Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Letni deszcz. Kielich
Letni deszcz. Kielich - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Letni deszcz. Kielich

Электронная книга - «Letni deszcz. Kielich». Краткое содержание книги:

To miała być po prostu grabież jego życia, która raz na zawsze zapewni Twardokęskowi dostatnią starość na południowych wyspach, z dala od intryg bogów i szlacheckiej rebelii. Niestety, zbójca zdążył zasmakować w kompanii szlacheckich panów braci i szczerze podziela ich zamiłowanie do bitki, wypitki i obłapki. Znając zajadłość i dumę swoich nowych kamratów, wie też doskonale, że zechcą pomścić zniewagę i na wieść o zrabowaniu skarbca kapłanów w ślad za złodziejem puści się kilka setek szabel. Waha się więc i kręci, aż nieoczekiwanie z pomocą przychodzi mu kniaź, który akurat postanowił zbrojnie zdusić powstanie. Kiedy szlachta szykuje się do wielkiej bitwy, zbójca cichaczem wyrusza po wytęsknione bogactwo. Nie przeczuwa jednak, że Koźlarz także odrzucił wszelkie powinności, pozwalając, aby pochłonęła go kohorta martwych władców. Teraz powraca w rodzinne strony na czele nieludzkich wojowników, którzy za nic mają zaszczyty i bogactwo, a łakną jedynie zniszczenia i mordu. Powstrzymać może go tylko Szarka, która – spętana mocą cudownej wody ze źródła żmijów – wciąż śni na dalekiej Północy, usiłując poznać przyczynę swego przybycia do Krain Wewnętrznego Morza.
Zapewne jednak nie jest nią ratowanie z opałów zbójcy Twardokęska…
1 ... 130 131 132 133 134 135 136 137 138 ... 156
Перейти на страницу:

– Wiesz przecież.

– Teraz już nic nie wiem. – Odgarnęła włosy z twarzy. Długie pasmo złotorudych włosów wypadło za burtę i rozsypało się na powierzchni wody. – Rok temu, kiedy spotkaliśmy się na Tragance, wydawało mi się, że znam wszystkie odpowiedzi, a jadziołek tylko podsycał we mnie tę pewność. Ale teraz niczego nie jestem więcej pewna. Zupełnie niczego.

Zapatrzyła się w horyzont. Nie rozumiał jej. Na południu, poza Łysogórami, gdzie prowadzał armię Karuat przeciwko barbarzyńcom z pustyni, kobiety były zupełnie inne. Ani osłonięta szczelnie błękitnymi woalami córka władcy, którą mu ofiarowano, ani kurtyzany o wielkich czarnych oczach, podkreślanych henną, nie wymagały takiego napięcia uwagi, jak córka Suchywilka. Rozmowa z nią dziwnie przypominała walkę. Wymieniali ciosy, parowali uderzenia i nie wiedział, jak to zatrzymać.

– Czy dlatego przypłynęłaś na Przychytrze?

– Po części – przyznała. – Całą zimę usiłowałam znaleźć inny sposób, aby przekonać się, co jest prawdą. Nie znalazłam, więc wsiadłam na okręt. Miałam nadzieję, że wydarzy się coś, co mnie zatrzyma. – Przeniosła na niego wzrok. – Ale nie wydarzyło się. – Znów objęła się ramionami, jakby było jej zimno.

Podał jej płaszcz.

– Wybacz mi.

– Co? – Przyjęła okrycie i otuliła się nim szczelnie. – Że nie jesteś tym, za kogo cię brałam? Po prostu musiałam się przekonać, co jest złudzeniem. Jeśli woda ze źródła Ilv naprawdę niweczy wszelką magię, powinna również zmyć ze mnie czar rzucony przez Delajati i pokazać mnie taką, jaką jestem naprawdę. Bo przestaję nad sobą panować. Magia – przygryzła wargę – potężnieje. A kiedy śpiewam, jest tak, jakbym pogrążała się w głębokich, ciemnych wodach. Tracę wzrok, rozpływam się w mroku. Jak we śnie. I nigdy nie wiem, kim wynurzę się na powierzchnię.

Skinął głową. Kiedy odpływała jesienią na Wyspy Zwajeckie, pożegnał śmiertelną kobietę, choć córkę Iskry i powierniczkę Fei Flisyon od Zarazy, której obręcz nosiła. Ale wiosną powróciła wodna panna, o głosie utkanym z szumu morza i włosach wichrowej sevri. Coś się w niej odmieniło. Zmieniało się coraz bardziej.

– Na Przychytrzu widziałem, jak czysty metal roztopił się pod twoim dotykiem. Wypalałaś dłonią ślady w kamieniu. Twoje włosy były ogniem. Okaleczyłaś Warka. A potem podpaliłaś sinoborskie okręty. – Zawahał się. – Gdybym tego nie oglądał własnymi oczami, nigdy bym nie uwierzył.

Nie odpowiedziała od razu. Jej włosy unosiły się na wodzie i połyskiwały w promieniach słońca jak złota przędza.

– Dawno temu jedna z kobiet w moim rodzie była Iskrą – odezwała się wreszcie. – W jakiś sposób Delajati zdołała wydobyć ze mnie jej dziedzictwo.

Wiedział, że powinien zapytać, co ją łączy z boginią Servenedyjek, i spróbować wreszcie oddzielić prawdę od majaków. Jednak po prostu nie mógł zapomnieć wyrazu twarzy Warka, kiedy spoglądał z dołu schodów na Iskrę, ani później, gdy walczył z nią na dziedzińcu, rozumiejąc już bardzo dobrze, że przegra.

– Czy Wark ozdrowieje? Czy takie rany w ogóle mogą się zagoić?

– Nie wiem. Ale – odwróciła oczy – istnieją pewne wzory, które powracają bez końca, a ja zabiłam wcześniej brata Eweinrena.

Wyciągnął rękę i dotknął jej ramienia. Nic więcej nie można było zrobić.

– Wiem. Powiedziałaś mi na Przychytrzu.

Poczuł, że stężała pod jego dotykiem.

– Biedny Wark! – Roześmiała się nieprzyjemnym chropowatym śmiechem. – Nie umiał się obronić przed olśnieniem Iskrą.

Odwrócił wzrok. W Czerwienieckich Grodach Iskry były śmiercią, sprowadzały pożogę na uśpione osady albo zbierały martwych bohaterów z pola bitwy, by zaprowadzić ich do kohorty Org Ondrelssena. Nawet kiedy schodziły w dół, pomiędzy śmiertelników, ich miłość sprowadzała nieszczęście i rozlew krwi.

– Jest taka stara baśń w moim kraju – mówiła Szarka. – „Nie patrz w żywy ogień, nie spoglądaj w twarz Iskry, bo jeśli cię olśni, podążysz za nią na koniec świata. Będziesz biegł za nią, póki nie padniesz martwy, a ona nie obejrzy się za tobą”. I nawet Twardokęsek pobiegł, choć po nim oczekiwałam więcej rozwagi. Znam tylko jednego mężczyznę, który oparł się olśnieniu Iskrą. Ciebie.

– Jesteś taka pewna?

Odsunęła się.

– Nie bawmy się słowami, książę. Nie mam dość siły.

– Nie umiem z tobą rozmawiać.

Złagodniała nieco. Wręcz się uśmiechnęła.

– Jesteśmy sami pośrodku Wewnętrznego Morza, książę, i nie ma dokąd uciekać. Nie wiem jednak, jak wiele pozostało czasu. Morze łagodzi moc Zird Zekruna. Ale nie zatrzyma go na zawsze.

– Czujesz go?

Podciągnęła wyżej płaszcz.

– Jak przyćmiony ból w całym ciele. Przyciąga mnie. – Uniosła się nieznacznie i wyciągnęła dłoń na północ. – Tam jest Hałuńska Góra. W końcu zew stanie się przemożny, a kiedy to nastąpi, nie pozwól mi śpiewać. – Spojrzała mu w oczy. – Woda ze źródła Ilv nie odebrała mi mocy, tylko wypaczyła ją zgodnie z wolą Zird Zekruna. Kiedy bóg mnie złamie, popłynę na Pomort i oddam mu nas oboje. Oddam mu wszystko, czego zapragnie. Więc lepiej już, żebyś mnie zabił. Być może Sorgo…

– Nie chcę mówić o śmierci – przerwał ostro. – Zwłaszcza o twojej.

Roześmiała się, pierwszy raz bez goryczy.

– To niedobrze – odparła, wciąż rozbawiona. – Bo właśnie śmierć jest u źródeł wszystkiego i nie zniknie, jeśli będziemy milczeć wystarczająco długo i uparcie. Będziesz mnie musiał wysłuchać. Zmarnowaliśmy zbyt wiele czasu.

– Całą długą zimę. Były takie chwile… – zacisnął zęby – że mógłbym cię zabić własnymi rękami, bez pomocy Zird Zekruna. Mijały miesiące i nie mieliśmy od ciebie żadnych wieści. Ani jednego słowa.

– Pozwoliłeś mi odpłynąć.

– Jak mógłbym cię zatrzymać?

– Zwyczajnie, książę. – Uśmiechnęła się, ale już zupełnie innym uśmiechem, który nie sięgał oczu. – Wziąć za rękę i powiedzieć „zostań”. Niektóre rzeczy są proste, w przeciwieństwie do wielu innych.

– Nie. – Potrząsnął głową. – Nic nie jest proste. Nie pomiędzy nami i nie w tych czasach. Najmniej zaś miłość.

Kiedy padło ostatnie słowo, wydało mu się, że ściągnięte rysy Szarki rozluźniły się nieco.

– Czy mamy coś do jedzenia? – spytała. – Jestem głodna. Rozsupłał sakwę, podał jej bochenek chleba, trochę zeschniętego sera.

– Skąd? – zapytała z pełnymi ustami.

– Od wiedźmy. W jakiś sposób wiedziała, czego będziemy potrzebowali.

– Czy chociaż ona ocalała?

– Nikt prócz nas nie odpłynął z Przychytrza. I nie odpłynie, bo spaliłaś okręty. Więc nawet jeśli żyje… – Rozłożył ręce.

Szarka nie zjadła wiele, oderwała tylko kawałek skórki. Otrząsnęła okruchy nad wodą i drobne złote rybki natychmiast podpłynęły, aby je chwytać.

– Najchętniej bym usnęła – wyjaśniła i osunęła się niżej na dno łodzi. Półleżąc, podłożyła sobie sakwę pod głowę. – Ale za bardzo się boję przebudzenia. Opowiem ci teraz, dobrze?

– Co tylko zechcesz.

Skrzywiła się nieznacznie.

– Nie chcę. Ale powinieneś wiedzieć. Pierwsze, co pamiętam, to stado kóz. Zwyczajnych kóz, czarnych i brunatnożółtych, o długiej, skołtunionej sierści. Słońce świeciło mi prosto w oczy, a one chodziły wokół, mecząc i obgryzając kolczaste krzewy. Potem zaprowadziły mnie do wioski. Ludzie wybiegli mi na spotkanie. Ktoś smagnął mnie biczem. Krzyczeli. Nie rozumiałam słów, ale miałam moje dwa miecze, więc… – przełknęła ślinę – zabiłam ich. Zabiłam ich wszystkich.

1 ... 130 131 132 133 134 135 136 137 138 ... 156
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)