Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
- Автор: Филдинг Хелен
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:
– Moja rodzina jest po części włoska, po części rumuńska i po części indiańska, z plemienia Czirokezów – wyjaśniła Kimberley.
– Olivia – przedstawiła się Olivia i wyciągnęła dłoń, czując się do szpiku kości angielska. – Więc jesteście tu przejazdem? W pracy?
– Nie – odparła nonszalancko Kimberley, podciągając dżinsy. – Pierre nas tu sprowadził na promocję.
– Miło z jego strony. Jest wspaniały, prawda?
– Owszem. Ty też jesteś aktorką? – Kimberley nagle stała się podejrzliwa. – Znasz go z Paryża?
– Skąd, nie umiałabym zagrać nawet samej siebie. Poznałam go dopiero wczoraj. Jestem dziennikarką.
– O. Mój. Boże. Z jakiego pisma?
– „Elan”.
– „Elan”. Tego brytyjskiego „Elan”? Powinnaś przyjechać do LA. Zadzwoń do nas. Mogłabyś coś o nas napisać.
– OK – zgodziła się i wyjęła z torebki notes z adresami, pilnując, by nikt nie zauważył zestawu umożliwiającego przetrwanie. – Podajcie mi numer.
Dziewczyny spojrzały na siebie.
– Cóż, w zasadzie w tej chwili nie mamy stałego adresu – powiedziała Demi.
– Ale możesz się z nami skontaktować przez Melissę. No wiesz, tę od PR Pierra.
– Albo możesz zadzwonić do nas do pracy, w Hiltonie.
Kimberley rozwścieczona zmierzyła Demi spojrzeniem.
– Pracujemy tam tylko chwilowo – warknęła. – Musimy coś robić w przerwach między przesłuchaniami i próbami.
– Oczywiście. Który to Hilton?
– Beverly Hilton? – podsunęła ochoczo Demi. – W Santa Monica i Wilshire? Tam, gdzie odbywają się Złote Globy?
W czasie Globów zwykle pracuję w damskiej toalecie. Coś niesamowitego: cztery stanowiska do makijażu, perfumy jakie chcesz. Wszystkie gwiazdy przychodzą poprawić makijaż: Nicole Kidman, Courtney Cox, Jennifer Connelly, każdej można się z bliska przyjrzeć.
„Och, na miłość boską. Osama Bin Laden, faktycznie. Toż to zwykły playboy”.
– Rany. Jaka jest Nicole Kidman? – spytała Olivia.
– O mój Boże – jęknęła tylko Demi, z ręką przytkniętą do serca.
– Tak naprawdę – Kimberley nachyliła się konspiracyjnie – będziemy grać w filmie, którego Pierre jest producentem. Na pewno o tym słyszałaś…
„…i do tego cyniczny playboy, który igra marzeniami niewinnych, młodziutkich niedoszłych gwiazdek”.
– Moje panie, czy mogę wam przeszkodzić?
Olivia odwróciła się. Podszedł do nich niewysoki, smagły mężczyzna w żółtej koszulce polo, spod której wystawały czarne włosy porastające mu pierś. Włosy, podobnie jak te na jego głowie, były skręcone niczym włosy łonowe. Mężczyzna rozsiewał wokół siebie obrzydliwy zapach ciężkich, słodkich perfum. Wyciągnął dłoń do Olivii, wzrokiem taksując jej biust
– Witaj, dziecinko. Alfonso Perez. A ty jesteś…
– Cześć, króliczku. Olivia Joules – odparła, wymownie spuszczając wzrok na jego krocze. – Poznałam Pierre'a Ferramo wczoraj, na promocji Devorée.
– Ach tak. I też jesteś aktorką? Może uda nam się znaleźć dla ciebie jakąś rolę? – Mówił z silnym akcentem, szczególnie dobitnie wymawiając „r”.
– Wielkie dzięki. Zagrać to ja nie potrafię nawet na trąbie.
– Bardzo śmieszne – powiedziała Kimberley.
Czemu Amerykanie zawsze mówią: „Bardzo śmieszne”? Powtarzają to, zamiast roześmiać się naprawdę, jak gdyby śmieszne rzeczy należało obserwować z daleka, broń Boże w nich uczestniczyć.
– Doprawdy, panno Joules? Nie chciałaby pani zostać aktorką? – To był Ferramo, który niezauważony przez nikogo właśnie do nich dołączył.
Demi i Kimberley jak jeden mąż wstrzymały oddech. Gapiły się z rozdziawionymi w niemym zachwycie, podkreślonymi konturówką wydatnymi ustami. Pierre Ferramo miał na sobie idealnie odprasowane błękitne dżinsy i miękki szary sweter z kaszmiru, pięknie uwydatniający jego szerokie bary. Olivia heroicznym wysiłkiem woli zapanowała nad oddechem i spojrzała w ciemne przenikliwe oczy. Ferramo uniósł wyczekująco brwi.
– Kiedyś próbowałam. Dostawałam różne role w rewii komediowej. Odbierano mi je po kolei, aż w końcu została mi do zagrania jedynie rola panny Guided, niemej pokojówki.
Niedoszłe gwiazdki i mały wyperfumowany człowieczek spoglądali na nią oszołomieni.
Przez twarz Ferrano przemknął cień rozbawienia.
– Wybaczycie nam? – zwrócił się do zebranych i ująwszy Olivię za łokieć, powiódł za sobą.
Gwiazdeczki aż się zagotowały, Olivia zaś walczyła z przepełniającymi jej duszę uczuciami złośliwej satysfakcji i wyższości rodem z placu zabaw, którymi to w każdych okolicznościach szczerze pogardzała. „Dziel i rządź”, przyszło jej na myśl. Ferramo wprowadzał podziały wśród swoich panienek, by tym lepiej sprawować nad nimi kontrolę.
Nadbiegł kelner z tacą pełną kieliszków szampana.
– Och nie, dziękuję – rzekła pospiesznie Olivia, widząc, iż Ferramo podaje jej kieliszek na smukłej nóżce.
– Ależ musi pani – powiedział. – To francuski. Najlepszy z możliwych.
Aha, a ty? Też jesteś francuski? Trudno było umiejscowić jego akcent.
– Non, merci - odparła. – Et vous? Vous êtes français”?
– Mais bien sûr- rzekł, spoglądając na niąz uznaniem. – Et je crois que vous parlez bien le français. Vous êtes, ou - je peux? - tu es une femme bien educatée.
„Byłoby miło. Zwłaszcza po Worksop Comprehensive”, pomyślała, w odpowiedzi jedynie uśmiechając się tajemniczo. Nie była pewna, czy educatée na pewno jest właściwym słowem po francusku. Będzie musiała to później sprawdzić.
Olivia miała ucho do języków, przekonała się też, że nawet kiedy któregoś nie znała, często rozumiała, co się do niej mówi. Choć nie rozumiała poszczególnych słów, zwykle udawało się jej odgadnąć, o co rozmówcy chodzi, w czym niejednokrotnie pomagała jej wrodzona wrażliwość na niuanse wypowiedzi. Był czas, gdy brak wykształcenia uniwersyteckiego napawał ją smutkiem, postanowiła więc nadrobić to własnym sumptem. Dzięki książkom i taśmom, a także częstym wyjazdom nauczyła się biegle władać francuskim, zadowalająco opanowała też hiszpański i niemiecki. Podstawy arabskiego zdobyła podczas parokrotnych pobytów w Sudanie i na muzułmańskich wyspach Zanzibar i Lamu. Niestety, jako dziennikarka zajmująca się sprawami mody i stylu niezbyt często miała okazję wykorzystać te jakże cenne umiejętności.
Szczodrze racząc się szampanem, Ferramo prowadził ją pomiędzy gośćmi, obojętny na wysiłek, jaki wkładali, by zwrócić jego uwagę. Olivia czuła się jak na premierze w towarzystwie gwiazdy. Śledziły ich wszystkie oczy, zwłaszcza te należące do wysokiej hinduskiej piękności.
– Nie da się ukryć, panno Joules, że w pani kraju francuski nie cieszy się zbytnią popularnością – powiedział, gdy wychodzili na taras.
– Delikatnie mówiąc – roześmiała się. – Sprzedajne, serożerne małpy, jak niegdyś określił Francuzów Homer Simpson. – Spojrzała na niego z filuternym uśmiechem, ciekawa, jak na to zareaguje.
Wsparł się o stylizowaną na okrętowy reling balustradę i odwzajemniając uśmiech, skinął, by stanęła koło niego.
– Ach, monsieur Simpson. Krynica wszelkiej ludzkiej mądrości. A pani? Czy pani zalicza się do tych z francuską sensibilité?
Stanęła obok, również wspierając się o balustradę, i spojrzała na morze. Wiatr wciąż nie ustawał. Od czasu do czasu zza poszarpanych, pędzących chmur wyzierał księżyc.
– Byłam przeciwna inwazji, jeśli o to pan pyta.