Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » Diamentowa karoca 1: Łowca ważek
Diamentowa karoca 1: Łowca ważek - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Diamentowa karoca 1: Łowca ważek

Электронная книга - «Diamentowa karoca 1: Łowca ważek». Краткое содержание книги:

Rosja, maj roku 1905. Trwa na wpół przegrana wojna z Japonią. Wybuchła już, ale nie rozhulała się jeszcze rewolucja. Losy wojny i rewolucji przechylić chce nieuchwytny japoński dywersant, zwany Akrobatą. Ten istny geniusz zagłady ma tylko jednego godnego siebie wroga. Nieubłaganie tropi go cywilny doradca rządowy do spraw bezpieczeństwa kolei, Erast Pietrowicz Fandorin…
1 ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 ... 37
Перейти на страницу:
* * *

– Dramat, Glikerio Romanowna – szepnął Rybnikow. – Przepadłem.

Lidina, wzdychając, oglądała splamiony krwią koronkowy mankiecik, ale podniosła wzrok.

– Dlaczego? Co się stało?

W nieco zaczerwienionych, lecz nadal ślicznych oczach Wasyl Aleksandrowicz wyczytał stałą gotowość do czynu i raz jeszcze, któryś już raz tej nocy, zaskoczyła go nieprzewidywalność zachowania stołecznej szczebiotki.

Przy ratowaniu rannych i tonących Glikeria Romanowna zachowywała się niebywale: zamiast łkać, popaść w histerię czy choćby łykać łzy, w najcięższych chwilach zagryzała tylko dolną wargę, która do rana całkiem spuchła. Rybnikow aż głową kręcił, widząc, jak krucha strojnisia wyciąga z wody kontuzjowanego żołnierza i strzępem jedwabnej sukni przewiązuje krwawiącą ranę.

Raz, nie wytrzymawszy, sztabskapitan wymruczał nawet: „Czysty Niekrasow, Rosyjskie kobiety” *. I rozejrzał się szybko, czy nie słyszy ktoś tej uwagi, tak niestosownej w ustach tuzinkowego, szarego oficerka.

Po tym, jak Wasyl Aleksandrowicz ocalił ją z łap czarniawego narwańca, a zwłaszcza po kilku godzinach wspólnej pracy, Lidina zaczęła traktować sztabskapitana poufale, niczym starego przyjaciela – widać musiała zmienić zdanie o sąsiedzie z przedziału.

– Cóż się takiego stało? Niech pan powie! – rzuciła, patrząc nań wystraszonymi oczyma.

– Wpadłem na amen – wyszeptał Rybnikow, biorąc ją pod rękę i prowadząc z wolna w stronę pociągu. – Bo, prawdę mówiąc, do Pitra wyrwałem się samowolnie, bez wiedzy przełożonych. Siostra mi niedomaga. I teraz wszystko się wyda – fatalna sprawa…

– Odwach, co? – przejęła się Lidina.

– Żeby tam odwach, pół biedy. Gorzej z czym innym. Pamięta pani swoje pytanie o tubus? Tuż przed wybuchem? Naprawdę zostawiłem go w toalecie. To moje ciągłe roztargnienie…

– Tajne rysunki? – spytała przenikliwym szeptem, zakrywszy usta, Glikeria Romanowna.

– Właśnie. Bardzo ważne. Podczas tego wypadu nie wypuszczałem ich z rąk.

– I gdzie są? Tam, znaczy do toalety, pan zaglądał?

– Znikły – grobowym głosem oznajmił Rybnikow, zwieszając głowę. – Ktoś je zabrał… To już nie odwach! To trybunał. W trybie doraźnym.

– Okropność! – Dama szeroko otworzyła oczy. – Co robić?

– Mam do pani prośbę. – Rybnikow przystanął przed ostatnim wagonem. – Teraz, kiedy nikt nie patrzy, schowam się pod koła, a potem, w stosownej chwili, z nasypu dam nura w krzaki. Muszę uniknąć kontroli. Nie wyda mnie pani, prawda? Powie pani: „Skąd mam wiedzieć, gdzie się podział? Jechał, nic nie gadał, pamiętam tylko, że gbur”. A moją walizeczkę, tę z półki, proszę wziąć ze sobą, potem w Moskwie po nią wpadnę. Ostożenka, mówiła pani?

– Tak, dom Bomsego.

Lidina obejrzała się na ważnego petersburskiego naczelnika i żandarmów zmierzających w stronę pociągu.

– Pomoże pani, uratuje mnie? – Rybnikow cofnął się w cień wagonu.

– Pewnie! – Na twarzyczce Glikerii Romanowny pojawił się wyraz desperackiej stanowczości, jak wczoraj, gdy skoczyła do hamulca. – Wiem, kto ukradł pańskie plany! Ten wstrętny osobnik, co rzucił się na mnie! Dlatego tak się śpieszył! I bardzo możliwe, że most wysadził także!

– Jak to wysadził? – nie nadążał za jej słowami ogłupiały Rybnikow. – Cóż to za pomysł? Jak mógł wysadzić?

– A skąd mogę wiedzieć, nie jestem wojskowym. Bombę jakąś rzucił przez okno! Już ja pana uratuję! I pod wagon nie ma co się chować! – zawołała już w biegu; tak raptownie rzuciła się ku nadchodzącym żandarmom, że sztabskapitan nie zdołał jej powstrzymać.

– Kto tu rządzi? Pan? – zaatakowała eleganta o siwych skroniach. – Mam ważną wiadomość!

Mrużąc niespokojnie oczy, Rybnikow zerknął pod wagon, lecz na sus było za późno: zbyt wiele zwróciło się już w tę stronę oczu. Sztabskapitan zacisnął zęby i ruszył za Lidiną.

Ta zaś trzymała siwego za rękaw letniego płaszcza, niewiarygodnie szybko trajkocząc:

– Już ja wiem, kogo panu trzeba! Był tu jeden taki, niesympatyczny brunet, ubrany bez gustu, z diamentowym sygnetem – kamień ogromny, ale nie czystej wody. Bardzo podejrzany! Do Moskwy okropnie się śpieszył! Wszyscy jak jeden mąż zostali, mnóstwo osób pomogło ludzi z rzeki wyciągać, a on łaps za sakwojaż i pojechał! Jeszcze gorzej niż pojechał. Jak dotarła ze stacji pierwsza podwoda po rannych, podkupił furmana. Dał mu pieniądze, dużą sumę, i wio. A rannych nie zabrał!

– A jakże! – podchwycił nadkonduktor. – Pasażer z drugiego wagonu, przedział szósty. Sam widziałem, woźnicy setkę dawał – za furmankę! I pognał na stację.

– Siedziałbyś pan cicho, jeszcze nie skończyłam – wściekle machnęła nań Lidina. – Słyszałam, jak podpytywał tego chłopka: „Mają na stacji parowóz manewrowy?”. Czyli że chciał go wynająć, żeby szybciej uciec! Strasznie podejrzany, mówię panu!

Rybnikow słuchał w napięciu, bojąc się że kobieta zaraz wspomni o skradzionym jakoby tubusie, ale Glikeria Romanowna, mądrala, ani wspomniała o tym śliskim fakcie, zadziwiając sztabskapitana po raz kolejny.

– G-godny uwagi pasażer – rzekł zająkliwie jej szpakowaty słuchacz i energicznie skinął na oficera żandarmerii. – Poruczniku! Proszę posłać kogoś na tamtą stronę. W wagonie inspektorskim jest mój służący, Chińczyk, pan go zna. Galopem do mnie. Będę na stacji.

I szybko ruszył wzdłuż ekspresu.

– A co z pociągiem, inżynierze Fandorin? – krzyknął w ślad za nim porucznik.

– Odprawić! – rzucił w marszu jąkała.

Snujący się opodal typ o prostackiej fizjonomii i obwisłym wąsie strzelił palcami – podbiegły doń dwie niepozorne figury i cała trójka o czymś zaszeptała.

Glikeria Romanowna tryumfalnie zawróciła do Rybnikowa.

– No i proszę, wszystko się ułożyło. Obeszło się bez kicania niby zając po krzakach. I pańskie szkice się znajdą.

Lecz sztabskapitan patrzył nie na nią, tylko w plecy tego, kogo porucznik nazwał Fandorinem. Żółtawe oblicze Wasyla Aleksandrowicza zastygło niby maska, a w jego kocich oczach migały dziwne błyski.

Naka-no-ku

Zgłoska pierwsza, w której Wasyl Aleksandrowicz bierze urlop

Pożegnali się jak przyjaciele i, rzecz jasna, nie na zawsze: Rybnikow obiecał, że gdy wszystko załatwi, nie zaniedba wizyty.

– Byle na pewno – przykazała surowo Lidina, ściskając mu dłoń. – Nie daje mi spokoju pański tubus.

Sztabskapitan upewnił ją, że teraz jakoś się już wykręci, i rozstał się z czarującą damą, doświadczając pomieszanych uczuć żalu i ulgi, ze znaczną przewagą tej ostatniej.

Potrząsnął głową, by wyzbyć się zbędnych myśli, i z miejsca udał się do dworcowego urzędu telegraficznego. Oczekiwała go tam depesza na poste restante: „Kierownictwo firmy gratuluje świetny sukces sprzeciw cofnięty można przystąpić projekt uzyskania towaru szczegóły osobno”.

Uznanie zasług, a zwłaszcza wycofanie jakichś zastrzeżeń musiało być dla Rybnikowa nader ważne. Rozjaśnił się, a nawet zanucił o toreadorze.

W sposobie bycia sztabskapitana coś się zmieniło. Co prawda, mundur (jeszcze bardziej sfatygowany po nocnych przygodach) nadal zwisał zeń jak worek, lecz ramiona wyprostowały się, a oczy spoglądały śmielej; przestał też utykać.

Wbiegłszy schodami na drugie piętro, gdzie ciągnęły się pomieszczenia służbowe, Rybnikow ulokował się na parapecie, skąd mógł widzieć cały pusty, szeroki korytarz, i wydobył notes, zapisany cytatami i aforyzmami na wszelkie okoliczności życiowe. Widniało tam i sakramentalne: „Kula durna, bagnet zuch” *, i „Rosjanin wolno zaprzęga, lecz szybko jedzie”, i „Kto mądry a pijany, dwa rozumy zjadł”; a ostatnia z maksym, jakie przykuły jego uwagę, brzmiała: „«Choć jesteś Iwanow Siódmy, aleś cymbał» A. P. Czechow” *.

вернуться

* Symbol poświęcenia. Dwa poematy (1872-73), gdzie Mikołaj Niekrasow sportretował księżnę Katarzynę Trubecką i księżnę Marię Wotkońską, które dożywotnio towarzyszyły mężom dekabrystom na syberyjskim zesłaniu (przyp. tłum.).

вернуться

* Maksyma stawnego wodza z czasów Katarzyny II, Aleksandra Suworowa (przyp. tłum.).

вернуться

* Kolejne nawiązanie do noweli Kuprina, gdzie podejrzewany o szpiegostwo sztabskapitan Rybnikow dwukrotnie wymyka się indagacji słowami puenty humoreski Czechowa Książka zażaleń (1884). Numery porządkowe dodawano do popularnych nazwisk w sferach teatralnych, wojsku i – jak u Czechowa – na kolei (przyp. tłum.).

~ 9 ~ Предыдущая страница Следующая страница var width = window.innerWidth || document.documentElement.clientWidth || document.body.clientWidth; if (width > 768) { (function(w, d, n, s, t) { w[n] = w[n] || []; w[n].push(function() { Ya.Context.AdvManager.render({ blockId: "R-A-430869-4", renderTo: "yandex_rtb_R-A-430869-4", async: true }); }); t = d.getElementsByTagName("script")[0]; s = d.createElement("script"); s.type = "text/javascript"; s.src = "//an.yandex.ru/system/context.js"; s.async = true; t.parentNode.insertBefore(s, t); })(this, this.document, "yandexContextAsyncCallbacks"); } var width = window.innerWidth || document.documentElement.clientWidth || document.body.clientWidth; if (width
1 ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 ... 37
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)