Zapiski Stanu Poważnego
- Автор: Szwaja Monika
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Zapiski Stanu Poważnego». Краткое содержание книги:
Na reporterskim horyzoncie pojawia się wprawdzie ktoś, kto by się nadał, ale niestety – ma on pewne felery, które niestety uniemożliwiają wydanie się za niego i tzw. „szczęśliwy happy end”. Poza tym co zrobić z tą koszmarną, stresującą, wyczerpującą, ukochaną pracą? Doprawdy, dziecko takiej matki musi wykazać niezłą siłę charakteru, żeby urodzić się w przepisowym terminie.
Sporo w „Zapiskach” prawdziwej telewizji, tej codziennej, nie gwiazdorskiej, takiej od podszewki. Co sympatyczniejsze postacie autorka żywcem przeniosła z rzeczywistości. Monika Szwaja przyznaje się między innymi do podobnego fioła telewizyjnego, jaki ma bohaterka „Zapisków”. Przyjaciele twierdzą życzliwie, że obie są tak samo „zakręcone”…
„Zapiski stanu poważnego” otrzymały III nagrodę w konkursie wydawnictwa Zysk i S-ka na „polską Bridget Jones”.
Popatrzyliśmy na siebie. Pierwsze sęki. Będzie ich więcej. Boże kochany, ja po prostu uwielbiam tę robotę.
Sobota, 23 września
Chandra straszna. Pogoda po prostu wymarzona, słoneczko, cieplutko, astry w ogródku kwitną jak szalone.
A ja siedzę przy oknie i gapię się w niebo i na te astry.
I żebym chociaż cokolwiek myślała.
Nic nie myślę, tylko mi smutno.
Niedziela, 24 września
To samo.
Wściec się można!
Wtorek, 26 września
Do wczoraj miałam taką upiorną chandrę, że ani rączką, ani nóżką. Ponieważ nie miewam porannych mdłości ani zachcianek kulinarnych typu kiszony ogórek z dżemem, doszłam do wniosku, że tak się objawia – między innymi – ciąża. No bo jakieś anomalie chyba trzeba wykazywać?
Jeżeli będzie tak dalej, to jak ja to wytrzymam?
Obejrzałam się w lustrze przy kąpieli. Na razie żadnych zmian. Ciekawe, czy bardzo utyję?
W pracy mały zastój. Naczelny dostał nasz scenariusz i jeszcze go czyta. Jak już przeczyta, trzeba się będzie wybrać do Warszawy, pokazać go w Dwójce. Napisałam też obszerną story o mojej kamieniarce i wysłałam do Reportażu.
Po powrocie do domu zastałam w skrzynce reklamówkę firmy kosmetycznej i co tu dużo gadać, zamówiłam kremów i balsamów na straszną sumę. Zaniedbana baba w ciąży to zgroza. Należy o tym pamiętać.
Facecik na razie siedzi cicho. A może to jednak kobietka? Mała, mądra kobietka, która nie będzie robiła mamusi wyrzutów o parę niezbędnych kosmetyków?
Najwyżej zrobię debet. Mój bank już się przyzwyczaił do moich debetów.
Czwartek, 28 września
Coś by trzeba ruszyć w sprawie Jarka. Przypomniałam sobie o tym problemie, bo pojawiły się w ramówce programy o uczelniach. Zbliża się październik i rok akademicki. Również w WSM-ce.
PAŹDZIERNIK
Niedziela, 1 października
Pierwszy października.
W poniedziałek inauguracje w większości uczelni.
Wtorek, 3 października
We wczorajszych dziennikach były przede wszystkim inauguracje na uniwersytetach, politechnikach, akademiach i wyższych szkołach. Rozumiem, że zarówno Jarek, jak i Karolek, do którego mam numer na komórkę, są już w zwartym szeregu studentów i w eleganckich mundurach zasuwają do szkoły!
Dam sobie jeszcze dwa dni, żeby nie wyglądało, że czekałam tylko na ten rok akademicki i obgryzałam paznokcie.
Czwartek, 5 października
Wytrzymałam do piętnastej i zadzwoniłam do Karolka.
– O, Wiktoria – ucieszył się. – Co słychać, płyniesz z nami? Bo ojciec ma ochotę zrobić jeszcze jeden rejs z przyjaciółmi, tak na pożegnanie sezonu. Miałem właśnie cię szukać.
Rejs. Ciekawe z jaką załogą.
– Dziękuję ci bardzo, Karolku, ale nie wiem, czy będę mogła, urlop mi się już skończył definitywnie. A u nas, wiesz, jak już się zacznie orkę, to trzeba orać do uśmiechniętej śmierci. Słuchaj, kochany, mam sprawę do twojego przyjaciela…
– Marcina – domyślił się, niesłusznie, Karolek. – Ale jeżeli chcesz, żeby ci pożyczył te szkockie ballady, to nie dzwoń do niego. Ja je mam. Mogę ci przegrać.
– A, to przegraj, przegraj koniecznie! I pozdrów Marcina bardzo serdecznie. Ale sprawę to ja mam do Jarka i potrzebuję do niego jakiś namiar.
– Ach, Jarka? Ale nie dzwoń do niego dzisiaj. Wszystko wskazuje na to, że może nie być w stanie używalności.
– O tej porze?
– Miał ciężkie przejścia wczoraj wieczorem. Właściwie to skończyliśmy dzisiaj rano. No i my poszliśmy od razu na zajęcia, a on nie dał rady. Zresztą, faktycznie, może do tej pory już się zdążył zreanimować. Ale nie zadawaj mu zbyt ciężkich zadań, bo mógłby nie podołać.
– Imieniny miał? Wczoraj było Jarosława?
– Gorzej. Oblewaliśmy koniec wolności naszego przyjaciela. Zaręczył się oficjalnie, gdzieś w pobliżu Nowego Roku będzie się żenił. Tradycyjna rodzina, narzeczona z pierścionkiem, takie rzeczy. Tatuś z hrabiów, a mamusia bizneswoman. Córka trochę dziwna, ale to w końcu będzie jego żona. Możesz mu od razu składać gratulacje.
Tego nie przewidziałam.
– Co ty mówisz? Żeni się! A czemu ta narzeczona dziwna? Ja przepraszam, to nie moja sprawa, ale sam zacząłeś, to już mów dalej.
– No, dziwna. Sama zobaczysz, jak z nami popłyniesz; ona też będzie. Taka jakaś wymokła blondaska. Miągwa makolągwa. Ale za to posiada butik, a może nawet dwa butiki, albo i trzy. Oraz łeb do interesów.
– A ten Jarek też ma zacięcie do biznesu?
– Nie mam pojęcia. Zawsze wydawało mi się, że Jarek to raczej chce na morze. Ale po naszych studiach można robić wiele rzeczy. Niekoniecznie pływać.
– Oj, Karolku, nie spodobała ci się dziewczyna przyjaciela – powiedziałam podstępnie. – Czy to aby ładnie?
– Jemu też ona się chyba nie za bardzo podoba – wylało się z Karolka. Po czym umilkło. Minęła dłuższa chwilka, nim Karolek odzyskał głos. – Wicia, ty jemu tego czasem nie powtarzaj. Nie powinienem ci tego wszystkiego mówić, ale wiesz, ja go lubię, to jest mój przyjaciel. Kandydatkę odwaliliśmy razem, od początku studiów mieszkamy w jednym pokoju – i nic nie wiedziałem. On jej przecież nie poznał w czasie wakacji, zresztą w czasie wakacji też byliśmy razem, na tym rejsie ty też byłaś, pamiętasz przecież…
No, raczej.
– I tu nagle się okazuje: trach, Jarecki ma narzeczoną. Znaczy, miał ją od dawna. Tylko nic nam nie mówił. Wstydził się nas?
– Jeżeli rzeczywiście ona mu się nie za bardzo podoba, a jednak się z nią żeni, to chyba naprawdę nie miał wam o czym mówić… Ale może ją jednak kocha?
Karolek nagle zachichotał.
– Kocha ją, kocha. W każdym razie bardziej niż swojego górala.
– Jakiego górala?
– Sprzedał rower i kupił jej ten pierścionek zaręczynowy. Z szafirem. I diamentami.
No pewnie. Jak się już ożeni z butikiem, kupi sobie mercedesa. Albo harleya-davidsona. Kurczę blade. A może się z nią żeni, bo jej też zrobił dziecko?! No, ale przecież o to Karolka nie spytam.
– Boże, co za miłość. Dosyć plotkowania. Dasz mi numer do niego?
– Proszę cię bardzo, wolisz telefon domowy czy komórkę? – Karola nie interesowało najwyraźniej, jakie też sprawy mogę mieć do jego kolegi, więc nie wyskakiwałam z żadną wymyśloną historyjką, aczkolwiek miałam ich kilka w zapasie.
Wolałam komórkę. Zawsze bardziej prywatna. A czy ja wiem, kto odbierze w domu i jaki będzie miał współczynnik wścibstwa? A może już narzeczona?
Otrzymałam z rozpędu oba numery oraz mnóstwo serdeczności od Króliczej familii z Tatą na czele. Tato będzie niepocieszony, że nie mogę z nimi płynąć. A to byłoby przecież tylko malutkie pływanko. Góra tydzień na zalewie, od wyspy do wyspy. No, a może jednak popłynę?
Zobaczyć tę jego miągwę…
No i co? Zobaczę i powiem: „Jareczku, na co ci ta miągwa?”. A on na to: „Rzeczywiście. Cholerna miągwa. Chyba jej zabiorę ten pierścionek. Lubisz szafiry?”.
Nie, to oczywiście idiotyzmy. Ale zawsze bym wiedziała, jak ona wygląda.
Wzięłam jeszcze raz słuchawkę do ręki i puknęłam klawisz „redial”.
– O, Wicia – ucieszył się głos Karolka. – Zapomniałaś o czymś czy zdecydowałaś się z nami płynąć?
– Może nie do końca płynąć, ale powiedz mi, kochany, kiedy chcecie to zorganizować?
– Od soboty do przyszłej niedzieli. Chcemy się pokręcić trochę tu i tam, to jeszcze nie jest sprecyzowane. Myślę, że będziemy odwiedzać po kolei wszystkich licznych przyjaciół Taty na Wolinie, w Świnoujściu, na Karsiborze też kogoś ma.
– Kusisz. Może dojadę do was na ostatni dzień lub dwa. Będziecie mieli miejsce?
– Tak sądzę, bo Dasza się nie wybiera, a Marcin będzie wysiadał w połowie. Ma jakieś takie zajęcia, z których nie może się urwać. A my z Jarkiem mamy praktycznie tydzień wolny. To co, powiedzieć, że możemy się ciebie spodziewać? Ucieszą się wszyscy.
– Dobrze. Bądźmy w kontakcie, trzymaj się, Karolku. Ucałowania dla Taty i wszystkich Królików.
Ciekawe, czy to naprawdę taka miągwa?
Piątek, 6 października
Pani sekretarka była uprzejma zawiadomić mnie, że w poniedziałek w Warszawie spotykamy się w sprawie Owsiaka. Usiadłam do komputera i jeszcze raz przerobiłam nasz scenariusz orkiestrowy. Siedziałam przy kompie do trzeciej w nocy. Muszą nam to wziąć!
Wtorek, 10 października
Chyba było nieźle. Nasze pomysły się spodobały, w dodatku miałyśmy bardzo precyzyjny scenariusz (o ile precyzyjny może być scenariusz złożony z pobożnych życzeń).
No i dobrze. Najpierw są pobożne życzenia, a potem się je realizuje!
Och, najważniejsze, że mamy co robić! I że można zrobić dużą zadymę.
Zadyma, zadyma, kocham zadymy!!!
Środa, 11 października
Przyszedł do mnie do redakcji Paweł.
– Jak samopoczucie? Młody kopie? Rozmawiałaś z tatusiem?
Początkowo nie zrozumiałam, co mój ulubiony operator ma na myśli.