Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Daj Mi Szansę, Tiffany». Краткое содержание книги:

Członkowie rodziny Santinich od początku okazywali Tiffany wrogość, ponieważ uważali, że wyszła za mąż za dużo starszego od siebie Philipa dla jego pieniędzy. Tymczasem Philip ujął ją swoim czarem osobistym, kulturą i dobrocią i pewnie do tej pory żyliby w zgodzie, gdyby nie tragiczny wypadek. Po śmierci męża Tiffany wraz z dziećmi schroniła się w starym domu w Bittersweet, aby znaleźć się jak najdalej od jego rodziny. Nie była więc zachwycona, gdy pewnego dnia odwiedził ją brat nieżyjącego męża. Czyżby przyjechał na przeszpiegi?
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 49
Перейти на страницу:

Twój ojciec

John Cawthorne

Ojciec. Ile bólu wciąż łączyło się dla niej z tym słowem. Gdzie był ten ojciec, gdy jej matka harowała na dwóch posadach, usiłując samodzielnie utrzymać nieślubne dziecko? Gdzie się podziewał kochany tatuś, kiedy Tiffany dorastała i nie miała blisko siebie nikogo, kto wyjaśniłby jej, jacy właściwie są ci mężczyźni? Gdzie był w dniu, kiedy wychodziła za mąż i potrzebowała ramienia ojca, który powinien poprowadzić ją do ślubu i oddać mężowi? Co sobie myślał, gdy dowiedział się, że Tiffany urodziła dzieci – jego wnuki?

John Cawthorne najwyraźniej nie rozumiał dotąd znaczenia słowa „ojciec”, a Tiffany wątpiła, czy kiedykolwiek je zrozumie. Zmięła list w zaciśniętej dłoni i wyrzuciła kulkę papieru do kosza. Była zła, że poświęca staremu draniowi tak wiele myśli.

I co z tego, że za parę dni ma się odbyć jego ślub i wesele? To po prostu legalizacja starego romansu z kobietą, która miała już w życiu tylu mężów, ile inne mają par kolczyków.

Co do tak zwanych sióstr, to Tiffany wątpiła, czy cokolwiek może ją z nimi łączyć. Bliss była od niej o kilka lat młodsza. Kiedy pojawiła się w agencji, jej widok tylko potwierdził to, co Tiffany o niej myślała – że jest pewną siebie, atrakcyjną i wykształconą kobietą, urodzoną w przysłowiowym czepku. Nosiła nazwisko Cawthorne i nigdy w życiu nie doświadczyła uczucia opuszczenia czy rozpaczy z powodu biedy, odmienności i wyobcowania. Nawet dzieci rozwiedzionych rodziców znały swoich ojców. Drogi życia Tiffany i Bliss przecinały się, ale żadną miarą nie zbiegały.

Z kolei druga siostra, Katie Kinkaid, była żywiołowa jak tajfun i egzystowała w naiwnym przekonaniu, że samą siłą woli da się góry przenosić. Nie, Tiffany zdecydowanie nie miała nic wspólnego z żadną z nich i wcale nad tym nie ubolewała. Poszła do sypialni, gdzie przebrała się w dżinsy i podkoszulkę, związała włosy w koński ogon i wróciła do kuchni, by skończyć segregowanie zakupów. Właśnie się z tym uporała, gdy usłyszała głosy na podwórku. Złożyła torby i schowała je na zwykłe miejsce pod zlewem, a potem wyjrzała przez okno. To pani Ellingsworth z Christiną zbliżały się do domu.

– Mamuniuuu! – zawołała dziewczynka, gdy Tiffany otworzyła kuchenne drzwi. Mała wyrwała się opiekunce i pobiegła do schodków.

– Chyba ma dość na dzisiaj – powiedziała Ellie.

– Wcale nie – zaprzeczyła Christiną.

– Natomiast ja zdecydowanie tak. Chciałabym mieć chociaż połowę energii tego dzieciaka. – Ellie otarła czoło rękawem. Tiffany rozłożyła ręce, a Christina jak bomba wpadła w jej objęcia.

– Huśtałam się i jeździłam na karuzeli – oświadczyła.

– Naprawdę?

– Żeby to raz! – Zaśmiała się Ellie.

– Dużo razy – powiedziała Christina. Uwolniła się z ramion matki i pobiegła za Węgielkiem do ogrodu.

– Światowa panienka, nie ma co – skomentowała Ellie. – Sądzę, że dziś w nocy będzie spać jak zabita.

– To dobrze – odparła Tiffany, myśląc z troską o nocnych koszmarach, jakie często nękały córeczkę od czasu śmierci Philipa. – Ellie, wcale nie musisz zabierać Christiny do parku. Przecież to cię męczy. Wystarczy, że w domu jej dopilnujesz.

– Ale ona tak to lubi – z rozczuleniem zauważyła Ellie – i jest taka słodka. A tak przy okazji, to Stephen jeszcze nie wrócił? – spytała z niepokojem. – To dziwne. Octavia zadzwoniła i poprosiła, żeby przyszedł przystrzyc trawnik. Powiedziała, że zabierze mu to najwyżej godzinkę. Zaraz, zaraz… Kiedy to było? – Ellie spojrzała na zegarek. – Ze trzy godziny temu.

– Nie zostawił kartki, za to znalazłam na stole zaproszenie. – Tiffany wskazała ręką na stół.

– Dziwne – z namysłem powiedziała Ellie. – Nie widziałam go tu wcześniej.

– Stephen musiał je znaleźć i zostawić. – Tiffany zaczęła szukać wiadomości od syna, ale ani na stole, ani na lodówce nie było żadnej kartki. Powiedziała sobie, że chwilowo nie ma się czym martwić, bo pewnie wybrał się z kolegami na ryby albo popływać. – No cóż, miejmy nadzieję, że się niedługo pokaże. Napijesz się lemoniady albo mrożonej herbaty? -

Ellie sięgnęła po papierową chusteczkę i ponownie otarła czoło z potu.

– Najchętniej wypiłabym drinka, ale trochę na to za wcześnie. A poza tym wybieram się dzisiaj na randkę.

– Na randkę? – powtórzyła zdziwiona Tiffany. – A któż jest tym szczęśliwcem?

– Stan Brinkman – odparła starsza pani, bardzo z siebie zadowolona. – Wdowiec na emeryturze. Miał firmę budowlaną, ale odprzedał ją synom. Co roku przyjeżdża do Bittersweet na wakacje, a zimą jeździ do Arizony.

– Jak długo się znacie? – Tiffany była zaskoczona niezwykłymi nowinami.

– Wystarczająco długo – odparła Ellie i mrugnęła porozumiewawczo. – O wszystkim opowiem ci jutro. – Pomachała na pożegnanie i podeszła jeszcze na chwilę do Christiny, zajętej zrywaniem koniczyny i układaniem listków w foliowej foremce.

W tym momencie zadzwonił telefon. Tiffany już za drugim dzwonkiem podniosła słuchawkę.

– Mama?

– Cześć, synku, dobrze, że dzwonisz. – Tiffany z ulgą przysiadła na krześle. – U babci wszystko w porządku? Skosiłeś trawnik?

– Ja… tak, już dawno.

W głosie chłopca Tiffany wyczuła nienaturalne napięcie i od razu tknęło ją, że stało się coś złego. Zmartwiała.

– Gdzie jesteś, Stephen?

Nie odpowiedział od razu.

– Stephen?!

– Jestem na policji. Mamo… ktoś chciałby z tobą porozmawiać.

ROZDZIAŁ 4

Gdzie jesteś? – Dobrze, że Tiffany siedziała na krześle, bo zrobiło się jej słabo. O Boże, to nie mogła być prawda.

– Mówiłem.

– Wiem, co mówiłeś, ale skąd się tam wziąłeś? Co się stało? Jak się czujesz? – Tiffany obawiała się najgorszego.

– Dobrze się czuję.

– Na pewno? – dopytywała się, wcale nie przekonana.

– Tak. Sierżant chce z tobą mówić.

– Poczekaj, Stephen, może lepiej zaraz przyjadę, żeby cię…

– Pani Santini? – przerwał jej obcy męski głos. – Mówi sierżant Pearson.

– Co się stało? Czy z moim synem wszystko w porządku?

– Poza podbitym okiem i paroma zadrapaniami, tak. Myślę, że do wesela się zagoi. – Zapewnienia sierżanta nie zdołały jej uspokoić.

– Ale co się stało? Dlaczego syn znalazł się w komisariacie?

– Pani syn i drugi chłopak, Miles Dean, pobili się w Minimarcie.

– Pobili się? – powtórzyła bezmyślnie.

Ojciec Milesa, Ray Dean, właśnie wyszedł z więzienia. Wyglądało na to, że syn wkrótce pójdzie w jego ślady. Co, na Boga, Stephen robił tym razem w towarzystwie Milesa?

– Chłopcy się pokłócili i, od słowa do słowa, kłótnia przeszła w bójkę. Kasjerka z Minimartu zadzwoniła po radiowóz, więc przymknęliśmy ich. Naprawdę, nie ma powodu do obaw, pani synowi nic poważnego się nie stało.

– A co z Milesem?

– Miles zawsze potrafi się wymigać – odpowiedział sierżant po chwili wahania.

– Czy przeciw Stephenowi wniesiono oficjalnie skargę? – spytała Tiffany.

– Nie przeciw niemu.

– Więc przeciw Milesowi?

– To się jeszcze zobaczy.

– Czy mogę odebrać Stephena?

– Przyjedzie do domu wozem patrolowym. Powinni być za dziesięć minut.

– Czy to znaczy, że nie muszę niczego podpisywać?

– Nie, proszę chwilę zaczekać. – Usłyszała stłumiony głos Pearsona, który zwracał się do kogoś w pokoju. – Tak, czeka na niego. A ty, Stephen, obiecaj, że przestaniesz rozrabiać, dobra?

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 49
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)