Po Prostu Idealnie
- Автор: Ортолон Джулия
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Po Prostu Idealnie». Краткое содержание книги:
Trzeba być twardym, by pracować w izbie przyjęć. Jednak odwaga doktor Christine Ashton kończy się, kiedy ma przypiąć narty i pokonać lęk wysokości. Jeszcze trudniej oprzeć się seksownemu instruktorowi narciarskiemu. Alec Hunter to ktoś więcej niż czaruś, który uwielbia się bawić. W niczym nie przypomina ofiar losu czy egocentryków, z którymi Christine zwykle się wiązała. Mimo to chłodno traktuje swojego upragnionego mężczyznę. Dopiero wspólna pomoc poszkodowanemu snowboardziście sprawia, że ich miłość rozkwita. Wszystko układa się idealnie do momentu, kiedy Christine będzie musiała stawić czoło kolejnemu lękowi i wybrać między wymarzoną pracą a ukochanym mężczyzną.
– Więc skąd jesteś? – zagadnął makler z Kansas.
Nim zdążyła odpowiedzieć, Alec stanął między nimi, oparł się o bar i zwrócił twarz w jej kierunku. Uśmiechnął się szeroko i nie mogła powstrzymać się, żeby nie odpowiedzieć tym samym.
– Ej, miło cię tu widzieć – powiedział, jakby dopiero teraz ją zauważył. – Myślałem, że nie lubisz barów.
– Nigdy tak nie mówiłam. Właściwie to… – rozejrzała się – to miejsce jest rewelacyjne.
– Wybrałaś dobry wieczór, bo gra Michael Hearne. – Wskazał na czteroosobowy zespół z gitarą, skrzypcami, kontrabasem i perkusją. – To siostrzeniec Billa Hearne’a.
– Kogo?
Zmarszczyła czoło, kiedy skrzypek i solista zaczęli jakiś kawałek country, którego nigdy wcześniej nie słyszała.
– Bill Hearne – wyjaśnił. – No wiesz, Bill i Bonny Hearne.
– Rozumiem, że powinnam kojarzyć? Zagapił się na nią.
– Mówiłaś chyba, że jesteś z Austin.
– Mówiłam też, że nie wychodzę zbyt często, żeby posłuchać muzyki.
– Właściwie już tam nie grywają, ale niech to diabli, to żywa legenda!
– Przepraszam. – Wzruszyła ramionami. Ze smutkiem pokręcił głową.
– Jak zostaniesz w górach dość długo, to na pewno usłyszysz kilka dobrych zespołów w knajpach.
– Ehm, przepraszam. – Makler poklepał Aleca w ramię. – Właśnie rozmawialiśmy.
Alec odwrócił się cały radosny.
– Ej, dzięki, że dotrzymałeś Chris towarzystwa, kiedy czekała na mnie. Mogę ci postawić drinka? Harvey! – zawołał do barmana. – Daj mi następny dzbanek, a temu gościowi postaw coś na mój rachunek.
Christine ukryła uśmiech na widok takiej bezczelności. Pan „Cześć, jestem maklerem z Kansas” spojrzał na Aleca, na nią i znowu na Aleca, który wyprostował się na całą długość. Wymienili się spojrzeniami, których nie potrafiła odczytać, ale Bob najwyraźniej doskonale je zrozumiał. Uniósł dłoń.
– Nie ma sprawy. Nie wiedziałem, że jest umówiona.
– Nie byłam z nim umówiona – próbowała wytłumaczyć, ale facet już się odwrócił, żeby rozejrzeć po tłumie w poszukiwaniu nowego celu.
– Skarbie, ranisz moje serce. – Alec przycisnął dłoń do piersi i spojrzał na nią tak szczerze, że zastanawiała się, czy mu nie wybaczyć spłoszenia Boba, który łatwo uzyskałby aprobatę Maddy i Amy. – I to po tym, jak przyszłaś mnie poszukać.
Irytacja przezwyciężyła rozbawienie.
– Przyszłam tu, bo myślałam, że już cię nie będzie. Wpadasz tu zwykle po południu, a jest dziewiąta. Co tu robisz? Mieszkasz?
– W gruncie rzeczy tak. To znaczy niedokładnie tu. – Wskazał na miejsce, gdzie stoi. – Tylko na górze.
– Więc siedzisz tu cały wieczór?
– Zwykle nie. Dzisiaj mamy specjalną okazję. Urządzamy imprezę.
– Niech zgadnę. „Dla chłopaków”? – Spojrzała w stronę stołu, gdzie siedział, aby obejrzeć niesławną paczkę.
Odkryła, że wszyscy co do jednego gapią się na nią taksująco. Rozpoznała Trenta i Bruce’a, ale resztę stanowiła dziwna mieszanina facetów w różnym wieku od dzieciaków prosto z college’u do starszego poważnego mężczyzny obciętego po wojskowemu.
– Niestety to wieczór kawalerski, bo inaczej zaprosiłbym cię.
– Narzeczonego kelnerki? – Przyjrzała się uważniej. – Który to szczęśliwy wybranek?
– Ten chłopak u szczytu stołu z głupawym wyszczerzeni.
– Hm. – Przyjrzała się mężczyźnie o jasnych włosach i miłej twarzy. – Przystojniak.
– Zajęty.
– Domyśliłam się.
„Wszyscy porządni są zajęci” – dodała w myślach.
– Aha, jutro się pobierają, a ja jestem drużbą. Nie mam pojęcia, dlaczego musieli wybrać akurat ten weekend, kiedy są wielkie zawody snowboardowe. To się nazywa test przyjaźni.
– Jakie zawody? – zaciekawiła się.
– Snowboardowe. Na trasie Skoczka. Wybierasz się?
– Nic o tym nie słyszałam.
– Żartujesz! – Wytrzeszczył oczy. – Nie dość, że zapadasz w sen zimowy w Austin, to tu też.
– To prawda – przyznała.
– Wielka szkoda. Jeśli nie masz nic innego do roboty, powinnaś przyjść na zawody w ten weekend i zobaczyć paru gości w akcji. – Jego twarz rozświetliła się. – Ej, może się spotkamy w niedzielę? Załatwię ci miejsce w sekcji dla VIP – ów?
Jakim cudem zawsze wiedział, czym ją kusić?
– Rodzina przylatuje jutro, więc moje plany na niedzielę zależą od nich.
– Przyprowadź ich. Będę mógł poznać twojego super – brata. Nim zdążyła wymyślić pretekst, żeby się wymigać, spod stołu wyszedł golden retriever i podbiegł do nich.
– O mój Boże! – wykrzyknęła, kiedy pies usiadł u stóp Aleca i szczeknął głośno.
Chociaż wiedziała, że Kolorado to stan przyjaźnie nastawiony do zwierząt, zaskoczył ją widok psa w pubie.
– Kto to?
– Ten wstrętny kundel? To Buddy. – Alec poczochrał psa po uszach, aż zwierzak wyszczerzył z zadowolenia zęby. – Co, chłopcy przysłali cię, żebyś mnie przyprowadził?
Buddy znowu szczeknął, a potem złapał Aleca za spodnie i zaczął ciągnąć.
– Minutkę.
Próbował odsunąć psa. Buddy pociągnął mocniej, prawie przewracając Aleca.
– Ej, bądź człowiekiem, nie widzisz, że rozmawiam z piękną kobietą? Niszczysz mi wizerunek.
Christine zaśmiała się. Zawsze marzyła o psie, a jaki mógłby być wspanialszy od wielkiego przyjacielskiego golden retrievera?
– Jezu, dobrze już! – Alec złapał dzbanek z piwem i prawie wszystko wylał, gdy Buddy znowu go pociągnął. – Najwyraźniej muszę iść. Ale poczekaj, znajdę sposób, żeby się wymknąć.
Kiedy tylko odszedł, od razu oklapła – tak właśnie się czuła przez całe popołudnie. Wiedziała, że przeciąganie gry z flirtem i opieraniem się to proszenie się o kłopoty, ale czy nie udowodniła, że potrafi trzymać się swego? Dopóki nie zrobi czegoś głupiego, na przykład nie zakocha się w nim, nadal może z nim rozmawiać, prawda?
Patrzyła, jak Alec siada, a mężczyźni przy stoliku pochylają się ku niemu, najwyraźniej dopytując się o szczegóły rozmowy. Zerkali to na niego, to na nią. Szkoda, że to wieczór kawalerski i nie może się przyłączyć.
Właściwie to nawet lepiej, że nie może, odezwał się w niej głos rozsądku. Kilka minut flirtu z Alekiem to jedno, ale siedzenie z nim to prawie jak randka, a wiedziała, do czego to prowadzi.
Nagle wstał Trent, przyłożył ręce do ust i przekrzykując muzykę, zawołał:
– Christine!
Pomachał, żeby podeszła.
Ups. Co ma teraz zrobić?
Podejście to naprawdę zły pomysł. Ale jeśli odmówi, zawstydzi Aleca przed kumplami – dla większości facetów to gorsze niż śmierć. Przecież nie mogła mu tego zrobić. Nawet Maddy i Amy zgodziłyby się z tym. Nie mam wyjścia, pomyślała i podniosła się.
ROZDZIAŁ 6
Żeby wygrać, trzeba najpierw zagrać.
Jak wieść idealne życie
„Hura!” – prawie krzyknął Alec, kiedy Christine ruszyła w ich stronę. – „Dzięki, Trent”.
Wstał, gdy podeszła do stolika.
– Przepraszam – powiedział, chociaż wcale nie było mu przykro. – Upierali się. Naprawdę nie mam z tym nic wspólnego.
– Myślałam, że to wieczór kawalerski. – Uśmiechnęła się do mężczyzn. – Nie chciałabym przeszkadzać.
– Nie przeszkadzasz – zapewnił ją Will, leciutko bełkocząc. – Dopóki nie jesteś striptizerką, przez którą miałbym kłopoty z Lacy, nie ma żadnego problemu. – Zerknął na nią, mrużąc oczy. – Nie jesteś striptizerką, prawda?