Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tytan [Titan - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tytan [Titan - pl]

Электронная книга - «Tytan [Titan - pl]». Краткое содержание книги:

Habitat Goddard — kosmiczna arka z dziesięciotysieczną załogą na pokładzie — wchodzi na orbitę Saturna. Naukowcy wysyłają sondę na Tytana, ale zaraz po wylądowaniu przestaje ona wysyłać sygnały. Jednocześnie doktor Wunderly robi wszystko, żeby doszło do jeszcze jednego lotu przez pierścienie planety; podejrzewa, że żyją w nich mikroorganizmy.
1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 106
Перейти на страницу:

Cardenas z uporem potrząsnęła głową.

— To nie mogą być nanomaszyny.

— Czemu?

— Bo nanomaszyny w przyrodzie nie istnieją. Ktoś musi je zbudować. — I zanim Negroponte zdołała coś powiedzieć, dodała: — My tego na pewno nie zrobiliśmy. Poza tym nie przypominają żadnych nanomaszyn, które dotąd widziałam.

— A jeśli zostały zbudowane przez kogoś innego?

— Inteligentnych obcych? Obcych budujących nano? — Cardenas usiłowała wykpić ten pomysł, ale udało jej się tylko roześmiać.

— To nie jest takie śmieszne — oświadczyła Negroponte. — Te gigantyczne stworzenia podobne do wielorybów w oceanie na Jowiszu mogą być inteligentne. I ten artefakt w Pasie…

— To tylko plotka.

— Naprawdę?

— A nie?

Negroponte wstała z laboratoryjnego taboretu, sztywno, jakby za długo siedziała w tej samej pozycji. Wskazała gestem jeden z ekranów i rzekła stanowczo:

— To nie są organizmy biologiczne. Tego jestem pewna.

— Mimo tego, co napisałyście z Wundedy w raporcie? Skinięcie.

— Mimo tego.

Cardenas oderwała wzrok od zatroskanej twarzy pani biolog i spojrzała na ekran, na którym było widać krystaliczną siateczkę jądra komórkowego, po czym spojrzała znów na Negroponte.

— Posłuchaj, mamy tu do czynienia z pozaziemską biologią. Nic nie musi wyglądać tak samo, jak u nas.

— Marsjańskie organizmy mają rozpoznawalne DNA w jądrze komórkowym. Tak samo powietrzna fauna na Jowiszu.

— To nie mogą być maszyny — upierała się Cardenas. — Kto miałby je zbudować? W Układzie Słonecznym nie ma poza nami inteligentnych istot na tym poziomie techniki, a niewątpliwie my niczego takiego w pierścieniach Saturna nie umieszczaliśmy.

— Może tych, którzy je zbudowali, już tu nie ma — odparła natychmiast Negroponte.

— Chcesz powiedzieć, że wymarli? Biolog wzruszyła ramionami.

— Może byli to goście z innego układu gwiezdnego, którzy zapłodnili nasze światy.

— Nanomaszynami? — I życiem.

Cardenas opadła na taboret.

— To tylko spekulacja, Yolando.

Poczuła jednak dreszcz niepokoju, który przebiegł jej po kręgosłupie.

— Obiekty transneptunowe? — Tavalera, siedzący naprzeciwko Holly w kafeterii, wyglądał na zaskoczonego i zdenerwowanego.

Pokiwała głową z entuzjazmem.

— Stavenger podsunął mi ten pomysł. Jest ich tam zyliony! Stamtąd pochodzą komety.

Późnym popołudniem kafeteria była prawie pusta, ale i tak szum rozmów i pobrzękiwanie naczyniami były na tyle głośne, że Tavalera musiał podnieść głos.

— Przecież orbita Neptuna jest ponad dwadzieścia jednostek astronomicznych stąd — zaprotestował. — To dwa razy dalej od Słońca, niż my teraz jesteśmy, na litość boską.

— Wiem — odparła Holly, wgryzając się radośnie w pseudoburgera. Przełknęła i mówiła dalej: — Myślałam, że to bardzo daleko, dopóki nie zajrzałam do naszego programu astronawigacyjnego.

Twarz Tavalery wydłużyła się jeszcze bardziej.

— Nie mów mi, wiem. Nie chodzi o odległość jako taką, ale o delta v. Uczyłem się astronawigacji.

— Więc rozumiesz — rzekła Holly. — Stąd, gdzie teraz jesteśmy, moglibyśmy wysyłać statki do Pasa Kuipera, które tam przechwytywałyby wielkie bryły lodu i wprowadzały je na orbity, które sprowadzałyby je do nas. Albo do Układu Ziemia-Księżyc, albo do Pasa Asteroid, gdzie tylko byśmy chcieli. Po prostu przylecą tu same dzięki siłom grawitacji, wystarczy je trochę popchnąć.

Tavalera uśmiechnął się, podekscytowany, na przekór sobie.

— Mogłabyś zachęcić siostrę, żeby się tym zajęła.

— Pewnie! Pancho spodoba się ten pomysł!

Nabił na widelec kawałek własnego burgera i żuł go przez chwilę z namysłem, a Holly tymczasem mówiła:

— Wiem, że mnie rozumiesz, Raoul. Moglibyśmy zdobyć wodę bez potrzeby eksplorowania pierścieni. Moglibyśmy być bogaci, nie wdając się w konflikt z MUA.

— Wiesz — rzekł Tavalera niechętnie — może nawet wcale nie trzeba by było latać do Pasa Kuipera.

— Co masz na myśli?

— Komety przelatują tędy cały czas. Są wyrzucane ze swoich orbit i lecą do wewnętrznych regionów Układu Słonecznego.

— Tylko jedna albo dwie w roku.

— Raczej dziesięć do dwunastu. Ale one są wielkie, Holly. Całe kilometry średnicy. W każdej woda na rok albo więcej. Więcej.

— Moglibyśmy przechwytywać komety! Tavalera pokiwał głową.

— Mogłabyś stać się głównym dostawcą wody dla Selene i wszystkich innych, nawet nie tykając pierścieni.

— Niesamowite! Poczekaj, jak rzucę tym Eberly’emu — Holly odsunęła krzesło z takim hukiem, że wszyscy dookoła zaczęli się na nią gapić. — Nie mogę się doczekać następnej debaty!

Tavalera uświadomił sobie, że oto ukręcił bicz na własne plecy.

28 MAJA 2096: SWOBODNE SPADANIE

Wstrząsy stały się coraz słabsze, aż w końcu całkiem ustały. Gaeta otworzył oczy. Chmura płonących gazów, która otaczała osłonę, znacznie zbladła. Poczuł masę i kołysanie osłony, która spadała jak liść na wietrze w gęstej, mętnej warstwie chmur atmosfery Tytana.

Nie było widać żadnych gwiazd. Pomyślał o uruchomieniu systemu obserwacji w podczerwieni, ale to oznaczałoby, że musi puścić jeden z uchwytów, by stuknąć w przycisk na mankiecie skafandra. Nie miał ochoty puszczać uchwytów. Jeszcze nie, powiedział sobie w duchu. Trzymaj się tego paskudztwa tak długo, jak będziesz musiał. Na bohaterstwo będziesz miał jeszcze mnóstwo czasu.

— …koniec zaniku łączności — usłyszał głos Fritza, który znowu brzmiał, jakby był lekko rozdrażniony. — Słyszysz mnie?

— Słyszę dokładnie — odparł Gaeta, wiedząc, że transmisja jest przekazywana przez sieć minisatelitów umieszczonych na orbicie Tytana przez Urbaina. Pokonanie dystansu trwało aż dwanaście sekund.

— Rzeczywiście odzyskałeś łączność — powiedział Fritz. Gaeta pomyślał, że usłyszał w jego głosie ulgę.

— Tak, lecę teraz przez dolne warstwy atmosfery. Niebo jest całkiem pokryte chmurami, ale na dół przenika dość światła, żeby dało się coś zobaczyć.

Potem poczekał dwanaście sekund na odpowiedź Fritza.

— Kiedy osłona ulegnie zniszczeniu, możesz włączyć podczerwień.

— Tak. Rozumiem.

Patrząc na plan misji wyświetlany po lewej stronie wizjera hełmu, Gaeta dostrzegł, że osłona rozpadnie się za trzy i pół minuty. Dwieście dziesięć sekund. Wystarczająco dużo czasu, żeby trochę wszystko ogarnąć.

— Sprawdź układy wewnętrzne — polecił Fritz.

— Zrozumiałem, sprawdzam układy wewnętrzne. Gaeta ostrożnie puścił uchwyt, który trzymał prawą ręką i wysunął rękę z rękawa skafandra. Następnie zaczął od kontroli systemów podtrzymywania życia. Na szybce hełmu wyświetliły się dane systemów: dopływ powietrza, pompy, grzejniki, obieg wody, wszystkie paliły się na zielono. Przeszedł następnie do sprawdzania serwomotorów, integralności strukturalnej pancerza, następnie czujników. Wszystko w granicach normy.

Fritz brzmiał prawie, jakby był zadowolony.

— U nas też wszystko świeci na zielono.

— Wszystko na zielono — zgodził się Gaeta. Znów opóźnienie spowodowane odległością.

— Osłona ulegnie samozniszczeniu za czterdzieści trzy sekundy.

— Czterdzieści trzy, zrozumiałem — odparł Gaeta starając się, by jego głos brzmiał spokojnie i obojętnie. Będzie mnóstwo czasu na wrzeszczenie, jak osłona się rozpadnie, pomyślał.

1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)