Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]
Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]

Электронная книга - «Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]». Краткое содержание книги:

Wieloletni władca Majipooru, który zapewnił swoim poddanym niebywały dobrobyt, spoczywa na łożu śmierci. Zanim jednak tron obejmie Lord Confalume, musi zostać wyznaczony również jego następca. Niemal pewnym kandydatem jest książę Prestimion, gdyż Korsibarowi, jako synowi Confalume’a, tradycja zakazuje dziedziczenia władzy po ojcu. Korsibar postanawia zburzyć panujący porządek, używając w tym celu magii. Wybucha krwawa wojna domowa.
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 132
Перейти на страницу:

— A więc nasza strategia jest ustalona — powiedział Gialaurys. — Spotkamy się z nimi tu, na Marraitis, jak proponowałem.

— Nie — zaprzeczył Prestimion. — Nie możemy czekać. Jeśli obie armie się połączą, jesteśmy zgubieni. Raporty mówią o sile znacznie większej niż nasza. Albo rozproszą nas tu, na łąkach, albo będą parli na wschód, aż utoniemy w rzece.

— Co więc proponujesz? — spytał Sepiach Melayn.

— Która armia pierwsza osiągnie Jhelum? — zwrócił się do Svora Prestimion.

— Farholta. Droga południowa jest krótsza.

— Doskonale. Niech nadchodzą. Nakarmimy nimi ich własne mollitory. Proponuję, żebyśmy pierwsi przekroczyli rzekę. Okrążymy ich i zaatakujemy od tyłu, jeszcze kiedy będą budować łodzie. Farholt z pewnością nie będzie się spodziewał ataku od wschodu.

— Dotrzemy tam wystarczająco szybko? — zaniepokoił się Sepiach Melayn.

— Dotarliśmy tulaj wystarczająco szybko, prawda? — odparł Prestimion.

Tej nocy Preslimion samotnie obszedł obóz. Rozmawiał z Valiradem Visto, odpowiedzialnym za wierzchowce, z diukiem Miaule, z Thurmem z Sirynx i Deslinnem Javadem z Glaunl. Odwiedził nawel wojska Zimroelu, by spędzić nieco czasu z Gaviadem i Gaviundarem. Nim do nich dotarł, Giavad zdążył się już upić. Wielki Gaviundar powitał Prestimiona, jakby nie byli dalekimi krewnymi, lecz wręcz braćmi. Zamknął go w niedźwiedzim uścisku i przytulił do rudej brody, śmierdzącej niemiłosiernie czosnkiem i suszonym mięsem smoków morskich.

— Przez całe życie czekaliśmy, żeby się poznać, a to zdecydowanie za długo — ryknął. — Kiedy jednak znajdziesz się na Zamku, zostaniemy dobrymi przyjaciółmi, prawda, Preslimionie? — On też najwyraźniej pił. — Mój brat prokurator — mówił dalej — uważa cię za najlepszego człowieka na świecie, najlepszego ze wszystkich. Z laką tęsknotą czeka na dzień, w którym zostaniesz Koronalem, jakby to jemu mieli nałożyć koronę.

— Jestem mu wielce wdzięczny za udzieloną mi pomoc — odparł Prestimion. — Za twoją i twego brata lakże. — Zerknął na Gaviada, który w pełnej zbroi leżał z twarzą w talerzu, a chrapał tak głośno, że aż odpowiadały mu zakochane gappapaspy z odległej rzeki.

Powróciwszy do własnego obozu, chodził od namiotu do namiotu, niespokojny, nie czujący potrzeby snu, choć zrobiło się już bardzo późno. Przez pewien czas rozmawiał z bratem Taradathem, potem z Septachem Melaynem, a wreszcie z młodym Spalirisesem, który niecierpliwie wyczekiwał nigdy przedtem nie widzianej bitwy.

W namiocie Thalnapa Zelifora nadal płonęło światło. Kiedy zajrzał do środka, zobaczył Vroona pochylonego nad warsztatem, pracującego nad czymś, co na pierwszy rzut oka przypominało rohillę: skomplikowany, zamykający się w okrąg wzór utkany z jaskrawozłotych drutów i kawałków kryształu. To coś było jednak zbyt wielkie na amulet, rozmiarami przewyższało rohillę dziesięciokrotnie, wyglądało bardziej jak korona niż cokolwiek innego.

— Co to jest? — spytał książę. — Jakieś nowe czarnoksięskie urządzenie? Czy za jego pomocą możesz zapewnić zwycięstwo w bitwie z armią Farholta?

— Nie ma w tym czarnoksięstwa, o Prestimionie. Pamiętasz nasze rozmowy w lochach? Mówiłem ci o budowanym przeze mnie mechanizmie, dzięki któremu mógłbym wzmacniać wybiegające z ludzkich umysłów fale, czytać cudze myśli i zaszczepiać swoje własne?

— Pamiętam, że Gonivaul najął cię, byś to dla niego zrobił, owszem.

— Próbuję teraz zrekonstruować ten mechanizm — tłumaczył Vroon. — Pierwszy, nie wykończony jeszcze egzemplarz pozostawiłem wraz ze wszystkimi notatkami, nie zdążyłem ich zabrać, tak szybko opuszczaliśmy Zamek. Zacząłem pracę od nowa, kiedy rozbiliśmy obóz.

— W jakim celu?

— Oczywiście w celu sięgnięcia przez Jhelum i nawiązania kontaktu z umysłami naszych przeciwników, poznania ich intencji, strategii…

— Ach! Będzie to bardzo przydatne urządzenie. Zdołasz je dokończyć?

— Nieprędko — przyznał ze smutkiem Vroon. — Pewne niezbędne części pozostały na Zamku wraz z innymi maszynami; nie znalazłem jeszcze sposobu, by je tu odtworzyć. Ale pracuję z nadzieją, o Prestimionie, że kiedyś będę w stanie podarować ci je jako wyraz wdzięczności za uratowanie mi życia.

— To Dantirya Sambail uratował ci życie, nie ja. — Prestimion uśmiechnął się. — A w dodatku, jak mi się zdaje, przez przypadek. To on zmusił Korsibara do uznania naszej wolności; przy okazji uwalniania z lochu mnie, uwolnił także i ciebie. Nie ma to jednak wielkiego znaczenia — jeśli dokończysz to urządzenie, zostaniesz za nie hojnie wynagrodzony. Nie dysponuję potęgą wystarczająco wielką, by lekceważyć możliwość odczytania myśli przeciwnika.

Pożegnał się z magiem i pozostawił go pochylonego nad zwojami złotego drutu. Poszedł do swojego namiotu, usiadł, myślał o tym, co miało się wkrótce zdarzyć, aż wreszcie zasnął, a wraz ze snem pojawiły się sny.

Śnił o tym, że trzyma planetę Majipoor w dłoni jak kulę, a kiedy spojrzał na ten świat, widział go niczym wielki, precyzyjnie utkany gobelin wiszący w ciemnym holu, w którym na kominku płonął ogień. Mimo panującego tam mroku widział szczegóły tkaniny z niezwykłą wręcz wyrazistością. W chwiejnym świetle ognia oglądał elfy, demony, przedziwne zwierzęta i ptaki poruszające się tu i tam w ciemnym lesie, wśród kolczastych krzewów; tu i tam wśród pięknych roślin widniały jasne polany. W gobelinie widział błyski światła słonecznego i gwiazd, i przepiękne drogie kamienie, różne kolory ludzkich włosów i wężowych łusek. A wszystko to cudowne było ponad ludzką miarę, otoczone aurą niespotykanej w rzeczywistości urody.

Kiedy się obudził, przez długą chwilę wydawało mu się, że pozostaje w magicznym świecie swego snu. Potem jednak podszedł do wyjścia z namiotu, wyjrzał i zobaczył świat szary, skąpany w deszczu. Deszcz nie padał, lecz lał się z nieba niczym fala potopu.

Całą drogę powrotną w kierunku rzeki przeszli w deszczu, padającym nieprzerwanie dzień i noc. Świat zmienił się w ocean śliskiego błota.

— Wolałbym już przekraczać tę przeklętą przełęcz Ekesta dziesięć razy biegiem niż zmagać się z błockiem — powiedział Gialaurys, klnąc szpetnie.

Mimo to maszerowali cierpliwie po tej strasznej krainie podmokłych bagien, w niczym nie przypominającej twardej ziemi, po której rok temu szło się im tak wygodnie. W ciągu jednej nocy dolinę Jhelum nawiedziła zima, a zima była tu, zdaje się, okresem nieprzerwanie lejącej się z nieba wody.

Kiedy znaleźli się nad rzeką, zobaczyli, że wystąpiła z brzegów. Łodzie i tratwy, które pozostawili przy brzegu jesienią, zmiecione zostały falą powodzi. I tak zresztą potrzebowali nowych, armia bowiem zwiększyła się wielokrotnie. Zabrali się za budowę łodzi i rąbanie drzew, z których splatali tratwy. Czy jednak przeprawa była w ogóle możliwa? Poziom wody wznosił się dosłownie z dnia na dzień.

Prestimion poprosił o ochotników, którzy przeprawiliby się na drugi brzeg i rozpoznali sytuację. Wystąpiło z tysiąc żołnierzy — wybrał spośród nich sześciu, dał im mocną tratwę i z niepokojem patrzył, jak wzburzona woda miota nią w górę i w dół. Rzeka była tak szeroka, że w deszczu ledwo dostrzegali drugi brzeg, Septach Melayn jednak, stojący na szczycie wieży strażniczej i pilnie wpatrujący się w mrok, oznajmił wreszcie:

— Są po drugiej stronie.

Zwiadowcy powrócili po sześciu dniach z wiadomością, że armia Farholta dotarła do Jhelum i obozuje na brzegu, trzydzieści mil dalej w dół rzeki, czekając na poprawę pogody.

— Ilu ich jest? — spytał Prestimion.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 132
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)