Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
Kazał Ruthowi przelecieć obok nich i zwrócił uwagę na ich dziwaczny kształt: z jednego końca dawała się wyróżnić jakaś większa masa, podczas gdy drugi zwężał się nieco, a różnicę tę było widać, pomimo trawy, ziemi i małych krzaczków, które porastały te tak zwane pagórki.
Ruth, równie podniecony jak on sam, wylądował pomiędzy dwoma pagórkami na przodzie. Z ziemi nie wyglądały aż tak nienaturalnie, ale ich kształty zadziwiłyby nawet piechura.
Gdy tylko poprosił Rutha, żeby wylądował, dookoła zaroiło się od jaszczurek ognistych, trajkoczących w nieopanowanym podnieceniu i niewiarygodnej radości.
— Co one mówią, Ruth? Niech się uspokoją na tyle, żeby coś można było zrozumieć. Czy przechowują w pamięci jakieś obrazy z tymi pagórkami?
Aż za wiele. Ruth podniósł głowę, nucąc cicho do jaszczurek ognistych.
Zwierzęta nurkowały i przemykały dookoła jak błędne, tak, że Jaxom zrezygnował ze swojego zamiaru, żeby zobaczyć, czy są poznaczone paskami.
One są szczęśliwe. Cieszą się, że wróciłeś. To tak długo trwało.
— Kiedy ja tu byłem pierwszy raz? — zapytał Jaxom Rutha, nauczywszy się nie wprawiać jaszczurek w zmieszanie przez uogólnianie. — Czy potrafią sobie przypomnieć?
Kiedy przybyłeś z nieba w tych długich, szarych przedmiotach?
Ruth wydawał się zdezorientowany, kiedy przekazywał tę odpowiedź.
Jaxom oparł się o Rutha z trudem mogąc w nią uwierzyć.
— Pokaż mi!
Oszołomiły go jaskrawe i sprzeczne widoki; najpierw były nieostre, a potem przeszły w wyraźny obraz, gdyż Ruth popracował nad ich spójnością.
Te cylindry były szarawe, miały krótkie i grube skrzydła sprawiające wrażenie kiepskiego naśladownictwa zgrabnych smoczych skrzydeł. Na jednym końcu miały pierścienie z mniejszych rur, a drugi koniec kończył się tępym nosem. Nagle, mniej więcej w jednej trzeciej długości od końca z rurami, w pierwszym statku pojawił się jakiś otwór. W dół rampy schodzili mężczyźni i kobiety. Cały szereg obrazów przemknął Jaxomowi przez umysł, ludzie biegający dookoła, obejmujący się nawzajem, podskakujący z radości. Potem obrazy, które Ruth otrzymywał od trajkoczących i trąbiących jaszczurek ognistych, stały się chaotyczne — jak gdyby każda jaszczurka ognista poleciała za jednym człowiekiem i każda próbował przekazać Ruthowi raczej to, co sama widzi, niż grupowy widok lądowania i następujących po nim wydarzeń.
W umyśle Jaxoma nie było żadnych wątpliwości, że to tutaj schronili się starożytni przed spustoszeniem sianym przez wulkan, w tych statkach, które przyniosły ich z Sióstr Świtu na Pern. A statki wciąż leżały tutaj, ponieważ z jakiegoś powodu nie mogły wrócić do tych trzech gwiazd.
Ten otwór w statku był w jednej trzeciej długości od końca z rurami?
Kiedy jaszczurki ogniste w ekstazie wykonywały nad jego głową akrobacje, Jaxom ruszył po trawie pokrywającej cylinder, aż, jak sądził, doszedł do właściwego miejsca.
One mówią, że ty to znalazłeś, stwierdził Ruth, popychając Jaxoma nosem.
Jego wielkie oczy wirowały żółtym ogniem.
Na poparcie tych słów dziesiątki jaszczurek ognistych wylądowały na tym pokrytym krzakami miejscu i zaczęły szarpać rośliny.
— Powinienem wrócić do Warowni i powiedzieć im o tym wymamrotał do siebie Jaxom.
Oni śpią. Benden śpi. Tylko my nie śpimy na całym świecie!
Co było, Jaxom musiał przyznać, dosyć prawdopodobne.
Ja kopałem wczoraj. Mogę kopać dzisiaj. Możemy kopać, aż oni się obudzą, wtedy przyjdą nam pomóc.
— Ty masz pazury. Ja nie. Przynieśmy jakieś narzędzia z płaskowyżu.
Tam i z powrotem towarzyszyły im uszczęśliwione i podniecone jaszczurki. Łopatą Jaxom zaznaczył w przybliżeniu obszar, z którego trzeba było zdjąć wierzchnią warstwę ziemi, żeby dotrzeć do drzwi pojazdu. Potem była to tylko kwestia nadzorowania Rutha i niekiedy pomagających mu jaszczurek ognistych. Najpierw wyrwali szorstką trawę, a jaszczurki odnosiły ją w krzaki poza bliznę. Na szczęście mieli do czynienia z mocno ubitą ziemią, nawianą na miejsce lądowania w ciągu tysięcy Obrotów, a nie ze skałami. Ale i tak słońce i deszcz utwardziły tę grubą skorupę. Kiedy zaczęty go boleć ramiona, zwolnił tempo. Żuł bułkę, od czasu do czasu poganiając do roboty sprzeczające się stworzenia.
Pazury Rutha zazgrzytały na czymś. To nie jest skala! Jaxom skoczył do niego i wbił łopatę w luźną ciemię. Brzeg łopaty uderzył w twardą, nieustępliwą substancję. Wydał z siebie dziki wrzask, na który jaszczurki ogniste zawirowały między niebem a ziemią.
Odgarniając rękami resztki ziemi wpatrzył się w to, co odkopali. Ostrożnie dotknął palcami dziwnej powierzchni. To nie był metal ani to coś z kopców, raczej przypominało to — chociaż wydawało się to nieprawdopodobne — drogocenne szkło. Ale żadne szkło nie mogło być aż tak twarde!
— Ruth, czy Canth się już obudził?
Nie. Obudzili się Menolly i Piemur. Zastanawiają się, co się z tobą stało.
Jaxom aż zapiał triumfalnie.
— Myślę, że pójdziemy im powiedzieć!
Harfiarz, Menolly i Piemur czekali w Warowni Nad Zatoczką na ich powrót z pomiędzy. Jaxom zasypany gradem pytań, dlaczego udał się wczoraj do Ruthy, usiłował wyjaśnić, co odkryli. Harfiarz musiał uciszyć tę paplaninę potężnym rykiem, po którym wszystkie oszołomione jaszczurki ogniste zniknęły pomiędzy. Uzyskawszy względną ciszę, Robinton głęboko wciągnął powietrze.
— Nikt nie mógłby słuchać ani myśleć w takim hałasie! A teraz, Menolly, przynieś nam coś do jedzenia! Piemur, przynieś przyrządy do rysowania. Zair, chodź no tutaj, mój śliczny łobuzie. Musisz zabrać wiadomość do Bendenu. Masz ugryźć w nos Mnemetha, jeżeli tego będzie trzeba, żeby go obudzić. Tak, wiem, że jesteś taki dzielny, że walczyłbyś nawet z tym wielkim smokiem. Ale nie walcz! Obudź go! I tak już najwyższy czas, żeby te leniuchy w Bendenie się podniosły! — Harfiarz był w świetnym humorze, głowę trzymał wysoko, oczy mu błyszczały, gestykulował szeroko. — Na Skorupy i ich Odłamki, Jaxomie, dzięki tobie ten nudny dzień zapowiada się wspaniale. Leniuchowałem w łóżku, bo nie było się po co podnosić, mogłem tylko doznać nowego zawodu!
— One mogą okazać się puste…
— Mówiłeś, że jaszczurki ogniste przedstawiły wam lądowanie? Ludzi wychodzących? Te cylindry mogą być puste, ale wciąż jeszcze warto będzie je zobaczyć. Prawdziwe statki, które przeniosły naszych przodków z Sióstr Świtu na Pern! — Odetchnął głęboko, a oczy mu lśniły z podniecenia.
— Mistrzu Robintonie, czy nie przejmujesz się za bardzo? — zapytał Jaxom rozglądając się za Sharrą. — Gdzie jest Sharra? Zobaczył, jak Menolly i Piemur biegiem oddalają się, żeby wykonać polecenie.
Chyba Sharra już by się obudziła. Popatrzył na jaszczurki ogniste szukając Meera i Talla.
— Wczoraj wieczorem po Sharrę przyleciał jakiś smoczy jeździec. W Warowni Południowej ktoś zachorował i była pilnie potrzebna. Sądzę, że byłem samolubny, trzymając was wszystkich przy sobie, kiedy już minęła potrzeba — powiedział Harfiarz. — Zdziwiony jestem widząc cię tutaj, a nie w Ruatha.
Brwi Robintona podniosły się wysoko, zachęcając go do udzielenia wyjaśnień.
— Powinienem wrócić do mojej Warowni już jakiś czas temu, Mistrzu Robintonie — przyznał Jaxom tonem pełnym skruchy, a potem wzruszył ramionami na tę swoją niechęć do opuszczenia zatoczki. — Co więcej, kiedy tam przyleciałem, padał śnieg. Lord Lytol i ja odbyliśmy długą rozmowę…