Tajemnica Gadającej Czaszki
- Автор: Хичкок Альфред
- Язык: польский
- Жанр: Детское действие
Электронная книга - «Tajemnica Gadającej Czaszki». Краткое содержание книги:
Pani Miller pociągnęła nosem i wytarła chusteczką oczy.
– Byłam pewna, że Frank zostanie, by mi pomóc w tych ciężkich chwilach, ale nie został. Nie zaczekał nawet na pogrzeb. Powiedział, że musi natychmiast wyjechać, spakował się i już go nie było. Byłam zdumiona. Później zrozumiałam, dlaczego to zrobił.
– Tak? – zapytał Jupiter. – A dlaczego?
– To przez nekrolog zamieszczony przeze mnie w gazecie. Wiecie, że w nekrologach podaje się zawsze rodzinę zmarłego. Napisałam, że o śmierci zawiadamiają żona i szwagier, Frank Neely, mieszkający pod tym samym adresem. Sądzę, iż Frank przestraszył się, że ktoś przeczyta ten nekrolog i znajdzie jego kryjówkę, więc uciekł.
Usłyszałam o nim dopiero, kiedy zjawiła się policja, żeby mnie przesłuchać po tym, jak go złapano w Chicago. Nic im nie umiałam powiedzieć. Jak już wam mówiłam, nie wiedziałam, że Frank rabował banki.
– Czy pani brat odjeżdżając, wspominał o swoim powrocie? – zapytał Jupiter.
– Tego nie pamiętam… chociaż, tak. Tak, teraz, kiedy o to zapytałeś, coś sobie przypomniałam. Powiedział: “Siostrzyczko, nie zamierzasz sprzedawać tego domu, prawda? Zostaniesz w nim na zawsze, żebym wiedział, jak cię znaleźć”.
– A co pani odpowiedziała?
– Odparłam, że nie zamierzam sprzedawać domu i zawsze będzie mógł mnie tu znaleźć, kiedy przyjedzie do miasta.
– Wobec tego już wiem, gdzie ukrył pieniądze! – oznajmił triumfalnie Jupiter. – Wspomniała pani, że brat większość czasu spędził w domu sam, kiedy pani i mąż pracowaliście. Istnieje więc tylko jedno logiczne wyjaśnienie tej zagadki – pieniądze są ukryte w tym domu!
Rozdział 11. Niemiła niespodzianka
Bob i Pete patrzyli na Jupitera ze zdumieniem.
– Przecież inspektor Reynolds mówił, że dom został dokładnie przeszukany i niczego nie znaleziono – przypomniał Bob.
– Ponieważ Spike Neely okazał się od nich sprytniejszy – powiedział Jupiter. – Ukrył pieniądze tak dobrze, iż zwykłe przeszukanie niczego nie wykazało. Pięćdziesiąt tysięcy dolarów w dużych banknotach to paczka nie taka wielka, łatwo ją schować. Mógł to utknąć gdzieś na strychu lub pod okapem, w wielu miejscach. Zamierzał tu wrócić, kiedy się trochę uciszy, i odzyskać pieniądze. Niestety, trafił do więzienia i tam umarł.
– Rzeczywiście, przecież upewniał się, czy nie zamierza pani sprzedawać tego domu! – wykrzyknął Bob. – To dowodzi, że planował powrót.
– Miał też kilka dni na wyszukanie odpowiedniej kryjówki – wtrącił Pete. Nawet jemu udzieliło się podekscytowanie kolegów. – Wyprowadził w pole policjantów, ale mogę się założyć, Jupe, że ty, jak zawsze, sobie poradzisz!
– Czy pozwoliłaby nam pani rozejrzeć się trochę po domu, pani Miller? Może udałoby się nam odnaleźć to miejsce? – zapytał Jupiter z nadzieją w głosie.
Pani Miller pokręciła przecząco głową.
– Sądząc z waszego rozumowania, byłoby to całkiem prawdopodobne. Niestety, w tym domu niczego nie znajdziecie. – Znów pokręciła głową. – Widzicie, to nie jest dom, w którym wtedy mieszkałam. Przeniosłam się cztery lata temu. Nie sądziłam wcześniej, że to zrobię, lecz otrzymałam tak korzystną ofertę, iż nie mogłam odmówić. Sprzedałam go więc i wprowadziłam się tutaj.
Jupiter szybko otrząsnął się po tym rozczarowaniu.
– A więc pieniądze mogą być nadal w tamtym domu – powiedział.
– To możliwe – przyznała pani Miller. – W końcu Frank był bardzo sprytnym człowiekiem. Mógł przechytrzyć policjantów, mimo że tak dokładnie szukali. Powinniście się udać na Danville Street 532, gdzie wtedy mieszkałam.
– Dziękujemy pani. – Jupiter wstał z krzesła. – Bardzo nam pani pomogła. Skorzystamy z tych informacji natychmiast.
Pożegnali się i pospiesznie wyszli. Chwilę później znów siedzieli obok Konrada na przednim siedzeniu pikapa, ściśnięci jak sardynki.
– Chcielibyśmy teraz pojechać na Danville Street 532, Konradzie – poprosił Jupiter. – Czy wiesz, gdzie to jest?
Wielki blondyn wydobył zniszczoną mapę Los Angeles i okolicznych miejscowości. Po chwili znaleźli Danville Street. Była to krótka uliczka położona dość daleko od miejsca, w którym się znajdowali. Konrad miał niepewną minę.
– Jupe, będzie lepiej, jeśli wrócimy. Pan Tytus prosił, żebym nie wyjeżdżał na długo.
– Tylko przejedziemy koło tego domu. Upewnimy się, gdzie stoi. I tak nie moglibyśmy tam wtargnąć i ni stąd, ni zowąd rozpocząć przeszukiwania. Musimy zawiadomić inspektora Reynoldsa o naszych domysłach.
Pete i Bob wiedzieli, że Jupiter wolałby sam znaleźć pieniądze i zanieść je triumfalnie na policję. Jednak wszyscy trzej zdawali sobie sprawę, że było to niewykonalne. Konrad zgodził się przejechać przez Danville Street w drodze powrotnej do Rocky Beach.
Humory chłopców znacznie się poprawiły, choć Pete nadal nie pozbył się pewnych wątpliwości.
– Jupe, nie mamy żadnej pewności, iż Spike Neely schował skradzione pieniądze w domu swojej siostry.
Jupiter potrząsnął głową.
– To jedyne logiczne rozwiązanie, Pete. Gdybym był Spike'em Neelym, zrobiłbym to samo.
Po wielu zakrętach wjechali w końcu na Danvilie Street.
– Tu są numery zaczynające się od dziewięciuset – zauważył Jupiter. – Konradzie, skręć w lewo. Tam powinny być pięćsetki.
Konrad skręcił i chłopcy uważnie przyglądali się mijanym domom, odczytując głośno ich numery.
– Jesteśmy przy ośmiuset. Jeszcze trzy przecznice i będziemy na miejscu – ogłosił Bob.
Przejeżdżali obok małych schludnych domków ze starannie utrzymanymi ogródkami. Chłopcy z wyciągniętymi szyjami pochylili się do przodu.
– Powinien być zaraz za następną przecznicą – powiedział Bob z przejęciem. – Wydaje mi się, że gdzieś tak w połowie ulicy. Oczywiście po prawej stronie, bo tu są numery parzyste.
– Konradzie, zatrzymaj się, jak dojedziemy do połowy ulicy – poprosił Jupiter.
– OK, Jupe.
Jechali jeszcze jakąś minutę i Konrad stanął.
– To tu, Jupe?
Jupiter nie odpowiedział. Patrzył z otwartymi ustami na wielki blok mieszkaniowy, zajmujący większą część ulicy po tej stronie jezdni. Nie było tu ani jednego prywatnego domku.
– Nie ma już numeru 532! – rzekł Bob głucho. – Stoi tu tylko ten blok o numerze 510.
– Trzeba będzie spisać nasz dom na straty – spróbował zażartować Pete.
– Konradzie, pojedźmy jeszcze przecznicę dalej. Może tam znajdziemy numer 532 – powiedział Jupiter.
Za następną przecznicą były już numery zaczynające się od czterystu. Numer 532 Danville Street nie istniał. Konrad zatrzymał wóz i spojrzał pytająco na chłopców.
– Czy sądzicie, że pani Miller nie powiedziała nam prawdy? – zapytał Bob. – Może nigdy nie mieszkała na Danville Street 532? Może teraz demoluje swój dom w poszukiwaniu pięćdziesięciu tysięcy dolarów? Może tylko chciała się nas pozbyć?
– Nie – stwierdził Jupiter. – Myślę, że pani Miller mówiła prawdę. Coś musiało się stać z domem spod numeru 532. Poczekajcie tutaj. Przeprowadzę szybkie dochodzenie i zobaczymy, czego się dowiem.
Jupiter wysiadł z samochodu i gdzieś zniknął. Wrócił po kilkunastu minutach lekko zadyszany.
– A jednak dowiedziałem się czegoś. Rozmawiałem z zarządcą, który pracuje w tym bloku od samego początku. Powiedział, że wybudowano go cztery lata temu i że aż sześć domów trzeba było przenieść, żeby zrobić dla niego miejsce.
– Przenieść! – krzyknął Pete. – Dokąd przenieść?
– Na Maple Street. To ulica równoległa do tej, położona jakieś trzy przecznice dalej. Domy były niezbyt duże i w dobrym stanie, więc zamiast je burzyć, przeniesiono je na wolne miejsca wzdłuż Maple Street i ustawiono na nowych fundamentach. A więc dom pani Miller wciąż stoi… tyle że gdzie indziej.