Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Daj Mi Szansę, Tiffany». Краткое содержание книги:

Członkowie rodziny Santinich od początku okazywali Tiffany wrogość, ponieważ uważali, że wyszła za mąż za dużo starszego od siebie Philipa dla jego pieniędzy. Tymczasem Philip ujął ją swoim czarem osobistym, kulturą i dobrocią i pewnie do tej pory żyliby w zgodzie, gdyby nie tragiczny wypadek. Po śmierci męża Tiffany wraz z dziećmi schroniła się w starym domu w Bittersweet, aby znaleźć się jak najdalej od jego rodziny. Nie była więc zachwycona, gdy pewnego dnia odwiedził ją brat nieżyjącego męża. Czyżby przyjechał na przeszpiegi?
1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 49
Перейти на страницу:

– Obiecuję – dobiegła jej uszu odpowiedź syna.

– Zapamiętaj sobie, że ze mną nie ma żartów. Następnym razem nie ujdzie ci na sucho. Załatwione, już do pani jedzie. – Tym razem sierżant zwrócił się do Tiffany.

– To dobrze – odparła bez przekonania.

– Jest jeszcze coś, pani Santini. Wprawdzie ten incydent w Minimarcie to na pozór nic wielkiego, ot, kogucia bójka smarkaczy, którzy się poróżnili o jakieś głupstwo, ale… Gdyby któryś z nich miał przy sobie broń, nóż albo pistolet, rzecz mogłaby się skończyć tragicznie.

Policjant powiedział na głos to, o czym Tiffany już wcześniej pomyślała. Mimo gorąca dostała gęsiej skórki. Pistolety. Noże. Broń. Przeprowadziła się do takiej mieściny jak Bittersweet między innymi po to, aby nie mieć do czynienia z gangsterami i przemocą na ulicach. Tymczasem poniewczasie okazało się, że w południowym Oregonie dziesięcioletni chłopcy otrzymywali do zabawy noże myśliwskie, a dwunastolatkowie broń palną, tak jakby te prezenty od rodziców były symbolicznym znakiem wchodzenia w dorosłość. Bez broni chłopiec nie mógł stać się mężczyzną.

– Poważnie porozmawiam ze Stephenem – obiecała Pearsonowi.

– I dobrze pani zrobi – powiedział sierżant. – Myślę, że jazda radiowozem i zatrzymanie w komisariacie da mu do myślenia.

– Oby tak było.

Tiffany chciała już odwiesić słuchawkę, w spokoju zaczekać na Stephena i na własne oczy obejrzeć jego skaleczenia, a potem porozmawiać o kodeksie prawnym, ale sierżant Pearson jeszcze nie skończył.

– Mam pani jeszcze coś do powiedzenia.

– Słucham.

– Mówiłem na początku, że chłopcy pokłócili się o coś. Nie wiadomo o co, może o dziewczynę. Tak sądzi kasjerka, która usłyszała strzęp rozmowy. Usłyszała jednak również, jak wymieniali nazwisko Isaaca Wellsa.

– Co takiego? – Tiffany zamarła.

– No, wie pani, to ten, który niedawno zniknął. Miał ziemię i dom na trasie wylotowej z miasta.

– Wiem, kto to jest – odparła, próbując nie okazać strachu. – Mój syn nie ma nic wspólnego ze sprawą Wellsa.

– Zapewne. Kiedy jednak kazaliśmy mu opróżnić kieszenie, co, jak pani wie, należy do rutynowych czynności po zatrzymaniu, znaleźliśmy przy nim pęk kluczy.

– Kluczy? – wykrztusiła z najwyższym trudem. – To do domu – powiedziała, próbując wykrzesać w sobie cień nadziei. Na próżno. Przecież Stephen nosił tylko jeden klucz do drzwi wejściowych, nie cały komplet.

– Możliwe – sierżant zawahał się przez moment. – Breloczek jest dość oryginalny i ma grawerunek. – Tiffany przymknęła oczy, czekając na cios. – Są tam litery I.X.W, co można odczytać jako Isaac Xavier Wells.

– Rozumiem.

– Niech pani porozmawia z synem.

– Zrobię to – przyrzekła. Gdy odkładała słuchawkę, zdawało jej się, że ma na plecach tysiąckilogramowy ładunek. Dlaczego Stephen wciąż się zadawał z Milesem Deanem? Skąd w jego kieszeni wziął się pęk kluczy? O co poszło w bójce? I wreszcie co Stephen miał wspólnego ze zniknięciem Isaaca Wellsa?

– Mamuniuu! – rozległo się z podwórka nawoływanie Christiny.

Tiffany zdobyła się na uśmiech. Otworzyła okno nad zlewem i zawołała:

– Co, dziecinko?

– Patrz!

Christina, z usmarowaną buzią i błyszczącymi oczami, stała w cieniu drzewa, z dumą prezentując swe najnowsze dzieło – wyrośnięty placek z błota i trawy w aluminiowej foremce, niegdyś pojemniku na zapiekankę z kurczaka. Wierzch błotnego ciasta zdobiły dodane dla koloru płatki bratków.

– Śliczne – powiedziała Tiffany. Węgielek głośno zamiauczał, żeby go wpuścić do domu.

– Chcesz kawałek?

– Oczywiście – odpowiedziała, próbując przestać obsesyjnie myśleć o problemach ze Stephenem. I tak będzie musiała odbyć z nim zasadniczą rozmowę. – Chcę największy kawałek. – Pchnęła dłonią drzwi, by kot mógł wejść do środka. Christina, trzymając foremkę w wyciągniętych sztywno rączkach, puściła się biegiem do kuchennych schodów.

– Uważaj! – krzyknęła Tiffany.

Za późno. Dziecko potknęło się o porzuconą niedbale deskorolkę Stephena i padło jak długie na werandę. Foremka, trawa i pacyny błota poszybowały w powietrze. Tiffany w ułamku sekundy rzuciła się na ratunek. Uniosła w ramionach Christinę w tym samym momencie, w którym dziewczynka brała głęboki oddech, by wybuchnąć płaczem. I tak się stało. Płacz był tak donośny, że mógłby obudzić umarłego. Z oczu Christiny trysnęły strumienie łez, a zranione kolano zabarwiło się krwią.

– Maaa-muuu-niuu! – szlochała wczepiona w matkę Christina.

– Ciii, dziecinko, wszystko będzie dobrze. – Tiffany zaniosła córeczkę do niewielkiej łazienki przylegającej do kuchni.

– To boli!

– Poboli troszeczkę i przestanie, jak tylko mamusia cię opatrzy.

W szafce Tiffany znalazła jodynę i czystą gazę. Christina, posadzona na klapie od klozetu, wierciła się i głośno wciągała powietrze. Tiffany po kolei zdezynfekowała każde zadrapanie na kolanie i brodzie dziewczynki.

W tym momencie odezwał się dzwonek do drzwi wejściowych.

– Już idę! – zawołała Tiffany, próbując przekrzyczeć łkanie i jęki Christiny. Jedną ręką przytrzymując dziecko, drugą sięgnęła po bandaż i plastry. Dzwonek znów się odezwał.

– Psiakrew, dajcie mi żyć – mruknęła pod nosem Tiffany, owijając w biały kokon kolano córki. – Chodź, kochanie, lepiej będzie, jak otworzymy, bo ktoś tam za drzwiami strasznie się niecierpliwi. – Cisnęła zużytą gazę do umywalki, dźwignęła Christinę i ruszyła ze swym brzemieniem do frontowych drzwi. Oczekiwała, że ujrzy Stephena w towarzystwie policjanta. Tymczasem stanęła twarzą w twarz z J.D.

– Nie dałaś mi klucza – przypomniał.

– Ach tak, racja. Przepraszam, że nie pomyślałam. Zresztą od kuchni było otwarte. – Tiffany przełożyła Christinę z biodra na biodro. Dziewczynka wciąż szlochała spazmatycznie.

– Co się stało? – spytał J.D.

– Upadłam! – oświadczyła Christina z taką dumą, jakby była starym weteranem, chwalącym się bitewnymi bliznami.

– Przypadkiem, moje słoneczko. – Tiffany ucałowała ciemne loczki na głowie córki. – Wejdźmy do… – zaczęła, ale gdy spojrzała ponad ramieniem J.D. na ulicę, zawołała: – Och, nie!

J.D. odwrócił się w samą porę, by dojrzeć skręcający na podjazd wóz patrolowy.

– Przepraszam – usłyszał i gdy zwrócił głowę w stronę, skąd dochodził głos, ujrzał pobladłą Tiffany. Wyminęła go i biegiem ruszyła przez trawnik. J.D. niespiesznie podążył za nią. Na widok Stephena, który wygramolił się z radiowozu, zmarszczył brwi, mocno zaniepokojony. Co się tu dzieje? Czy Tiffany zupełnie przestała panować nad sytuacją? Christina, brudna i zakrwawiona, wygląda okropnie. Jej brat niewiele lepiej. Całe jego pozerstwo gdzieś się ulotniło, twarz była posiniaczona, a jedno oko spuchnięte. I przede wszystkim, dlaczego odwozi go do domu policja?

– Pani Santini? – spytał policjant, krępy szatyn w drucianych okularach.

– Tak.

– Sierżant Talbot.

– Miło mi.

– Pan Santini? – Policjant przeniósł wzrok na J.D.

– Owszem, ale nie jestem ojcem chłopca.

Policjant zmarszczył brwi, jakby nie mógł pojąć, co w takim razie J.D. robi u boku pani Santini.

– Jestem stryjem Stephena – wyjaśnił J.D.

– Powinna pani zająć się jego okiem. Zapuchło jak diabli – stwierdził sierżant Talbot.

– Zbada go lekarz – obiecała Tiffany. Christina wcisnęła buzię w jej obojczyk, rozsmarowując po jasnej skórze matki brud i krew.

– Nie potrzeba, nic mi nie jest – burknął Stephen, zsuwając na opuchnięte oko długi kosmyk.

– Należy je opatrzyć – powiedziała stanowczo Tiffany, próbując ocenić, jak bardzo jej syn został poturbowany. – A co z drugim chłopcem? – spytała.

1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 49
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)