Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » W słusznej sprawie
W słusznej sprawie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

W słusznej sprawie

Электронная книга - «W słusznej sprawie». Краткое содержание книги:

Miami. Znany reporter Matthew Cowart dostaje list z więzienia stanowego. Robert Fergusson czeka w celi śmierci na wykonanie wyroku, twierdzi jednak, że nie popełnił morderstwa, za które został skazany. Cowart postanawia zająć się tą sprawą. Nie przypuszcza, że jego sensacyjny reportaż uruchomi potężny mechanizm mistyfikacji i zbrodni…
1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 146
Перейти на страницу:

Jadąc windą na dół, starała się nadać jakiś porządek kłębiącym się w głowie myślom. Winda zatrzymała się miękko na parterze. Andrea Shaeffer zaczęła powoli iść ku wyjściu, kiedy nagłe olśnienie zatrzymało ją na środku korytarza.

Ta sprawa zdarzyła się tylko w dwóch miejscach, tak powiedział redaktor. Pomyślała o potrzasku, w jakim znalazł się Cowart. Co sprowadziło go do Blaira Sullivana?

Morderstwo dziewczynki w Pachouli.

Kto jest powiązany z tamtą sprawą?

Robert Earl Ferguson.

Kto stanowi ogniwo pomiędzy Sullivanem a Cowartem?

Robert Earl Ferguson.

Kto przyniósł mu nagrodę?

Robert Earl Ferguson.

Obróciła się na pięcie i pomaszerowała w róg hallu, gdzie na ścianie wisiały telefony. Zajrzała do notatnika i wykręciła numer informacji w Pensacola. Następnie wybrała numer podany jej przez elektroniczny głos. Po udanym przebrnięciu przez sekretarkę, usłyszała na linii głos adwokata:

– Tutaj Roy Black. Czym mogę pani służyć?

– Panie Black – odparła – mówi Andrea Shaeffer. Dzwonię z „The Miami Journal”. – Uśmiechnęła się, wypowiadając tę półprawdę. – Musimy natychmiast skontaktować się z panem Cowartem, który pojechał do Pachouli, spotkać się z pańskim klientem. Trzeba go odszukać, a nikt nie może znaleźć numeru, który zostawił. Pomyślałam sobie, że może pan będzie mi mógł pomóc… Bardzo mi przykro, że zawracam tym panu głowę…

– Naprawdę nie ma sprawy, panienko. Ale Bobby Earl wyjechał z Pachouli. Wrócił do Newark w New Jersey. Nie wiem, po co pan Cowart wracałby do Pachouli.

– Och! – wykrzyknęła, nadając swemu głosowi wyraz kompletnego zaskoczenia i bezradności. – Zbiera materiał do artykułu opisującego nastroje po egzekucji Blaira Sullivana. Czy uważa pan, że pan Cowart mógłby wobec tego pojechać do Newark? Niewiele nam powiedział o swoich planach, a naprawdę musimy się z nim porozumieć. Czy ma pan może tamtejszy adres? Bardzo mi przykro, że tak pana niepokoję, ale nigdzie nie można znaleźć notatnika z adresami z biurka pana Cowarta.

– Nie mam w zwyczaju wydawania czyichś adresów – oznajmił niechętnie adwokat.

– Och – grała dalej roztrzepaną szczebiotkę – no tak. Nie pomyślałam o tym. Kurczę, jak ja go teraz znajdę? Mój szef urwie mi chyba głowę. Czy wie pan może, jak mogłabym trafić na jego ślad tam, na północy?

Adwokat zawahał się.

– Ach, co tam – powiedział w końcu. – Zaraz go pani podam. Ale musi mi pani obiecać, że nie będzie nigdzie opublikowany i w ogóle nikomu innemu go pani nie poda. Dobrze? Pan Ferguson bardzo stara się o tym wszystkim zapomnieć. Chce zacząć żyć normalnie.

– Naprawdę, poda mi pan? Obiecuję, nikomu. Wiem, jak to jest – prawie krzyczała z udawanym entuzjazmem.

– Proszę sekundkę poczekać – powiedział adwokat. – Poszukam go dla pani.

Czekała. Małe kłamstewka i gra nie przyszły jej trudno. Zastanawiała się, czy uda jej się złapać następny samolot na północ. Nie wiedziała jeszcze, co zrobi, kiedy odnajdzie Fergusona, jednego wszakże była pewna: odpowiedzi na wszystkie jej pytania krążyły gdzieś w pobliżu tego człowieka. Oczami wyobraźni napotkała jego wzrok, patrzący na nią ze zdjęcia w gazecie. Niewinny człowiek.

Rozdział siedemnasty

NEWARK

Samolot zaczynał wyraźnie schodzić do lądowania, chowając się na chwilę w cienkiej zasłonie chmur, spoza której wyłoniło się zbliżające się coraz bardziej lotnisko. Miasto wyglądało z tej wysokości jak klocki dziecka, rozrzucone niecierpliwą ręką po kolorowym dywanie. Słabe, wczesnowiosenne słońce oświetlało grupkę biurowców. Patrząc przez okno, niemalże czuła wilgotny chłód pierwszych dni kwietnia i zatęskniła nagle za nieustępliwym gorącem Florida Keys. Następnie odsunęła od siebie wszystkie myśli, oprócz jednej: jak się zachować względem Fergusona.

Ostrożnie, zdecydowała. Grać z nim jak z silną rybą złapaną na cienką żyłkę; zbyt gwałtowny ruch, czy też zbyt wielki nacisk zerwie żyłkę i tyle go będziesz widziała. Zresztą masz tylko do dyspozycji wyjątkowo cienką nić. Przecież nic właściwie nie wiązało Fergusona z morderstwami na Tarpon Drive, oprócz obecności jednego dziennikarza. Żadnych świadków, odcisków palców czy próbek krwi. Nawet nie modus operandi. Morderstwo małej dziewczynki, mające wyraźne podłoże seksualne, niewiele miało wspólnego z rzezią dwójki staruszków. A jeśli wierzyć Cowartowi i jego gazecie, Ferguson nie był nawet winny pierwszej części tego równania.

Samolot ciął przestrzeń równym łukiem, odsłaniając szeroką wstęgę autostrady New Jersey Turnpike, zdążającej wężowymi skrętami z północy na południe. Ogarnęło ją nagłe przygnębienie. Wyrzucała sobie, że bez zastanowienia wyruszyła w pogoń za potwierdzeniem własnej, dzikiej hipotezy. Była nawet taka chwila, w której chciała złapać pierwszy powrotny samolot na Florydę, by stanąć grzecznie do pracy przy boku Weissa. Wszystko wydawało się takie jasne, gdy była jeszcze w hallu „Journala”. Zasnute, szare niebo nad New Jersey zdawało się szydzić z przepełniającej ją nagle niepewności.

Zastanawiała się, czy Ferguson nauczył się czegoś za pierwszym razem. Jego obraz, który miała w głowie, podkolorowany jeszcze słowami Cowarta, przedstawiał inteligentnego, wykształconego człowieka, w niczym nie przypominającego przeciętnego więźnia. Niedobrze, pomyślała. Jednym z kontrowersyjnych truizmów, o których wiedział każdy policjant, był fakt, że niekoniecznie trudniej jest podstawić nogę komuś, kogo podejrzewają wszyscy. Czasami nawet łatwiej. Jak uważała jednak, w przypadku Fergusona było inaczej. Ale… przypomniała sobie pewną chwilę sprzed sześciu lat. Była wtedy na łodzi rybackiej ojczyma. Wypłynęli przed wieczorem, korzystając z siły odpływu, przelewającego się między filarami niezliczonych mostów łączących wysepki Keys. Klient miał właśnie na wędce wielkiego nitkopłetwa, dobrze ponad sześćdziesiąt kilogramów. Ryba dwukrotnie wyskoczyła z wody, wstrząsając skrzelami, szarpiąc i skręcając się na wszystkie strony, następnie zwaliła się w dół, srebrzysty, śliski kształt, gładko przecinający ciemniejącą toń. Płynęła z prądem, wykorzystując opór wody w walce z naprężoną liną. Klient radził sobie dzielnie, z zacięciem, stękając czasem z wysiłku, stojąc na szeroko rozstawionych nogach, z plecami wygiętymi w łuk, walcząc z witalnością ryby już prawie od godziny. Wielka ryba nie przestawała przeć naprzód, odwijając coraz więcej żyłki z kołowrotka, kierując się w stronę filarów mostu.

Mądra ryba, pomyślała. Mocna ryba. Wiedziała, że jeżeli uda jej się tam dopłynąć, może zerwać linę o kant słupa. Musiała tylko otrzeć napiętą, pojedynczo skręcaną żyłkę o filar. Ryba znała już smak haczyka. Wiedziała, co to ból, znała siłę liny ciągnącej ją bezlitośnie na powierzchnię. Znajomość rzeczy wzmocniła ją. W jej walce nie było paniki. Tylko stała, inteligentna dzikość, dążąca uparcie w stronę mostu – i ratunku.

To, co zrobiła, wydawało się szaleństwem. Skoczyła w stronę mężczyzny, w sekundzie znajdując się przy jego boku. Jednym wprawnym, impulsywnym ruchem zaklinowała kołowrotek. Następnie wrzasnęła:- „Przerzuć ją! Przerzucaj!” Mężczyzna spojrzał dziko. Wtedy, nie zastanawiając się, co robi, chwyciła oburącz kij jego wędki, wyrwała mu go i wyrzuciła za burtę. Wędzisko zostawiało za sobą małą bruzdę, oddalając się coraz bardziej w oszałamiającym pędzie.

– Co, u diabła… – zaczął mężczyzna z nie ukrywaną złością, po to by za chwilę przerwać, gdy jej ojczym szybkim ruchem steru zawrócił łódkę w kanale i przepłynął pędem pod mostem, prawie ocierając się o filar. Za chwilę mogła podziwiać cień ojczyma na mostku, przebijającego wzrokiem zapadającą ciemność, wreszcie bez słowa wskazującego jakiś kształt na wodzie. Spojrzeli w tamtą stronę i dostrzegli wędkę, z korkiem podskakującym na powierzchni. Gdy podpłynęli bliżej, pochyliła się i wyciągnęła wędkę, jednocześnie zwalniając blokadę kołowrotka.

1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)