Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]
Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]

Электронная книга - «Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]». Краткое содержание книги:

Wieloletni władca Majipooru, który zapewnił swoim poddanym niebywały dobrobyt, spoczywa na łożu śmierci. Zanim jednak tron obejmie Lord Confalume, musi zostać wyznaczony również jego następca. Niemal pewnym kandydatem jest książę Prestimion, gdyż Korsibarowi, jako synowi Confalume’a, tradycja zakazuje dziedziczenia władzy po ojcu. Korsibar postanawia zburzyć panujący porządek, używając w tym celu magii. Wybucha krwawa wojna domowa.
1 ... 89 90 91 92 93 94 95 96 97 ... 132
Перейти на страницу:

— Owszem, Jhelum — potwierdził Nemeron Dalk.

— Świetnie. Skierujemy się na zachód, przekraczając góry tą twoją przeklętą przełęczą. Do vorzaków, jeśli zechcą nas niepokoić, możemy rzucać kamieniami. Zejdziemy z gór, co nie powinno sprawić większych kłopotów. Przekroczymy rzekę i rozbijemy obóz tu, na jej zachodnim brzegu. Są to, jak sądzę, łąki Marraitis, gdzie hoduje się i szkoli najlepsze wierzchowce bojowe. Rozumiecie teraz, o co mi chodzi?

— Jeśli chcemy wygrać następną bitwę, będziemy potrzebować kawalerii — powiedział Septach Melayn.

— Właśnie. Zarekwirujemy wierzchowce ludziom z Marraitis, wyślemy posłańców do miast, które uznamy za nastawione przyjaźnie do naszej sprawy, z prośbą o ochotników, stworzymy i wyćwiczymy karną armię, a nie przypadkową zbieraninę, którą Navigorn rozbił wczoraj w puch. Korsibar dowie się w końcu, gdzie jesteśmy, i wyśle swe oddziały przeciwko nam. Ale nie przełęczą, jeśli jest rzeczywiście miejscem tak okropnym, jak przekonywali nas o tym ci dwaj dżentelmeni. Jego wojska okrążą góry od północy lub od południa, co zajmie im parę miesięcy; więc jeśli my przejdziemy Ekestę, zyskamy na czasie i znajdziemy się na zachodzie na długo przed nimi, co da nam możliwość dobrego przygotowania się do walki. Warto podjąć wysiłek i pójść po najgorszej z dróg.

— Co sądzisz o tej przełęczy? — zwrócił się do Thalnapa Zelifora Svor. — Jak myślisz, da się nią przejść?

Vroon uniósł macki i ułożył je w tajemniczy wzór.

— Będzie to trudne, lecz możliwe — oznajmił.

— Trudne, lecz możliwe. Doskonale. — Prestimion uśmiechnął się. — Postanowiłem uwierzyć w twe zdolności i uznaję informacje, którymi się z nami dzielisz, za prawdziwe i szczere. — Rozejrzał się dookoła. — A więc zgodziliśmy się wszyscy. Idziemy przez przełęcz Ekesta do Jhelum, przekraczamy rzekę — jak, o to będziemy się martwić później — i zakładamy obóz na łąkach Marraitis. A kiedy znów ruszymy do walki z uzurpatorem, będziemy mieli wreszcie przyzwoitą armię.

— Żeby nie wspomnieć o posiłkach, które do tej pory Dantirya Sambail z pewnością prześle nam z Zimroelu.

— Widzę w twym oku złośliwy błysk — wtrącił Septach Melayn. — Czyżbyś wątpił w przybycie armii prokuratora?

— Ja zawsze mam w oku złośliwy błysk — zaprotestował Svor. — To nie moja wina, taki się urodziłem.

— Skończcie z tymi docinkami — przerwał im Prestimion. — Jeśli Bogini zechce, prokurator dotrzyma słowa. Na razie naszym zadaniem jest dotarcie do Marraitis. Musimy przygotować się do prowadzenia wojny lepiej, niż byliśmy przygotowani wczoraj. O to, co się zdarzy później, będziemy się martwili później.

W południe w lesie pojawiło się zaopatrzenie — tyle, ile zostało go po bitwie — w tym bagaże i broń. Miło było przebrać się w czyste ubrania. Przybyło jeszcze kilkuset żołnierzy. Kiedy wydawało się pewne, że nikt więcej nie szuka ich w lesie, Prestimion wydał rozkaz marszu przez góry Trikkala w kierunku leżącej za nimi rzeki Jhelum.

Kiedy wyszli z lasu, znaleźli się wśród zwykłych pól, wkrótce jednak krajobraz się zmienił, byli bowiem coraz bliżej słynnej Fontanny Gulikapa. Najpierw pojawiły się ciepłe mineralne źródła, zmieniające ziemię w wilgotną, brązową jałową pustynię, następnie gejzery, kredowe tarasy przypominające stojące obok siebie wanny, w których stała woda porośnięta różnokolorowymi algami.

Prestimion zatrzymał się na chwilę, obserwując w zdumieniu czarną parę tryskającą na wysokość setek stóp z krateru w kształcie worka.

Następnie przekroczyli równinę zeszklonych odpadów, skręcając często, by ominąć szerokie szczeliny, z których wydobywały się śmierdzące zgnilizną gazy.

— Gdybym tu mieszkał, z pewnością uwierzyłbym w demony — powiedział Prestimion co najmniej na pół poważnie. — Wygląda to zupełnie jak część innego świata, przeniesiona na naszą planetę kaprysem maga.

Svor, który niegdyś tu już był, uśmiechnął się i poradził księciu, by zaczekał na to, co jeszcze przed nimi.

Omijali teraz ciepłe źródła ułożone w jakiś skomplikowany wzór, bulgoczące, falujące. W każdej chwili groziło im zalanie wrzącym płynem. Niebo nawet w południe było szaroniebieskie od dymów zasłaniających słońce, powietrze przesycał gorzki zapach. Skórę szybko pokrył im ciemny, unoszący się w powietrzu pył. Prestimion widział, jak Septach Melayn lekko przesuwa po policzku paznokciem i pozostaje jasna smuga. Tereny wokół gejzerów, mimo iż straszne, były jednak zamieszkane. Tuż przy ziemi wiły się jakieś różowe stworzenia o wielu nogach, od czasu do czasu podnosiły głowy i studiowały ich rzędami oczu jak czarne korale.

Krainę gejzerów i gorących źródeł zamykała skalna ściana rozciągająca się z północy na południe. Wspięli się na nią i zeszli po zachodniej stronie w strefę tak niezwykłą, iż Prestimion zorientował się natychmiast, że musi to być królestwo fontanny.

W przedziwnym świetle przefiltrowanych przez dym słonecznych promieni dostrzegli zupełnie nagą, idealnie płaską równinę. Nie rósł tu ani jeden krzak, ani jedno drzewo, monotonii nie zakłócał ani jeden głaz; równina rozciągała się jak okiem sięgnąć aż do horyzontu; mogliby przysiąc, że dzięki niej widzą krzywiznę powierzchni świata. Ziemia była ceglastoczerwona. Na wprost bił w niebo snop światła, idealnie prosty niczym wielka marmurowa kolumna, i ginął gdzieś, w najwyższych warstwach atmosfery. Szeroki, według szacunku Prestimiona, na dobre pół mili, lśnił jak polerowany kamień.

— Popatrzcie — powiedział Svor. — Oto Gulikap. Prestimion uświadomił sobie nagle, że to nie kamień, lecz raczej wytrysk czystej energii. W środku fontanny wyraźnie widać było ruch, wir. Kolory zmieniały się przypadkowo, raz przeważała czerwień, raz zieleń, błękit lub brąz. Niektóre części fontanny wydawały się gęstsze od innych. Gdzieniegdzie tryskały z niej iskry. Szczyt kolumny niedostrzegalnie mieszał się z chmurami, przyciemniając je. Słychać było nieustanny szum i trzaski jakby wyładowań elektrycznych.

Prestimion uznał widok tej fontanny blasku wznoszącej się pośrodku jałowej pustki za przytłaczający. Było to berło mocy, jądro zmiany i stworzenia, oś potęgi, wokół której kręcić by się mogła cała ich wielka planeta.

— Jak myślisz, co by się stało, gdybym jej dotknął? — spytał Svora.

— Znikłbyś w mgnieniu oka. Cząsteczki twego ciała na wieczność tańczyłyby w słupie światła.

Podeszli nieco — bliżej się nie ośmielili. Widzieli teraz, że otacza ją szeroki zeszklony pas, biały jak kość i gładki niczym porcelana. Ten nieprawdopodobny wytrysk światła rodził się gdzieś w mrocznej czeluści ziemi. Jakie siły się tam ścierały, Prestimion nie potrafił się nawet domyślić. Patrząc na ten cud mocy, objawiony jego oczom, nagle w całej pełni zdał sobie sprawę z majestatu i wspaniałości swego świata, z jego oszałamiającego piękna, nieprawdopodobnej różnorodności cudów Majipooru. Poczuł też smutek, bo niektóre z tych cudów miała pomniejszyć wojna. A jednak nie było wyboru. Świat utracił harmonię i należało ją przywrócić.

Przyglądał się fontannie przez bardzo długą chwilę. Potem wydał rozkaz ominięcia jej i kontynuowania marszu na zachód.

6

Przeprawa przez przełęcz Ekesta zajęła im trzynaście dni. Nemeron Dalk oznajmił, że o krótszej w życiu nie słyszał. Maszerowali dzień i noc, niemal się nie zatrzymując, zupełnie jakby po piętach deptali im żołnierze Navigorna. Był to ciężki wysiłek, Thalnap Zelifor miał jednak rację — zdobycie przełęczy nie było niemożliwe, tylko bardzo trudne.

1 ... 89 90 91 92 93 94 95 96 97 ... 132
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)