Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Mercedes-Benz». Краткое содержание книги:

Urocza, przezabawna powiastka gdańskiego prozaika zaczyna się w okolicznościach iście dramatycznych: bohater (noszący wiele znamion, które pozwalają utożsamiać go z autorem), wsiadając w początku lat dziewięćdziesiątych do małego fiata z instruktorką kursu prawa jazdy, nieomal umiera z upokorzenia i wstydu.
Pragnąc opóźnić moment ostatecznej kompromitacji, ucieka się do wypróbowanego sposobu: zaczyna snuć opowieść o samochodach swoich dziadków: citroenie zmiażdżonym przez pociąg relacji Wilno-Baranowicze, mercedesie zarekwirowanym w 1939 przez Sowietów w okolicach Lwowa…
W trakcie opowieści, jak na wytrawnego narratora przystało, uświadamia sobie, że powiela fortel i zarazem literacki chwyt Hrabala, który w opowiadaniu Wieczorna lekcja jazdy w analogiczny sposób próbował obłaskawić i zmylić czujność instruktora usiłującego wprowadzić go w arkana jazdy na motocyklu. Narracja staje się piętrowa i wielowymiarowa: wątki hrabalowskie przeplatają się ze współczesnymi i z nostalgiczną, pełną ciepła i humoru wyprawą w głąb rodzinnych korzeni, w odeszły w przeszłość świat międzywojnia, wypraw na pikniki w sosnowe lasy, zawodów balonowych, spotkań w Automobilklubie i – przede wszystkim – cudownych chromowanych karoserii.
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 29
Перейти на страницу:
wychadi, swołocz! – no i niech pani sobie wyobrazi mówiłem do panny Ciwle w równomiernym szumie fal – że ten porucznik wypisał kwit rekwizycyjny – to papier dla Polaczka, żeby nie rozpowiadał potem, że nasza armia kradnie uśmiechnął się i klepnął dziadka w plecy – my znamy waszą wrażą propagandę – więc dziadek stał przed tym ospowatym porucznikiem i w milczeniu przyjmował kwit rekwizycyjny, podczas gdy bojcy przetrząsali auto i wyrzucali do rowu, ku zdumieniu dziadka, wszystkie niepotrzebne im rzeczy: w gęstwinę łopianów poszybował komplet samochodowych kluczy Boscha w ebonitowej skrzynce, sfatygowany przez mole stary pudermantel dziadka, para kaloszy, oliwiarka, pusty futerał po goglach, a także plik dokumentów przewiązany papierowym sznurkiem, którego na szczęście nie przejrzeli, wydobywając go ze skórzanej teczki, i tę ostatnią, naturalnie, zatrzymując, i wszystko to trwało nie więcej niż siedem minut – wyjaśniłem pannie Ciwle – kiedy tylko ruszyli z powrotem w stronę Lwowa, dziadek zapalił papierosa i przyglądał się uważnie obłoczkom pyłu wykwitającym spod kopyt wierzchowca porucznika, koń bez jeźdźca biegł teraz swobodnie za Mercedesem, podczas gdy jego pan zmieniał swobodnie biegi, włączał migacze, próbował siły klaksonu, a żołnierze eskortujący auto strzelali na wiwat i śpiewali piękną, melodyjną pieśń o polskich panach i psach, atamanach, którzy zapamiętają na zawsze Czerwoną Armię; dopiero kiedy zniknęli za zakrętem, dziadek wskoczył do rowu, wydostał stamtąd swoje rzeczy i wolno ruszył piechotą do Lwowa, mając nadzieję, że mimo tej niespodziewanej sowieckiej okupacji uda mu się wypełnić misję, i tak go sobie wyobrażam na tej drodze: idzie wolno w starym pudermantlu, co chwila przystając, bo ebonitowa skrzynka z narzędziami Boscha jest bardzo ciężka, a w drugiej ręce, a właściwie pod pachą, trzyma przewiązany papierowym sznurkiem plik tajnych dokumentów Państwowej Fabryki Związków Azotowych w Mościcach, na które czekać miał w hotelu „Georges” agent dwójki. – Piękne, delikatne stopy instruktorki, obmywane tak samo jak moje chłodną falą Bałtyku, co chwila znikały pod wilgotnym piachem; zajęta tą dziecięcą grą w zakopywanie i wydostawanie własnych kończyn z szarej, bezkształtnej masy panna Ciwle zdawała się nie słuchać tej historii, lecz skoro tylko po słowach o agencie dwójki zamilkłem., natychmiast zapytała – no i spotkali się w tym hotelu? – W hotelu „Georges” – ciągnąłem dalej – pełno już było sowieckich oficerów i cała sala restauracji przypominała sztab po zakończonej i wygranej wojnie; dziadek podjechał tam tramwajem z ulicy Ujejskiego, gdzie wcześniej przebrał się i odpoczął, więc nie wszedł do hotelu, stał na chodniku i patrzył jak przechodzień przez okna rzęsiście oświetlonej sali, i nie mógł uwierzyć własnym oczom: kelnerzy młodsi, starsi, pikolacy, dosłownie wszyscy tańczyli przy stolikach, podając sowieckim oficerom sztufadę, pieczeń, baraninę, wina węgierskie, francuskie koniaki i wódki Baczewskiego, a ci płacili najuprzejmiej jakimiś dziwnymi papierkami, dziadek wspiął się na palce i przyklejony do restauracyjnej szyby spostrzegł, że są to rekwizycyjne kwity Czerwonej Armii, takie same jak ten, który otrzymał za Mercedesa i był to widok nadzwyczajny: rozochoceni oficerowie tłukli kieliszki i pili już wyłącznie ze szklanek, jakby zdawali sobie doskonale sprawę, że piwnica hotelowa za kilka godzin będzie kompletnie pusta, bo niby kto dostarczy do niej tokaju, piołunówki, armaniaku czy bordeaux, więc wyciągali ze swoich kieszeni całe książeczki rekwizycyjnych kwitów i ciskali nimi na srebrne tace, a kelnerzy uśmiechali się do nich i dziękowali za te niebotyczne napiwki, jakby wiedzieli doskonale, że oficerowie Czerwonej Armii równie dobrze mogą zapłacić za ten znienawidzony klasowo luksus nie karteczkami, lecz ołowiem, dziadek odstąpił więc od okna i szedł w stronę Hetmańskich Wałów, przybity i załamany nie tyle niespodziewaną okupacją i stratą Mercedesa, bo przecież w Środkowej Europie takie sprawy nie są czymś nadzwyczajnym, stanowiąc niejako naturalny i zewnętrzny porządek rzeczy, lecz tym, że ta ciemna i złowieszcza siła wtargnęła niespodziewanie na obszar, który nigdy do tej pory nie podlegał aneksjom czy najazdom, i dlatego wydawał się najbezpieczniejszy, słowem, że cała ta machina wkracza powoli, lecz systematycznie w obszar jego pamięci i kawałek po kawałku niszczy jej delikatną tkankę, odbiera siłę czystych, ostrych obrazów, wydziera przeszłość i nakłada na nią ów specyficzny, nieznany jeszcze wówczas narodom Środkowej Europy filtr, który z niczym właściwie nie dał się porównać; otóż maszerujący Wałami Hetmańskimi dziadek zrozumiał to intuicyjnie, gdy uświadomił sobie, że wszystkie jego wspomnienia z hotelu „Georges” i Placu Mariackiego, wszystkie te chwile, w których spotykał się tutaj z narzeczoną, przyjaciółmi czy kolegami z politechniki, będą już teraz czymś zupełnie innym, na zawsze wypełnionym śpiewem i toastami sowieckich oficerów, dymem ich papierosów, ostrym zapachem adiekałonu i potu, dźwiękiem harmoszki, zgrzytaniem szkła pod ich butami i jeśli na przykład przypomni sobie kiedyś rozmowę z narzeczoną, kiedy to opowiadała mu o swojej węgierskiej matce, tak młodo i tragicznie zmarłej, a on rozprawiał o historii prapradziadka, lekarza napoleońskich wojsk, awanturnika i hulaki, jeśli przywoła zatem wszystkie złożone ingrediencje tamtego spotkania sprzed wielu lat, łącznie z obłokami nad placem, hurkotem konnych wozów, dzwonkiem tramwaju i promieniami słońca wpadającego przez okno restauracji na ich stolik, to nieodmiennie nałoży się na ten obraz rząd purpurowych i spoconych twarzy, otoki czapek spoczywających na obrusach czy plik rekwizycyjnych bloczków ciskany kelnerom, i przyzna pani – ciągnąłem niestrudzenie dalej, podczas gdy panna Ciwle wyciągnęła stopy z wody – że takie myśli nie były pocieszające w mieście, w którym na wszystkich niemal ulicach wisiały już czerwone transparenty –
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 29
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)