Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Eldorado». Краткое содержание книги:

„Eldorado” jest dalszym ciągiem książki pt. „Szkarłatny kwiat”.
W Paryżu, w okresie największego terroru rewolucji francuskiej działa tajemniczy „Szkarłatny Kwiat”, który ratuje niewinnych ludzi od śmierci. Policja dużo by dała, aby wpaść na jego trop. Owym tajemniczym, nieuchwytnym bohaterem jest młody Anglik, który wraz z grupą przyjaciół utworzył tajną ligę. Jeden z jej członków, Armand, zakochuje się w aktorce i swym nieostrożnym zachowaniem naprowadza policję na trop „Szkarłatnego Kwiata”. Dostaje się on do więzienia oskarżony o uprowadzenie syna Ludwika XVI aresztowanego przez rewolucjonistów.
„Szkarłatny Kwiat” bestialsko torturowany zgadza się na wydanie młodego delfina. Komisarz policji w licznej asyście i w towarzystwie „Szkarłatnego Kwiata” i jego ukochanej jadą do rzekomej kryjówki syna Ludwika XVI. Jest to jednak podstęp.
Czy naszemu bohaterowi uda się uratować i czy Armand odzyska swoją piękną aktorkę? O tym już opowie ta książka.
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 69
Перейти на страницу:

Pani Belhomme smagana strachem grała swą rolę znakomicie.

– Nachodzić uczciwych obywateli w dzień wielkiego prania! – mruczała pod nosem.

– Zastanów się prędko – szepnęła Janka, ściskając rękę Armanda tak silnie, że aż paznokcie wbiła w jego ciało – jaki umiesz dialog, Armandzie? – W chwili strasznego niebezpieczeństwa imię jego wymknęło się z jej ust.

Nagle zrozumiał, o co jej chodziło i gdy drzwi salonu otwierały się gwałtownie, Armand wciąż na kolanach, ale z jedną ręką na sercu a drugą wzniesioną ku niebu, deklamował głośno i patetycznie jakby nigdy nic innego nie robił w życiu. W jednej chwili opanował strach.

Panna Lange zaczęła go strofować z udanym zniecierpliwieniem:

– Nie, nie, mój drogi kuzynie. To niedobrze. Nie trzeba kłaść takiego nacisku na koniec każdego wiersza. Trzeba deklamować z większą swobodą – w ten sposób…

H~eron stanął w progu. Otoczony całą gromadą szpiegów spodziewał się znaleźć tutaj zwolennika owego słynnego „Szkarłatnego Kwiatu”, o którym wspomniał de Batz. Tymczasem młodzieniec, klęczący przed obywatelką Lange, nie zdradzał cech spiskowca i obojętnie deklamował staromodne wiersze czysto paryską wymową.

– Co to ma znaczyć? – spytał ostro, patrząc to na pannę Lange, to na Armanda.

Panienka zerwała się wdzięcznym, pełnym kokieterii ruchem i zawołała:

– Ach, to obywatel H~eron! Czemu mnie ciocia Maria nie uprzedziła?… To bardzo niezręcznie z jej strony, ale ona zwykle nie w humorze w dni wielkiego prania… przystąpić do niej nie można. Usiądź, proszę cię, obywatelu H~eronie, a ty, kuzynie – dodała, zwracając się z wielką swobodą do Armanda – proszę cię, nie pozostawaj dłużej w tej śmiesznej pozycji.

Gorący rumieniec twarzy i nerwowe ruchy można było przypisać wrodzonej jej nieśmiałości wobec nieoczekiwanego gościa. H~eron zdumiony widokiem, którego wcale się nie spodziewał, nie przerywał młodej panience, szczebiocącej w dalszym ciągu:

– Kuzynie – rzekła do Armanda, który tymczasem powstał z klęczek – oto obywatel H~eron, mówiłam ci już nieraz o nim. Mój kuzyn Belhomme – dodała, zwracając się do H~erona – przybywa prosto z prowincji. Był niedawno w Orleanie, gdzie grał główne role w tragediach. Ale boję się, że publiczność paryska będzie mu się wydawała o wiele surowszą aniżeli orleańska. Czy słyszałeś, jak deklamował wiersze przed chwilą? Rąbał je po prostu, nie mogę się inaczej wyrazić.

Dopiero po chwili udała zmieszanie, jakby przeczuwała, że H~eron przyszedł do niej nie jako wielbiciel talentu sławnej aktorki, ale jako groźny przedstawiciel prawa. Zaśmiała się nerwowo i szepnęła z wyrazem przestraszonego dziecka:

– Mój Boże, obywatelu, jak ponuro wyglądasz! Myślałam, że przychodzisz mi powinszować mego ostatniego triumfu! Widziałam cię w teatrze zeszłego wieczora, choć nie odwiedziłeś mnie po przedstawieniu w zielonym gabinecie. A czemu nie przyszedłeś? Urządzono mi ogromną owację. Patrz na te kwiaty – dodała, wskazując pęki kwiatów na stole – obywatel Danton ofiarował mi fiołki, Santerre narcyzy, a ten cudny laurowy wieniec otrzymałam od samego Robespierre'a.

Tyle było w niej swobody, że H~eron nie wiedział co myśleć. Spodziewał się zwykłych dramatycznych scen związanych z jego zawodem, krzyków kobiet, oporu mężczyzn, broniących się do ostatka lub ukrywających się w szafie z bielizną.

Tymczasem wszystko zawiodło. De Batz wspomniał mu o Angliku, zwolenniku „Szkarłatnego Kwiatu”, a przecież każdy myślący patriota francuski wiedział, że członkowie ligi „Szkarłatnego Kwiatu”, jako Anglicy, mieli czerwone włosy i wystające spiczaste zęby; ten człowiek zaś…

Tymczasem Armand przechadzał się wielkimi krokami po pokoju, powtarzając głośno swą rolę.

– Nie, nie – rzekła aktorka niecierpliwie – nie rób tej brzydkiej przerwy w środku ostatniego wiersza.

Naśladowała dykcję Armanda i jego błędną wymowę tak znakomicie i z tak zabawną przesadą, że H~eron mimo woli wybuchnął śmiechem.

– A więc to twój kuzyn z Orleanu? – spytał, rozciągając się wygodnie w fotelu, który ugiął się pod jego ciężarem.

– Tak, obywatelu; a teraz musisz pozostać na kawie. Ciocia Maria w tej chwili przyniesie nam podwieczorek. Hektorze – dodała, zwracając się do Armanda – zstąp z wyżyn na ziemię i powiedz cioci Marii, aby się pośpieszyła.

Zapewne pierwszy to raz od czasu sprawowania urzędu zapraszano H~erona do wypicia kawy w towarzystwie ofiar, na które polował. Ogarniały go coraz większe wątpliwości. De Batz mówił o Angliku, a ten kuzyn z Orleanu był bezsprzecznie Francuzem. Gdyby denuncjacja przyszła nie od de Batza, lecz od kogo innego, H~eron byłby działał z większą ostrożnością; teraz przyszło mu na myśl podejrzenie, że może de Batz skierował go umyślnie na fałszywy trop, aby oddalić go z więzienia Temple o pewnej oznaczonej godzinie. Podejrzenie to skrystalizowało się w jego umyśle, i widział już de Batza, przeszukującego jego mieszkanie w celu znalezienia kluczy. A niedbałe straże nie bronią mu wstępu do więzienia…

Teraz H~eron był pewny swego – miał do czynienia ze spiskiem, uknutym przez Gaskończyka. Gdyby był rozpatrzył rzecz na zimno, a nie miał wciąż na myśli ucieczki delfina, byłby z pewnością ostrożniejszy, co do osoby Armanda. Ale wszystkie jego podejrzenia skierowane były na de Batza. St. Just wydawał mu się głupcem, aktorem, ale najwidoczniej nie był on Anglikiem.

Zerwał się z krzesła, dziękując pannie Lange za uprzejme zaproszenie. Musiał odejść co prędzej. Aktorzy i aktorki byli zawsze faworyzowani przez władzę: dostarczali jedynie rozrywki w chwilach wolnych od scen terroru, były to istoty niewinne i nieszkodliwe, nie mieszające się do polityki.

Janka tymczasem śledziła promiennymi oczyma swego wszechpotężnego nieprzyjaciela, starając się wyczytać z jego twarzy los Armanda. Wiedziała doskonale, że odwiedziny spowodowane były obecnością Armanda – ktoś zdradził go, może ów wstrętny de Batz. Postanowiła walczyć o jego życie i wolność. Życie St. Justa zależało od jej zimnej krwi i panowania nad sobą, ale czuła, że napięcie nerwów było silniejsze niż znieść mogła. Pomimo to grała swą rolę w dalszym ciągu. Wymawiała H~eronowi krótkość jego wizyty, prosiła, by pozostał choć 5 minut dłużej, zarzucając mu z prawdziwie kobiecą chytrością nieuzasadniony niepokój o małego Kapeta, który przyśpieszał jego odejście.

– Byłam niezmiernie zaszczycona zeszłego wieczora, obywatelu – rzekła z przymileniem – że zapomniałeś na chwilę o małym Kapecie i przyszedłeś na mój debiut w roli Celimeny.

– Zapomnieć o nim! Nie zdarza mi się to nigdy. Muszę co prędzej wracać; za dużo kotów krąży koło mojej myszy. Bądź zdrowa, obywatelko, źle zrobiłem, że nie przyniosłem ci kwiatów, ale wybacz – jestem człowiekiem pracy, bardzo przemęczonym.

– Rozumiem – odparła, kiwając głową z przejęciem – ale przyjdź dziś wieczorem do teatru, gram Kamillę; taka to piękna rola, jedna z moich ulubionych.

– Być może, że przyjdę: ale teraz muszę odejść; cieszę się, że miałem sposobność widzieć się z tobą, obywatelko. Gdzie mieszka twój kuzyn? – dodał nagle.

– Na razie tutaj – rzekła śmiało.

– Przyślij go jutro do Conciergerie po świadectwo bezpieczeństwa. Jest to nowy dekret; a i tobie takie świadectwo jest potrzebne.

– Dobrze. Hektor i ja przyjdziemy razem z ciocią Marią. Tymczasem nie poślij nas do „Maman Guillotine”, obywatelu – rzekła wesoło – gdyż inaczej nie ujrzysz już Kamilli i Celimeny.

Trzymała się znakomicie do ostatniej chwili. Odprowadziła H~erona do drzwi, żartując sobie z jego eskorty.

– Jesteś prawdziwie wytworny, obywatelu – rzekła, patrząc z udanym zachwytem na dwóch szpiegów, stojących w pogotowiu na korytarzu. – Jestem dumna, że tylu obywateli odwiedziło mnie dzisiaj. Przyjdź koniecznie do teatru. Nie zapomnij o zielonym gabinecie – będzie dla ciebie otwarty.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 69
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)