Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]
Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]

Электронная книга - «Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]». Краткое содержание книги:

Dan Thorson był świeżo upieczonym absolwentem akademii kształcącej obsługę statków kosmicznych. Jednak nie trafił na statek żadnej z prestiżowych kompanii handlowych. Komputer zaoferował mu los wolnego pośrednika.
Będąc najmłodszym członkiem załogi statku „Królowa Słońca”, Dan trafia na planetę z tajemniczą przeszłością by rozwiać mroki jej teraźniejszości.
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 47
Перейти на страницу:

Dan spojrzał w górę strumyka.

— W takim razie ja pójdę tam — stwierdził stanowczo. Ali był mu równy rangą, więc nikt nikomu nie mógł wydawać rozkazów. Ruszył ścieżką między koleinami, nie oglądając się za siebie.

Był tak skoncentrowany na tym, by pokazać wszystkim, jak doskonale sobie radzi, że popełnił niewybaczalny dla Branżowca błąd: zapomniał włączyć interkom w haubic. Szedł więc na oślep w nieznane i nie miał żadnego kontaktu z pozostałymi.

W te] chwili nie zdawał sobie oczywiście z tego sprawy. Ślady prowadziły stopniowo w górę zwężającej się doliny, w stronę skalistego zbocza. Słońce oświetlało drogę, a jego promienie odbijały się od klifów, tworząc zatoczki purpurowych cieni.

Koleiny pozostawione przez pełzacz biegły na tyle prosto, na ile pozwalało na to ukształtowanie terenu. Dwa owady o koronkowych skrzydłach, takie, jakie widzieli w poprzedniej dolinie, musnęły powierzchnię strumienia, po czym odleciały w górę, w stronę zimniejszych warstw powietrza.

Roślinność była teraz rzadsza. Już od jakiegoś czasu Dan nie minął żadnego pola. Dolina zmieniła się w łagodny stok, a ściany skał tworzyły liczne zakręty i zagłębienia. Dan posuwał się naprzód ostrożnie, nie zamierzając stanąć twarzą w twarz z użytkownikiem miotacza.

W głębi duszy był przekonany, że doktor Rich miał z tym wszystkim coś wspólnego. Ale skąd wziął się tutaj ten pełzacz? Może doktor był już kiedyś na Otchłani? Czy włamał się także do jakiegoś tajnego magazynu Inspekcji? Jednakże Ali był przekonany, że pojazd nie spełniał wymogów Federacji.

Ślad urwał się tak nagle, że Dan stanął jak wryty, nie wierząc własnym oczom. Koleiny wiodły prosto w masywną skałę i ginęły tuż pod nią, jakby maszyna zwyczajnie przez nią przeniknęła!

Zawsze istnieje jakieś wyjaśnienie zjawisk niemożliwych — przypomniał sobie starą prawdę Dan. I na pewno nie chodzi tu o sztuczki z filmów propagandowych… Jeżeli ślady prowadziły w głąb skały, to było to złudzenie, lub też istniało jakieś wejście. To on miał w tej chwili zdecydować, która z tych możliwości wchodziła w grę.

Gdy ostrożnie zbliżał się do nieoczekiwanej przeszkody, pod jego stopami skrzypiał żużel i piasek. Nagle zdał sobie sprawę z obecności czegoś nieokreślonego, jakiejś wibracji, pulsowania. W tym wąskim zakątku utworzonym przez skały było bardzo cicho — nie wiał wiatr, nie zaszeleścił żaden liść. A jednak w powietrzu zawisł niepokój, jakieś ledwo wyczuwalne poruszenie.

Odruchowo przyłożył dłonie do skały i natychmiast poczuł, jak wszechogarniające drganie przenika go na wskroś. Stał się odbiornikiem pulsowania emitowanego przez substancję Otchłani, przez jej wnętrze. Przesunął palcami po nierównej powierzchni kamienia i przestudiował każdy jej centymetr — nie znalazł żadnego wyłomu, żadnego śladu wejścia, żadnego powodu, dla którego ze środka mógł się wydobywać ten drażniący jego nerwy, regularny rytm. Gwałtownie oderwał ręce. Przyszła mu nagle do głowy irracjonalna myśl, że może tutaj już tak pozostać, na zawsze zespolony ze skałą. Teraz był pewien, że Otchłań nie była tym, czym wydawała się na początku: zapewne nie tak wyglądał opuszczony przez istoty żywe, wymarły świat.

Po raz pierwszy przypomniał sobie, że powinien był cały czas utrzymywać kontakt z pozostałymi i pośpiesznie włączył interkom. Natychmiast zabrzmiał mu w uszach głos Tau:

— Ali, Thorson, odezwijcie się!

W głosie medyka słychać było zniecierpliwienie, toteż Dan natychmiast odszedł od skały i wrócił na ścieżkę prowadzącą w dół doliny.

— Tu Thorson. Jestem na krańcu doliny. Chcę zameldować…

Tau przerwał mu:

— Wracajcie do kapsuły! Ali, Thorson, wracajcie natychmiast do kapsuły!

— Thorson wraca! Dan ruszył najszybciej, jak mógł, ale ciągle potykał się i ślizgał na żużlu i kamykach. Głos Tau cały czas brzmiał w interkomie — wzywał Aliego, lecz ten nie odpowiadał.

Dysząc ciężko, Dan dotarł do miejsca, gdzie zostawili medyka. Tau przywołał go do szperacza.

— Gdzie jest Ali?

— Gdzie Kamil? — zapytali niemal równocześnie, wpatrując się w siebie z przerażeniem. Dan odezwał się pierwszy.

— Powiedział, że idzie w dół strumienia, śladem tych kolein, które znaleźliśmy. Ja poszedłem w górę.

— W takim razie to musi być on… — Tau zmarszczył brwi. Odwrócił się i zaczął przyglądać dolinie. Obecność wody spowodowała tu bujny rozwój zarośli, które tworzyły rodzaj muru, z rzadka tylko poprzecinanego wdzierającym się weń strumieniem.

— Ale co się stało? — chciał wiedzieć Dan.

— Usłyszałem wezwanie w interkomie, ale dźwięk został natychmiast urwany.

— To na pewno nie ja, nie byłem podłączony — powiedział Dan, zanim zdążył pomyśleć, co mówi. Dopiero po chwili dotarły do niego jego własne słowa.

Nikt nie wychodzi na zwiad bez włączenia łączności. Była to zasada, którą każdy w Syndykacie, nawet najzwyklejszy junior, znał. A on pozwolił sobie o niej zapomnieć podczas pierwszej pracy w terenie! Czuł, jak zalewa go fala ciepła. Nie próbował jednak niczego wyjaśnić, czy usprawiedliwić. Wina była oczywista i będzie musiał ponieść konsekwencje swego błędu.

— Ali ma kłopoty — to był jedyny komentarz Tau, który siadał właśnie za sterami kapsuły. Milczący i zawstydzony Dan usadowił się za nim.

Wznieśli się w górę nierówno, skokami, zupełnie inaczej niż z Alim. Tau skierował dziób szperacza w dół i zwolnił maksymalnie, zachowując jedynie prędkość konieczną do utrzymania się w powietrzu. Obserwowali teren w dole. Nie widzieli jednak nic, oprócz wypalonych miotaczem pasów ziemi oraz niezmąconej niczym zieleni, wśród której pojawiały się tu i ówdzie skały i połacie żużlu.

Zobaczyli również ślady pełzacza i teraz Dan zrelacjonował to, co udało im się z Alim ustalić. Twarz Tau była kamienna.

— Jeśli nie znajdziemy Aliego, musimy wrócić do Królowej.

Była to jedyna rozsądna decyzja, jaką mogli w tej chwili podjąć. Dan jednak obawiał się momentu, w którym będzie musiał przyznać się do swego zaniedbania. Być może ten błąd nie był jedynym, który popełnił. Może bardziej istotny był fakt, że rozdzielili się z Alim, że nie pozostali razem.

— Dzieje się tu coś paskudnego — mówił Tau. — Ten, kto użył tych miotaczy, na pewno nie działał w zgodzie z prawem.

Dan wiedział doskonale, że prawo Federacji dotyczące zasad walki było surowe. Obrona przed atakiem obcych jest dozwolona, ale w żadnym przypadku, oprócz ratowania własnego życia, nie wolno użyć miotacza lub innej broni przeciwko istotom pozaziemskim. Nawet promienie usypiające traktowane były jako broń, choć w praktyce stanowiły wyposażenie większości frachtowców wyruszających na nieznane obszary zaludnione przez prymitywne plemiona.

Załoga Królowej wylądowała na Otchłani nieuzbrojona i dopóki nie zaistniało bezpośrednie zagrożenie życia Branżowców, nie wolno im było użyć broni. W tej dolinie jednak użyto miotacza, dając upust czyjejś bezsensownej nienawiści do mieszkańców planety.

— One nie mogły nikogo napaść, prawda? Te kuliste stworzenia?

Ciemna twarz Tau miała zacięty wyraz, kiedy zaprzeczył:

— Nie mieli żadnej broni. Powiedziałbym nawet, na podstawie tego, co widziałem, że zaatakowano je bez ostrzeżenia. Może ktoś zmiótł je z powierzchni ziemi jedynie dla przyjemności zabijania…

Te słowa przywołały koszmarny obraz z pola bitwy i Tau, który przywykł do życia zgodnego z prawem moralnym, zatrzymał się nagle, wstrząśnięty.

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)