Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Żelazna rada [Iron Council - pl]
Żelazna rada [Iron Council - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Żelazna rada [Iron Council - pl]

Электронная книга - «Żelazna rada [Iron Council - pl]». Краткое содержание книги:

Nadszedł czas buntów i rewolucji, konfliktów i intryg. Nowe Crobuzon jest rozszarpywane od zewnątrz i od wewnątrz. Wojna z nieodgadnionym państwem-miastem Tesh i zamieszki w kraju popychają kipiącą życiem metropolię na skraj katastrofy. Pośród tej zawieruchy tajemnicza, zamaskowana postać wywołuje dziwny bunt, a zdrada i przemoc wybuchają w nieoczekiwanych miejscach. Grupa zdesperowanych uciekinierów z miasta przemierza dziwne i obce kontynenty w poszukiwaniu zaginionej nadziei, nieśmiertelnej legendy. W crobuzońskiej, krwawej godzinie największego zagrożenia ludzie szepczą do siebie: To jest czas Żelaznej Rady.
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 128
Перейти на страницу:

— Kto?

— Burmistrzyni.

Ori zmarszczył brwi. Rozległy się kolejne okrzyki: „Ona nie żyje?”, „Ta suka poszła do piachu?”, „Co to za wariat?”, „On jest obłąkany, nie dałbym złamanego stivera za…”.

— Nie mam pojęcia, o czym ty gadasz, chłopie. Lepiej się stąd zmywaj.

Usłyszał odgłos odbezpieczania broni.

— Ale co…

— Posłuchaj, przyjacielu, czy ktoś może za ciebie zaświadczyć? Bo bez tego przejścia nie ma. Znajdujesz się na ziemi niczyjej, a to nie jest bezpieczne miejsce. Lepiej spieprzaj do Starego Miasta albo podaj mi jakieś nazwisko, a my cię sprawdzimy.

Uniosły się głowy, do mówiącego podeszły posiłki. Uzbrojony oddział, ludzie i inne rasy, broń gotowa do strzału pod trzepoczącymi flagami.

— Bo teraz stoisz na progu, kolego, a trzeba być po którejś stronie. Nie jesteśmy tutaj od wczoraj. Od wielu dni w mieście są dwie władze. Miałeś dużo czasu na wybór, chłopie. Albo północ — rozległy się buczenia — i powrót do przeszłości, albo my tutaj, Kelltree, Echomire i Dog Fenn, przyszłość, która już się zaczęła. Podejdź do mnie powoli, z rękami do góry. Rzucimy na ciebie okiem, tępaku. — Zabrzmiało to niemal życzliwie. Rozbiła się jakaś butelka. — Podejdź bliżej. Witamy na Wolnych Terytoriach, chłopie. Witamy w Crobuzońskim Kolektywie.

CZĘŚĆ SIÓDMA

PLAMA

Rozdział dwudziesty trzeci

— Nie podoba mi się, że przed nimi uciekamy.

— Przecież słyszałeś, co mówili. Nie możemy ryzykować. Wysłali ekspedycję wojenną, żeby nas zniszczyć.

— Ale skoro musimy uciekać, to, na Jabbera, dlaczego z powrotem do miasta, do jaskini lwa?

— To nie tak. Wyślemy wiadomość. Nasz powrót zmieni sytuację. Kiedy tam dotrzemy, przywita nas nie milicja, tylko wiwatujący mieszkańcy. Wrócimy do zupełnie innego miasta.

Cutter i jego przyjaciel stali oparci o ścianę przebudowanego wagonu w przerwie między tańcami. Podróż była uciążliwa, toteż każdego wieczoru Radni pląsali w ciemnościach do zaimprowizowanych rytmów.

Oczywiście nie obyło się bez ofiar. Ktoś postawił fałszywy krok na skraju przepaści, wirusy i bakterie z niezamieszkanych obszarów zbierały swoje żniwo, wreszcie grasowały drapieżniki złożone wyłącznie z pazurów, zębów i wąsów. Drogon przyłączał się do myśliwych z Żelaznej Rady i wracali z głowami tych dziwnych zwierząt, nowymi ranami i opowieściami. „Ten jest fazowy, więc zaczekaliśmy, aż zlodowacieje, i strzeliliśmy mu w serce. To widzi zębami”.

Cutter kilka razy był świadkiem zastosowania nowej taumaturgii stworzonej przez Radę. Nie uratowałaby ich przed milicją. Rada próbowała uprzykrzać życie pogoni, wysadzając w powietrze mosty, zasypując rowy gruzem. Judasz zastawiał pułapki, które mogła uruchomić tylko większa grupa ludzi. Budował ich, ile się tylko dało, a każda wysysała z niego energię. Cutter wyobrażał sobie, jak ziemia wybrzusza się, zapada, staje postacią z kamienia, ze zwalonego drzewa, z wody w strumieniu. Judasz zaszczepiał w ich świadomości tylko jeden rozkaz, niezacieralny i prosty: „Walcz!”. Substancja tych ziem nie miała zdziczeć, tylko zorganizować się i nękać milicję ciosami Pięści.

O ile milicja dotrze tak daleko, co Cutterowi wydawało się prawdopodobne. Część zginie, ale większość przeżyje. Jeśli przybili do brzegu i wpadli na trop Rady, to nawet wielkie golemy Judasza ich nie powstrzymają. Milicja prędzej czy później dogoni maruderów, tych, którzy nie potrafią dotrzymać Radzie kroku. Żelazna Rada liczyła na Krainę Tysiąca Plag. Strefa kakotopiczna powinna ukryć ich ślad.

* * *

— Nie sądziłem, że jeszcze to kiedyś zobaczę — powiedział Judasz.

Stali na skalistym wzniesieniu nad torowiskiem, rozciągniętą karawaną ludzi, pieszych albo dosiadających mułów, towarzyszących niwelatorom.

„A jeśli Rada nagle zmieni swoją politykę?” — pomyślał Cutter. „W połowie drogi większość uzna, że trzeba wracać?”

Wracać tam. Słońce zachodziło za ich plecami. Zrobiło się zielonkawe, jakby zaśniedziało. W tym chorobliwym świetle patrzyli na północny wschód, w głąb Krainy Tysiąca Plag. W kilka tygodni pokonali setki kilometrów i znaleźli się na skraju strefy.

Cutter zbielał na jej widok.

— Qurabin, zdradź nam tajemnicę. Co to jest? Co tam się dzieje?

Usłyszeli coś jakby szelest.

— Niektórych tajemnic nie chcę znać — odparł głos mnicha.

Kraina Momentu. Oblewana przez tę nieopisywalną, niszczycielską energię, formotwórczą eksplozję, przerażającą płodność. Aspekty. „Nie widzimy jej takiej, jaka naprawdę jest” — pomyślał Cutter. „Widzimy tylko jedno jej oblicze. Jeden sposób istnienia”.

Peryferia Krainy Tysiąca Plag stanowiły strefę przejściową, geografię tylko połowicznie z tego świata, a połowicznie jak ze złego snu. Kamienne rogi i drzewa, które wyglądały jak kamienne rogi, lasy grzybów wysokości człowieka i paproci górujących nad karłowatymi sosnami, a w trochę większym oddaleniu płaska wanna wyschniętego ujścia rzeki, gdzie niebo zdawało się wciskać między zbyt wysokie formacje geologiczne. Ani ślad ruchu. Ta quasi-kraina ciągnęła się aż po horyzont — wiele kilometrów do przebycia.

Cutter nie wiedział, czy widzi góry, czy może owady latające blisko jego oczu: to drugie było wykluczone, ale niemożność zogniskowania wzroku rozstrajała go. „Czy to jest las, tam, daleko? A może nie las, tylko smolne wybroczyny? A może nie smolne wybroczyny, tylko ocean kości, mozaikowa ściana węgla albo strup wielkości miasta”.

Niczego nie umiał rozpoznać. Widział górę, ale o niespotykanym kształcie i z wierzchołkiem pokrytym śniegiem, który nie miał koloru śniegu i nie był śniegiem, lecz czymś żywym i tenebrotropicznym. Mackami wielkości drzew materia sięgała po nadciągające ciemności. Światła na niebie, gwiazdy, potem ptaki, księżyce, dwa albo trzy księżyce, brzuchy kilometrowych robaczków świętojańskich, a potem nic.

— Nie potrafię do tego dotrzeć — głos Qurabina budził trwogę. — Są rzeczy, których Moment Zasłoniętego i Ukrytego nie wie albo boi się powiedzieć.

Momentokrajobraz był wieloznaczny, histeryczny i pełen anomalii, zezwierzęconego kamienia, który polował tak, jak „z natury rzeczy musi polować granit”, hybrydowych niemożliwości. Wszyscy słyszeli te historie: drzewo karaluchowe, chimera z kozy i ducha, gadoinsekty, drzewopodobne byty, prawdziwe drzewa, które stały się dziurami w czasie. Przekraczało to wytrzymałość Cuttera. Wytężał oczy i rozum, żeby to wszystko rozpoznać, uchwycić, uporządkować.

— Jakim cudem udało im się przez to przejechać?

— Nie przez — zaprotestował Judasz. — Nie zapominaj o tym. Przejechali skrajem strefy, tak blisko, żeby milicja nie odważyła się ich ścigać.

— Tak blisko, żeby umrzeć — stwierdził Cutter i Judasz spuścił głowę. — Jakie istoty tam mieszkają?

— Nie sposób je wyliczyć — powiedział Judasz. — Każda jest indywidualna. O niektórych na pewno słyszałeś — znikalcy, calowcy na obrzeżach…

— Tam, gdzie my będziemy.

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)