Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Альтернативная история » Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]
Na zachód od Edenu [West of Eden - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]

Электронная книга - «Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]». Краткое содержание книги:

Epoka lodowcowa. Zmieniający się gwałtownie klimat zmusza ludzi i dinozaury do migracji. Gatunki, które do tej pory nie wiedziały o swoim istnieniu, stają nagle oko w oko. I zaczynają krwawą wojnę...
Porwany w dzieciństwie Kerrick dorasta wśród gadów, powoli zapominając o swoim pochodzeniu. Ale nadchodzi dzień, gdy uświadamia sobie, że jest człowiekiem. I musi wrócić wśród ludzi — łowców dinozaurów...
1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 117
Перейти на страницу:

— Podziękuj temu sammadarowi — powiedział starszy z nich. — Powiedz mu, że nasza wdzięczność nigdy nie wygaśnie. Teraz musimy wracać z nowiną.

Sorli spojrzał na ich oddalające się sylwetki i pokręcił głową.

— Nic nie rozumiem — nawet nie próbuję. Zjemy jednak ich żywność i nie będziemy o nic pytać.

Nastąpiła uczta, wszystkie sammady podzieliły się świeżym jedzeniem. Kerrick, który jadł przez całą zimę, nie tknął potraw Sasku. Wielką radość sprawiło mu żucie twardego kawałka wędzonego mięsa. Potem zapalono kamienną fajkę i Kerrick z przyjemnością się nią zaciągnął.

— Czy to lepsze miejsce od poprzedniego? — spytał.

— Na razie — odparł Herilak. — Jest tu lepsza trawa dla zwierząt, ale łowy niezbyt dobre. W poszukiwaniu zwierzyny musimy chodzić aż w góry, a to niebezpieczne, bo polują tam ciemni.

— Co więc co zrobicie? Choć łowy się nie udają, mamy żywność od Sasku.

— To dobre na jedną zimę, lecz nie na całe życie. Tanu polują, a nie żebrzą. Chyba da się polować na południu, lecz drogę tam zagradzają puste, bezwodne wzgórza, które trudno będzie przejść. Może powinniśmy spróbować.

— Rozmawiałem z Sasku o tych wzgórzach. W niektórych dolinach można nieźle zapolować, ale są już tam Kargu, jak nazywają ciemnych. Ten teren jest więc zajęty. Czy sprawdzaliście na zachodzie?

— Raz szliśmy piaskami pięć dni, potem musieliśmy zawrócić. Jest tam tylko pustynia, nic na niej nie rośnie poza kolczastym zielskiem.

— O tym też rozmawiałem z Sasku. Mówili, że jeśli zdołamy ją przejść, to po drugiej stronie znajdziemy lasy. Co ważniejsze, wydaje mi się, że znają drogę przez pustynię.

— No, to musisz ich wypytać. Jeśli przekroczymy piaski i znajdziemy teren, gdzie będą dobre łowy i nie będzie murgu, to świat stanie się taki jak dawniej, przed nastaniem chłodów, przed przybyciem murgu. — Twarz Herilaka zachmurzyła się, patrzył przymkniętymi oczyma w zgasłe ognisko.

— Nie myśl o nich — powiedział Kerrick. — Nie znajdą nas tutaj.

— Nie mogę zapomnieć. W snach idę z moim sammadem. Widzę wszystkich, słyszę łowców, kobiety, dzieci, wielkie mastodonty ciągnące włóki. Śmiejemy się i jemy świeże mięso. Potem się budzę, gdy już nie żyją, na dalekim brzegu wiatr niesie ich prochy, kości bieleją na piasku. Po takim śnie wszystkie te sammady stają się obce, pragnę je zostawić i odejść daleko. Chcę wrócić na wschód, przekroczyć góry, odnaleźć murgu i zabić ich jak najwięcej, zanim sam nie zginę. Wtedy może wśród gwiazd odzyskam spokój. Tharm nie będzie śnił. Zakończą się męki wspomnień.

Pięści wielkiego łowcy zaciskały się kurczowo, lecz palce obejmowały jedynie powietrze, gdyż wrogowie, z którymi walczył, byli równie niewidoczni, jak jego myśli. Kerrick rozumiał go, bo równie silnie nienawidził Yilanè. Teraz jednak, z Armun, z mającym narodzić się dzieckiem, życie wśród Sasku było tym, o czym zawsze marzył. Nie mógł zapomnieć Yilanè, lecz była to przeszłość, a obecnie pragnął żyć jedynie teraźniejszością.

— Chodź do Sasku — powiedział. — Porozmawiamy z mandukto. Wiedzą o różnych sprawach i jeśli jest przejście przez pustynię, to je znają. Po jej pokonaniu przez sammady odgrodzisz się od murgu podwójną zaporą; pustyni i gór. Nigdy jej nie przekroczą. Zdołasz o nich zapomnieć.

— Chciałbym. Bardziej niż o czymkolwiek innym marzę o wyrwaniu tych wspomnień z myśli w dzień, ze snów w nocy. Tak, pójdziemy porozmawiać z ciemnymi.

W przeciwieństwie do innych Tanu Herilak nie śmiał się z Sasku pracujących na polach, z silnych mężczyzn, którzy miast polować, jak na prawdziwych łowców przystało, kopią w błocie niczym kobiety. Jadł pochodzącą z ziemi żywność, dzięki niej przeżył bez głodu zimę. Gdy Kerrick pokazał mu, jak wzrastają rośliny i jak się je zbiera, patrzył z wielką uwagą.

Przyglądał się, jak suszono tagaso, z tkwiącymi nadal na łodygach żółtymi uszami tasseled; wieszano je na drewnianych ramach. W obejściach były szczury i myszy, które dobrze by się wypasły na skrzętnie gromadzonych zapasach, gdyby nie polujące na nie bansemnille. Te smukłe, długonose stworzenia, często z młodymi, które cienkimi ogonkami trzymają się grzbietów matek, tropiły szkodniki w ciemnościach, zabijały je i zjadały.

Zatrzymali się, obserwując kobiety wyłuskujące z żółtych uszu wyschłe ziarna i Ścierające je między dwoma kamieniami. Mąkę mieszano z wodą i pieczono na ogniskach. Herilak zjadł kilka placków, parząc sobie nimi palce. Maczał je w miodzie i zagryzał palącymi strąkami, wywołującymi w oczach przyjemne łzy.

— To dobre jedzenie — powiedział.

— I nigdy go nie brak. Sadzą je, zbierają i gromadzą, tak jak widziałeś.

— Widziałem. Ale tak samo zależą od zielonych pól, jak one od nich. Muszą na zawsze pozostać w tym jednym miejscu. To nie dla każdego. Gdybym nie mógł zwijać namiotu i wędrować, życie nie byłoby dla mnie wiele warte.

— Może myślą to samo o tobie. Czuliby się zagubieni nie wracając wieczorem do tego samego ogniska, nie widząc rano tych samych pól. Herilak zastanowił się i skinął głową.

— Tak, to możliwe. Widzisz wszystko inaczej, Kerricku, może dlatego, że tyle lat żyłeś z murgu.

Przerwał, gdy usłyszał, że ktoś woła Kerricka po imieniu. Biegła ku nim jedna z kobiet Sasku, krzycząc przeraźliwie. Kerrick przestraszył się.

— Dziecko się urodziło — powiedziała zdyszana.

Pobiegł, a Herilak podążał za nim wolniejszym krokiem. Kerrick był zaniepokojony, bo Armun ostatnio bardzo się martwiła. Płakała codziennie, wracały jej wcześniejsze lęki. Bała się, że urodzi dziewczynkę wyglądającą jak ona, którą wszyscy będą wyśmiewać i pokazywać palcami. Kerrick nie potrafił jej uspokoić, wiedział, że jedynie urodzenie syna rozproszy jej czarne myśli. Kobiety mają w tym wprawę, wmawiał sobie. Był o tym przekonany, gdy wspinał się pozacinaną belką do ich domostwa.

Jedno spojrzenie na jej twarz powiedziało mu wszystko.

— Patrz — powiedziała, odsłaniając białe szmatki spowijające niemowlę. — Patrz. Chłopiec, z którego ojciec może być dumny. Ładny i silny jak on.

Nie mający doświadczenia z dziećmi Kerrick uznał, że to pomarszczone, łyse i czerwone stworzenie w niczym go nie przypomina, lecz miał dość taktu, by zatrzymać te myśli dla siebie.

— Jak go nazwać? — spytała Armun.

— Jak ci się podoba. Gdy dorośnie, otrzyma imię łowcy.

— To nazwijmy go Arnwheet; chcę, by był równie silny, ładny i swobodny jak ten ptak.

— Dobre imię — zgodził się Kerrick. — Bo Arnwheet to także dobry łowca o bystrym wzroku. Jedynie Arnwheet zawisa na wietrze, potem spada i łapie zdobycz. Arnwheet wyrośnie na wielkiego łowcę, skoro zaczyna życie z takim imieniem.

Gdy Kerrick przywołał Herilaka, ten wspiął się bez trudu po karbowanym pniu do komory na górze. Wszedł do środka i ujrzał Armun kołyszącą dziecko, otoczoną podziwiającymi je kobietami. Z boku stał dumny Kerrick. Kobiety przynosiły położnicy jedzenie, dzbany wody, wszystko, czego zapragnęła. Herilak kiwnął z uznaniem głową.

— Patrz, jakie ma silne dłonie — powiedział. — Jak nimi łapie, jak chodzą mięśnie tych mocarnych rąk. To wielki łowca.

Herilak podziwiał też wygodę tego miejsca. Gliniane dzbany zawierały wodę i jedzenie, wokół leżały splatane maty i miękkie tkaniny. Kerrick wziął z półki pięknie wyrzeźbione drewniane pudełko i podał mu.

— Tu jest jeszcze inna tajemnica Sasku. Pokażę ci. Mając to, nie musisz już trzeć drewna ani nosić ze sobą ognia.

1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 117
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)