedziała, Światłości, dopomóż nam.
— Nie można — poparła ją Nynaeve. — Z góry też nas uprzedziła, że nie mamy co pytać kogoś o radę, bo po tym wszystkim, komu możemy zaufać? Światłości, zaiste dopomóż nam.
Do izby wtargnęły z hałasem Min i Elayne, zatrzaskując za sobą drzwi.
— Naprawdę jedziecie? — spytała Min, a Elayne wskazała maleńką dziurkę w ścianie nad głową Egwene, mówiąc:
— Podsłuchiwałyśmy z mojego pokoju. Wszystko wiemy.
Egwene zamieniła spojrzenia z Nynaeve, zachodząc w głowę, ile podsłuchały i takie samo zaniepokojenie dostrzegła na twarzy Nynaeve.
„Jeśli zdołają rozszyfrować to, co mówiłyśmy o Randzie...”
— Musicie to zachować dla siebie — ostrzegła je Nynaeve. — Przypuszczam, że Liandrin załatwiła u Sheriam pozwolenie na nasz wyjazd, ale nawet jeśli tego nie zrobiła, nawet jeśli jutro zaczną szukać nas po całej Wieży, od piwnic po dach, dalej nie wolno wam pisnąć ani słowa.
— Zachować to dla siebie? — powtórzyła Min. — O to się nie bójcie. Wszystko, co ja robię przez cały dzień, polega na próbie wyjaśniania jakiejś Brązowej siostrze czy komuś innemu czegoś, czego sama nie rozumiem. Nawet nie mogę przejść się na spacer, bo zaraz dopada mnie sama Amyrlin i żąda, bym czytała w każdym, kogo napotkamy. Kiedy ta kobieta żąda, by coś dla niej zrobić, to nie ma jak się od tego wykręcić. Musiałam dla niej odczytać połowę Białej Wieży, ale ona zawsze chce następnej demonstracji. Potrzebowałam tylko wymówki, by móc stąd wyjechać i oto ją mam.
Na jej twarzy pojawiła się determinacja, która nie dopuszczała dalszej dyskusji.
Egwene bardzo chciała wiedzieć, dlaczego Min tak się uparła jechać z nimi, zamiast po prostu wyjechać na własną rękę, ale zanim zdążyła wyrazić coś więcej niż zdziwienie, odezwała się Elayne.
— Ja też jadę.
— Elayne — powiedziała łagodnie Nynaeve. — Egwene i ja jesteśmy spowinowacone z chłopcami z Pola Emonda. Ty jesteś dziedziczką tronu Andoru. Jeśli znikniesz z Białej Wieży, to staniesz się przyczyną wybuchu wojny.
— Matka nie wypowiedziałaby wojny Tar Valon, nawet gdyby one tutaj mnie ususzyły i zasoliły, co być może będą usiłowały zrobić. Skoro wy trzy możecie wyjechać i mieć przygody, to nie myślcie sobie, że ja tu zostanę i będę zmywała naczynia, szorowała podłogi, a także pozwalała, by jakaś Przyjęta rugała mnie za to, że nie utworzyłam ognia w dokładnie takim odcieniu błękitu, jakiego ona sobie zażyczyła. Gawyn umrze z zazdrości, jak się dowie. — Elayne uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła rękę, by żartobliwie pociągnąć Egwene za włosy. — A poza tym, jeśli ty zrezygnujesz z Randa, to może ja będę miała szansę go zdobyć.
— Nie sądzę, by któraś z nas mogła go mieć — odparła ze smutkiem Egwene.
— No to dopadniemy tę, którą on rzeczywiście wybierze i uprzykrzymy jej życie. Ale on nie może być takim głupcem, by wybrać kogoś innego, skoro może mieć jedną z nas. Och proszę, uśmiechnij się, Egwene. Wiem, że on jest twój. Ja po prostu czuję — zawahała się, szukając słowa — że jestem wolna. Nigdy dotąd nie miałam żadnych przygód. Założę się, że przygody nie będą przyczyną wypłakiwania się przed snem w poduszkę. A gdyby nawet tak było, to dopilnujemy, by bardowie tę część wyeliminowali ze swych opowieści.
— To głupota — odparła Nynaeve. — Jedziemy na Głowę Tomana. Słyszałaś, jakie stamtąd docierają wieści i pogłoski. To będzie niebezpieczne. Musisz tu zostać.
— Słyszałam też, co Liandrin Sedai mówiła o... Czarnych Ajah. — Wymieniając tę nazwę, Elayne zniżyła głos nieomal do szeptu. — Na ile będziemy bezpieczne tutaj, jeżeli one naprawdę istnieją? Gdyby matka bodaj podejrzewała, że Czarne Ajah rzeczywiście tu się kręcą, to ściągnęłaby mnie w sam środek bitwy, żeby mnie tylko przed nimi osłonić.
— Ależ Elayne...
— Jest tylko jeden sposób na to, byście mnie powstrzymały przed wyjazdem. Musicie o wszystkim powiedzieć mistrzyni nowicjuszek. Stworzymy piękny obrazek, my trzy stojące rzędem w jej gabinecie. Cztery. Nie sądzę, by Min udało się czegoś takiego uniknąć. Tak więc ja też jadę, skoro nie macie zamiaru mówić o niczym Sheriam Sedai.