Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 185
Перейти на страницу:

Pod pagodą stała maleńka pustelnicza chatka. Nie służyła medytacjom ani modłom – po prostu stała sobie obok świątyni. W powietrzu unosiła się subtelna woń kadzidła. Przed dużą kadzielnicą ustawiono spory drewniany kocioł, pełen czystego, nieskazitelnie białego śniegu, a za nim stołek – tron dla śnieżnego księcia. Usiadłem, przypominając sobie natychmiast o moim ostatnim, najbardziej ekscytującym zadaniu.

Mistrz Men podniósł cienką kotarę, zasłaniającą wnętrze pustelniczej chatki i wszedł do środka. Zakrył mi twarz płachtą białego jedwabiu. Już wcześniej pouczył mnie, że w czasie wypełniania tego obowiązku nie wolno mi podnosić zasłony. Wreszcie usłyszałem, że mistrz cicho opuszcza chatę. Pozostał mi tylko szmer własnego oddechu, bicie serca oraz skwierczenie palących się kadzideł. Z zewnątrz dochodziło skrzypienie ludzkich kroków na śniegu.

Rozległ się cichy odgłos kroków dziewczyny. Przez półprzejrzystą zasłonę dostrzegłem niewyraźny zarys jej dużej sylwetki i poczułem woń palonej świńskiej szczeciny. Najprawdopodobniej dziewczyna nie pochodziła z wioski Dalan, możliwe, że była z Piaszczystych Wzgórz – mieszkała tam rodzina trudniąca się wyrobem pędzli. Skądkolwiek przyszła, śnieżny książę miał obowiązek traktować wszystkich jednakowo. Zanurzyłem dłonie w kotle, by święty, czysty śnieg zmył z nich wszelkie zanieczyszczenia. Następnie uniosłem ręce i wyciągnąłem je przed siebie. Zgodnie ze zwyczajem, kobieta, która miała w nadchodzącym roku urodzić dziecko i chciała, by jej piersi były zawsze zdrowe i pełne mleka, powinna podnieść ubranie i obnażyć sutki na spotkanie z rękami śnieżnego księcia. I tak właśnie się stało: dwa ciepłe, miękkie kawały mięsa spoczęły w moich lodowatych dłoniach. Poczułem oszałamiający, ciepły prąd, który przechodził przez ręce i rozpływał się po całym moim ciele. Dziewczyna nie mogła powstrzymać przyśpieszonego oddechu. Jej piersi niczym dwa rozgrzane gołąbki przysiadły na chwilę w moich dłoniach, po czym odleciały.

Pierwsza para piersi zniknęła, ledwie zdążyłem jej dotknąć. Byłem trochę zawiedziony, lecz mimo to, wciąż pełen nadziei, zanurzyłem ręce w śniegu, by przywrócić im czystość i świętość. Czekałem z niecierpliwością na następną parę. Gdy nadejdzie, nie mogę pozwolić, by odleciała ot, tak. Kiedy pojawiły się kolejne piersi, chwyciłem je twardymi dłońmi. Były małe i delikatne, ani zbyt miękkie, ani zbyt twarde, przypominały bułeczki świeżo wyjęte z bambusowego koszyka do gotowania na parze. Nie widziałem ich, lecz byłem pewien, że są białe i lśniące. Ich brodawki przypominały dwa maleńkie grzybki. Ściskając je, w myślach powtarzałem modlitwę o wszystko, co najlepsze. Pierwsze ściśnięcie – obyś powiła tłuściutkie trojaczki. Drugie ściśnięcie – niech twoje mleko tryska jak woda ze źródełka. Trzecie ściśnięcie – niech twoje mleko będzie słodkie jak poranna rosa. Dziewczyna cicho jęknęła i cofnęła się. Byłem rozczarowany, smutny i zawstydzony. Chcąc wymierzyć sobie karę, włożyłem ręce w śnieg tak głęboko, że palcami dotknąłem gładkiego dna, i wyjąłem je dopiero wtedy, gdy straciłem czucie aż do połowy ramion. Śnieżny książę ponownie uniósł swoje czyste ręce w geście błogosławieństwa dla wszystkich kobiet Północno-Wschodniego Gaomi. Byłem przygnębiony i zrezygnowany aż do chwili, gdy następna para piersi, rozkołysana i obwisła, wskoczyła mi w dłonie. Dotykałem ich, a one gdakały jak niespokojne kury, pokrywając się gęsią skórką. Ująłem między palce duże, zmęczone brodawki i po chwili cofnąłem dłonie. Oddech kobiety, który miał woń rdzy, przeniknął przez zasłonę. Śnieżny książę wszystkich traktuje jednakowo. Niech się spełnią twoje życzenia: jeśli chcesz syna, powij syna, jeśli chcesz córkę, powij córkę, jeśli chcesz mieć mnóstwo mleka – miej mnóstwo mleka. Twoje piersi będą zdrowe, lecz jeśli pragniesz odzyskać młodość, śnieżny książę nie może ci w tym dopomóc.

Czwarta para piersi przypominała przepiórki o brązowych piórkach, twardych dziobach, krótkich, grubych szyjach i wybuchowych charakterach. Podziobały mi wnętrza dłoni.

Piąta para piersi miała w sobie gniazda os, które za moim dotknięciem wypełniły się bzyczeniem. Osy obijały się o ścianki gniazd, rozgrzewały je, łaskocząc mnie w dłonie. Podarowałem im całe mnóstwo dobrych życzeń.

Tego dnia dotykałem około stu dwudziestu par piersi. Doznawałem najróżniejszych odczuć i wrażeń, które nakładały się na siebie, warstwa po warstwie, niczym przewracane kolejno karty książki. Wszystkie te wyraźne, czyste doznania zostały jednak zmącone przez pewnego jednorożca. Spowodował on wielkie trzęsienie ziemi w skarbcu mojej pamięci, ryjąc ją niczym nosorożec, niczym dziki bawół, który wdarł się do mojego warzywnego ogródka.

Wyciągnąłem przed siebie ręce, napuchnięte i przez to niemal pozbawione czucia, i czekałem na następną parę piersi, by wypełnić po raz kolejny obowiązek śnieżnego księcia. Piersi nie zjawiały się, lecz usłyszałem znajomy chichot. Rumiane policzki, czerwone wargi, czarne oczy jak paciorki… była to Stara Jin. Stanęła mi przed oczyma jej młoda, uwodzicielska twarz.

Gdy lewą ręką dotknąłem jej lewej, pełnej piersi, prawa trafiła w pustkę – miałem już dowód, że to rzeczywiście ona. Pociągająca wdowa, właścicielka sklepiku z olejem sezamowym, której o mało nie rozstrzelano podczas wiecu walki klas, poślubiła potem najbiedniejszego mężczyznę w wiosce, bezdomnego, bez kawałka ziemi – żebraka Jednookiego Fanga Jina, stając się dzięki temu żoną biednego chłopa. Jej mąż miał jedno oko, ona miała jedną pierś – jakby Niebiosa przeznaczyły ich dla siebie. Stara Jin wcale nie była stara, a o jej wyjątkowym stylu uprawiania miłości krążyły opowieści wśród mężczyzn w wiosce; od czasu do czasu dochodziły one także i do moich uszu, lecz niewiele z tego rozumiałem. Dotknąłem jej piersi lewą ręką, a ona swoją lewą ręką chwyciła i przyciągnęła także moją prawą dłoń. Objąłem wyjątkowo obfitą pierś, poczułem spory ciężar. Stara Jin prowadziła moje dłonie, a ja badałem jej skórę, cal po calu. Pierś była samotnym szczytem, wznoszącym się po prawej stronie klatki piersiowej kobiety. Górna połowa okazała się łagodnym zboczem, dolna – nieco obwisłą półkulą. Spośród wszystkich piersi, jakich dotykałem, ta miała najwyższą temperaturę – gorąca jak kogut chory na ospę, niemal iskrzyła. Gładka i śliska, byłaby jeszcze bardziej śliska, gdyby nie jej wysoka temperatura. Dolna, obwisła półkula przypominała kształtem brzuch przewróconego dzbana na wino; na szczycie sterczała lekko zadarta do góry brodawka, to miękka, to twarda niczym gumowy pocisk. Pozostawiła mi na dłoni kilka kropel chłodnej cieczy. Nagle przypomniałem sobie słowa pewnego handlarza jedwabiu, zasłyszane przy straganie z sandałami. Mały człowieczek twierdził, że Stara Jin jest jak papaja – za każdym dotknięciem sączy się z niej biały płyn. Czy to pierś Starej Jin była papają? Co prawda, nigdy w życiu nie widziałem papai, ale wyobrażałem sobie, że owoce te są raczej paskudne i mają w sobie coś demonicznego. Pierś Starej Jin wytrąciła mnie z normalnego trybu wykonywania obowiązków śnieżnego księcia. Moje dłonie były jak gąbki, w które wsiąkało jej ciepło; ona także wyraźnie czerpała dużą przyjemność z mojego dotyku. Postękując jak prosię, objęła moją głowę; rozgrzana pierś parzyła mnie w policzek. Usłyszałem szept:

1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)