Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 185
Перейти на страницу:

– Wkładaj ten swój kapelusz i zabieraj się z powrotem na miejsce – rzekła Ji z obrzydzeniem w głosie. – Zjadłam w swoim życiu więcej soli, niż ty zjadłeś klusek, i przeszłam więcej mostów, niż ty przeszedłeś dróg.

Podniosła z biurka strzałę i spojrzała na klasę.

– Ty, do ciebie mówię – warknęła lodowato. – Daj mi ten swój łuk!

Ding Jingou wstał spłoszony, zbliżył się do podium i posłusznie złożył łuk na biurku.

– Wracaj na miejsce! – poleciła nauczycielka. Naciągnęła łuk.

– Bambus jest za miękki, a cięciwa do niczego! Do cięciw trzeba używać krowich ścięgien – oznajmiła, po czym przyłożyła strzałę do cięciwy z końskiego włosia, naciągnęła ją bez wysiłku i wycelowała w głowę Dinga Jingou. Chłopak schował się pod ławką. W tym momencie w smudze światła, wpadającej przez okno, zabzyczała mucha. Ji Jadeitowa Gałązka wycelowała uważnie w tamtym kierunku. Brzęknęła cięciwa, mucha spadła na podłogę.

– Ktoś jeszcze mi nie dowierza? – spytała.

W klasie panowała idealna cisza. Nauczycielka uśmiechnęła się słodko, jej brodę naznaczyły urocze dołeczki.

– Zaczynamy prawdziwą lekcję. Najpierw odczytam słowa naszej pieśni:

Stare społeczeństwo było jak studnia,

Czarna, stara studnia, głęboka na dziesięć tysięcy zhangów.

W głębi tej studni żyliśmy my – lud

A na dnie kobiety, tam, na samym dnie.

Nowe społeczeństwo jest zupełnie inne,

Jest jak jasne słońce o złotych promieniach,

Które oświetlają nasze chłopskie głowy.

Kobiety są wolne, są nareszcie wolne.

31

Na lekcji muzyki, prowadzonej przez Ji Jadeitowa Gałązkę, wykazałem się dobrą pamięcią i zdolnościami muzycznymi, przewyższając pod tym względem innych uczniów. Kiedy śpiewałem „A na dnie kobiety, tam, na samym dnie", za oknem z wierzbowych prętów zjawiła się moja matka, trzymając owiniętą w biały ręcznik butelkę z mlekiem.

– Jintong, twoje mleko! – nawoływała szeptem. – Jintong, napij się mleka!

Wołania matki i zapach mleka, co prawda, bardzo mnie rozpraszały, lecz gdy zbliżał się koniec lekcji, tylko ja umiałem bezbłędnie i czysto zaśpiewać Pieśń wyzwolenia kobiet. Spośród czterdziestu uczniów jedynie ja otrzymałem pochwałę Ji Jadeitowej Gałązki. Zapytała mnie o imię, po czym kazała mi wstać i zaśpiewać Pieśń wyzwolenia kobiet w całości. Gdy lekcja się skończyła, matka podała mi butelkę przez okno. Zawahałem się, lecz ona powiedziała:

– Pij szybko, synku. Świetnie się spisałeś, mama jest z ciebie dumna. W sali rozległy się chichoty.

– No pijże, dziecko, czego się wstydzisz? – ponagliła matka. Podeszła do nas Ji Jadeitowa Gałązka, rozsiewając świeży zapach proszku do zębów. Z wdziękiem trzymając wskaźnik, przemówiła serdecznym tonem:

– Ach, to pani, cioteczko. Na przyszłość bardzo bym prosiła nie zakłócać lekcji, dobrze?

Matka była onieśmielona. Zajrzała do klasy i rzekła z szacunkiem:

– Pani profesor, to mój jedyny syn. Od urodzenia ma pewien problem: nie może jeść żadnego zwykłego pożywienia. Kiedy był mały, pił moje mleko, teraz żywi się mlekiem kozim. Dziś rano koza dała mało mleka i syn nie mógł się najeść – obawiałam się, że to nie wystarczy mu do wieczora… – wyjaśniła matka.

Ji Jadeitowa Gałązka uśmiechnęła się, spojrzała na mnie i powiedziała:

– Bierz, nie pozwól matce tak stać i czekać.

Zarumieniłem się i wziąłem butelkę.

– Tak nie może być zawsze – zwróciła się do matki. – Musi nauczyć się normalnie jeść. Kiedy urośnie, pójdzie do szkoły średniej, a potem na studia. Nie będzie chyba prowadzał ze sobą kozy?

Zapewne wyobraziła sobie rosłego studenta, wchodzącego do sali wykładowej razem z kozą. Zaśmiała się, lecz jej śmiech był szczery, bez cienia szyderstwa.

– Ile ma lat? – spytała.

– Trzynaście. Urodził się w Roku Królika – odrzekła matka. – Niepokoję się o niego. Cokolwiek zje, od razu zrzuca. Brzuch boli go tak bardzo, że cały oblewa się potem, wygląda strasznie…

– Wystarczy, mamo! – przerwałem jej z niezadowoleniem. – Już nic więcej nie mów! I zabierz to mleko! – oddałem jej butelkę.

Ji Jadeitowa Gałązka pieszczotliwie chwyciła mnie palcami za ucho.

– Uczniu Shangguan, nie bądź taki. Nie martw się, stopniowo pozbędziesz się tego nawyku. A teraz wypij.

Odwróciłem się i zobaczyłem lśniące w mroku spojrzenia. Było mi wstyd.

– A wy zapamiętajcie sobie, nie wolno żartować z cudzych słabości! – rzekła nauczycielka do klasy, po czym wyszła.

Stojąc twarzą do ściany, wypiłem mleko najszybciej, jak potrafiłem i oddałem butelkę matce.

– Nie przychodź tu więcej, mamo – powtórzyłem.

W czasie przerwy obaj rozrabiacy, Wu Deszczowa Chmura i Ding Jingou, siedzieli grzecznie w ławkach z zastygłymi twarzami. Gruby Fang Shuzai zdjął pasek od spodni, wszedł na ławkę i przełożył go przez krokiew, rozpoczynając zabawę w powieszonego. Naśladując cienki głosik wdowy, zapłakał:

– Psie Drugi, Psie Drugi, jakiż jesteś okrutny! Wyciągając przed siebie ramiona, powracasz do Zachodniej Krainy. Zostawiasz swoją kobietę, która od tej chwili noc w noc będzie spać samotnie! Robak toczy moje serce, muszę się powiesić. Spotkamy się przy Żółtych Źródłach!

Tak długo płakał i lamentował, aż po jego pulchnych jak u prosiaka policzkach rzeczywiście popłynęły strużki łez, a to, co ciekło mu z nosa, wpływało do ust.

– Nie mogę tak dłużej żyć! – zaszlochał, stanął na czubkach palców i założył sobie na szyję pętlę zrobioną z paska. Trzymając ją oburącz, podskoczył i krzyknął:

– Nie mogę tak dłużej żyć! Podskoczył jeszcze raz.

– Kończę ze sobą!

W klasie rozległ się dziwny chichot. Wu Deszczowa Chmura, wciąż nadąsany, oparł się o swoje biurko i jak koń wyrzucił nogę w powietrze, kopiąc w biurko Fanga Shuzaia, którego tłuste ciało nagle zawisło w pustce. Chłopak wrzasnął i oburącz chwycił rozpaczliwie pas, wymachując krótkimi nóżkami w powietrzu. Machał nimi, coraz wolniej i wolniej… W końcu posiniał na twarzy; piana wystąpiła mu na usta, z których wydobyło się nieartykułowane rzężenie wisielca.

– On umarł! – Kilku malców, krzycząc z przerażenia, wybiegło z klasy. Na podwórzu przestępowali z nogi na nogę, wciąż krzycząc: – Umarł! Fang Shuzai powiesił się i umarł!

Ręce Fanga Shuzaia zwisły bezwładnie, nogi przestały się poruszać, krępe ciało wyciągnęło się na sporą długość. Głośne pierdnięcie wypełzło mu z nogawki niczym wąż. Uczniowie biegali bezładnie po podwórku, z gabinetu wybiegła Ji Jadeitowa Gałązka w towarzystwie kilku mężczyzn; nie wiedziałem, jak się nazywają ani jakich przedmiotów uczą.

– Kto umarł? Kto umarł? – dopytywali się, pędząc w kierunku klasy.

Na szkolnym podwórku leżało mnóstwo nieuprzątniętych pozostałości po budowie, które musieli omijać po drodze. Prowadziła ich grupa podnieconych i przerażonych uczniów, którzy od częstego odwracania głowy potykali się i wpadali na siebie nawzajem. Ji Jadeitowa Gałązka, która skakała rączo jak sarna, w ciągu paru sekund wbiegła do klasy. Znalazłszy się nagle w ciemnym pomieszczeniu, wyglądała na zagubioną.

– Gdzie?… – krzyknęła.

Ciało Fanga Shuzaia upadło ciężko na ziemię jak tusza zarżniętej świni. Jego pasek z czarnej tkaniny zerwał się.

Ji Jadeitowa Gałązka kucnęła, złapała go za ramiona i odwróciła twarzą do góry. Zauważyłem, że marszczy brwi i układa usta w dzióbek, zasłaniając nozdrza. Fang Shuzai śmierdział odrażająco. Kobieta ręką dotknęła dziurki jego nosa, po czym z zawziętym wyrazem twarzy uszczypnęła paznokciami miejsce między nosem a górną wargą. Ręka Fanga Shuzaia uniosła się, jakby chciała odciągnąć jej dłoń. Jadeitowa Gałązka wstała, zmarszczyła czoło i kopnęła go.

– Wstawaj! – krzyknęła. – Kto przewrócił tę ławkę?! – spytała surowo i stanęła na podium z surową miną.

– Nie widziałem.

– Nie widziałem.

– Ja też nie widziałem.

– A kto widział? Albo kto przewrócił ławkę? Może choć raz okażecie trochę odwagi?!

Wszyscy zwiesili nisko głowy. Fang Shuzai łkał.

– Zamknij się! – Huknęła pięścią w stół. – Tak ci pilno do umierania? To całkiem łatwe! Czekaj, zaraz ci pokażę parę dobrych metod! Nie wierzę, że żaden z was nie widział, kto kopnął ławkę. Shangguan Jintong, ty jesteś uczciwym chłopcem, powiedz mi.

Zwiesiłem głowę.

– Podnieś głowę i spójrz mi w oczy. Wiem, że się boisz, ale możesz liczyć na moje poparcie. Nie masz się czego bać.

Podniosłem głowę i spojrzałem w tę rewolucyjną twarz o pięknych oczach, myśląc o świeżym zapachu proszku do zębów i zanurzyłem się w odczuciach, które przypominały jesienny wiatr.

– Jestem przekonana, że dysponujesz tym rodzajem odwagi, który pozwala ujawniać sprawców złych czynów. Jest to zaleta, którą powinien posiadać każdy młody człowiek w nowych Chinach – wyrecytowała.

Zwróciłem głowę nieznacznie w lewo i napotkałem groźny wzrok Wu Deszczowej Chmury. Moja głowa opadła nisko z powrotem.

– Wu Deszczowa Chmuro, wstań – poleciła spokojnie.

– To nie ja! – krzyknął Wu. Nauczycielka uśmiechnęła się.

– Czemu się tak denerwujesz? Czemu krzyczysz?

– To nie byłem ja… – wymamrotał Wu Deszczowa Chmura, stukając paznokciem w ławkę.

– Wu Deszczowa Chmuro, przyzwoity człowiek bierze odpowiedzialność za swoje czyny – powiedziała Jadeitowa Gałązka.

Wu nagle przestał stukać w ławkę i powoli podniósł głowę; na jego twarzy pojawiła się wrogość. Rzucił książkę na podłogę, zawinął tabliczkę i pędzelek w niebieską szmatkę, wsadził je pod pachę i rzekł pogardliwie:

– A jeśli przewróciłem tę ławkę, to co z tego? Nie mam ochoty chodzić do tej pieprzonej szkoły! Nigdy nie miałem ochoty, to wy mnie do tego namówiliście!

Pomaszerował dumnie w kierunku drzwi. Był bardzo wysoki i grubokościsty – modelowy przykład nieokrzesanego, popędliwego mężczyzny. Ji Jadeitowa Gałązka stanęła w drzwiach, zastępując mu drogę.

– Puść mnie – powiedział. – Tego już za wiele!

– Zamierzam ci pokazać, degeneracie – kopnęła go błyskawicznie w kolano prawą stopą – że jeśli coś przeskrobiesz, łobuzie – Wu Deszczowa Chmura z jękiem osunął się na podłogę – to spotka cię za to kara!

Wu Deszczowa Chmura wyjął spod ręki tabliczkę i rzucił nią w Ji Jadeitową Gałązkę. Tabliczka uderzyła ją w klatkę piersiową. Nauczycielka jęknęła, chwytając ręką stłuczoną pierś. Wu wstał.

– Myślisz, że się ciebie boję? – wypalił tonem bezczelnym, lecz podszytym strachem. – Jestem rolnikiem dzierżawcą od trzech pokoleń. Moje ciotki, wujowie, dziadkowie i babki – wszyscy są biednymi chłopami! Moja matka urodziła mnie przy drodze, gdzie żebrała!

– Nie mam najmniejszej ochoty brudzić sobie rąk o takiego wyłysiałego psa jak ty – rzekła Ji, splotła dłonie i wygięła palce, strzelając kostkami. – Ale czy jesteś biednym chłopem od trzech, czy od trzynastu pokoleń, ja i tak zamierzam dać ci nauczkę!

Wymierzyła mu błyskawiczny cios pięścią w policzek. Wu wrzasnął i zachwiał się; następny, jeszcze mocniejszy cios trafił go w żebra, zaraz po nim nastąpiło kopnięcie w kostkę. Wu Deszczowa Chmura runął na ziemię i rozpłakał się jak dzieciak. Ji Jadeitowa Gałązka złapała go za szyję i podniosła, patrząc z uśmiechem w jego paskudną twarz, okręciła się razem z nim, przyłożyła mu kolanem w brzuch i wypchnęła chłopaka na zewnątrz. Wu Deszczowa Chmura padł na wznak na stertę cegieł.

– Ogłaszam, że zostałeś wydalony ze szkoły – oznajmiła nauczycielka.

1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)