Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Eldorado». Краткое содержание книги:

„Eldorado” jest dalszym ciągiem książki pt. „Szkarłatny kwiat”.
W Paryżu, w okresie największego terroru rewolucji francuskiej działa tajemniczy „Szkarłatny Kwiat”, który ratuje niewinnych ludzi od śmierci. Policja dużo by dała, aby wpaść na jego trop. Owym tajemniczym, nieuchwytnym bohaterem jest młody Anglik, który wraz z grupą przyjaciół utworzył tajną ligę. Jeden z jej członków, Armand, zakochuje się w aktorce i swym nieostrożnym zachowaniem naprowadza policję na trop „Szkarłatnego Kwiata”. Dostaje się on do więzienia oskarżony o uprowadzenie syna Ludwika XVI aresztowanego przez rewolucjonistów.
„Szkarłatny Kwiat” bestialsko torturowany zgadza się na wydanie młodego delfina. Komisarz policji w licznej asyście i w towarzystwie „Szkarłatnego Kwiata” i jego ukochanej jadą do rzekomej kryjówki syna Ludwika XVI. Jest to jednak podstęp.
Czy naszemu bohaterowi uda się uratować i czy Armand odzyska swoją piękną aktorkę? O tym już opowie ta książka.
1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 69
Перейти на страницу:

A co do tego Anglika, zwanego „Szkarłatnym Kwiatem”, to trzeba raz z nim skończyć – on stanowił główną przeszkodę w korzystnym rozwiązaniu spisku. Ponieważ de Batz będzie musiał postępować z wielką ostrożnością wskutek wrogiej postawy H~erona, ten przeklęty „Szkarłatny Kwiat” mógł go łatwo wyprzedzić i pozbawić złotej nagrody. Na samą myśl o tym porywała gaskońskiego rojalistę taka sama wściekłość, jak i głównego agenta komitetu bezpieczeństwa publicznego.

Rozmyślania de Batza przerwały głośne wyrzekania H~erona.

– Jeżeli ten mały szczeniak ucieknie – rzekł – koniec ze mną. Znajdę się na szafocie razem z tymi podłymi arystokratami. Mówisz, że jestem nocnym ptakiem, obywatelu? Zapewniam cię, że nie śpię ani w dzień, ani w nocy z powodu tego smarkacza. Nie dowierzam Simonom.

– Nie dowierzasz im? – zawołał de Batz – nie znajdziesz chyba na świecie gorszych potworów!

– Gorszych potworów! – krzyknął H~eron – oni nie spełniają należycie swego obowiązku. Dążymy do tego, by ów syn tyranów stał się prawdziwym patriotą i republikaninem, aby w razie gdyby wasi konfederaci go odbili, nie mógł już służyć za króla, za tyrana, nie mógł zasiadać w Wersalu, w Luwrze, jeść na złotych talerzach i nosić jedwabi. Widziałeś tego malca? Do swojej pełnoletności zapomni, jak zachowywać się przy stole i nauczy się co wieczór upijać wódką… Chcemy przerobić go na naszą modłę… Ale próżne obawy! Nie odbierzecie go! Raczej uduszę to szczenię własnymi rękami!

Podniósł fajkę do ust i umilkł. De Batz zamyślił się głęboko.

– Mój drogi – rzekł – unosisz się zupełnie niepotrzebnie i odrzucasz zaofiarowane ci pieniądze w zamian za moją wolność działania. Kto ci powiedział, że chcę mieszać się do dziecka?

– Nie przyniosłoby ci to szczęścia – zamruczał H~eron.

– Otóż właśnie… powiedziałeś mi to przed chwilą. Ale czy nie uważasz, że byłoby o wiele rozsądniej, zamiast śledzić tak uporczywie moją niegodną osobę, zwrócić większą uwagę na dużo niebezpieczniejszego spiskowca?

– Na kogo?

– Na Anglika.

– Myślisz o człowieku, którego nazywają „Szkarłatnym Kwiatem”?

– Tak jest. Czyż nie dał się już wam dostatecznie we znaki, obywatelu H~eronie? Zdaje mi się, że Chauvelin mógłby niejedno o nim powiedzieć…

– Dawno powinien być ścięty za swą pomyłkę…

– Uważaj, by nie powiedziano tego samego o tobie, przyjacielu – rzekł z naciskiem de Batz.

– Cóż znowu…

– „Szkarłatny Kwiat” jest obecnie w Paryżu.

– Szatan wcielony. A co ty myślisz? W jakim celu?

Zapadło znów milczenie; po czym de Batz ciągnął dalej dobitnie:

– Aby wyrwać najcenniejszego więźnia z Temple.

– Skąd wiesz o tym? – wrzasnął H~eron.

– Zgadłem.

– W jaki sposób?

– Widziałem w teatrze „National” dziś wieczorem pewnego osobnika…

– No i cóż?

– Który jest członkiem ligi „Szkarłatnego Kwiatu”.

– Do stu diabłów! A gdzie go szukać?

– Daj mi pokwitowanie na 3500 liwrów, które ci ofiaruję, a ja ci powiem.

– Gdzie są pieniądze?

– U mnie w kieszeni.

Bez dalszych komentarzy H~eron przysunął kałamarz i arkusz papieru, wziął do ręki pióro i skreślił parę słów rozwlekłym pismem. Posypał papier piaskiem i podał go przez stół de Batzowi.

– Czy to wystarczy? – spytał szorstko.

Gaskończyk przeczytał pismo uważnie.

– Jak widzę, pozostawiasz tylko dwa tygodnie do mojej dyspozycji – zauważył.

– Za tę sumę dwa tygodnie wystarczą. Jeżeli potrzeba ci dłuższego czasu, musisz więcej zapłacić.

– Niech i tak będzie – rzekł zimno de Batz, składając arkusz papieru. – Co prawda dwa tygodnie wolności we Francji to i tak niezwykłe zjawisko, a pragnę pozostać z tobą w styczności, mój drogi H~eronie. Zwrócę się znów do ciebie niebawem.

Wyciągnął z kieszeni portfel, wyjął zwitek banknotów i podał je H~eronowi.

Główny agent przeliczył pieniądze. Na jego twarzy odbił się wyraz wielkiego zadowolenia.

– A teraz – rzekł, upewniwszy się o ilości banknotów, co mi powiesz o tym członku ligi?

– Znam go od lat – odpowiedział de Batz – jest krewnym Antoniego St. Justa i należy z pewnością do ligi.

– Gdzie mieszka?

– To twoja sprawa. Widziałem go w teatrze, a następnie w zielonym gabinecie. Asystował obywatelce Lange. Słyszałem, że miał ją odwiedzić jutro o czwartej; wiesz chyba, gdzie ona mieszka.

De Batz poczekał, aż H~eron skreślił znów parę słów na skrawku papieru, po czym wstał spokojnie, nałożył płaszcz na ramiona i zwrócił się ku wyjściu.

Pożegnanie między tymi dwoma ludźmi było krótkie. De Batz skinął głową, a H~eron odprowadził go do drzwi i zawołał żołnierza, pełniącego służbę na korytarzu.

– Wskaż obywatelowi drogę do bramy – rzekł krótko. – Do widzenia – dodał w końcu, zwracając się do towarzysza.

W dziesięć minut później Gaskończyk znalazł się na ulicy między murami Temple a małym kościółkiem św. Elżbiety. Spojrzał do góry ku zakratowanemu okienku w wieży – blade światełko wskazywało miejsce, gdzie syna Bourbonów uczono przeklinać tradycje swego rodu na rozkaz szewca, dawnego marynarza, karanego swego czasu za kradzież i niesubordynację. I nie zdając sobie sprawy z haniebnego czynu, popełnionego przed chwilą, pomyślał o H~eronie z oburzeniem, a o Simonie z obrzydzeniem. Następnie myśl jego odbiegła daleko od głównego agenta. – Ten intrygancki „Szkarłatny Kwiat” będzie miał dopiero robotę jutro! – pomyślał – przynajmniej przez kilka dni nie będzie miał czasu mieszać się do moich spraw. Zdaje się, że po raz pierwszy członek tej cennej ligi znajdzie się w pazurach tak mało pożądanych ludzi, jakimi są H~eron i jego zgraja.

Rozdział IX. Co może miłość

– Wczoraj byłeś niegrzeczny i nieuprzejmy. Jakże mogłam się uśmiechać, gdy byłeś taki zimny.

– Wczoraj nie byłem z tobą sam na sam. Czyż mogłem być szczery, gdy obojętne uszy słuchały tego, co miało być wyłącznie dla ciebie?

– Ach, monsieur! Czy w Anglii nauczono cię tych pięknych słówek?

– Nie, mademoiselle, one rodzą się pod wpływem twych pięknych oczu.

Panna Lange siedziała na małej staroświeckiej kanapie z wiązką wczesnych fiołków, którą przyniósł jej St. Just, wiedząc, że lubi kwiaty. Piękną główkę oparła o miękkie jedwabie poduszek – przypominała Armandowi rzeźbioną kameę, którą widział u swojej siostry Małgorzaty. Usadowił się u jej stóp na niskim taborecie i wydawało mu się, że salonik był jakby śliczną ramką do uroczego obrazu, który miał przed oczyma. Wszystko tu było tak przytulne, choć poważne: małe stylowe meble, miniaturowe stoliki „Vernis_Martin”, miękkie draperie i dywan „Aubusson” o jasnych tonach.

Panna Lange była sierotą; żyła samotnie pod opieką ubogiej starszej krewnej, występującej w roli towarzyszki, gospodyni i służącej: ona to trzymała z dala zbyt natarczywych wielbicieli młodej, popularnej aktorki.

Panna Lange opowiedziała Armandowi całą swą przeszłość i dzieciństwo spędzone w zakładzie złotnika M~ezi~ere, krewnego jej matki. Zwierzyła mu się, w jaki sposób zrodziło się w niej pragnienie artystycznej kariery, jak musiała walczyć z przesądami rodziny i jak w końcu, zwyciężając wszystkie przeszkody zdobyła niezależność.

1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 69
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)