Diuna [Dune - pl]
- Автор: Херберт Фрэнк
- Год: 1985
- Язык: польский
- Год: Iskry
- ISBN: 83-207-0772-2
- Переводчик: Marek Marszal
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Diuna [Dune - pl]». Краткое содержание книги:
Nagroda Nebula 1965.
Nagroda Hugo 1966.
— Jesteś Paul Muad’Dib — rzekł Stilgar.
Zaś Paul pomyślał: Tego nie było w żadnej z moich wizji. Zrobiłem coś innego. Ale czuł, że nadal ze wszystkich stron otacza go otchłań. Ponownie szmer aprobaty przeszedł przez oddział, ludzie zwracali się jeden do drugiego:
— Rozum i siła… czegóż trzeba więcej… To jest na pewno legenda… Lisan al-Gaib… Lisan al-Gaib…
— Opowiem ci coś o twoim nowym imieniu — rzekł Stilgar. — Cieszy nas twój wybór. Muad’Dib jest mądry na sposób pustyni. Muad’Dib wytwarza swoją własną wodę. Muad’Dib kryje się przed słońcem, a podróżuje chłodną nocą. Muad’Dib jest płodny i rozmnaża się po całej krainie. Muad’Diba nazywamy „instruktorem chłopców”. To potężna podstawa do zbudowania życia, Paulu Muad’Dibie, który jesteś Usulem pośród nas. Witamy cię.
Stilgar dotknął dłonią czoła Paula, cofnął rękę, objął go i wyszeptał:
— Usul.
Kiedy Stilgar go puścił, ktoś inny z oddziału objął Paula, powtarzając jego nowe grupowe imię. I przekazywanego sobie z objęć w objęcia w oddziale, a on wsłuchiwał się w głosy i barwy tonów:
— Usul… Usul… Usul…
Niektórych potrafił już rozpoznać po imieniu. Była tam również Chani, która obejmując go i wypowiadając jego imię przytuliła do niego policzek. Na koniec Paul znowu stanął przed Stilgarem, który powiedział:
— Teraz jesteś naszym bratem w Ichwan Bedwine. — Rysy mu stężały, głos zabrzmiał rozkazująco. — A teraz, Paulu Muad’Dibie, doprowadź do porządku swój filtrfrak. — Spojrzał na Chani. — Chani! Jeszcze nie widziałem tak kiepsko dopasowanych wtyków nosowych jak u Paula Muad’Diba! Chyba ci już poleciłem, żebyś o niego zadbała.
— Nie mam przyborów, Stil — powiedziała. — Są po Dżamisie, oczywiście, ale…
— Dość tego!
— Więc oddam jeden ze swoich — rzekła. Poradzę sobie z jednym do…
— Nie oddasz — odparł Stilgar. — Wiem, że są u nas wtyki zapasowe. Co się z nimi dzieje? Czy jesteśmy jednym oddziałem, czy bandą dzikusów?
Wyciągnęły się ręce oferując twarde, włókniste, małe przedmioty. Stilgar wybrał cztery i wręczył Chani.
— Dopasuj je Usulowi i Sajjadinie.
— Co z wodą, Stil? Co z literjonami w ich sakwie? — doleciał z tyłu głos.
— Wiem o twojej potrzebie, Farok — powiedział Stilgar. Zerknął na Jessikę. Kiwnęła mu głową.
— Napocznij jeden dla tych, którzy potrzebują. Wodmistrz… gdzie jest wodmistrz? Ach, Szimum, zajmij się odmierzaniem wody według potrzeb. Niezbędne minimum i nic ponad to. Ta woda jest wianem należącym do Sajjadiny i zostanie wypłacona w siczy po stawkach polowych minus cena opakowania.
— Jakie są stawki polowe? — zapytała Jessika.
— Dziesięć do jednego — powiedział Stilgar.
— Ależ…
— To mądra zasada, jak się przekonasz — rzekł Stilgar.
Na tyłach oddziału rozległ się szelest szat, kiedy ludzie zgłaszali się po przydział wody. Stilgar wzniósł rękę i zrobiło się cicho.
— Co do Dżamisa — powiedział. — Nakazuję pełny ceremoniał. Dżamis był naszym towarzyszem i bratem w Ichwan Bedwine. Nie odejdziemy bez oddania czci należnej temu, kto wyzwaniem tahaddi odkrył przed nami nasz los. Przywołuję do ceremonii… o zachodzie słońca, kiedy okryje go ciemność.
Słuchając tych słów Paul uświadomił sobie, że jeszcze raz pogrążył się w otchłani… ślepego czasu. Żadna przeszłość nie absorbowała jego przyszłości w umyśle… tyle że… tyle że… nadal wyczuwał powiewający zielono — czarny sztandar Atrydów… gdzieś przed sobą… nadal widział krwawe miecze dżihad i fanatyczne legiony. Tego nie będzie — powiedział do siebie. — Nie dopuszczę do tego.
Bóg stworzył Arrakis, by ćwiczyć wiernych.