Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » Diamentowa karoca 1: Łowca ważek
Diamentowa karoca 1: Łowca ważek - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Diamentowa karoca 1: Łowca ważek

Электронная книга - «Diamentowa karoca 1: Łowca ważek». Краткое содержание книги:

Rosja, maj roku 1905. Trwa na wpół przegrana wojna z Japonią. Wybuchła już, ale nie rozhulała się jeszcze rewolucja. Losy wojny i rewolucji przechylić chce nieuchwytny japoński dywersant, zwany Akrobatą. Ten istny geniusz zagłady ma tylko jednego godnego siebie wroga. Nieubłaganie tropi go cywilny doradca rządowy do spraw bezpieczeństwa kolei, Erast Pietrowicz Fandorin…
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 37
Перейти на страницу:

Po Czechowie szły puste strony, lecz sztabskapitan wyjął płaski flakonik z bezbarwną cieczą, kapnął ją na papier, roztarł palcem, i na kartce wystąpiły dziwne znaki, podobne do splątanych wężyków. Tak samo postąpił z kilkoma kolejnymi stronami – i na nich także nie wiedzieć skąd wychynęły osobliwe gryzmoły. Czas jakiś Rybnikow wpatrywał się w nie wnikliwie. Potem podumał, poruszając wargami, zapamiętując. A po minucie czy dwóch nakreślone zygzaki same znikły.

Wrócił do telegrafu i wysłał dwie priorytetowe depesze – do Samary i Krasnojarska. Treść była jednakowa: prośba o przybycie do Moskwy „w wiadomej sprawie” 25 maja i 1 wiadomość, że zamówiono „numer w tym samym hotelu”. Podpisał się sztabskapitan nazwiskiem „Iwan Gonczarow”.

Na tym bodajże skończyły się sprawy pilne. Wasyl Aleksandrowicz zszedł do restauracji i posilił się z apetytem, przy czym nie skąpił – pozwolił sobie nawet na koniak. Kelnerowi dał napiwek nie ekstrawagancki może, ale suty.

Lecz był to dopiero wstęp do czarodziejskiej metamorfozy mundurowego ciamajdy.

Z dworca sztabskapitan pojechał na ulicę Kuźniecki Most, do sklepu z ubraniami. Subiektowi napomknął, że wylizawszy się z ran, wraca do cywila i chce się zaopatrzyć w przyzwoitą garderobę.

Kupił dwa ładne letnie garnitury, marynarkę, kilka par spodni, sztyblety kamasze i amerykańskie pantofle, angielską cyklistówkę, słomkowego kanotiera, wreszcie pół tuzina koszul. Przebrał się od razu, schował do walizki podniszczony mundur i kazał zawinąć w papier szablę.

I jeszcze jedno: do sklepu Rybnikow przybył ze zwyczajnym „sałatą”, oddalił się zaś lakierowanym wolantem na gumach, z tych, co to za samo wsiadane bierze się pół rubla.

Wypakować bagaże fircykowaty klient zlecił przy biurach drukarni Fuchtela i zwolnił pojazd. Pilno mu było odebrać zamówienie, setkę cartes de visite korespondenta agencji telegraficznej Reutera, przy czym imię na wizytówkach było jego, Rybnikowowskie – Wasyl Aleksandrowicz, lecz nazwisko najzupełniej odmienne: Sten.

Stąd świeżo upieczony pan Sten (choć, by się nie pogubić, niech może zostanie „Rybnikow”) wyruszył już pięciorublową dwukonką. Polecił zawieźć się na Czyste Prudy, do pensjonatu Saint-Saëns, lecz najpierw chciał wstąpić gdzieś po bukiet białych lilii. Zuchowaty stangret potwierdził z szacunkiem: „Tak jest, słucham jaśnie pana”.

* * *

Wdzięczny empirowy pałacyk oddzielała od bulwaru tylko krata. Sądząc po zdobiącej bramę girlandzie z kolorowych lampionów, pensjonat szczególnie malowniczo przedstawiać się musiał pod wieczór. Ale teraz dziedziniec i podjazd były puste, wysokie okna bielały zapuszczonymi firankami. Rybnikow zapytał o hrabinę Beauvaudois i wręczył szwajcarowi wizytówkę. Nie upłynęła minuta, a z głębi domu, który wewnątrz okazał się znacznie obszerniejszy, niż zdawał się z zewnątrz, wyszła pulchna dama – niemłoda, ale też i niestara, wielce zadbana, z makijażem tak umiejętnym, iż tylko wprawny wzrok dostrzegłby ślady kosmetycznych zabiegów.

Na widok Rybnikowa nieco drapieżne oblicze hrabiny przebiegł skurcz. Zaraz jednak zajaśniało uprzejmym uśmiechem.

– Drogi, najdroższy przyjacielu! – zerknęła z ukosa na wizytówkę. – Najdroższy Wasylu Aleksandrowiczu! Szalenie jestem rada widzieć pana! I nie zapomniał pan, że uwielbiam białe lilie! Jak to miło!

– Ja niczego nie zapominam, droga Beatrix – były sztabskapitan schylił się ku lśniącej pierścieniami ręce.

Na te słowa gospodyni odruchowo dotknęła wspaniałych, upiętych wysoko popielatych włosów, patrząc z niepokojem na schyloną potylicę szarmanckiego gościa. Lecz gdy Rybnikow uniósł głowę, na pełnych wargach hrabiny znów promieniał czarowny uśmiech.

Wystrój salonu i korytarzy cechowały pastelowe tony, ze ścian połyskiwały kopie Watteau i Fragonarda. Tym dobitniejszy kontrast przedstawiał gabinet, do którego wprowadziła gościa arystokratka: żadnych pretensjonalnych dwuznaczności, księgi buchalteryjne na biurku, pulpit, etażerka na papiery. Znać było, że hrabina to osoba rzeczowa, nienawykła tracić darmo czasu.

– Proszę się nie niepokoić – powiedział Wasyl Aleksandrowicz, sadowiąc się w fotelu i zakładając nogę na nogę. – Wszystko w porządku. Całkiem nieźle, tu oddaje pani usługi nie mniejsze niż w Port Arthur i Władywostoku. Ja nie w interesach. Pojmuje pani, zmęczenie. Postanowiłem wziąć mały urlop, parę dni spokoju. – Uśmiechnął się wesoło. – Wiem z doświadczenia: im większy wokół burdel, tym spokojniej.

– To nie żaden burdel, tylko najlepszy zakład w mieście! – odparła z urazą hrabina Beauvaudois. – W niespełna rok mój pensjonat zyskał sobie najlepszą reputację! Odwiedzają go najprzyzwoitsi ludzie, ceniący ciszę i obyczajność!

– Wiem, wiem – z tym samym uśmiechem przerwał jej Rybnikow. – Dlatego właśnie wprost z pociągu pośpieszyłem, droga Beatrix, do pani. Cisza i obyczajność – tego mi właśnie trzeba. Nie deranżuję pani?

– Nie wolno tak mówić – odrzekła jak najpoważniej gospodyni. – Jestem bez reszty do pańskich usług. – I po chwili wahania spytała delikatnie: – Miałby pan może ochotę odpocząć z którąś z panienek? Są tu wyjątkowo przyjemne. Zapewniam: wszelkie zmęczenie przejdzie jak ręką odjął.

– Nie trzeba – zapewnił grzecznie korespondent. – Niewykluczone, że przyjdzie mi zabawić u pani ze dwa-trzy tygodnie. Gdybym wszedł w bliższe związki z którąś z pani… pensjonariuszek, mogłoby to wzbudzić zazdrość i swary. Całkiem zbyteczne.

Beatrix przytaknęła, uznając zasadność wywodu.

– Umieszczę pana w apartamencie trzypokojowym, z osobnym wejściem. To skrzydło dla klientów gotowych płacić za pełną dyskrecję. Tam będzie panu najwygodniej.

– Doskonale. Wszystkie koszta, ma się rozumieć, pokryję.

– Wielkie dzięki. Poza izolacją od głównej części domu, gdzie nocami bywa czasem dość gwarno, są też inne wygody. Pokoje łączą ukryte drzwi, co może się przydać.

– Idę o zakład – mruknął Rybnikow – że są i fałszywe lustra, przez które tak łatwo robić sekretne fotografie. Jak w Port Arthur, nieprawdaż?

Gospodyni uśmiechnęła się bez słowa.

* * *

Lokum usatysfakcjonowało Rybnikowa. Poświęcił kilka godzin na zagospodarowanie się, choć w nie całkiem zwykłym sensie tego słowa. Z przytulnością i komfortem nic wspólnego te zajęcia domowe nie miały.

Położył się o północy i zafundował sobie iście królewski odpoczynek, jakiego nie zaznał od dawna: przespał całe cztery godziny, dwie dłużej niż zwykle.

Zgłoska druga, w której Masa narusza neutralność

Pasażer z szóstego przedziału nie sprawił Erastowi Pietrowiczowi zawodu. Przeciwnie, im dalej, tym rzecz przedstawiała się bardziej obiecująco.

Na stacji Fandorin odszukał furmana, który zabrał niecierpliwego osobnika z brzegu Łomży. Potwierdziły się zeznania ślicznotki – chłop przyznał, że Niemiec faktycznie nie poskąpił stówki.

– Czemu Niemiec? – zapytał inżynier.

– A bo to nasz – zdziwił się woźnica – odżałuje stówkę, jak tu słuszna zapłata pięć ałtynników? * – A pomyślawszy, dodał: – I mowę miał cudaczną.

– Co znaczy „cudaczną”? – dopytywał się Erast Pietrowicz, ale tego już tubylec objaśnić nie potrafił.

вернуться

* Ałtynnik – srebrna trzykopiejkówka z XVIII w., przywoływana zwyczajowo podczas przeliczeń na wsi (przyp. tłum.).

1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 37
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)