Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Остросюжетные любовные романы » Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]

Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:

Po ciężkich przeżyciach skrzypaczka Caroline Waverly szuka wytchnienia w miasteczku Innocence na amerykańskim Południu. Jednakże ten idylliczny z pozoru zakątek okaże się miejscem śmiertelnie niebezpiecznym – grasuje tu sadystyczny, nieuchwytny morderca kobiet. Do grona podejrzanych należy Tucker, miejscowy playboy, który zakocha się w Caroline. Skrzypaczkę porwie wir strasznych, tajemniczych wydarzeń…
1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 113
Перейти на страницу:

– Na dzisiaj na pewno. – Tucker odwrócił się i podszedł do Caroline, która tamowała krew płynącą Cyrowi z nosa.

– Uwielbiam festyny – powiedział. Ścisnął Cyra za ramię.

– Byłbym z nim walczył, panie Tucker.

– Postąpiłeś słusznie.

Caroline zmięła ze złością zakrwawione chusteczki.

– Mężczyźni! Uważacie, że wszystkie problemy da się rozwiązać przy użyciu pięści.

– A wy, kobiety, rozwiązujecie je przy pomocy języka. – Mrugnął do Cyra i przyciągnął Caroline, żeby ją pocałować. – Ja osobiście wolę się od nich wymigiwać. Ale ludzie są rozmaici.

– Święta prawda – powiedziała Josie, zatrzaskując torebkę. Miała w niej, oprócz innych kobiecych drobiazgów, śliczne lusterko w oprawie z masy perłowej. W tej chwili czuła niemal rozczarowanie, że nie ma pretekstu, by go użyć. Stała odwrócona plecami do Tuckera, któremu jeszcze nie wybaczyła.

– Cyr, złotko, jesteś bohaterem tegorocznego festynu z 'okazji święta niepodległości. – Pocałowała go w policzek i Cyr oblał się rumieńcem. – Krwawisz gdzieś, Jim?

– Nie, psze pani. Wylądowałem na pupie. – Otrzepywał się z kurzu, a ręce jeszcze drżały mu z podniecenia. – Załatwilibyśmy go z Cyrem.

– Pewnie. – Josie ścisnęła dwoma palcami biceps Jima i przewróciła oczami z podziwem. – Mamy tu dwóch młodych wojowników, Caroline. Zastanawiam się, czy moglibyście towarzyszyć mi do budy z lemoniadą.

Moja męska eskorta porzuciła mnie dla innej kobiety. – Ruchem głowy wskazała karuzelę, gdzie Teddy i kuzynka Lulu odwirowywali trzecią kolejkę. – Mężczyźni są tacy zmienni. Jim wypiął pierś.

– Pójdziemy z panią, panno Josie. No nie, Cyr?

– Mogę, panie Tucker?

– Możesz. – Przesunął wolno dłonią po głowie Cyra. – Wszystko w porządku, Cyr.

Cyr wziął głęboki oddech i wolno wypuścił powietrze.

– Wiem, panie Tucker. Nie uciekłem. I już nigdy nie będę uciekał przed nikim.

Tucker opuścił rękę na ramię Cyra. Jaka to wielka strata, pomyślał, że młodość i jej prostota zostały tak prędko i bezpowrotnie zniszczone.

– Obchodzić z daleka to nie to samo, co uciekać, Cyr. Trzymając się z dala od Vernona, nie przekreślisz tego, co uczyniłeś dzisiaj. A oszczędzisz swojej mamie zgryzoty. Pomyśl o tym.

– Pomyślę, panie Tucker.

– Idź z Josie. – Patrzył za nimi z pewnym żalem i domieszką czegoś jeszcze. Podejrzliwości.

– Pójdę już chyba – odezwał się Dwayne, mrużąc oczy przed wirującymi światłami.

– Trafisz do domu?

– Nie wypiłem dużo, a to, co wypiłem, wyrzygałem. – Dwayne uśmiechnął się blado. – Nigdy nie miałem głowy do tych wirujących siodełek.

– Żołądka też nie – zgodził się Tucker. – Chorujesz rok w rok.

– Nie chcę zrywać z tradycją. Przywiozłem tu Delię i kuzynkę Lulu, ale nie sądzę, żeby były gotowe do odwrotu.

– Przywieziemy je z Caro do domu.

– A więc wszystko gra. Dobranoc, Caroline. – Odwrócił się i odszedł poza granicę światła i muzyki, w cień. Tucker miał wielką ochotę za nim zawołać. Nie chciał, żeby jego brat odchodził samotnie. Ale Dwayne zniknął i chwila minęła.

– No cóż – powiedziała Caroline, wrzucając zakrwawione chusteczki do kosza na śmieci. – Potrafisz zapewnić kobiecie interesujący wieczór.

– Robię, co mogę. – Usłyszał nutę napięcia w jej głosie. – Jesteś zdenerwowana?

– Zdenerwowana?! – powtórzyła. – Można to tak nazwać. Denerwuje mnie, że ten chłopiec musi walczyć z własnym bratem. Stracił siostrę i ojca, a reszta rodziny go nie akceptuje, ponieważ jest inny. Staje przed problemami i wyborami człowieka dorosłego, choć jest jeszcze dzieckiem.

Tucker obrócił ją ku sobie.

– O kim mówisz, Caro? O sobie czy o Cyrze?

– To nie ma nic wspólnego ze mną.

– Zdaje się, że patrzysz na niego, a widzisz siebie, borykającą się z czymś, czego nie da się zwalczyć pięściami.

– Nie walczyłam w ogóle.

– Zaczęłaś później, i w inny sposób. – Stali przez chwilę w milczeniu, patrząc na światła i ludzi. – Chcesz pogodzić się z matką.

– To nie…

– Chcesz pogodzić się z matką – powtórzył z naciskiem, tonem, który kazał jej zaniechać dyskusji. – Wiem, co mówię. Nigdy nie doszedłem do ładu z ojcem. Nigdy nie powiedziałem mu, co myślę, czuję, czego pragnę. Nie wiedziałem, czy to go w ogóle obchodzi. I nadal nie wiem, a to dlatego, że nigdy nie powiedziałem mu tego w twarz.

– Ona wie, co ja czuję.

– Bardzo dobrze, masz więc punkt oparcia. Nie chcę widzieć cię smutnej, Caroline. I wiem, co to znaczy rodzina.

– Pomyślę o tym. – Odchyliła głowę, żeby zobaczyć jego twarz. Patrzył w jakieś miejsce ponad główną aleją, w światła. Zaniepokoił ją wyraz jego oczu. – O czym myślisz?

– O rodzinie – wyszeptał – O dziedziczności. – Uśmiechnął się z wysiłkiem, ale chłodny błysk w jego oczach nie zniknął. – Chodźmy wreszcie na tę karuzelę.

Poprowadził ją w tłum i gwar. Ale ta myśl ciągle zaprzątała mu głowę. Jeżeli Austin potrafił zabić, może syn Austina potrafi to również. Może Vernon ma zabijanie w genach.

Kiedy zaczęli opadać w dół. Tucker ogarnął Caroline ramieniem.

Jedno było pewne. Pośród śmiechu i świateł festynu czaił się morderca.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY

Na piecyku jest kawa, Tuck. – Burke ziewał nad talerzem płatków kukurydzianych. – Nie widziałem cię na nogach tak rano od dwudziestu lat.

– Chciałem złapać cię w domu, zanim zabarykadujesz się w swoim biurze.

– Moim biurze – powtórzył Burke sarkastycznie i podstawił pusty kubek. – Masz na myśli biuro Burnsa. Od trzech dni mój tyłek nie miał kontaktu z moim krzesłem.

– Doszedł do czegoś czy robi szum?

– Odwala więcej papierkowej roboty niż Narodowy Bank Angielski. Faksy, przesyłki superekspresowe, konferencje telefoniczne z Waszyngtonem. Zrobiliśmy sobie tablicę korkową ze zdjęciami wszystkich ofiar, miejscem i czasem śmierci. Mamy odnośniki do sprawy i odnośniki do odnośników. Tucker usiadł przy stole.

– Nic mi nie mówisz, Burke.

Burke napotkał wzrok Tuckera. – Niewiele mogę ci powiedzieć. Mamy listę podejrzanych. Tucker skinął głową i siorbnął gorącej kawy. – Ciągle na niej jestem? – Masz alibi na Eddę Lou. – Burke nabrał łyżką płatków, zawahał się odłożył ją z powrotem na talerz. – Zdajesz sobie chyba sprawę, że Burns cię nie lubi. Nie bardzo wierzy w to, że grałeś z siostrą w karty przez pół nocy.

– Jakoś nie bardzo się tym martwię.

– A powinieneś – Burke urwał słysząc ruch w salonie. Chwilę później z telewizji popłynęły melodie Looney Tunes. – Ósma – powiedział z uśmiechem. – Ten dzieciak chodzi jak w zegarku. Coś ci powiem, Tuck. Burns z największą przyjemnością zwaliłby to wszystko na ciebie. Nie zrobi nic nielegalnego, ale jeżeli znajdzie sposób, żeby cię w to wrobić, to cię wrobi.

– Zwykła niezgodność charakterów – powiedział Tucker z bladym uśmiechem. – Ustaliliście czas śmierci Darleen?

– Między dziewiątą wieczorem a północą.

– Skoro byłem z Caroline od dziewiątej do rana, można mnie chyba wykluczyć.

– Przy seryjnych morderstwach nie jest to tylko kwestia motywu i sposobności. Burns ma lekarza od czubków, który wypracował mu profil psychologiczny. Szukamy kogoś z urazem do kobiet – zwłaszcza kobiet szafujących swymi wdziękami. Kogoś, kto znał ofiary na tyle, by się z nimi umówić.

Płatki zrobiły się papkowate. Burke jadł je bardziej przez rozsądek niż dla przyjemności.

1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)