Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Intruz». Краткое содержание книги:

Przyszłość. Nasz świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich na pozór niezmienione życie. W ciele Melanie jednej z ostatnich dzikich istot ludzkich zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Wertuje ona myśli Melanie w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa jej coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, którego miała pomóc schwytać. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się mimowolnymi sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, bez którego nie mogą żyć.
1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 ... 151
Перейти на страницу:

– Jakoś mnie to nie dziwi – bąknął pod nosem Ian.

– Cieszysz się, Wanda? Będziemy znowu spać w jednym pokoju!

– Ale Jamie, co z Jaredem? Gdzie będzie spał?

– Czekaj, niech zgadnę – przerwał Ian. – Na pewno powiedział, że zmieścicie się we trójkę. Zgadza się?

– Tak. Skąd wiedziałeś?

– Strzelałem.

– Fajnie, prawda, Wanda? Będzie tak samo jak kiedyś!

Słysząc te słowa, poczułam się, jakby ktoś przejechał mi brzytwą między żebrami – ból był zbyt ostry i wyraźny, by można go było porównać do uderzenia lub pękania.

Jamie wystraszył się, widząc moją zbolałą minę.

– Nie, nie. Chciałem powiedzieć, że z tobą też. We czwórkę, rozumiesz. Będzie fajne.

Próbowałam śmiać się mimo bólu – nie robiło mi to większej różnicy.

Ian ścisnął mnie za dłoń.

– We czwórkę – wymamrotałam. – Tak, fajnie.

Jamie podczołgał się do mnie, przewijając się obok Iana, i zawiesił mi się na szyi.

– Przepraszam. Nie bądź smutna.

– Nie martw się.

– Przecież wiesz, że ciebie też kocham.

Uczucia tych istot były tak ostre, tak przeszywające. Jamie nigdy wcześniej nie powiedział mi tych słów. Temperatura ciała skoczyła mi nagle o kilka stopni.

Ostre, to prawda, zgodziła się Melanie, krzywiąc się z bólu.

– Zamieszkasz z nami? – zapytał Jamie błagalnym tonem, wtulony w moje ramię.

Nie byłam w stanie odpowiedzieć od razu.

– Co sobie myśli Mel? – zapytał.

– Chce z wami mieszkać – odszepnęłam. Nie musiałam jej pytać o zdanie, żeby to wiedzieć.

– A ty?

– A chcesz, żebym z wami mieszkała?

– Przecież wiesz, że tak. Proszę.

Zawahałam się.

– Proszę…

– Skoro tego chcesz. Jamie. Dobrze.

– Łuuhuu! – zapiał mi do ucha. – Super! Powiem Jaredowi! I przyniosę ci coś do jedzenia, dobra? – Był już na nogach, sprężynując nimi tak, że czułam w żebrach drganie materaca.

– Dobra.

– Ian, chcesz coś?

– O tak. Powiedz ode mnie Jaredowi, że nie ma wstydu.

– He?

– Nic, nic. Przynieś Wandzie lunch.

– Jasne. I poproszę Wesa o jeszcze jedno łóżko. Kyle może tu wrócić i wszystko będzie tak, jak powinno.

– Znakomicie – odparł Ian i choć nie spoglądałam mu w twarz, wiedziałam, że wywraca oczami.

– Znakomicie – szepnęłam i znowu poczułam ostrze brzytwy.

Rozdział 39

Niepokój

Znakomicie, pomyślałam gorzko. Po prostu znakomicie.

Jadłam właśnie lunch, kiedy zjawił się Ian z wielkim uśmiechem przyklejonym do twarzy. Chciał mnie pocieszyć. Znowu.

Chyba ostatnio trochę przesadzasz z sarkazmem, powiedziała Melanie.

Postaram się o tym pamiętać.

Przez ostatni tydzień rzadko się do mnie odzywała. Obie nie byłyśmy zbyt rozmowne. Wolałyśmy unikać interakcji towarzyskich, nawet między sobą.

– Cześć, Wando – przywitał mnie Ian, siadając obok. W ręku miał miskę wrzącej zupy pomidorowej. Moja stała obok mnie, zimna i do połowy opróżniona. Bawiłam się bułką, krusząc ją na małe kawałki.

Nic nie odpowiedziałam.

– Daj spokój. – Położył mi dłoń na kolanie. Mel była niezadowolona, ale nie wybuchnęła gniewem. Zdążyła przywyknąć. – Wrócą dzisiaj. Przed zachodem słońca, jestem pewien.

– Mówiłeś to samo trzy dni temu, dwa dni temu i wczoraj.

– Dzisiaj mam dobre przeczucie. Nie dąsaj się – to takie ludzkie – zażartował.

– Nie dąsam się. – Powiedziałam prawdę. Tak bardzo się martwiłam, że ledwie zbierałam myśli. Całkowicie mnie to pochłaniało.

– To nie pierwszy raz, kiedy Jared zabrał młodego na eskapadę.

– Dziękuję, od razu mi lepiej – odparłam, znów z sarkazmem. Melanie miała rację, trochę przesadzałam.

– Nie martw się, jest z nim Geoffrey i Trudy. No i Jared. A Kyle jest tutaj. – Zaśmiał się. – Więc nic mu nie grozi.

– Nie chcę o tym rozmawiać.

– Okej.

Zajął się jedzeniem, zostawiając mnie samą z moimi myślami. Lubiłam w nim to, że zawsze starał się spełniać moje oczekiwania, nawet jeżeli nie były jasne – ani dla niego, ani dla mnie. Wyjątek stanowiły oczywiście uparte próby poprawienia mi humoru. Akurat tego z pewnością nie oczekiwałam. Chciałam się martwić – była to jedyna rzecz, którą mogłam robić.

Minął już miesiąc, odkąd wprowadziłam się z powrotem do pokoju Jamiego i Jareda. Przez trzy pierwsze tygodnie mieszkaliśmy w nim wszyscy czworo. Jared spał na materacu wciśniętym między ścianę a łóżko, na którym spaliśmy Jamie i ja.

Przyzwyczaiłam się – przynajmniej do samego spania. Teraz, gdy ich nie było, miałam kłopoty z zaśnięciem w pustym pokoju. Brakowało mi odgłosu ich oddechów.

Natomiast trudno było mi się przyzwyczaić do budzenia się każdego ranka w obecności Jareda. Wciąż odpowiadałam na jego poranne powitanie z sekundowym opóźnieniem. On także nie czuł się całkiem swobodnie, ale zawsze był miły. Oboje byliśmy dla siebie mili.

Nasze rozmowy przebiegały według tego samego scenariusza.

– Dzień dobry, Wando. Jak się spało?

– W porządku, dziękuję. A tobie?

– Dzięki, nie najgorzej. A… Mel?

– Ma się dobrze, dzięki.

Atmosferę rozluźniał Jamie, zawsze rozradowany i gadatliwy. Mówił dużo o Melanie – jak również do niej – i wkrótce dźwięk jej imienia w obecności Jareda już mnie nie stresował tak jak kiedyś. Z każdym kolejnym dniem czułam się nieco pewniej, moje życie stawało się trochę przyjemniejsze.

W pewnym sensie byłyśmy nawet… szczęśliwe. Melanie i ja.

Aż nagle, tydzień temu, Jared pojechał na kolejny krótki rajd, przede wszystkim po nowe narzędzia, i zabrał Jamiego ze sobą.

– Jesteś zmęczona? – zapytał Ian. Uświadomiłam sobie, że trę oczy.

– Niespecjalnie.

– Ciągle się nie wysypiasz?

– Jest zbyt cicho.

– Mogę spać z tobą… Och, Melanie, daj spokój. Wiesz, o czym mówię. Teraz nawet najmniejsza reakcja spowodowana złością Melanie nie uchodziła jego uwadze.

– Podobno jesteś pewien, że dzisiaj wrócą.

– No tak, racja. Chyba nie ma potrzeby, żebym się do ciebie wprowadzał.

Westchnęłam.

– Może powinnaś dzisiaj odpocząć.

– Daj spokój – odparłam. – Mam mnóstwo energii do pracy.

Uśmiechnął się szeroko, jak gdybym powiedziała mu coś, na co liczył.

– Świetnie. Przyda mi się pomoc.

– W czym?

– Pokażę ci – skończyłaś jeść?

Kiwnęłam twierdząco głową.

Wyprowadził mnie z kuchni za rękę. Również to nie było dla nas niczym nowym. Melanie prawie nie protestowała.

– Dlaczego idziemy tędy? – Na wschodnim polu nie było nic do roboty. Rano je nawodniliśmy.

Ian nic nie odpowiedział. Z twarzy nie schodził mu uśmiech.

Poprowadził mnie wzdłuż wschodniego tunelu, a następnie przez pole aż do korytarza wiodącego tylko w jedno miejsce. Dobiegły mnie z oddali niesione echem głosy i sporadyczne dźwięki – bum, bum – których w pierwszej chwili nie skojarzyłam. Dopiero zapach stęchłego, siarkowego powietrza rozjaśnił mi w głowie.

– Ian, nie jestem w nastroju.

– Mówiłaś, że masz mnóstwo energii.

1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)