Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
I wstali z martwych… - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

I wstali z martwych…

Электронная книга - «I wstali z martwych…». Краткое содержание книги:

Czy buk mo?e wyrosn?? w ci?gu jednej nocy? Owszem. W ogrodzie ?piewaczki Zofii Simeonidis w Pary?u. Tyle ?e odt?d kobieta nie mo?e zmru?y? oka, po nocach my?l?c o tym drzewie. A potem znika, co wcale nie dziwi jej m??a. Mateusz, Marek i ?ukasz, trzej s?siedzi Zofii, wspomagani przez by?ego policjanta – inspektora Vandooslera, pr?buj? rozwik?a? zagadk? pojawienia si? drzewa w ogrodzie i znikni?cia swojej s?siadki. Odkrywaj? prawdziwe korzenie drzewa, kt?re liczy pi?tna?cie lat oraz ocieka nienawi?ci? i zazdro?ci?.
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 61
Перейти на страницу:

Przesunął się, żeby ustawić kosz w cieniu, i równocześnie zbliżył się do frontu wschodniego. Dlaczego, do stu diabłów, jego myśli znowu musiały pobiec tym torem? Miał przecież po prostu czatować na sąsiadkę z lewej i przygotować ryby dla trzech robotników, którzy kopali rów. Szkody? No i co z tego? Do jasnej cholery, nie on jeden w tym celował. Oczywiście, czasami zachowywał się jak słoń w sklepie z porcelaną. Zwłaszcza wobec niej i bliźniąt, które opuścił pewnego dnia, niewiele myśląc. Bliźnięta miały wtedy po trzy lata. A przecież zależało mu na Łucji. Kiedyś powiedział nawet, że zawsze będzie przy niej. Ale wyszło inaczej. Stojąc na dworcowym peronie, patrzył, jak odchodzą. Vandoosler westchnął. Z wolna uniósł głowę, odrzucił włosy do tyłu. Teraz dzieciaki miały już po dwadzieścia cztery lata. Gdzie się podziewały? Spieprzył to. Co za głupota! Blisko, daleko? A ona? Nie warto się zastanawiać. To nieważne. Bez znaczenia. Miłość można znaleźć na każdym kroku, każda jest taka sama, wystarczy się pochylić, aby ją mieć. I tyle. To drobiazg. To kłamstwo, że jedna jest lepsza, inna gorsza, bzdura. Vandoosler wstał, podniósł kosz i zbliżył się do ogrodu sąsiadki z frontu wschodniego, Julii. Nadal nikogo tam nie było. A gdyby tak zapuścić się dalej? Z uzyskanych przez niego informacji wynikało, że Julia prowadziła restaurację Le Tonneau zaledwie dwie ulice dalej. Vandoosler doskonale wiedział, jak przyrządzić rybę, ale przecież prośba o podanie przepisu nic nie kosztowała. Nic nie ryzykował.

X

Trzej kopacze rowu byli tak wyczerpani, że nawet nie zauważyli, że jedzą rybę kupioną w barze.

– Nic! – powiedział Marek, napełniając szklankę. – Zupełnie nic! Nie do wiary. Właśnie zasypujemy ten rów. Do wieczora skończymy.

– A czego się spodziewałeś? – mruknął Mateusz. – Zwłok? Naprawdę tego się spodziewałeś?

– Prawdę mówiąc, im dłużej nad tym rozmyślałem…

– Lepiej nie rozmyślaj zbyt długo. I tak sporo myślimy, wcale tego nie chcąc. Pod tym drzewem nic nie leży, koniec kropka.

– Czy to pewne? – zapytał głuchym głosem Vandoosler.

Marek uniósł głowę. Dobrze znał ten głuchy głos. Kiedy chrzestny mówił w ten sposób, głęboko nad czymś myślał.

– Pewne – odparł Mateusz. – Ten, kto sadził drzewo, nie kopał głęboko. Warstwy ziemi na poziomie siedemdziesięciu centymetrów były nienaruszone. Jest tam usypisko z końca osiemnastego wieku, czyli z okresu budowy domu.

Mateusz wyjął z kieszeni fragment fajki z glinki, której nie oczyścił jeszcze z ziemi. Położył ją na stole. Pochodziła z końca osiemnastego wieku.

– Proszę – powiedział. – Oto i coś dla znawców. Zofia Simeonidis będzie mogła spać spokojnie. A jej mąż nawet się nie skrzywił, kiedy oznajmiliśmy, że będziemy kopali w jego ogrodzie. To spokojny facet.

– Być może – mruknął Vandoosler. – Jednak wciąż nie wiadomo, skąd wzięło się drzewo.

– Właśnie – zgodził się z nim Marek. – Wciąż tego nie wiemy.

– Do diabła z drzewem – rzekł Łukasz. – Pewnie chodzi o jakiś zakład albo coś w tym rodzaju. Dostaliśmy trzydzieści tysięcy franków i wszyscy są zadowoleni. Zasypiemy rów i o dziewiątej wieczorem pójdziemy spać. Wycofujemy się na tyły. Padam z nóg.

– Nie – sprzeciwił się Vandoosler. – Dziś wieczorem wychodzimy.

– Komisarzu – włączył się do rozmowy Mateusz. – Łukasz ma rację, jesteśmy wykończeni. Jeśli pan chce, może pan wyjść, ale my kładziemy się spać.

– Musicie zdobyć się na ten wysiłek, święty Mateuszu.

– Do diabła, nie jestem żadnym świętym Mateuszem!

– Wiem o tym. – Vandoosler wzruszył ramionami. – Ale jakie to ma znaczenie? Mateusz czy święty Mateusz, Łukasz czy święty Łukasz… na jedno wychodzi. A mnie to bawi. Starzec żyjący pośród ewangelistów… A gdzie się podział ten czwarty, co? Nie ma go! To zupełnie jak… Wóz na trzech kołach, ciągnięty przez trzy konie. Naprawdę zabawna historia.

– Zabawna? Bo z takiego wozu można wpaść do rowu? – zapytał z irytacją Marek.

– Nie – odparł Vandoosler. – Dlatego że nigdy nie dojedziesz nim tam, dokąd zmierzasz i powinieneś. Taki pojazd jest nieprzewidywalny, i tyle. I to jest zabawne. Prawda, święty Mateuszu?

– Skoro pan się upiera. – Mateusz westchnął, zaciskając dłonie. – Zresztą w ten sposób nie da się mnie przeanielić.

– O przepraszam – podchwycił Vandoosler – ale ewangelista nie ma nic wspólnego z aniołem. Dajmy temu spokój. Dziś wieczorem sąsiadka urządza przyjęcie. Ta ze Wschodu. Podobno często robi takie rzeczy. Jest gościnna i lubi się bawić. Przyjąłem zaproszenie. Powiedziałem, że przyjdziemy wszyscy czterej.

– Sąsiedzkie przyjęcie? – Łukasz wzruszył ramionami. – Nie ma mowy. Papierowe kubki, kwaśne białe wino, jednorazowe talerze pełne słonych paskudztw. Ani myślę… Nawet tkwiąc po uszy w gównie, a właściwie przede wszystkim, kiedy tkwię po uszy w gównie, nie będę chodził na takie imprezy. Albo prawdziwe, wystawne przyjęcie, albo nic. Gówno albo luksus, bez żadnych kompromisów, stanów pośrednich. Żadnego złotego środka. Wybierając złoty środek, zatracam się i to wprawia mnie w przygnębienie.

– Ona nie robi tego przyjęcia w domu – wyjaśnił Vandoosler. – Ma tu w pobliżu restaurację, Le Tonneau. Chciałaby postawić wam drinka. Co w tym złego? Julia ze Wschodu warta jest chwili uwagi, a jej brat pracuje w wydawnictwie. Może się kiedyś przydać. A poza tym będzie tam Zofia Simeonidis z mężem. Zawsze przychodzą do Julii. A ja mam ochotę przyjrzeć się sąsiadom.

– Zofia i ta druga przyjaźnią się?

– Bardzo.

– Przymierze Wschodu z Zachodem – powiedział Łukasz – zagraża nam schwytaniem w kleszcze, trzeba zakłócić ten układ. I mniejsza o kubki.

– Zastanowimy się nad tym wieczorem – powiedział Marek, którego zmienne zachcianki i dominacja wuja wyraźnie męczyły. Czego szukał stary Vandoosler? Pożywki dla znudzonego umysłu? Śledztwa? Śledztwo właśnie się skończyło i to jeszcze zanim naprawdę się zaczęło.

– Powiedzieliśmy ci przecież, że pod drzewem nic nie ma – podjął Marek. – Zapomnij o tym przyjęciu.

– To nie ma nic wspólnego – zaprotestował Vandoosler.

– Wybacz, ale dobrze wiesz, że ma. Chcesz dalej szukać. Byle czego i byle gdzie, żeby tylko móc szukać.

– Co z tego?

– To, że nie wymyśla się rzeczy i spraw, które nie istnieją, pod pozorem, że realne fakty są wątpliwe. Po prostu zasypiemy ten rów.

XI

Wbrew zapowiedziom o dziewiątej wieczorem Vandoosler zobaczył ewangelistów w Le Tonneau. Zasypali rów, przebrali się, uczesali i teraz pojawili się uśmiechnięci. „Skłonność do tyranii”, szepnął Łukasz, zbliżając się do komisarza. Julia przygotowała kolację na dwadzieścia pięć osób i zamknęła restaurację dla klientów z zewnątrz. W gruncie rzeczy był to udany wieczór, a Julia, która chodziła od stolika do stolika, powiedziała Vandooslerowi, że jego trzej siostrzeńcy są dość pociągający, on zaś przekazał im tę opinię, nieco ją ubarwiając. Dzięki temu Łukasz natychmiast zmienił poglądy na temat wszystkiego, co go otaczało. Marek był z natury łasy na komplementy, a Mateusz prawdopodobnie delektował się nimi w skrytości ducha.

1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 61
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)