Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:

Ludzkość dąży uparcie i nieodwołalnie ku samozagładzie, robiąc wszystko, by zniszczyć Ziemię, dlatego Yves Kramer, inżynier specjalizujący się w podróżach kosmicznych, postanawia uciec na inną planetę, by tam zacząć wszystko od nowa.
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 59
Перейти на страницу:

Yves Kramer przeanalizował na nowo wszystkie swoje obliczenia: większe żagle, dłuższy statek, ale także więcej pasażerów.

Zgodnie z nowymi obliczeniami potrzeba było również więcej kosmonautów, aby mieć pewność, że po przeminięciu pięćdziesięciu pokoleń pozostanie ktoś przy życiu.

Przyjrzawszy się dokładnie makiecie nowego statku, mającego pomieścić sto tysięcy osób i wyposażonego w żagiel o powierzchni czterdziestu kilometrów kwadratowych, Gabriel Mac Namarra nie mógł się powstrzymać, by nie wyrazić tego, o czym wszyscy zdążyli pomyśleć.

– Przecież to już nie jest zwykły statek… To całe miasto w kosmosie.

Słowa te trafiły w samo sedno. „Miasto w kosmosie”.

Od tej chwili inżynier zaczął patrzeć na całe zagadnienie zupełnie inaczej.

To już nie był statek, lecz ruchome miasto.

Pod wpływem sugestii Mac Namarry założyciel „Ostatniej Nadziei” postanowił skontaktować się ze specjalistą od życia w środowisku zamkniętym.

18. ŻYWIOŁ ZIEMIA

Dłoń dotknęła ziemi.

Po czym nabrała pełną garść piasku i uniosła do nozdrzy, które wciągnęły jego zapach. Następnie przyszła kolej na usta, żeby spróbowały smaku ziemi.

– Trochę kwaśne, ale musicie tu posadzić drzewa, prawda?

Yves pokazał na strefę willi ozdobionych mnóstwem drzewek oliwnych, figowców i akacji.

Nowo przybyły połknął piasek, który włożył do ust, skinął głową i odłożył resztę ziemi tam, skąd ją wziął, jakby się bał uszkodzić resztę gleby.

– Nawadniacie je podziemnymi rurami, prawda? Adrien Weiss był biologiem i psychologiem. W przeszłości zyskał sławę, zakładając na pustyni zamknięty obszar, na którym odtworzył pełny cykl ekologiczny.

Projekt „Akwarium 1” został sfinansowany w połowie przez ministerstwo badań, w połowie zaś przez setkę przemysłowców. Wśród nich Gabriela Mac Namarrę.

Yves pamiętał, że na temat projektu „Akwarium 1” rozpisywano się szeroko w prasie.

W ogromnym, hermetycznie zamkniętym budynku, do którego nie przedostawało się ani światło, ani woda, ani zwierzęta, umieścił sztuczne źródło światła, a ściślej baterię jarzeniówek.

Następnie Adrien Weiss wprowadził do „Akwarium 1” ziemię, wodę, rośliny zielone, drzewa, owady, ryby, ssaki i na koniec ludzi.

Wszystko ulegało recyklingowi. Odchody i zwłoki były zjadane przez żyjące w ziemi bakterie, które przekształcały je w mikroelementy, te z kolei stanowiły pokarm dla roślin, które były pożywieniem dla zwierząt roślinożernych, one zaś pożywieniem zwierząt mięsożernych. Te ostatnie po śmierci znów wchodziły w cykl ekologiczny.

Akwarium Adriena Weissa działało bez żadnej pomocy z zewnątrz przez rok, licząc stu ludzi, sto krów, sto kóz, tysiąc kur, tysiąc ryb. Eksperyment mógłby trwać dalej, gdyby tych stu ludzi się nie pokłóciło.

Jeden z nich zaczął się nawet uważać za guru i stworzył własną religię w samym środku akwarium. W końcu ludzie poczuli się rozdarci między ateizmem a nową wiarą.

Ze względu na sygnały SOS nadawane przez ofiary trzeba było otworzyć drzwi i wypuścić wszystkich, zanim sytuacja pogorszy się jeszcze bardziej.

Sprawa znalazła zresztą swój finał w sądzie z powodu ciosów, ran i cierpień zadanych zakładnikom i więźniom obu obozów.

Adrien Weiss posiadał teraz jednak unikalną wiedzę na temat globalnego sterowania życiem w środowisku zamkniętym, a właśnie to interesowało inżyniera.

Yves Kramer zaprowadził go do swojego gabinetu zawalonego makietami i szkicami. Mężczyzna nosił delikatną, starannie przystrzyżoną brodę, okulary w złotych oprawkach, gruby sweter z czerwonej bawełny, na szyi zaś miał zawieszone coś w rodzaju jaja z przezroczystego szkła.

Przyjrzawszy się uważnie, inżynier rozpoznał modne naukowe cacko, zwane „mikroświatem”, produkt pochodzący wprost z projektu „Akwarium 1”.

Wewnątrz przezroczystego jaja-wisiorka znajdowały się powietrze, woda i piasek. W piasku umieszczony był kawałek koralowca, wokół zaś krążyły małe krewetki i algi. Krewetki żywiły się algami, ich odchody stanowiły pokarm dla koralowca, koralowiec filtrował wodę, woda stanowiła pokarm dla alg. W ten sposób cykl był zamknięty. Powietrze, minerał, roślina, zwierzę. Wszystko powiązane ze sobą, uzupełniające się nawzajem.

Hermetycznie zamknięte i zapieczętowane światy mogły przetrwać całe lata i nie wymagały dostarczania z zewnątrz choćby najmniejszych substancji ciekłych czy lotnych.

Adrien wpatrywał się z zainteresowaniem w plakat, który wisiał nad biurkiem inżyniera. Widniał na nim słoik wypełniony setką ryb tak ściśniętych, że nie sposób było dostrzec wolną przestrzeń między nimi. Jedna z ryb wyskoczyła z zatłoczonego naczynia i wpadła do sąsiedniego słoika, w którym woda była o wiele czystsza, bo pozbawiona jakichkolwiek mieszkańców.

– Jak pan widzi, ja też lubię opowieści o akwariach – powiedział Kramer, wskazując na „mikroświat”.

Inżynier nalał Weissowi szklankę wody i wrzucił do środka dwie kostki lodu. Po czym opisał projekt „Ostatnia Nadzieja”.

– Sto tysięcy osób! To rzeczywiście niezły tłum jak na statek – przyznał Adrien. – Jak pan zamierza je tam umieścić?

– Cóż, normalnie, w fotelach.

– Chce pan ścisnąć sto tysięcy osób na siedząco na tysiąc lat w rakiecie?

Psycholog zrobił drwiącą minę.

– Odbył pan już kiedyś długą podróż samolotem? Nawet przy dobrych filmach i dobrej książce do czytania dziesięć godzin lotu to coś nieprzyjemnego… bardzo nieprzyjemnego. Dwa dni są nie do zniesienia. A co dopiero tysiąc lat.

Psycholog zaczął się bawić wisiorkiem-mikroświatem.

– Będą mogły wstawać – przyznał inżynier.

– Sto tysięcy osób?

– Pojazd będzie duży. Będą w nim sale wypoczynkowe, gdzie będą mogły się położyć. Nie będą ściśnięte.

Adrien Weiss wyjął biały notes i zaczął szkicować niedbale zarys rakiety z widocznymi przez ściany siedzeniami.

– Pan nie zdaje sobie sprawy. Oni od tego oszaleją. Tysiąclecie w puszce! Zupełnie jak pańskie rybki na górze w słoiku. Nie warto opuszczać Ziemi, żeby być jeszcze bardziej ściśniętym w jeszcze ciaśniejszym pomieszczeniu. To zaprzeczenie pańskiego plakatu.

– Przygotowujemy je do tego. Podobno człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja. Są przecież mnisi, którzy przez całe życie pozostają zamknięci w klasztorach.

– Ale nie ma ich sto tysięcy. A poza tym w klasztorach można otwierać okna, żeby odetchnąć świeżym powietrzem i popatrzeć na góry. Trudniej to zrobić w rakiecie.

– Być może trzeba trochę… wiary w projekt.

– Chciałbym wierzyć, że w najlepszym razie pierwsze pokolenie będzie miało „wiarę w projekt”, ale zdziwiłbym się, gdyby następne ją odziedziczyło. Nawet mnisi popadliby w obłęd, gdyby przez całe życie byli zamknięci w rakiecie.

– Ona naprawdę będzie bardzo duża. Zdaje się, że w jednej z pańskich książek wspomniał pan, że aby między istotami ludzkimi nie dochodziło do agresji, każda z nich musi dysponować przestrzenią życiową wielkości pięćdziesięciu metrów kwadratowych.

– Dziękuję, że czytał pan moje książki. Ale hm… to nie jest kwestia wielkości, tylko zwyczajów. Już przy pierwszym pokoleniu nie można oczekiwać, że ludzie, którzy przez całą swoją młodość żyli na stojąco, stąpając po ziemi, do końca życia wytrzymają, siedząc w fotelu w rakiecie, w stanie nieważkości.

Adrien Weiss w dalszym ciągu bazgrał swoje szkice.

– Łatwo krytykować innych. Ale jakie pan proponuje rozwiązanie?

Psychobiolog milczał przez chwilę, jednocześnie kontynuując rysowanie statku.

1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)