Tajemnica Gadającej Czaszki
- Автор: Хичкок Альфред
- Язык: польский
- Жанр: Детское действие
Электронная книга - «Tajemnica Gadającej Czaszki». Краткое содержание книги:
– Ja też – powiedział Pete z westchnieniem.
– I co teraz zrobimy? – zapytał Bob.
– Porozmawiamy z siostrą Spike'a Neely'ego – odparł Jupiter. – Wiemy, że mieszka w Los Angeles. Może jest w książce telefonicznej.
Pete podał mu książkę telefoniczną i Jupiter znalazł kilka osób o nazwisku Mary Miller. Zadzwonił do pierwszej na liście. Tubalnym głosem, jak u dorosłego mężczyzny, powiedział, że chciałby się skontaktować z panem Spike'em Neelym. Trzy pierwsze kobiety odparły, że nigdy nie słyszały o takiej osobie. Czwarta odpowiedziała, że Spike Neely nie żyje i nie można się z nim skontaktować. Jupiter powiedział “dziękuję” i odwiesił słuchawkę.
– Trafiliśmy na właściwą panią Miller – obwieścił pozostałym. – Mieszka w starej dzielnicy Hollywoodu. Proponuję, żebyśmy tam zaraz pojechali i spróbowali wydobyć z niej jakieś informacje.
– To mi wygląda na wyjątkowo ambitne zadanie – mruknął Pete. – Policja już ją dokładnie przepytała. Co nowego spodziewasz się jeszcze usłyszeć?
– Nie wiem – odparł Jupiter – ale żaba w stawie z głodnymi rybami powinna skakać wysoko, żeby się z niego wydostać.
– Chyba masz rację – stwierdził Bob. – Jak się tam dostaniemy? Za daleko, żeby jechać na rowerach.
– Wstąpimy do wypożyczalni samochodów i poprosimy o Worthingtona i rolls-royce'a – powiedział Jupiter.
Nieco wcześniej Jupiter wygrał konkurs, w którym nagrodą była możliwość korzystania przez jakiś czas ze wspaniałego starego rollsa. Tak się złożyło, że później pomogli jednemu z pracowników wypożyczalni. W nagrodę pozwolono im korzystać z rolls-royce'a od czasu do czasu. Niestety, kiedy Jupiter zadzwonił do wypożyczalni, okazało się, iż samochód i Worthington, szofer, są już wynajęci przez innego klienta.
– No cóż, skoro nie możemy mieć rolls-royce'a, poprosimy wuja Tytusa, żeby Konrad zawiózł nas pikapem.
Okazało się jednak, że pan Jones zlecił Konradowi coś pilnego. Miał być wolny dopiero za kilka godzin. Chłopcy postanowili więc wykorzystać ten czas na malowanie starych mebli. Wybrali do pracy takie miejsce, z którego mogli obserwować cały dziedziniec i kręcące się po nim osoby. Żadna z nich nie zwracała jednak na chłopców najmniejszej uwagi.
Wreszcie powrócił Konrad. Wyładował pikapa i chłopcy wskoczyli na przednie siedzenie. Było tak ciasno, że Bob musiał siedzieć na kolanach Pete'a. Ruszyli do Hollywoodu.
Okazało się, że pani Miller mieszka w ładnym, parterowym domu, przed którym rosła palma i dwa bananowce. Jupiter zadzwonił do drzwi. Otworzyła im kobieta w średnim wieku, o miłym wyglądzie.
– Tak, słucham? Jeśli zbieracie prenumeraty, to z przykrością muszę powiedzieć, że nie potrzebuję już więcej czasopism.
– My nie w tej sprawie, proszę pani – powiedział Jupiter. – Czy zechce pani obejrzeć naszą wizytówkę?
I wręczył pani Miller służbową kartę Trzech Detektywów.
Popatrzyła na nią ze zdumieniem.
– Jesteście detektywami, chłopcy? – zapytała. – Aż trudno w to uwierzyć.
– Można by nas nazwać młodszymi detektywami – powiedział Jupiter. – Proszę jeszcze przeczytać zaświadczenie, które dostaliśmy od policji.
Wręczył pani Miller list otrzymany od inspektora Reynoldsa przy okazji wcześniejszego śledztwa. Brzmiał on następująco:
Zaświadcza się, iż posiadacz niniejszego listu jest młodszym asystentem inspektora, współpracującym z policją z Rocky Beach. Będziemy wdzięczni za wszelką okazaną mu pomoc.
(Podpis) Samuel Reynolds
Główny inspektor policji
– No, no, to robi wrażenie – powiedziała pani Miller. – Ale czemu zawdzięczam waszą wizytę?
– Liczymy na pani pomoc – odparł szczerze Jupiter. – Mamy małe kłopoty i potrzebujemy pewnych informacji. Dotyczą pani brata, Spike'a Neely'ego. To długa historia. Może gdybyśmy weszli do środka, wyjaśniłbym to pani lepiej.
Pani Miller zawahała się, ale potem otworzyła drzwi szerzej.
– Proszę – powiedziała. – Wyglądacie na porządnych chłopców. Miałam już nadzieję, że nie usłyszę więcej o Spike'u. No, trudno. Ale spróbuję jakoś wam pomóc.
Po chwili siedzieli na kanapie w pokoju gościnnym pani Miller. Jupiter opowiedział, jak umiał najlepiej, o dziwnym rozwoju wypadków, które nastąpiły po kupieniu przez niego na aukcji starego kuferka. Oszczędził jednakże starszej pani informacji o Sokratesie. Nie wiadomo, jakie wrażenie mogłaby na niej wywrzeć opowieść o gadającej czaszce.
– Widzi więc pani – zakończył – ktoś najwyraźniej uważa, iż w kufrze Guliwera znajdzie wskazówkę, jak odnaleźć ukryte pieniądze. Ponieważ kufer przebywał u nas przez jakiś czas, ludzie ci podejrzewają, że odnaleźliśmy tę wskazówkę i wiemy, gdzie są pieniądze. Mogą… no cóż, mogą próbować zmusić nas do wyjawienia im czegoś, o czym nie mamy pojęcia. Teraz rozumie pani, na czym polega nasz kłopot.
– Dobry Boże, tak – odparła kobieta. – Nie wiem tylko, jak mogłabym wam pomóc. Powiedziałam już policji, że nigdy nie słyszałam o tych pieniądzach. Co więcej, nie miałam pojęcia, że mój brat jest kryminalistą, aż do chwili, gdy zjawili się tu policjanci, którzy go poszukiwali.
– Gdyby pani mogła jeszcze raz opowiedzieć nam wszystko, co powiedziała pani wtedy policji, może znaleźlibyśmy jakiś punkt zaczepienia.
– No cóż, spróbuję. Jak wiecie, zdarzyło się to sześć lat temu, ale wszystko pamiętam całkiem dobrze. Frank – to prawdziwe imię Spike'a – i ja widywaliśmy się rzadko, odkąd w wieku osiemnastu lat opuścił nasz dom. Czasem wpadał do nas w odwiedziny na kilka dni, ale nigdy nie opowiadał o tym, co robi.
Teraz zdaję sobie sprawę, że przyjeżdżał do nas, żeby się ukrywać po kolejnym napadzie, ale wtedy sądziłam, że jest po prostu niespokojną duszą i nie może usiedzieć w jednym miejscu. Gdy kiedyś zapytałam o jego pracę, powiedział, że jest komiwojażerem. Zawsze, kiedy nas odwiedzał, pomagał mojemu mężowi.
Mąż prowadził małą, jednoosobową firmę remontową. Był bardzo zdolnym człowiekiem. Jeśli trzeba było pomalować dom, pomalował. Jeśli trzeba było wytapetować ściany, wytapetował. Umiał położyć podłogę, zamontować urządzenia łazienkowe. Potrafił wykonać wszystkie domowe prace i dobrze na tym zarabiał.
Jak już mówiłam, kiedy Spike nas odwiedzał, zawsze pomagał mężowi w pracach remontowych. Tym razem jednak nie chciał w ogóle wychodzić na zewnątrz. Wydawał się bardzo zdenerwowany. Jego wada wymowy była wyraźniejsza niż zazwyczaj. Pewnie wiecie, że właśnie z jej powodu został złapany – jąkał się, poprzedzając co któryś wyraz dźwiękiem “p-p-p”. Na przykład zamiast “odszedł” mówił “p-p-p-odszedł”.
Teraz już wiem, że ukrywał się wtedy po napadzie na bank w San Francisco. Prawie tydzień spędził sam w naszym domu. Oboje z mężem wychodziliśmy do pracy.
Starał się nam pomóc. Odmalował i wytapetował cały dół. Wiecie, jak to jest – człowiek tak zajęty, jak mój mąż, remontowaniem cudzych domów, zaniedbuje swój własny.
Wtedy też mój mąż zachorował. Dostał duże zamówienie na przebudowę restauracji i był zbyt chory, by ją skończyć. Poprosił Spike'a, by zrobił to za niego, i Spike nie umiał mu odmówić. Ale pamiętam, że ubierał się w szerokie ogrodniczki i wychodząc z domu, zawsze zakładał ciemne okulary.
Dokończenie pracy zajęło Spike'owi kilka dni. Stan mojego męża pogarszał się z dnia na dzień. Mieliśmy go właśnie przewieźć do szpitala, kiedy niespodziewanie umarł.