Moralność Pani Dulskiej
- Автор: Zapolska Gabriela
- Язык: польский
- Жанр: Прочая поэзия
Электронная книга - «Moralność Pani Dulskiej». Краткое содержание книги:
ZBYSZKO
Ach, ty! Ach, ty!…
JULIASIEWICZOWA
Cóż ja? Ciocia powiedziała, że ja mam złodziejski spryt. Tak! Bo zgodziłam się z życiem i kradnę to, co jest najmilszego. To jest szczyt mądrości. Walczyć? Donkiszot! Śmieszne! Zresztą, sam powiedziałeś: wyciągniemy kopyta.
ZBYSZKO
Ty umiesz budzić we mnie kołtuna.
JULIASIEWICZOWA
Ależ on na chwilę w tobie nie zasnął! Ty się z nim nie borykaj. To na nic. Wiesz sam. Zresztą, co ty od cioci chcesz? Ona cię kocha, dała ci życie…
ZBYSZKO
Cha! Cha!… Ja się na świat nie prosił.
JULIASIEWICZOWA
To komunał. Wychowała cię, według niej, najlepiej.
ZBYSZKO
Najlepiej! To zgroza słuchać, co ty mówisz.
JULIASIEWICZOWA
Według niej. Wszystko to zrobiła przez miłość dla ciebie. I teraz ona płacze, Zbyszku, ona płacze…
ZBYSZKO
E!
JULIASIEWICZOWA
Nie "e"… to jest matka…
Zbyszko siada na fotelu, zgnębiony. Juliasiewiczowa podchodzi.
No… i co będzie, Zbyszko?
Zbyszko milczy.
No, no…
ZBYSZKO
Jest jeszcze czas.
JULIASIEWICZOWA
Nie, nie, takie rzeczy przecina się od razu. Raz, dwa! Zobaczysz, odetchniesz, jak z tym skończysz.
ZBYSZKO
cicho
Ale jak?
JULIASIEWICZOWA
Już my na to poradzimy.
ZBYSZKO
Będzie skandal.
JULIASIEWICZOWA
A widzisz! a mówiłeś, że ci o świat nie chodzi!
Chwila milczenia.
Zbyszko milczy.
I przeprosisz matkę?
ZBYSZKO
Za co?
JULIASIEWICZOWA
Zrób to, obraziłeś ją bardzo. Ona chora, ona biedna. (biegnie do drzwi) Ciociu!
ZBYSZKO
Ale… krzywda się jej nie stanie?
JULIASIEWICZOWA
Proszę cię, już ja w tym będę. Ciociu!
SCENA DZIEWIĄTA
Zbyszko, Dulska, Juliasiewiczowa.
JULIASIEWICZOWA
Ciociu! Zbyszko cofa, co powiedział. Powrócił do rozumu… i przeprasza ciocię.
Dulska płacze.
ZBYSZKO
podchodzi ku niej, całuje ją w rękę i mówi cicho
Przepraszam mamę za to… A psiakrew… psiakrew!
DULSKA
do Juliasiewiczowej
No widzisz… znów klnie.
JULIASIEWICZOWA
Ach, to głupstwo! To nie ma znaczenia.
ZBYSZKO
z wybuchem
Ma, ma znaczenie! Ma!
JULIASIEWICZOWA
Cofasz się?
ZBYSZKO
Tak… tak… będę tym, kim byłem! A! Możecie być dumni! (z wybuchem nerwowym) Ach, jak ja się będę teraz łotrował! Jak ja się będę łotrował!…
JULIASIEWICZOWA
Dopóki się nie ożenisz, dobrze nie ożenisz… z panną fajną, z dobrego domu.
ZBYSZKO
Dopóki się dobrze nie ożenię z posagiem, z kamienicą, z diabłem, z czortem…
Wybiega do swego pokoju.
DULSKA
Boże! Boże!
JULIASIEWICZOWA
Niech ciocia pozwoli mu wyburzyć się. Główna rzecz zrobiona. Teraz trzeba się wziąć do niej. Ciocia mi daje carte blanche?
DULSKA
Nie rozumiem.
JULIASIEWICZOWA
dochodzi do drzwi
Tadrachowa!
SCENA DZIESIĄTA
Też same, Tadrachowa.
TADRACHOWA
Rączki całuję! Jestem… jestem…
JULIASIEWICZOWA
Moja Tadrachowa, zaszły tu pewne zmiany. Młody pan żenić się z Hanką nie chce.
TADRACHOWA
Jakże to? Sam mi to godnie oświadczył.
JULIASIEWICZOWA
Ale się namyślił.
TADRACHOWA
Tak niby: mir nichts – dir nichts?
DULSKA
Pod błogosławieństwem matki.
TADRACHOWA
To duże słowo. No, ale to krzywda dla Hanki, a ja przecie dziecka, com go do chrztu świętego podawała, ukrzywdzić nie dam!
JULIASIEWICZOWA
Nikt jej ukrzywdzić nie chce. Pani gospodyni jest bardzo zacna osoba i może tam coś niecoś Hance da jako odszkodowanie.
DULSKA
cicho
Nie galopuj się.
Tadrachowa milczy.
JULIASIEWICZOWA
No, czy ja wiem, co i jak…
TADRACHOWA
Proszę wielmożnej pani, święty związek małżeński a pieniądze – to całkiem insza inszość.
JULIASIEWICZOWA
No… tak, ale dobre i to. Każda inna matka to by dziewczynę wygnała bez dobrego słowa. A tu się jeszcze troszczą i chcą coś dodać… No, moja Tadrachowa, przyznajcie, że takich ludzi to mało na świecie.
TADRACHOWA
Ja zawsze mówiłam, że to święte państwo. Ale krzywda krzywdą…
JULIASIEWICZOWA
E, samiście mówili, że pieniądze wszystko kryją. Jak Hanka mieć będzie coś w Sparkasie, to ani się nikt o resztę nie spyta.
TADRACHOWA
Może być.
JULIASIEWICZOWA
Jak myślicie, co i jak?
TADRACHOWA
Proszę wielmożnej pani, to już Hanki rzecz. Trzeba mi z nią pogadać.
JULIASIEWICZOWA
Naturalnie. Zaraz wam Hankę przyślemy. Chodźmy, ciociu!
TADRACHOWA
Całuję rączki wielmożnym paniom.
Dulska wychodzi.
JULIASIEWICZOWA
I miejcie rozum! Bo to tylko dobre serce pani, a żaden mus. Rozumiecie?
TADRACHOWA
Niby…
Wchodzi Hanka. Juliasiewiczowa wychodzi.
SCENA JEDENASTA
Tadrachowa, Hanka.
TADRACHOWA
ogląda się
Chodź tu, chodź!
HANKA
Jak się macie.
TADRACHOWA
A to ci dopiero, a to ci dopiero!
HANKA
Wiecie? No!
TADRACHOWA
A jakże, chciał się żenić!
HANKA
A!…
TADRACHOWA
A teraz nie chce.
HANKA
A niech go pokręci z jego żenieniem! Co mi tam po takim ożenku. Ja do tego, czy co? Poniewierajom mną już od wczoraj. Myśleli, że wielki cymes.
TADRACHOWA
Zawszeć to honorowo.
HANKA
E!
TADRACHOWA
I byłabyś panią – kamieniczną.
HANKA
E!
TADRACHOWA
Lepiej jak za tego twego finansa. Bo choć to niby coś, ale zawsze trybelulka.
HANKA
To moja rzecz. Ale by mną nikt nie poniewierał. Każden ma swój honor.
TADRACHOWA
To ty nie obstajesz, żeby się pan z tobą żenił?
HANKA
Powiedziałam, co mi taki morowicz. Niech ta będzie moja krzywda.
TADRACHOWA
Oni cię ta nie ukrzywdzą. Chcą ci dać coś na rękę.
HANKA
płacze
Daj ta, matka chrzestna, spokój, daj ta, matka chrzestna, spokój…
TADRACHOWA
Ty jesteś durna, durna! Młoda jesteś i nie wiesz, co to świat. Jak będziesz mieć pieniądze, to będziesz mocarna… Ta czego beczysz? Ta już tamto przepadło. Teraz jeno, żeby cię nie skrzywdzili.
HANKA
jak wyżej
Daj ta, matka chrzestna, spokój…
TADRACHOWA
Ta to żadna łaska, ja już za ciebie będę gadać. Ja cię skrzywdzić nie dam.