Światy braci Strugackich - Czas uczniów
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич, Скаландис Ант
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Rebis
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
Chociaż może lepiej by było przechowywać detonatory na Gigandzie, w sejfie jakiegoś małego prywatnego banku. Ziemianie są zbyt ciekawscy i porywczy.
— Pomyślimy o tym — powiedział Maksym. — A na razie, Wasza Wysokość, proszę mi pomóc położyć Kornieja na kanapie.
— Jak tam mój Dang? — zapytał herzog, kiedy udało im się ułożyć ociężałe ciało.
— Siedzi w Radzie i targuje się. — Kammerer wzruszył ramionami.
Herzog z zadowoleniem pokiwał głową.
— Doskonale. Mam nadzieję, że w waszej Radzie siedzą zdroworozsądkowi ludzie.
— Nawet bardziej niż zdroworozsądkowi — odpowiedział Maksym. — Rzeczywiście uwolnił pan zakładników?
— Za dwie godziny ich tu przywiozą — oznajmił zmęczonym głosem herzog. — W istocie blefowałem, ponieważ trudno jest śmiertelnikowi podnieść rękę na półboga. A pan rzeczywiście strzeliłby?
— Nie wiem — powiedział Maksym. — Chyba tak.
— No to jak, będziemy teraz omawiali warunki z panem?
— Słyszałem całą waszą rozmowę. — Kammerer machnął ręką. — Sądzę, że Rada znajdzie jakieś mądre wyjście. Skoro już tak wyszło.
Do gabinetu energicznie wszedł Kot Bojowy. Miał nieszczęśliwą minę.
— Wasza Ałajska Wysokość — jęknął — chciałem zastosować podwójną klamrę, ale on się wywinął i cisnął mnie na podłogę…
— Wołałem cię, kociaku? — zjadliwie zapytał herzog.
— Nie, ale…
— No to maszeruj do koszar… Nie, najpierw przynieś nam jeszcze wina.
— Ze środkiem nasennym? — zapytał Kammerer.
— Nie, na co nam teraz środki nasenne — odparł herzog. -Co z tego wyszło? Myśmy dali pstryczka waszej pysze, wy naszej. Przysięgam, kiedy wyjął ten przeklęty detonator, mało nie narąbałem w gacie.
— Ja też — westchnął Maksym.
— Wie pan co, przyjacielu Maksymie? — spytał herzog, po raz drugi gestem każąc wyjść kursantowi, który przyniósł nową butelkę. — A nie przeprowadzilibyśmy operacji prewencyjnej z waszym KOMKON-em 2? Oczywiście, kiedy skończymy z bieżącymi sprawami. W końcu, proszę przyznać, ałajski wywiad jest coś wart.
— Przyznaję — rzekł Maksym. — Chociaż nie rozumiem, jaką operację moglibyśmy wspólnie wykonać, i co najważniejsze: przeciwko komu?
— Zadziwia mnie pan, przyjacielu Kammererze — powiedział herzog, starannie przecierając kielichy serwetką. — Oczywiście, że przeciwko waszym ulubionym Wędrowcom. Póki jeszcze nie zaczęli wędrować po Gigandzie. Sprawa polega na tym, że już na Ziemi doszedłem do pewnych wniosków na ten temat. Skopaliście, przegapiliście takie fakty, że włosy stają dęba! Oto co znaczy brak stałego treningu! Nie będziemy ich na razie łapać, lecz podrzucimy im swojego człowieka. Nawet wiem, gdzie i kiedy… I kogo…
Kammerer zakrztusił się winem.
— Masz ty, bracie, tupet — powiedział. — Choć jesteś herzogiem.
Jego Ałajska Wysokość rozłożył ręce i wykonał błazeński dyg.
Wadim Kazakow
LOT NAD ŻABIM GNIAZDEM
Nie pamiętam, czy w ogóle kiedyś nie znałem książek Strugackich: wydaje mi się, że ci pisarze i te książki byty ze mną od zawsze. Ale gdzieś w połowie lat siedemdziesiątych samo czytanie już nie wystarczało. Chciałem sam znaleźć się w tym skończonym, potężnym i zadziwiająco wiarygodnym literackim świecie — prześledzić losy bohaterów, poszukać rozwiązania nie rozwiązanych tajemnic czy na początek sporządzić przynajmniej prościutką bibliografię.
Owoce tej działalności długo istniały tylko dla mojej własnej przyjemności. Potem zaczął się czas rozkwitu KMF, powstały nowe przyjaźnie, znaleźli się ludzie, których interesowały takie rzeczy i którzy sami mieli co opowiedzieć i pokazać miłośnikowi Świata Strugackich. Zaczęliśmy współpracować. Tak narodziła się grupa, nazwana później grupą „Ludenów”.
Od tego czasu minęło sześć lat. Grupa już wiele dokonała i opublikowała. Bez tej pracy, bez tych spotkań i sporów, bez szczęśliwej możliwości kontaktowania się z Borysem Natanowiczem nie powstałby żaden Lot nad żabim gniazdem. Tekst ten początkowo miał być zwyczajnym komunikatem na kolejnym „Czytaniu Strugackich” we Władymirze. Ale interesujący mnie temat (miejsce tajemnic w Świecie Południa — „historii XXII wieku” według Strugackich) nie chciał wpasować się w ramy zwykłego referatu. Na koniec okazało się, że powstało coś nieokreślonego gatunkowo, ale służącego, jak sądzę, realizacji pomysłu literackiego: poszukajmy szkieletów w szafach, wystrzelmy salwę z nieużywanej broni i wykreślmy kilka wektorów między różnymi punktami Świata Południa. Wyszło mi, że najlepiej będzie, jeśli wszystkie tajemnice jakoś przyczepię do tej najważniejszej — zagadki Wędrowców…
Niniejsza pseudorecenzja skierowana jest w pierwszej kolejności do „Ludenów”. Właśnie oni mogą najlepiej wychwycić i docenić wszystkie aluzje, opinie i żarty. Do Lotu… włączyłem nie tylko swoje przemyślenia, ale również wyniki wspólnych badań członków grupy (na przykład stworzonej przeze mnie i S. Lifanowa szczegółowej chronologii Świata Południa) i ślady „ludenowskiego” folkloru (na przykład egzotycznej hipotezy o pokrewieństwie progresora Kornieja Jaszmy z dyrektorem NICZNIEM-a). Nawiasem mówiąc, pewne ważne wydarzenia ze Świata Południa mogą nie być wyjaśnione w Locie… tylko dlatego, że zostały już szczegółowo omówione w innym czasie i innym miejscu. Na przykład, nasze usiłowania szczegółowego wyjaśnienia wszystkich działań Lwa Abałkina i interpretacje innych niejasnych miejsc Żuka w mrowisku zostały opublikowane na początku lat dziewięćdziesiątych w specjalnym wydawnictwie grupy — „Poniedziałku”. Teraz więc te wywody są tylko zaznaczone w „recenzji”, jako coś powszechnie znanego i oczywistego.
Okazało się, jednak, że Lot nad żabim gniazdem jest pozytywnie odbierany również przez „nieludenowską” publiczność. Widocznie i ta grupa czytelników zna, szanuje i kocha prozę Strugackich tak mocno, że część tego umiłowania przechodzi i na takie utwory jak rekonstrukcja T. Wanderera. Tym właśnie tłumaczę wysoką ocenę Lotu… przez uczestników „Interpressconu-95”. Otrzymana tam nagroda uczestników konwentu to przede wszystkim nagroda dla książek Strugackich, dla ich wspaniałych światów i postaci. No i dla mnie i Tima Wanderera, za nasze poszukiwania i trochę też za naleziska.
Wadim Kazakow
Recenzja książki: Wanderer T., Plusk w ciszy Syrena, Oldenburg 2231, 240 stron
Książka Plusk w ciszy, podpisana nieco pretensjonalnym pseudonimem Tim Wanderer, pojawiła się w mizernym nakładzie pół roku temu i bez rozgłosu rozeszła się wśród miłośników quasi-historycznych rekonstrukcji i eschatologicznych utworów, a także praktycznie bez odzewu w prasie. Jedyny znany mi wyjątek to nerwowa reakcja przedstawiciela grupy „Ludenowie” Instytutu Badań Historii Kosmicznej. Wspomniana grupa, jak powiedział, nie zamierza marnować swoich wysiłków na zdementowanie kolejnych wymysłów dotyczących od dawna nieinteresującego problemu „progresorskiej działalności Wędrowców”, ponieważ grupa ta zajmowała się i zajmuje ważniejszymi sprawami.
Nie ma o czym dyskutować: spekulacje na temat Wędrowców odbierane są dzisiaj co najwyżej jako pewien nieprzyzwoity anachronizm w stylu propagandy flogistonu czy światowego eteru. Temat w świadomości społecznej bardzo zbladł po niesławnym finale „sprawy Abałkina” i definitywnie spadł poniżej poziomu krytycznej dyskusji w czasach Wielkiego Objawienia, ostatecznie usunięty w cień przez o wiele bardziej przyziemne sprawy. Autor zresztą świetnie o tym wiedział. Sam tytuł książki to wers ze starego trójwiersza Baseau o cichym odmęcie i skaczącej żabie. Bardzo prawdopodobne, że jest to aluzja do popularnego aforyzmu mówiącego, że interesujemy Wędrowców nie bardziej niż wspólnota żab z cichego stawu budowniczych pobliskiej tamy.