Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ostatni szpieg Hitlera
Ostatni szpieg Hitlera - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ostatni szpieg Hitlera

Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:

Rok 1944. Trwają przygotowania aliantów do utworzenia drugiego frontu we Francji. Angielski wywiad wpada na trop głęboko zakonspirowanej siatki niemieckich szpiegów, działającej na terenie Wielkiej Brytanii. Jej zadanie: zdobyć informacje o miejscu i terminie inwazji Wojsk Sprzymierzonych na Europę. Na czele siatki stoi Catherine Blake – młoda kobieta, bez skrupułów mordująca każdego, kto mógłby odkryć jej tożsamość. Przeciwnikiem jej jest Alfred Vicary.
1 ... 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130
Перейти на страницу:

Czyż to nie byłoby cudownie? – pomyślała Dorothy. Billy w końcu miałby prawdziwą rodzinę.

W ten sposób zamknęłoby się koło. Jak ładnie. To przynosiło pociechę. Zrobiło się ciepło, wkrótce nadejdzie lato. Mieszkańcy zaczną wracać do letnich domów, będą przyjęcia.

Życie idzie naprzód – powiedziała sobie w duchu. – Peter i Margaret odeszli, ale życie niewątpliwie idzie naprzód.

Rozdział dwudziesty pierwszy

Hrabstwo Gloucester, Anglia; wrzesień 1944

Nawet Alfreda Vicary'ego zaskoczyło tempo, w jakim udało mu się wypaść z obiegu. Oficjalnie nazywało się to zawieszeniem na czas dochodzenia komisji wewnętrznej. Wiedział, że w ten zawoalowany sposób się go wylewa.

Jakby na złość sobie poszedł za radą Basila Boothby'ego i schronił się w domu ciotki Matyldy – nigdy nie oswoił się z myślą, że dom teraz należy do niego – żeby się pozbierać. Pierwsze dni wygnania były straszne. Brakowało mu atmosfery MI- 5, obrzydliwej nory, którą nazywał gabinetem, a nawet połówki. Zupełnie nie mógł porządnie zasnąć i winił za to podwójne łoże Matyldy – za miękkie, za dużo miejsca, by się zmagać z bolesnymi myślami. W rzadkim przebłysku geniuszu udał się do sklepu w wiosce, gdzie zaopatrzył się w łóżko polowe. Rozstawił je w bawialni przy kominku – dziwaczne miejsce, przyznawał, ale nie zamierzał przyjmować gości. Od tej nocy sypiał już przyzwoiciej.

Przeszedł długi okres bezruchu. Ale wiosną, kiedy się ociepliło, skierował całą nie wykorzystaną energię na nowy dom. Wywiadowcy, którzy z rzadka go odwiedzali, z przerażeniem patrzyli, jak Vicary rzuca się na ogród, uzbrojony w sekator, sierp i okulary. Ze zdumieniem przyglądali się, jak odmalowuje mieszkanie. Mnóstwo czasu poświęcono ożywionym dyskusjom nad wyborem koloru – nieskazitelnej bieli. Czy to znaczy, że nastrój mu się poprawia, czy też robi z domu szpital i szykuje się do dłuższego w nim pobytu?

Okoliczni mieszkańcy również się niepokoili o sąsiada. Poole ze sklepu wielobranżowego zdiagnozował nastrój Vicary'ego jako żałobę.

– Niemożliwe – odparł Plenderleith ze sklepu ogrodniczego, który udzielał Vicary'emu wskazówek, co zrobić z ogrodem. – Nigdy nie był żonaty ani w nikim zakochany.

Panna Lazenby ze sklepu odzieżowego oświadczyła, że żaden z nich nie ma racji.

– Biedaczysko kona z miłości, ślepy by zauważył. A wybranka najwyraźniej nie odwzajemnia tych uczuć.

Nawet gdyby Vicary wiedział o tej dyspucie, nie zdołałby jej rozstrzygnąć, gdyż tak samo jak ci, którzy go obserwowali, nie wiedział, co właściwie go gnębi. Rektor jego dawnego wydziału na Uniwersytecie Londyńskim napisał do niego. Dobiegły go słuchy, że Vicary już nie pracuje w Ministerstwie Wojny, więc zastanawiał się, kiedy profesor chciałby wrócić. Vicary przedarł list i spalił go w kominku.

W Londynie nic na niego nie czekało – tylko złe wspomnienia – więc trzymał się z dala od stolicy. Pojechał tam tylko raz, pewnego ranka w pierwszym tygodniu czerwca, kiedy sir Basil Boothby wezwał go, żeby się zapoznał z wynikami badań komisji wewnętrznej.

– Witaj, Alfredzie! – zawołał sir Basil, kiedy Vicary'ego wpuszczono do jego gabinetu.

Pokój tonął w pomarańczowym blasku. Boothby stał dokładnie na środku, jakby chciał zachować możliwość ruchu we wszystkie strony. Miał na sobie doskonale skrojony szary garnitur i wydał się Vicary'emu wyższy niż dawniej. Na zgrabnej kanapie siedział dyrektor generalny. Dłonie splótł jak do modlitwy, wzrok wbił we wzór na perskim dywanie. Boothby wyciągnął rękę i podążył do Vicary'ego. Na jego twarzy błądził dziwny uśmieszek i Vicary nie wiedział, czy generał chce go uścisnąć, czy uderzyć. I nie wiedział, czego bardziej się boi.

Tymczasem Boothby uścisnął mu rękę – odrobinę za czule – i położył wielkie łapsko na jego ramieniu. Dłoń miał rozpaloną i wilgotną, jakby właśnie skończył grę w tenisa. Sam podał Vicary'emu herbatę i gawędził, kiedy ten dopalał papierosa. Potem ceremonialnie wyjął z szuflady końcowy raport komisji i położył go na stoliku. Vicary bał się na niego spojrzeć.

Boothby z satysfakcją wyjaśnił Vicary'emu, że nie wolno mu czytać pełnych akt jego własnego przypadku. Dostał tylko okrojoną, jednostronicową wersję. Vicary trzymał kartkę w obu dłoniach, mocno ją naprężając, żeby nie drżała. Tekst burzył w nim krew, ale dyskusja i tak by już nic nie dała. Wręczył raport Boothby'emu, podał mu rękę, potem podał rękę dyrektorowi generalnemu i wyszedł.

Ruszył na dół. Ktoś inny rezydował w jego gabinecie. Znalazł Harry'ego z paskudną blizną na brodzie. Vicary nie przepadał za długimi pożegnaniami. Powiedział Harry'emu, że go wylano, podziękował mu za wszystko i odszedł.

Na dworze znowu padało, było zimno jak na czerwiec. Szef działu transportu zaproponował Vicary'emu samochód. Odmówił grzecznie. Rozłożył parasol i w strugach ulewnego deszczu odpłynął w stronę Chelsea.

Tę noc spędził w swoim londyńskim mieszkaniu. Obudził się o świcie. Deszcz bębnił w szyby. Był szósty czerwca. Włączył radio, żeby posłuchać wiadomości, i dowiedział się o rozpoczęciu inwazji.

W południe wyszedł, spodziewając się tłumów na ulicach, nerwowych pogawędek, ale Londyn nagle opustoszał. Mało kto odważył się wyjść do sklepu, niektórzy modlili się w kościołach. Taksówki krążyły po pustych ulicach, szukając klientów.

Vicary obserwował zajętych swoimi sprawami londyńczyków. Chciał do nich podbiec, potrząsnąć i zawołać: „Nie wiecie, co się dzieje? Nie wiecie, ile trudu to kosztowało? Do jakich sprytnych i podstępnych sztuczek musieliśmy się uciec, by tamtych zmylić? Nie wiecie, jak oni w końcu mnie potraktowali?".

Zjadł kolację w narożnym pubie i słuchał kolejnych biuletynów radiowych. Tej nocy, znowu sam, wysłuchał orędzia króla do narodu i położył się spać. Rano wziął taksówkę do Paddington i pierwszym pociągiem wrócił do domu.

Stopniowo, gdzieś koło lata, jego dni powoli zaczęły nabierać kształtu.

Wstawał wcześnie i czytał do lunchu, który jadał w pubie: zapiekankę jarzynową, piwo i mięso, jeśli było w karcie. Z pubu ruszał na spacer, który codziennie sobie narzucał, po ścieżkach wokół miasteczka. Z dnia na dzień ćmiący ból ustępował z jego zrujnowanego kolana, tak że w sierpniu przechadzki wydłużyły się do dziesięciu kilometrów. Rzucił papierosy, zmienił je na fajkę. Rytuał palenia fajki – nabijanie, czyszczenie, zapalanie, ponowne zapalanie – idealnie pasował do jego obecnego życia.

Sam nie wiedział, kiedy właściwie to się stało, którego dnia to zniknęło z jego świadomości: ciasny gabinet, terkot dalekopisów, obrzydliwe jedzenie z kantyny, idiotyczne słownictwo: podwójne X… Mulberry… Phoenix… Kettledrum. Nawet Helen odsunęła się w bezpieczny, zamknięty kąt pamięci, z którego już nie mogła zrobić mu krzywdy. Alice Simpson zaczęła go odwiedzać w weekendy, spędziła z nim nawet cały tydzień na początku sierpnia.

Pod koniec lata ogarnęła go lekka melancholia, charakterystyczna dla mieszkańców wsi, gdy odchodzą ciepłe dni. Był cudowny zmierzch, horyzont płonął różnymi odcieniami fioletu i czerwieni, w powietrzu czuło się zwiastuny jesiennego chłodu. Pierwiosnki i dzwonki dawno przekwitły. Vicary przypomniał sobie podobny wieczór sprzed lat, kiedy Brendan Evans uczył go jeździć na motocyklu. Nie ochłodziło się na tyle, by rozpalać w kominku, ale ze swojego pagórka widział dym z kominów i czuł ostry zapach palonego świeżego drewna.

1 ... 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)