Szpital kosmiczny
- Автор: Уайт Джеймс
- Серия: szpital kosmiczny #1
- Год: 2002
- Язык: польский
- Переводчик: Wiktor Bukato
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Szpital kosmiczny». Краткое содержание книги:
— Miał pan — powiedział major. Zatrzymał się na chwilę, by uciszyć Caxtona, który protestując, zerwał się na równe nogi, a potem mówił dalej: — Tu dochodzimy do młodego Hudlarianina. Najwyraźniej złapał on jedną z tych łagodnych, lecz rzadkich chorób, które z powodzeniem można leczyć tylko na rodzinnej planecie. — Uśmiechnął się nagle. — Przynajmniej myślano tak jeszcze kilka godzin temu. W tej chwili nasi hudlariańscy przyjaciele twierdzą, że zaczął już pan właściwe leczenie, a im pozostaje tylko zaczekać parę dni i malec będzie zdrów jak ryba. Ale na pana są wściekli, O’Mara. Mówią, że skonstruował pan specjalne urządzenie do poklepywania i uciszania malca i że korzystał pan z niego znacznie częściej, niż potrzeba. Dziecko zostało bezwstydnie przekarmione i rozpieszczone do tego stopnia, że obecnie znacznie bardziej woli przebywać w towarzystwie ludzi niż przedstawicieli własnej rasy…
Nagle Caxton rąbnął pięścią w biurko.
— Chyba nie ma pan zamiaru puścić mu tego płazem! — krzyknął purpurowy na twarzy. — Waring czasem nie wie, co mówi…
— Panie Caxton — powiedział ostro Kontroler — wszystkie dowody wskazują, że postępowanie pana O’Mary, zarówno w czasie wypadku, jak i podczas późniejszej opieki nad małym, było nienaganne. Mam jeszcze jedną sprawę tylko do niego, zechcą więc obaj panowie wyjść…
Kierownik wypadł przez drzwi jak burza, za nim, nieco spokojniej, podążył Waring. W progu operator obrócił się, posłał O’Marze cztery słowa, z których tylko jedno było cenzuralne, uśmiechnął się nagle i wyszedł. Major westchnął.
— O’Mara — powiedział surowo — znowu jest pan bez pracy. Choć z zasady nie udzielam rad, o które mnie nie proszono, chciałbym panu przypomnieć o paru sprawach. Za kilka tygodni zacznie tu napływać personel medyczny i techniczny Szpitala, składający się z przedstawicieli praktycznie wszystkich znanych ras galaktyki. Do mnie należeć będzie rozmieszczenie ich i zapobieganie tarciom, tak by w końcu utworzyli zgrany zespół. Nie powstały jeszcze żadne podręczniki opisujące takie zagadnienia, ale wysyłając mnie tutaj, moi zwierzchnicy uprzedzali, że zadanie będzie wymagało dobrego psychologa, praktyka, który ma dość zdrowego rozsądku i nie przestraszy się skalkulowanego ryzyka. Wydaje mi się, że dwóch takich psychologów wypełni to zadanie jeszcze lepiej…
O’Mara słuchał oczywiście Kontrolera, ale myślami był przy uśmiechu, którym obdarzył go Waring. Teraz wiedział już, że zarówno mały FROB, jak i Waring zostali uratowani. W tym radosnym stanie ducha nie potrafiłby nikomu odmówić. Najwyraźniej jednak major opacznie zrozumiał jego roztargnienie.
— Cholera jasna, przecież proponuję panu pracę! Pan się do tego doskonale nadaje, czy pan tego nie rozumie? To jest Szpital, człowieku, a pan właśnie wyleczył naszego pierwszego pacjenta!
2. SZPITAL
I
Światła Szpitala Głównego w Sektorze Dwunastym połyskiwały na tle mglistej poświaty gwiazd niczym olbrzymia, nieco zniekształcona choinka. Iluminatory dawały różnokolorowe światła: żółte, czerwonopomarańczowe, łagodnie zielone, wreszcie jaskrawoniebieskie. Niektóre miejsca były zupełnie ciemne: tam płyty metalu osłaniały te oddziały, w których oświetlenie było tak jaskrawe, że trzeba było przed nim chronić oczy pilotów przelatujących statków, albo też panowały takie ciemności i chłód, że nawet lśnienia odległych gwiazd nie dopuszczano do przebywających tam istot.
Dla przedstawicieli rasy Telfi znajdujących się na statku, który wychynął z nadprzestrzeni jakieś trzydzieści kilometrów od tej potężnej konstrukcji, owa oślepiająca feeria promieni świetlnych była zbyt nikła, by potrafiły ją dostrzec bez pomocy instrumentów. Telfi byli pożeraczami energii. Kadłub ich statku jarzył się pełgającą niebieską poświatą promieniotwórczą, jego wnętrze zaś wypełniało pole twardego promieniowania, co było normalne na jednostkach tej rasy. Jedynie w części rufowej sytuacja nie była normalna. Rdzeń reaktora siłowni leżał w kawałkach bliskich masie krytycznej rozrzucony po całej maszynowni napędu planetarnego i z tego powodu poziom promieniowania był tam zbyt wysoki nawet dla Telfi.
Intelekt zbiorowy, który był kapitanem statku, a jednocześnie jego załogą, włączył komunikator bliskiej łączności i przemówił staccato owym językiem bzyków i kląskań używanym przez Telfi do rozmów z tymi ciemnymi istotami, które nie są w stanie zespolić się ze wspólnotą Telfi.
— Mówi stuczłonowa wspólnota Telfi — powiedział powoli i wyraźnie. — Potrzebujemy pomocy, na pokładzie są zabici i ranni. Należymy do klasy VTXM, powtarzam, VTXM…
— Proszę o bliższe dane. Czy stan rannych jest groźny? — Głośnik komunikatora odezwał się językiem wspólnoty, gdy kapitan miał ponowić wezwanie.
Telfi podał szybko dane i czekał. Wokół i wewnątrz niego znajdowała się setka wyspecjalizowanych członów, które tworzyły jego zbiorowy umysł i ciało. Niektóre z członów były teraz ślepe i głuche, a może nawet martwe, i nie odbierały żadnych doznań zmysłowych, były też jednak inne, które emanowały tak silnym, rozdzierającym cierpieniem, że zbiorowy umysł Telfi zwijał się z bólu, targany współczuciem. Czy ten głos nigdy nie odpowie? — zastanawiał się. A jeśli odpowie, czy będzie mógł im pomóc?
— Nie możecie podejść do Szpitala bliżej niż na osiem kilometrów — powiedział nagle głos. — W przeciwnym razie wystąpi zagrożenie dla nieosłoniętych statków w sąsiedztwie, a także dla tych istot w Szpitalu, które mają niską tolerancję radioaktywności.
— Rozumiemy — oznajmił Telfi.
— Bardzo dobrze — odrzekł głos. — Musicie sobie również zdawać sprawę, że wasza rasa jest dla nas zbyt radioaktywna i nie możemy zająć się wami bezpośrednio. W waszym kierunku wysłano już zdalnie sterowane urządzenia, co zaś do ewakuacji, to znacznie ułatwiłoby ją przeniesienie rannych jak najbliżej największego luku statku. Jeśli nie da się tego zrobić, nie martwcie się: mamy urządzenia, które mogą przedostać się na pokład i zabrać rannych.
Na zakończenie głos oświadczył, że choć Szpital jest przekonany, że uda mu się udzielić pomocy pacjentom, jakiekolwiek dokładniejsze prognozy w chwili obecnej są niemożliwe.