Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Intruz». Краткое содержание книги:

Przyszłość. Nasz świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich na pozór niezmienione życie. W ciele Melanie jednej z ostatnich dzikich istot ludzkich zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Wertuje ona myśli Melanie w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa jej coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, którego miała pomóc schwytać. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się mimowolnymi sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, bez którego nie mogą żyć.
1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 151
Перейти на страницу:

– Zmęczona? – zapytał niewinnym tonem, trochę zbyt niewinnym. Błaznował. Przeciągnął się. – Jeżeli o mnie chodzi, to chyba będę się już kładł do łóżka. – Udał chytre spojrzenie.

Skrzywiłam się.

– Oj, Mel, przecież wiesz, że sobie żartuję. Nie bądź taka.

Lily spoglądała na nas zafrapowana.

– Melanie Jareda za mną nie przepada – wyjaśnił Ian, puszczając do niej oko.

Uniosła brwi.

– Aha… No proszę.

– Ciekawe, gdzie się podział Wes? – mruknął pod nosem Ian, nie zważając zbytnio na jej reakcję. – Może pójdźmy sprawdzić? Przy okazji bym się napił.

– Ja też – przytaknęłam.

– Przynieście mi też. – Lily nie ruszyła się z podłogi.

Gdy weszliśmy do wąskiego tunelu, Ian objął mnie delikatnie ręką w pasie.

– Wiesz – odezwał się – to naprawdę nie fair, że to ty musisz cierpieć, gdy Melanie jest na mnie zła.

– Od kiedy to ludzie są fair?

– No tak, słuszna uwaga.

– Poza tym już ona chętnie by dopilnowała, żebyś cierpiał, gdybym jej na to pozwoliła.

Zaśmiał się.

– Fajnie, że Wes i Lily są parą, nie uważasz? – zapytał.

– Tak. Oboje wydają się bardzo szczęśliwi. Cieszy mnie to.

– Mnie też. Wes w końcu znalazł sobie dziewczynę. To mi daje nadzieję. – Puścił do mnie oko. – Myślisz, że Melanie zrobiłaby ci piekło, gdybym cię teraz pocałował?

Zesztywniałam na sekundę, po czym wzięłam głęboki oddech,

– Pewnie tak.

O tak.

– Na pewno.

Ian westchnął.

Jednocześnie w oddali rozległo się wołanie Wesa. Jego głos dobiegał z końca tunelu, ale zbliżał się z każdym słowem.

– Wrócili! Wando, wrócili!

Pojęłam w mig, o co chodzi, i już po chwili biegłam co tchu. Za moimi plecami Ian mamrotał coś o daremnym trudzie.

Prawie wpadłam na Wesa.

– Gdzie? – wydyszałam.

– W ogrodzie.

Popędziłam dalej. Wbiegając do jaskini z ogrodem, rozglądałam się już wokół. Nietrudno było ich znaleźć. Jamie stał na czele grupy ludzi, przy wejściu do południowego tunelu.

– Wanda! – zawołał, wymachując dłonią.

Biegłam ku niemu, omijając uprawy. Trudy trzymała go za ramię, jakby nie chciała, żeby wybiegł mi na spotkanie.

Chwyciłam go dłońmi za ramiona i przycisnęłam do siebie.

– Och, Jamie!

– Tęskniłaś za mną?

– Troszeczkę. Gdzie są wszyscy? Wszyscy wrócili? Nikomu nic się nie stało? – Jedyną osobą wśród zgromadzonych, która również wróciła z wyprawy, była Trudy. Pozostali – Lucina, Ruth Ann, Kyle, Travis, Violetta, Reid – przyszli ich przywitać.

– Wszyscy wrócili cali i zdrowi – zapewniła mnie Trudy. Omiotłam wzrokiem ogromną grotę.

– Gdzie są?

– Myją się, rozładowują łupy…

Chciałam zaoferować pomoc – cokolwiek, byle tylko zobaczyć na własne oczy, że Jaredowi nic się nie stało – ale wiedziałam, że nie pokażą mi, którędy wnoszą ładunek.

– Przydałaby ci się kąpiel – powiedziałam Jamiemu, czochrając mu brudne, posplatane włosy i ani na chwilę go nie puszczając.

– Ma się położyć – powiedziała Trudy.

– Trudy! – mruknął Jamie, posyłając jej krzywe spojrzenie.

Zerknęła na mnie, po czym odwróciła wzrok.

– Położyć?… – Odsunęłam się, by dokładniej mu się przyjrzeć. Nie wyglądał na zmęczonego – oczy mu błyszczały, a na policzkach, pod opalenizną, miał zdrowe rumieńce. Obrzuciłam go całego wzrokiem i zatrzymałam spojrzenie na prawej nodze.

Miał postrzępioną dziurę w dżinsach, kilka centymetrów nad kolanem. Brzegi rozdartego materiału były czerwonobrązowe. Złowieszczy kolor ciągnął się długą plamą aż do nogawki.

Krew, uprzytomniła sobie ze zgrozą Melanie.

– Jamie! Co się stało?

– Wielkie dzięki, Trudy.

– Wanda i tak by zauważyła. Chodź, porozmawiamy po drodze.

Trudy wzięła go pod rękę. Kuśtykał powoli, po jednym kroku naraz, opierając ciężar ciała na lewej nodze.

– Jamie, mów, co się stało! – Objęłam go ramieniem z drugiej strony, starając się dać mu jak najwięcej oparcia.

– To było głupie. I całkiem z mojej winy. I mogło się wydarzyć wszędzie, nawet tu.

– Opowiedz.

Westchnął.

– Trzymałem nóż i się potknąłem.

Zadrżałam.

– Nie powinniśmy iść w drugą stronę? Doktor musi na to spojrzeć.

– Właśnie od niego wracam. Od razu tam poszliśmy.

– I co powiedział?

– Że wszystko w porządku. Oczyścił mi ranę, zabandażował i kazał się położyć.

– I musiałeś iść całą drogę ze szpitala? Dlaczego tam nie zostałeś?

Jamie zrobił minę i spojrzał na Trudy, jakby szukając pomocy.

– Będzie mu wygodniej we własnym łóżku – stwierdziła.

– Właśnie – przytaknął. – Kto by chciał leżeć na tych okropnych wyrkach w szpitalu.

Spojrzałam na nich, po czym obejrzałam się za siebie. Reszta gdzieś zniknęła. Słyszałam tylko ich głosy, odbijające się echem od ścian południowego tunelu.

Co jest grane? – zaniepokoiła się Mel.

Dotarło do mnie, że Trudy również nie potrafi kłamać. Kiedy mówiła, że pozostali myją się i rozładowują skradzione rzeczy, w jej głosie zabrzmiała fałszywa nuta. Zdawało mi się nawet, że pamiętam, jak zerknęła wtedy w prawo, w stronę południowego tunelu.

– Czołem, młody! Cześć, Trudy! – Ian dopiero teraz do nas dołączył.

– Cześć, Ian – odpowiedzieli mu jednocześnie.

– Co się stało?

– Upadłem na nóż – mruknął Jamie, spuszczając głowę. Ian zaśmiał się.

– To nie jest śmieszne – odezwałam się stanowczym tonem. Nieprzytomna ze zmartwienia Melanie wyobraziła sobie, że wymierzam mu policzek. Zignorowałam ją.

– Każdemu mogło się zdarzyć – powiedział Ian, trącając chłopca pięścią w ramię.

– No – bąknął Jamie.

– Gdzie są wszyscy?

Spoglądałam na Trudy kątem oka.

– Yyy, znoszą jeszcze jakieś rzeczy. – Tym razem znacząco spojrzała w stronę południowego tunelu. Twarz Iana na moment stężała, przemknął przez nią wyraz gniewu. Trudy obróciła twarz z powrotem ku mnie i zobaczyła, że na nią patrzę.

Zmień temat, szepnęła Melanie.

Spojrzałam pospiesznie na Jamiego.

– Jesteś głodny?

– Tak.

– Czy ty w ogóle bywasz najedzony? – zażartował Ian.

Znowu sprawiał wrażenie odprężonego. Udawał lepiej niż Trudy.

Kiedy dotarliśmy do pokoju, Jamie osunął się z błogą miną na materac.

– Na pewno wszystko w porządku? – zapytałam, klękając obok.

– Nic mi nie jest, naprawdę. Doktor mówi, że za parę dni wyzdrowieję.

Przytaknęłam, choć bez przekonania.

– Idę się umyć – powiedziała pod nosem Trudy, wychodząc.

Ian oparł się o ścianę. Najwidoczniej nigdzie się nie wybierał.

Kiedy kłamiesz, opuszczaj twarz, zasugerowała Melanie.

– Ian? – Utkwiłam wzrok w zakrwawionej nogawce Jamiego. – Mógłbyś nam przynieść coś do jedzenia? Ja też jestem głodna.

– Właśnie. Przynieś nam coś dobrego.

Czułam na sobie wzrok Iana, ale nie podnosiłam głowy.

– Okej – odparł. – Zaraz wracam. Dosłownie za chwilę.

Nie podnosiłam wzroku, udając, że przyglądam się ranie, dopóki jego kroki nie zaczęły cichnąć.

– Nie jesteś na mnie zła? – zapytał Jamie.

– Oczywiście, że nie.

– Wiem, że nie chciałaś, żebym z nimi jechał.

– Teraz już jesteś bezpieczny i tylko to się liczy. – Poklepałam go po ramieniu, zamyślona. – Zaraz wrócę. Zapomniałam o czymś powiedzieć Ianowi.

1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)