Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Историческая проза » Ptaki Ciernistych Krzewów
Ptaki Ciernistych Krzewów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ptaki Ciernistych Krzewów

Электронная книга - «Ptaki Ciernistych Krzewów». Краткое содержание книги:

Rozsławiona przez słynny serial australijska saga rodzinna, rozgrywająca się przez ponad pół wieku. Dzieje rodu Clearych, w którym urodziło się ośmiu synów i jedyna córka Meggie. Poznajemy jej dzieciństwo, młodość, nieudane małżeństwo i największy sekret: uczucie do młodego, ambitnego i przystojnego Ralpha, który jest księdzem. zaskakujące losy bohaterów, delikatność w rysunku postaci i paleta emocji, jakie towarzyszą wielkiej miłości, zjednały powieści miliony wielbicieli. Szerokie tło obyczajowe na tle wspaniałej przyrody Australii i Nowej Zelandii.
1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 149
Перейти на страницу:

– Co się stało, Meggie? – spytała Anne.

Meggie usiadła.

– Mam wrażenie, że uderzył we mnie mściwy piorun.

– Co?

– Obie miałyście racje. Powiedziałyście, że go stracę. Nie wierzyłam wam, naprawdę myślałam, że oszukam Boga, ale jeszcze się taka nie urodziła, której by to się udało. Bóg jest mężczyzną.

Fee nalała Meggie filiżankę herbaty.

– Masz, wypij – powiedziała. – W jaki sposób go straciłaś?

– Ma zamiar zostać księdzem – śmiałą się i płakała jednocześnie.

Anne wzięła kule i utykając podeszłą do Meggie, ostrożnie siadając na poręczy krzesła i gładząc jej rudozłote włosy. – Biedaczko, przecież nie jest aż tak źle.

– Czy wiesz o nim? – Fee spytała Anne.

– Zawsze wiedziałam – powiedziała Anne.

Meggie uspokoiła się nieco.

– Nie jest źle? To początek końca, nie widzisz tego? Odpłata. Ukradłam Ralpha Bogu i płacę teraz synem. Powiedziałaś mi, mamo, że to kradzież, pamiętasz? Nie chciałam ci wierzyć, ale jak zwykle miałaś rację.

– Wybiera się do Świętego Patryka? – spytała Fee praktycznie.

Meggie zaśmiała się bardziej normalnie.

– To niewystarczająca pokuta, mamo. Wyślę go oczywiście do Ralpha. – Wzruszyła ramionami. – Wiedziałam, że zechce pojechać do Rzymu.

– Czy Ralph wie, że Dane jest jego synem? – spytała Anne, o tym bowiem nie mówiono dotąd otwarcie.

– Nie i nigdy się nie dowie. Nigdy!

– Są tacy podobni, że może się domyślić.

– Kto, Ralph? On się nigdy nie domyśli! Zachowałam to dla siebie. Wysyłam mu mego syna, nic więcej. Nie wysyłam mu jego syna!

– Uważaj Meggie, bogowie są zazdrośni – powiedziała Anne cicho. – Jeszcze z tobą nie skończyli.

– Cóż więcej mogliby mi zrobić? – załkała Meggie.

Kiedy Justyna dowiedziała się, była wściekła, choć co prawda od trzech, czterech lat domyślała się tego. To, co dla Meggie było uderzeniem pioruna, dla Justyny było oczekiwaną lodowatą ulewą. Justyna wiedziała, jak ważna dla Dane'a jest religia, nie tylko Bóg, lecz również mistyczne znaczenie katolickiego ceremoniału. Sądziła, że gdyby urodził się protestantem, to i tak w końcu zwróciłby się do katolicyzmu, aby zaspokoić coś niewysłowionego, co było w jego duszy. Surowy kalwiński Bóg nie był dla niego. Bóg Dane'a przybrany był witrażami, owiany kadzidłem, spowity w koronki i złote hafty, osnuty muzyką i pięknymi łacińskimi kadencjami.

Ponadto było w tym coś perwersyjnego, że ktoś tak obdarzony urodą jak Dane uważa ten dar za kalectwo i ubolewa nad nim. A Dane ubolewał. Uciekał od komplementów. Justyna przypuszczała, że wolałby urodzić się brzydki i nie zwracać na siebie uwagi. W pewnym sensie rozumiała go, może dlatego, że sama wybrała zawód, w którym tak często zdarzało się samouwielbienie. Z tego też powodu akceptowała jego obojętność wobec własnego fizycznego wizerunku – ale nie nienawiść.

Nie był też zainteresowany seksem, choć nie wiedziała dlaczego: czy nauczył się wyciszać swoje namiętności, czy też mimo tak olśniewającej urody brakowało mu jakiejś mózgowej substancji. Zapewne to pierwsze, codziennie bowiem uczestniczył w grach sportowych i kładł się zmęczony do ostatnich granic. Co do jego inklinacji, wiedziała z całą pewnością, że są normalne, to znaczy heteroseksualne, i nawet wiedziała, jaki typ dziewczyny mu się podoba – wysoka, zmysłowa brunetka. Po prostu nie był rozbudzony. Nie umiał dotykiem rozpoznawać kształtów trzymanych przedmiotów, nie czuł zapachów unoszących się w powietrzu, nie znał tej szczególnej satysfakcji płynącej z poznawania kształtów i kolorów.

Urok kobiety musiał być rzeczywiście nieodparty, żeby odczuł seksualne pożądanie. I tylko w takich chwilach zdawał się pamiętać, że istnieje coś, w czym większość mężczyzn chciałaby być sprawna tak długo, jak to tylko możliwe.

Powiedział jej za kulisami, po przedstawieniu. Tego dnia załatwiono wszystko z Rzymem. Nie mógł się doczekać, by jej powiedzieć, choć wiedział, że to się jej nie spodoba. Nie mówił z nią zbyt często o swoich religijnych ambicjach, bo to ją denerwowało, lecz gdy wreszcie tego wieczoru wszedł za kulisy, nie mógł dłużej ukrywać swej radości.

– Ale z ciebie palant – powiedziała z niesmakiem.

– To jest właśnie to, czego pragnę.

– Idiota!

– Wyzwiska niczego nie zmieniają.

– Wiem! Muszę się po prostu wyładować. Bóg mi świadkiem, muszę!

– A ja myślałem, że wyładowujesz się na scenie. Grasz przecież Elektrę, i to bardzo dobrze, Justyno.

– Po tej wiadomości będę grała jeszcze lepiej – powiedziała ponuro. – Wstępujesz do Świętego Patryka?

– Nie, jadę do Rzymu, do kardynała de Bricassart. Mama to załatwiła.

– Dane, nie! To tak daleko!

– No to jedź ze mną. Na przykład do Anglii. Z twoim wykształceniem i talentem powinnaś bez trudu uzyskać tam angaż.

Siedziała przed lustrem zmywając charakteryzację, nadal w stroju Elektry. Jej oczy, otoczone ciężkimi czarnymi arabeskami, wydawały się jeszcze dziwniejsze. Pokiwała wolno głową w zamyśleniu.- Tak, mogłabym! I chyba już na to czas… Australia zaczyna być dla mnie za mała… No to, przyjacielu, jedziemy! Anglia to jest to!

– Wspaniale! Pomyśl tylko! Będę miał wakacje, w seminarium jest tak jak na uniwersytecie. Możemy spędzać je wspólnie, objechać Europę, odwiedzić Droghedę. Justyno, o wszystkim już pomyślałem! Jeśli tylko będziesz blisko, wszystko ułoży się fantastycznie.

Uśmiechnęła się promiennie.

– Prawda? Nie czułabym, że żyję, gdyby mi zabrakło rozmowy z tobą.

– Tego się właśnie obawiałem! Ale teraz poważnie. Martwisz mnie. Wolę mieć cię gdzieś w pobliżu, żebym mógł widywać od czasu do czasu. Inaczej kto będzie twoim głosem sumienia?

Wsunął się pomiędzy hełm hoplity i straszną maskę pytonisty leżące na podłodze. Zwinął się w kłębek, tak żeby móc ją nadal widzieć, a jednocześnie nie przeszkadzać chodzącym. W teatrze były tylko dwie oddzielne garderoby dla gwiazd. Justyna nie dostąpiła jeszcze tego zaszczytu. Miała swoje miejsce w ogólnej przebieralni, wśród nieustającego ruchu.

– Przeklęty kardynał de Bricassart! – splunęła. – Nienawidzę go od pierwszej chwili.

Dane zachichotał.

– Nie zarzekaj się.

– Nienawidzę, nienawidzę!

– Wcale nie. Kiedyś, podczas wakacji Bożego Narodzenia, ciotka Anne opowiedziała mi, jak to kardynał karmił cię z butelki i kołysał do snu, gdy byłaś niemowlakiem. Ciotka Anne twierdzi, że byłaś okropnie marudnym niemowlęciem i nie lubiłaś, jak cię trzymano na rękach. Cieszyłaś się tylko wtedy, gdy trzymał cię kardynał.

– Kłamiesz!

– Ależ skąd? – Uśmiechnął się znów. – Powiedz, dlaczego teraz tak go nie lubisz?

– To proste. Stary chudy sęp, ciarki mnie przechodzą.

– Mnie się podoba. Zawsze mi się podobał. Ideał duchownego, tak go określił ksiądz Watty. Ja też tak uważam.

– Kutas!

– Justyno!

– Co, zaszokowałam cię tym razem? Założę się, że nie przypuszczałeś, że znam to słowo.

Spojrzał na nią rozbawiony.

– A czy wiesz, co to znaczy? No, Justyno, powiedz mi, wytłumacz!

Nie potrafiła mu się oprzeć, gdy tak z niej żartował.

– Może zostaniesz świętym, więc jeśli dotąd nie wiesz, to się nie dowiaduj.

1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 149
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)