Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Biały smok [The White Dragon - pl]
Biały smok [The White Dragon - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Biały smok [The White Dragon - pl]

Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:

Perneńczycy mają problem — ich smoki się starzeją. Trwają więc dyskusje nad ochroną gatunku i w końcu zapada decyzja. Jeźdzcy wykradają jajo smoczycy Ramoth i umieszczają je w przeszlości, chcąc w ten sposób zapewnić sobie przetrwanie smoczego rodu. Nie wiedzą jednak, że podejmując się tego ryzykownego czynu, sprowadzają na siebie niebezpieczeństwo, które trudno było przewidzieć. W starciu z nowym problemem potrzebna będzie im i odwaga i spryt.
1 ... 108 109 110 111 112 113 114 115 116 ... 119
Перейти на страницу:

Po oczyszczeniu całych drzwi, kopiący odsunęli się, żeby Harfiarz mógł podejść i przyjrzeć im się z bliska.

— Myślę, że będzie lepiej, jeżeli teraz skontaktujemy się z Lessą i F’larem. I byłoby to w najwyższym stopniu nieuprzejme, gdybyśmy wykluczyli Mistrza Fandarela. Może on nawet będzie potrafił nam powiedzieć, z czego oni te swoje statki budowali.

— Wystarczy — powiedział F’nor, zanim Harfiarzowi udało się do tej listy dołączyć jeszcze jakieś imię — nie wszyscy muszą o tym wiedzieć. Sam polecę po Mistrza Kowala. Oszczędzę w ten sposób czasu i zapobiegnę plotkom. Canth powie Ramoth. — Otarł sobie pot z twarzy i karku, i z grubsza otrzepał z rąk błoto, zanim narzucił na siebie swój rynsztunek. — Żeby tu żadne z was nic nie robiło, dopóki nie wrócę! — dodał piorunując wzrokiem ich wszystkich, a najbardziej Harfiarza.

— Ja nie miałbym pojęcia, co robić — powiedział Harfiarz pełnym wyrzutu tonem. — Odświeżymy się — zaproponował, sięgając po bukłak z winem i gestem zapraszając pozostałych, żeby usiedli przy nim.

Kopiący z przyjemnością powitali chwilę odpoczynku i okazję, żeby dobrze przypatrzyć się tym cudom, które wygrzebywali spod ziemi.

— Jeżeli oni latali w tych maszynach…

— Jeżeli, mój drogi Piemurze? Nie ma żadnych wątpliwości. Latali. Jaszczurki ogniste widziały, jak te wehikuły lądowały — powiedział Mistrz Robinton.

— Zacząłem mówić, że jeżeli oni latali w tych maszynach, to czemu nie odlecieli w nich po wybuchu?

— Bardzo dobre pytanie.

— No więc?

— Może Fandarel będzie umiał na nie odpowiedzieć, bo ja z całą pewnością nie potrafię — powiedział szczerze Mistrz Robinton, patrząc na drzwi z pewnym smutkiem.

— Może one muszą startować z wysokości, tak jak leniwe smoki — powiedziała Menolly, chytrze zerkając na Jaxoma.

— Ile czasu zajmie F’norowi lot pomiędzy? — zapytał Harfiarz z tęsknym westchnieniem, zezując na jasne niebo w poszukiwaniu powracających smoków.

— Dłużej zajmuje start i lądowanie.

Przywódcy Weyru Benden przybyli pierwsi, a Canth z F’norem i Fandarelem tylko w kilka sekund po nich, tak że wszystkie trzy smoki wylądowały razem. Kowal pierwszy zsiadł z Cantha, popędził do nowego cudu i rękami pełnymi czci pogłaskał osobliwą powierzchnię, mamrocząc coś pod nosem. F’lar i Lessa podeszli, krocząc przez wysokie trawy, omijając rozsypaną przez smoki ziemię; żadne z nich nie spuszczało oczu z miękko połyskujących drzwi.

— Aha! — wykrzyknął nagle z triumfem Kowal, wprawiając wszystkich w popłoch. Badał szczegółowo obrzeże drzwi. — Może to powinno się ruszać! — Opadł na kolana przy odsłoniętym rogu. — Tak, jeżeli odkopie się cały pojazd! Myślę, — powinienem tu nacisnąć. — Jak powiedział, tak zrobił i po jednej stronie drzwi odsunęła się w bok mała tafla. Odsłonił zagłębienie, w którym znajdowało się kilka kolorowych kółek.

Wszyscy stłoczyli się wokół niego, kiedy na rozgrzewkę pokręcił trochę swoimi wielkimi paluchami, a następnie uniósł je nad górnym rzędem zielonych kółek. Dolne kółka były czerwone.

— Czerwień zawsze oznaczała niebezpieczeństwo, konwencja, której niewątpliwie nauczyliśmy się od starożytnych — powiedział. — Tak więc najpierw wypróbuję zielone! — Jego gruby palec wskazujący jeszcze przez chwilkę się wahał, a następnie wcisnął zielony guzik.

W pierwszej chwili nic się nie stało i Jaxom poczuł, jak jakaś zimna, lodowata dłoń zaciska się w jego wnętrzu, czuł ogrom rozczarowania.

— Nie, patrzcie, to się otwiera! — Bystre oczy Piemura wypatrzyły pierwsze, ledwie widoczne poszerzenie się szparki.

— Jest stare — powiedział Kowal ze czcią. — To bardzo stary mechanizm — dodał, kiedy wszyscy usłyszeli, jak ruch maszynerii wywołuje cichy protest.

Powoli drzwi cofnęły się do wewnątrz, a potem ku ich zdumieniu przesunęły się w bok, niknąc w kadłubie statku. Podmuch stęchłego powietrza spowodował, że wszystkich odrzuciło do tyłu, zataczali się i łapali oddech. Kiedy znowu popatrzyli, drzwi się już zupełnie schowały, a strumienie słońca oświetlały podłogę, ciemniejszą niż kadłub statku, ale sądząc po dźwięku, jaki wydała, kiedy Kowal postukał w nią pięścią, niewątpliwie zrobioną z tego samego osobliwego materiału.

— Czekajcie! — Fandarel powstrzymał pozostałych przed wejściem do środka. — Pozwólcie, żeby powietrze się tam nieco odświeżyło. Czy ktoś z was pomyślał, żeby zabrać ze sobą żary?

— Nad zatoczką są żary — powiedział Jaxom sięgając po swój rynsztunek i wciskając sobie hełm na głowę, kiedy pędził do Rutha. Nie zatroszczył się nawet o to, żeby zapiąć pas i lodowaty moment w pomiędzy przeraźliwie ochłodził ciało rozgrzane wysiłkiem. Wziął tyle koszyczków z żarami, ile tylko mógł unieść. Wracając uświadomił sobie, że w czasie jego nieobecności chyba nikt się nie poruszył. Powstrzymywała ich nabożna cześć przed nieznanym, które znajdowało się za tym wielkim wejściem. Cześć i, jak pomyślał, Jaxom może również obawa, żeby nie powtórzyło się rozczarowanie z płaskowyżu.

— Niczego się nie dowiemy, stojąc tak na zewnątrz jak ciemniaki — powiedział Robinton; wziął od Jaxoma koszyczek żarem i odsłonił go, krocząc w kierunku statku.

Było to sprawiedliwe, pomyślał Jaxom, rozdając pozostałym resztę koszyczków, żeby właśnie Mistrz Harfiarz miał zaszczyt pierwszy wejść do środka. Fandarel, F’lar, F’nor i Lessa weszli jednocześnie przez otwór. Jaxom wyszczerzył zęby do Piemura i Menolly, którzy podążali za nimi z tyłu.

Następne wielkie drzwi, wyposażone w koło przesuwające grube sztaby u sufitu i podłogi, stały otworem i zapraszały do środka. Fandarel wydawał z siebie nieartykułowane odgłosy pochwały i czci, dotykając ścian, przyglądając się czemuś, co wyglądało na dźwignie kontrolne, i patrząc na jeszcze więcej kolorowych guzików. Kiedy weszli głębiej, trafili na kolejną parę drzwi: na lewo otwarte; na prawo zamknięte; te ostatnie prowadziły, Fandarel był tego pewien, do tyłu, do otoczonego rurami końca wehikułu. Jak te rury mogły spowodować, żeby taka rzecz, z tymi przysadkowatymi skrzydłami, mogła latać? Po prostu usiał tu sprowadzić Beneleka, jeżeli nawet nikt inny nie miał tego — widzieć.

Skręcili wszyscy w lewo i weszli w wąski długi korytarz, ich buty wydawały stłumione odgłosy na niemetalowej podłodze.

— Znowu, jak mi się zdaje, ta substancja, której używali na podpory w szybach — powiedział Fandarel, klękając i przyciskając palce do podłogi. — Ha, a w tym coś było? — zapytał, obmacując jakieś podpórki, teraz puste. — Fascynujące. I wcale nie ma kurzu.

— Nie było ani powietrza, ani wiatru, żeby go tu nanieść przez, kto wie jak długi czas — zauważył F’lar cichym głosem. — Podobnie jak w tych pokojach, które odkryliśmy w Weyrze Benden.

Posuwali się wzdłuż korytarza pełnego drzwi, niektórych otwartych, innych zamkniętych. Żadne z nich nie były zamknięte na klucz, Piemur i Jaxom mogli zaglądać do opróżnionych kabin. Dziury w podłodze i na ścianach dowodziły, że niegdyś musiały tam być zamontowane jakieś urządzenia.

— Chodźcie tutaj wszyscy! — zabrzmiał podniecony głos Harfiarza, który myszkował gdzieś z przodu.

— Nie, tutaj! — zawołał F’nor z innego miejsca. — Oni stąd musieli kierować statkiem!

— Nie, F’norze, to jest dla nas ważne!

I F’lar przychylił się do wezwania nieposiadającego się z entuzjazmu Harfiarza.

Kiedy wszyscy zebrali się wokół nich dwóch, a przyniesione żary wzmocniły oświetlenie, stało się jasne, co przykuło ich uwagę. Ściany pokrywały mapy. Na ścianie, w niemożliwy do zatarcia sposób, zostały narysowane bardzo szczegółowo znajome zarysy Północnego Pernu i nie tak znajome kontury Kontynentu Południowego, w całej jego olbrzymiej rozciągłości.

1 ... 108 109 110 111 112 113 114 115 116 ... 119
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)