Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » W słusznej sprawie
W słusznej sprawie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

W słusznej sprawie

Электронная книга - «W słusznej sprawie». Краткое содержание книги:

Miami. Znany reporter Matthew Cowart dostaje list z więzienia stanowego. Robert Fergusson czeka w celi śmierci na wykonanie wyroku, twierdzi jednak, że nie popełnił morderstwa, za które został skazany. Cowart postanawia zająć się tą sprawą. Nie przypuszcza, że jego sensacyjny reportaż uruchomi potężny mechanizm mistyfikacji i zbrodni…
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 146
Перейти на страницу:

– Teraz – powiedziała do rybaka – doprowadź go.

Mężczyzna ściągnął wędkę, uśmiechając się szeroko, gdy poczuł ciężar na drugim końcu linki. Nadal zahaczony nitkopłetw wystrzelił nagle nad wodę. Szok i zaskoczenie, spowodowane nagłym i już niespodziewanym bólem wbijającego się ponownie haczyka, zmusiły go do jeszcze jednego, wspaniałego zrywu. Przepłynął jak strzała w powietrzu, rozpryskując czarne strumienie wody. Wiedziała jednak, że to ostatni wysiłek ryby; nerwowe drgnięcia wspaniałego tułowia zwiastowały rychłą porażkę. Jeszcze dziesięć minut i mieli nitkopłetwa tuż przy prawej burcie. Wyciągnęła go ostrożnie z wody. Po niezliczonych błyskach aparatów fotograficznych oddano rybę wodom kanału. Andrea wychyliła się przez burtę, delikatnym masażem przywracając ją do życia, trzymając w obu dłoniach imponujących rozmiarów cielsko. Zanim jednak zwróciła jej wolność, złapała jedną z połyskujących łusek wielkości srebrnej półdolarówki i oderwała ją. Włożyła łuskę do kieszeni koszuli, patrząc, jak ogromny kształt oddala się powoli, przecinając ogonem ciepłą wodę. Mądra ryba. Mocna ryba. Ale ja byłam mądrzejsza i to mnie wzmocniło. Przywołała raz jeszcze obraz Fergusona. Już raz złapany, pomyślała. Samolot zabuczał i podskoczył, zatrzymując się. Zabrała swoje rzeczy i skierowała się w stronę wyjścia.

Kapitan z komendy policji w Newark przydzielił Andrei Shaeffer dwóch umundurowanych policjantów, którzy mieli jej towarzyszyć do mieszkania Fergusona. Po krótkim przedstawieniu się i kilku zdawkowych zdaniach powieźli ją przez miasto pod adres, który podała.

Patrzyła w milczeniu na ulice, przywodzące na myśl przedsionek piekła. Mijane domy nie różniły się niczym; przybrudzona cegła i beton, upstrzone gęsto sadzą i beznadziejnością. Nawet słońce, przedostające się między domami, wydawało się szare. Po obu stronach trwała nie kończąca się procesja małych firm, sklepów z używaną odzieżą, barów z tanim winem, lombardów, sklepów z gospodarstwem domowym i wystaw z meblami do wynajęcia, a wszystkie przyklejone do zaśmieconego chodnika, jakby ostatkiem sił walczące, by nie spaść na ulicę. W każdym oknie widniały grube czarne kraty – konieczność codzienności w mieście. Na każdym rogu wyrastała inna grupka rozleniwionych mężczyzn, nastoletnich członków gangów, krzykliwych prostytutek. Nawet bary szybkiej obsługi, mimo zobowiązującej do porządku i czystości znanej nazwy, wydawały się zszarzałe i podniszczone, odbiegając zdecydowanie od ich śródmiejskich odpowiedników. Miasto wyglądało jak stary bokser, uczestniczący resztką sił w kolejnej rundzie jednej ze swych ostatnich walk, chwiejący się, lecz nadal trzymający się na nogach, gdyż wiek, głupota, czy wreszcie upór nie pozwalają mu upaść.

– Mówiła pani, że ten koleś się uczy? Nie ma mowy. Nie tutaj – stwierdził autorytatywnie jeden z policjantów, małomówny Murzyn z siwizną na skroniach.

– Tak mi powiedział jego adwokat – odparła.

– Tutaj jest tylko jedna szkoła. Uczą tam, jak zostać panienką, alfonsem, jak sprzedawać narkotyki i ćpać. Nie wiem, jak można by nazwać tę szkołę.

– No, nie przesadzaj – wtrącił się młodszy, blondyn z opadającymi na usta wąsami – nie jest to tak do końca prawda. Mieszka tu sporo całkiem porządnych ludzi.

– Tak – przerwał starszy – którzy muszą się chować za stalowymi kratami.

– Niech pani na niego nie zważa – powiedział blondyn. – Wypalił się. Nie wspomniał o tym, że sam tutaj zaczynał i przepracował parę lat, chodząc jednocześnie na studia wieczorowe. Więc nie jest to niemożliwe. Może pani człowiek dojeżdża codziennie do Nowego Brunszwiku, bo studiuje na Uniwersytecie Rutgersa. Albo wieczorowo w St. Pete’s.

– Ale to nie ma żadnego sensu. Po co by ktoś miał mieszkać w takiej zawszonej dziurze, jeżeli nie musi? – gorączkował się starszy policjant. – Jedynym powodem, żeby mieszkać tutaj, jest brak szansy na przeniesienie się gdzieś indziej.

– Mogę wymyślić jeszcze inny powód – oznajmił młodszy.

– Jaki? – spytała Shaeffer.

Policjant zakreślił szeroki łuk ręką.

– Jeśli ktoś chciałby się ukryć. Zniknąć na jakiś czas. Najlepsze miejsce na świecie. – Wskazał opuszczony budynek, okręcił się na siedzeniu i popatrzył wprost na nią. – Części tych miast są jak dżungla albo bagno. Przejeżdżamy koło takiego budynku, proszę spojrzeć, niedawno się spalił albo został opuszczony z jakiegoś innego powodu, zresztą to nie ma znaczenia. Nikt tak naprawdę nie wie, co dzieje się w środku. Ludzie mieszkają tam bez wody, bez elektryczności. Spotykają się gangi, przechowują broń. Cholera, w takim budynku ktoś mógłby ukryć sto trupów i nikt by ich nie znalazł. Nawet by nikt nie wiedział, że tam są. – Zawiesił głos na moment. – Idealne miejsce, żeby się zgubić. Komu by się chciało tutaj kogoś szukać, nawet jeśli naprawdę by mu zależało? – spytał.

– Zdaje się, że mnie – odpowiedziała cicho.

– Do czego on pani potrzebny? – spytał kierowca.

– Może mieć jakieś informacje dotyczące podwójnego morderstwa, nad którym pracuję.

– Myśli pani, że może nam wyciąć jakiś kawał? Może powinniśmy jeszcze kogoś wezwać? Coś wspólnego z narkotykami?

– Nie. Bardziej morderstwo na zlecenie.

– Jest pani pewna? Bo nie chciałbym wylądować oko w oko z jakimś maślanookim typkiem, co to ma w jednej łapie giwerę, a w drugiej kilo dynamitu.

– Nie, tak nie będzie.

– To podejrzany?

Zawahała się. Kim on właściwie był?

– Niezupełnie. Po prostu musimy z nim pogadać. Jeszcze nie wiadomo, co z tego wyniknie.

– Dobra. Wierzymy pani na słowo – stwierdził młodszy. – Ale nie podoba mi się to. A co w ogóle macie na niego?

– Niewiele.

– Więc ma pani nadzieję, że powie coś, o co się będzie można zaczepić, tak?

– Mniej więcej.

– Zarzucanie wędki, co?

Rozbawiła ją ironia stwierdzenia.

– Tak.

Dostrzegła, jak blondyn rzuca szybkie spojrzenie swemu partnerowi. Policjanci jechali dalej w ciszy. Minęli grupkę mężczyzn podpierających ścianę sklepu spożywczego. Widziała wyraźnie, jak oczy mieszkańców tego miasta w mieście podążają za nimi. Nie mają cienia wątpliwości, kim jesteśmy, pomyślała. Rozszyfrowali nas w ułamku sekundy. Starała się skoncentrować na mijanych twarzach, ale zlewały się z tłem.

– To tam – odezwał się policjant zza kierownicy. – W połowie ulicy.

Skierował samochód w wolne miejsce pomiędzy czteroletnim wiśniowym cadillakiem, z wydętymi białymi oponami i nową welurową tapicerką, a starym gruchotem, pozbawionym czegokolwiek, co przedstawiałoby jakąś wartość. Mały chłopiec siedział na krawężniku przy drzwiach cadillaca.

– Jesteśmy w domu – powiedział młodszy. – Jak pani to rozegra, detektywie?

– Miło i na luzie – odparła. – Najpierw pogadam z dozorcą, jeżeli w ogóle kogoś takiego znajdę. Może z sąsiadem. A potem zapukam do niego.

Starszy policjant wzruszył ramionami.

– Dobra. Będziemy o krok za panią. Ale kiedy znajdzie się pani w środku, będzie pani zdana na siebie.

Budynek zbudowany był z wysłużonej czerwonej cegły, wysoki na sześć pięter. Shaeffer zaczęła iść w jego stronę, potem jednak zawróciła, kierując się do chłopca. Spod podartych spodni od dresu wystawały błyszczące bielą, wysokie buty koszykarskie dobrej firmy.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)